O wszystkimOpinie

Prawdziwa bajka XXI wieku

dodany przezKamil Timoszuk 1 grudnia 2014 0 Komentarzy

W każdym z nas bez względu na wiek, kryje się kawałek dziecka, który w zależności od potrzeb wychodzi czasami na światło dzienne. Są różne sposoby na to, żeby tego małego człowieczka od czasu do czasu w sobie obudzić. Jedną z takich metod jest zaaplikowanie sobie dobrej historii animowanej na dużym ekranie, która w przeciągu paru chwil potrafi nas przenieść w dziecięcy świat.

Filmów animowanych, które mają takie właściwości przenoszące dorosłego człowieka w dziecięcy świat, w ostatnich latach powstało całkiem sporo. Kreskówki w dzisiejszych czasach bardzo często nie są już tylko zwykłymi bajkami, które mają zabić czas dla dzieci. Nie licząc tych czasami bzdurnych kreskówkowych seriali, to pozycje długometrażowe skierowane głównie do kina, czasami starają się ze sobą nieść trochę więcej wartości. I o dziwo, czasami nawet im się to udaje. Tak jak w przypadku bajki „Wielka Szóstka”.

Wielka Szóstka plakat

„Wielka Szóstka” to najnowsza pozycja proponowana nam przez wytwórnię filmów Disneya czyli światowego potentata w tej dziedzinie. Szczególnie jeśli chodzi o bajkowe historie, które dla wielu pokoleń zarówno tych małych jak i przede wszystkim już tych bardziej dorosłych ludzi, są iście kultowe. Nie sposób wymienić wszystkich tych dzieł, jakie wyszły spod rąk pracowników tej wytwórni, które stały się prawdziwymi hitami. Czy do tego grona ma szansę dołączyć najnowsza pozycja? Jest przynajmniej kilka znamion, które by mogły na to właśnie wskazywać.

Opowieść reżyserowana przez Dona Halla oraz Chrisa Williamsa, to inspirowana komiksem Marvela historia o chłopaku imieniem Hiro. Miejscem gdzie toczy się akcja, jest swoistym połączeniem dwóch przeciwstawnych pod wieloma względami kultur – amerykańskiej oraz japońskiej. Miasto w którym rozgrywa się wszystko nosi nazwę San Fransokyo czyli jest to ewidentne zestawienie San Francisco i Tokyo. Zresztą takich smaczków w bajce jest cała masa. Hiro jest natomiast młodym geniuszem, który ma marzenie zostać mistrzem nielegalnych ulicznych walk robotów. Wszystko jednak się zmienia gdy „przez przypadek” odwiedza on pracownię swego brata, w której poznaje grupę kompletnie różnorodnych nerdów do których chciałby w przyszłości dołączyć. Ową grupę tworzą nieustraszona ryzykantka, neurotyczny miłośnik porządku, genialna chemiczka, zwariowany fan komiksów oraz nieco nadopiekuńczy robot Baymax. Mieszanka iście wybuchowa. Cała grupa z Hiro na czele, w zbiegu różnych nieprzewidzianych okoliczności, jest wystawiona na próbę z którą muszą sobie w jakiś sposób poradzić. W taki tez trochę przypadkowy sposób stają się oni tytułową wielką szóstką, która ma za zadanie obronić miasto i znaleźć odpowiedzi na kilka ważnych pytań.

Panowie odpowiedzialni za to jak wygląda ten film animowany zostali postawieni z jednej strony przed bardzo trudnym zadaniem pogodzenia w jednym filmie tak różnych postaci o tak różnych charakterach. Z drugiej zaś strony, było to prawdziwe pole do popisu dla każdego kto lubi wielowątkowość i różnobarwność w opowieści. Cały film jest trochę takim sklepem z zabawkami, gdzie już od wejścia atakuje nas paleta barw i kształtów, pośród których mamy niepowtarzalną okazję wybierać i przebierać aż do znudzenia. O nudzie jednak nie ma mowy, ponieważ film na to nie pozwala nawet na chwilę. Akcja prowadzona jest tak sprawnie i tak różnorodnie, że widz, i ten młodszy i ten starzy, siedzi w fotelu jak zahipnotyzowany i czeka na to co wydarzy się już za chwilę. Animacja w tym filmie jest na najwyższym światowym poziomie, na który wspiąć się może naprawdę niewiele wytwórni. Jak dla mnie był to prawdziwy majstersztyk, choćby dla którego warto wybrać się do kina aby to zobaczyć i poczuć.

Ważnym elementem tego typu filmów w polskiej wersji jest też oczywiście dubbing. Ten także dostosowuje się w sposób znakomity do poziomu całej produkcji. Może nie będzie on za jakiś czas tak kultowy jak choćby ten ze Shreka, ale moim zdaniem nie odstaje on specjalnie poziomem od największych dzieł pod tym względem. Humor zawarty w dialogach, jak zwykle dostosowany jest do różnego wieku widowni, tak aby zarówno dzieci jak i rodzice mogli wychwycić jakieś smaczki w tej materii 😉 Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, to nie jest to na pewno punkt, w którym mógłbym wypunktować jakieś niedociągnięcia tego filmu. Jej autorzy doskonale wiedzieli kiedy mogą docisnąć z rytmem i bitem, a kiedy uspokoić całą akcję. Dało to efekt, który widza na pewno nie gryzie w uszy, a jedynie sprawnie łagodnie przeprowadza przez tę historię.

„Wielka Szóstka” to opowieść XXI wieku o przyjaźni, prawdzie, poświęceniu, marzeniach czy też kilku innych tak ważnych aspektach naszego życia. Wszystko to jest zapakowane w bardzo błyszczący i mieniący się różnobarwnym światłem papierek, który jednak nie odwraca naszej uwagi od tego co w tym filmie jest najważniejsze. Wielu osób, które jest bardziej zagłębionych w kulturę na przykład Japonii, znajdzie tam sporo smaczków nadających sznytu tej opowieści. Ja natomiast jestem pod dużym wrażeniem tego jak Disney za sprawa swego filmu, po raz kolejny przeniósł tak starego chłopa jak ja w dziecięcy świat, który teoretycznie jest już tak odległy. Za sprawą tej bajki, długimi momentami siedząc w kinowym fotelu, można się poczuć tak jak wiele lat temu, kiedy prawie każdą bajkę na kinowym ekranie oglądało się niemal z wypiekami na twarzy. Jest to na tyle fajne uczucie, że bez najmniejszego skrępowania szczerze polecam również i wam.