CrossFitLudzieO wszystkim

Pracuję po to aby jeść

dodany przezKamil Timoszuk 15 lipca 2015 0 Komentarzy

W naszych życiach bardzo często jest tak, że czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, kiedy zaczynamy nowy etap w naszym życiu. Dzieje się to przeważnie nagle, niespodziewanie i kompletnie znienacka. I w taki też sposób na swoją stosunkowo nową drogę życiową trafił ktoś z kim uciąłem sobie przyjemną rozmowę.

Paweł Kozak, czyli bohater dzisiejszego tekstu, to świetny przykład kogoś, kto dzięki swojemu uporowi i pracy doszedł do czegoś praktycznie od zera. Chłopak, który przypadkiem trafił na CrossFit kilka lat temu, i zakochał się w nim niemal od pierwszego poderwania sztangi. Dalej zaś było już tylko zagłębianie się w tym uczuciu i wiele ciężkiej pracy, która doprowadziła go do obecnego miejsca. Miejsca w którym jest trenerem w jednym z warszawskich crossfitowych boxów, a kilka miesięcy temu zaliczył on swój debiut na największym crossfitowym wydarzeniu w Europie czyli CrossFit Games Regionals.

Paweł Kozak 1

Jako, że Paweł jest bardzo zajętą osobą, która ma wiele obowiązków, dlatego umówić się z nim na choćby chwilę rozmowy to nie lada sztuka. Ale, dla chcącego nic trudnego 🙂 Co ciekawe, tego dnia, kiedy ja przyjechałem z Białegostoku do Warszawy aby go odwiedzić w jego królestwie zwanym CrossFit GCW, on wybierał się właśnie w drogę do… Białegostoku. Na szczęście znalazł on czas aby odpowiedzieć na kilka pytań, tym samym narażając się na gniew czekających na niego przyjaciół. Tak więc czytając poniższy wywiad doceńcie to jak wielkim kosztem był on okupiony 😉

Paweł Kozak 2

– Kiedy oraz jak pojawił się w twoim życiu CrossFit, bo krąży na ten temat parę legend? 😉

CrossFit zacząłem trenować głównie przez nieoficjalne mistrzostwa Polski zorganizowane w Krakowie czyli Reebok CrossFit Fitness Championship w 2012 roku. Na AWF-ie w Warszawie był rozstawiony przenośny box, gdzie można było zapisać się i zrobić trening eliminacyjny. Pamiętam, że w tamtym czasie strasznie mi się spodobało to całe machanie żelastwem, bo był to głównie trening wydolnościowy. Jako pływak także spędzałem sporo czasu na lądzie, robiąc sobie takie właśnie workouty, nie znając jeszcze wtedy pojęcia CrossFit. Wymyślałem sobie na przykład bieganie po schodach, robienie pompek czy też wskakiwałem na stołki.

Paweł Kozak 3– Skąd czerpałeś pomysły na takie właśnie treningi? Czyżby z internetu?

A wiesz, że nie? Te treningi to głównie zasługa mojego trenera od pływania, który nas wszystkich bardzo fajnie ukształtował pod tym względem, że każdy trenował głównie dla siebie. Na obozach przygotowawczych spędzałem ponad połowę dni w roku, a więc było to niemal konieczne, aby trener zaszczepił we mnie tę pasję do trenowania i aktywnego spędzania czasu. Pamiętam, że wtedy normą było bieganie po górach, wbieganie na Morskie Oko czyli ponad 11 kilometrów tylko po to, aby dostać od niego tak zwanego „plusa”. Co też ciekawe – nie biegaliśmy wtedy po ścieżkach. Jednym z takich challenge było na przykład to, aby zdobyć koronę drzew w Smereku. To wszystko było dla mnie o tyle potrzebne i korzystne zarazem, ponieważ jako pływak miałem bardzo duże problemy z utrzymaniem wagi. Jest to jedna z różnic dzieląca CrossFit i właśnie pływanie, ponieważ trenując CrossFit jesteś aktywny praktycznie cały czas. W pływaniu natomiast masz sezon, a po sezonie okres roztrenowania, podczas którego moje wahania wagi jako młodzieżowca sięgały nawet 12 kilogramów. Kiedy jednak dochodziłem do wagi, gdy koledzy się ze mnie śmiali, że jestem Louie Anderson, wtedy zacinałem się na 2 miesiące aby pozbyć się tego nadmiaru wagi.

Kiedyś właśnie wracając z biegania po Lasku Bielańskim, zobaczyłem tę strefę CrossFit, gdzie zrobiłem trening, który od razu był eliminacjami do Reebok CrossFit Fitness Championship. Dokładnie pamiętam, że pierwszym crossfitowym treningiem jaki wykonałem w swoim życiu, było to także eliminacyjne „DT” zrobione sztangą ważącą 60 kilogramów. Moją ówczesną technikę można sobie zobaczyć na filmiku, który wrzuciłem do internetu 🙂

Gdy sam to oglądam w tej chwili, i mam zarazem wiedzę oraz doświadczenie 3 lat, to śmiało mogę powiedzieć, że człowiek trenując w taki sposób, po takim czasie powinien być na wózku inwalidzkim. Z drugiej jednak strony, to pokazuje też niesamowity fakt, jak bardzo człowiek może się zmienić i wytrenować. Tu też wychodzi coś takiego, że trener potrafił mnie ukierunkować na aktywne życie związane ze sportem, ale niestety nie potrafił popchnąć dalej. Niestety brak jest w Polsce wiedzy metodologicznej i za bardzo idzie się w specjalizację danej dyscypliny sportowej, zamiast poświęcić trochę tego czasu na ogólny rozwój sportowców. Ja będąc teraz po studiach i po wielu szkoleniach uważam, że jest to niesamowicie ważne. Za wczesna specjalizacja skutkuje tym, że tak jak ja w wieku 20 lat pływałem po 5 godzin dziennie, a pomimo tego i tak nie byłem w stanie osiągnąć takich wyników jakie powinienem. Trener także nie powiedział mi w pewnym momencie, żebym być może sobie odpuścił to pływanie i znalazł sobie coś innego, jak na przykład CrossFit. Później moje pływanie tak naprawdę mijało się już z celem. Muszę jednak przyznać, że ta moja przygoda zahartowała mi zarówno głowę jak i też serce do sportu, bo nie jestem już w stanie nie trenować. Jednak pływanie po tych kilka godzin dziennie przez 12 lat zostawiło we mnie jakiś ślad.

Paweł Kozak 4– Wracając jeszcze do twoich pierwszych zawodów w Krakowie, to tam można by rzecz, że większość osób biorących udział w tej imprezie dopiero uczyła się na niej prawdziwego CrossFitu.

Racja, bo ze mną było podobnie. Dla mnie to było zaskakujące, że dostałem się do takich zawodów, wykonując trening takimi standardami jakimi wówczas robiłem. Pamiętam, że drugi workout eliminacyjny składał się z 50 jumping pull ups, 100 push ups i 200 air squat. Wtedy jednak wszystkim zależało bardziej na intensywności wykonywania, aniżeli na technice i trzymaniu standardów każdego z ćwiczeń. Szkoda jednak, że nie ma żadnych materiałów filmowych z zawodów w Krakowie, bo to jest jednak kawałek fajnej historii.

Paweł Kozak 5– Co zaraziło ciebie w CrossFicie, że po tych pierwszych zawodach zostałeś przy tej dyscyplinie sportu?

Mówiąc szczerze i uczciwie, to w stosunku do pływania, to jednak trening CrossFit znacznie więcej oddaje mi podczas zawodów. Oznacza to mniej więcej tyle, że wiem ile wkładam pracy i wysiłku w obecne trenowanie jak i też ówczesne. I teraz już wiem, że to w CrossFicie jestem w stanie osiągnąć więcej. Inną sprawą też jest to, że jestem zawodnikiem, który jest bardzo podatny na wszelkie czynniki mentalne. W pływaniu było pod tym względem jeszcze gorzej, ponieważ po wskoczeniu do wody zostawałem sam ze swoimi myślami i gdzieś tam w oddali z szumem tworzonym przez kibiców. Drugą sprawą, która mnie przyciągnęła do CrossFitu była intensywność. Przez pół roku byłem kulturystą, kiedy po zakończeniu swojej przygody z pływaniem nie wiedziałem jaką dalszą sportową drogę mam wybrać. Mając do tego predyspozycje, spędzałem mnóstwo czasu na siłowni, gdzie treningi trwały po 3 i więcej godzin, ale kilkuminutowe przerwy były zabójcze 😉 Do tego dieta składająca się głównie z kurczaka, ryżu i pomidorów, po pół roku niemal się już mówiąc dosadnie wylewała się ze mnie. W tamtych czasach trzeba też przyznać, że CrossFit trenowało się trochę inaczej. Na początku mojej przygody nie liczyła się systematyczność, technika i intensywność, tylko w panowała kolejności intensywność, systematyczność, technika. Jednak jarało mnie to strasznie, bo mogłem się doprowadzić do takiego stanu jak w pływaniu. Po tych dwóch latach mogę też powiedzieć, że nie ma nic cięższego niż pływanie. Jest to przede wszystkim sport męczący psychicznie, i niemal wyżymający z ciebie energię. Ale to CrossFit jest intensywniejszy, bardziej różnorodny, a przez to też i ciekawszy.

Paweł Kozak 6– Jak w takim razie dochodzi się „od zera do bohatera” czyli od człowieka znikąd, do kogoś kto jedzie na Regionalsy?

Powiem ci szczerze to co pewnie powtórzy ci także wielu polskich czołowych crossfiterów, którzy już mają pewne doświadczenie, a mianowicie to że najważniejsza w tym wszystkim jest ciężka praca, zaangażowanie i uczenie się na własnych błędach. Na pewno zaś nie pomaga fakt obrażania się na wszystkich i wszystko, nie pomaga także myślenie, że jest się już najlepszym. Zdecydowanie bardziej motywująca do pracy jest myśl „ja pierdzielę, ile ja jeszcze mam rzeczy do zrobienia i do poprawy”. Tę świadomość jednak moim zdaniem zdobywa się przede wszystkim na zawodach. Tak jak myślałem po zawodach w Czechach, Łodzi czy też innych miejscach w Polsce, że na Regionalsach musi być dobrze, okazało się nieprawdą. Niestety, pojechałem tam, dostałem dwa plaskacze, złe przygotowanie, stres, za mało startów przed Kopenhagą i mam nauczkę na przyszłość. Nie szukam jednak wymówek, a traktuję to jako naukę na przyszłość, którą postaram się wykorzystać. W CrossFicie piękne jest też to, że nawet jeśli jesteś przygotowany na teoretyczne 100%, to zawsze znajdzie się coś co może cię zastopować.

Paweł Kozak 20– A jakie ogólne wrażenia przywiozłeś z Kopenhagi?

Sam byłeś, widziałeś. Pomimo tego, że na kilku zawodach zarówno w Polsce jak i Europie już byłem, to ogrom imprezy w Danii jest porażający. Niesamowitą rzeczą jest już sama otoczka tych zawodów czyli ci wszyscy ludzie w postaci zawodników, sędziów, obsługi czy też kibiców czyli tak zwanego community. Logistyka zawodów czyli słynne już zakończenie zawodów o 16:48, czy też startowanie każdego z heatów równo niemal co do sekundy. Bliskość tych wszystkich zawodników/rywali dobrze też uświadamia, gdzie się w danej chwili jest, a gdzie są oni. Przed Regionalsami myślałem, że jak będę przygotowany dobrze ciężarowo, to będzie dobrze, a tu okazało się, że znacznie ważniejsza była wytrzymałość gimnastyczna. Poza tym w przygotowaniach za bardzo i za szybko chciałem zrobić pewne rzeczy, a do tego musiałem to wszystko jeszcze pogodzić z pracą, nauką, szkoleniami i życiem prywatnym. Nie ukrywam, że sam fakt awansu do Regionalsów był dla mnie dużym zaskoczeniem, pozytywnym ale jednak zaskoczeniem.

Po powrocie do kraju z Kopenhagi potrzebowałem 2-3 dni kompletnego odpoczynku – zarówno fizycznego jak i psychicznego. Miałem doła, bo dobrze wiedziałem, że w Kopenhadze to nie byłem ja. Potwierdzała to także Patrycja Horodyńska z którą trenuję w CrossFit GCW, także mówiła, że zna mnie i wie, że stać mnie na więcej, bo w Kopenhadze na pewno nie byłem sobą. Teraz, gdy odpocząłem i powtórzyłem te treningi z zawodów, to różnica jest niesamowita. To też pokazuje jak ważna w tym wszystkim jest głowa. Kiedy jesteś tam, możesz mówić, że nie narzucasz na siebie żadnej presji, ale kiedy słyszysz „3, 2, 1 GO!”, a na trybunach powiewa polska flaga, to głowa czasami potrafi płatać figle. Jest to jednak dla mnie dobra nauczka na kolejny rok, kiedy wiem, że na pewno tam znowu będę.

Paweł Kozak 11– No dobrze, a czy mając obecne doświadczenie zebrane przez ostatnich kilka miesięcy to czy zmieniłbyś coś zarówno w przygotowaniach, jak i na samej imprezie?

Zdecydowanie tak! Już teraz zmieniłem swoje przygotowania. Ja jestem zawodnikiem, który potrzebuje dużo czasu do tego aby się dobrze rozgrzać przed startem i wprowadzić swój organizm w stan gotowości. Regionalsy natomiast udowodniły mi, że tak absolutnie nie może być. Obserwując najlepszych zawodników w Europie stwierdzam, że to ja spędzałem najwięcej czasu w strefie rozgrzewkowej, gdzie ćwiczyło mi się znacznie lepiej niż podczas samego startu. Przyłożyło się też do tego to, że przed każdym startem czekałem w blokach startowych jakieś 10-15 minut, gdzie traciłem całą wypracowaną wcześniej ciepłotę ciała. Teraz wiem, że muszę się nastawić bardziej na bycie po prostu walecznym czyli przyjść rozgrzać się na 80, 100, 120 kilogramach po 4-5 serii, a nie musieć utrzymywać cały czas stan gotowości swojego ciała. Poza tym przed samymi zawodami wiem, że muszę więcej odpocząć i dać sobie zwykłego luzu. Głównie dlatego, że do samych Regionalsów zakwalifikowałem się układając sam sobie plan treningowy co uważam za swój sukces. Jednak do zawodów przygotowywałem się już programem MisFit Athletics, który mnie po prostu zmęczył. Podczas samej rywalizacji wszystko mi puchło w tak niesamowitym tempie, że po skończonych WOD-ach zamiast zwijać się ze zmęczenia, schodziłem z placu ze łzami w oczach. Dlatego teraz już wiem, że oddam się całkowicie trenowaniu według planu MisFit  lub też The Training Plan, do czego namawia mnie Bartłomiej Lipka. Bez względu jednak na to, która to opcja będzie, chciałbym przepracować od A do Z cały rok pod okiem właśnie takiego planu. Wtedy też dopiero będę mógł stwierdzić czy mi się coś takiego sprawdza czy też nie.

Paweł Kozak 10– Czyli rozumiem, że awans do CrossFit Games Regionals 2016 to twój priorytet na najbliższy rok?

Tak, tak jak w tamtym roku tego nie mówiłem, ponieważ wbrew obiegowej opinii ludzi, awans do Regionalsów nie był nawet na drugim miejscu mojej listy spraw „do zrobienia” pod względem ważności. Do tej pory starałem się aby CrossFit nie był całym moim życiem i chciałem zachować pewną równowagę, tak teraz po prostu trzeba zapierdalać. I ja wiem, że za rok ja tam mam być, bo mam ku temu wszelkie możliwości. Udowodnię też to, że na pewno będzie lepiej. Być może nie będzie to jeszcze TOP5 w Europie, bo mam pełną świadomość tego jak prezentują się najlepsi, ale mój cel to rok 2017, kiedy chcę zaatakować czołowe pozycje. Teraz zaś mówię uczciwie, że dwa najbliższe lata chcę poświęcić treningowi i przygotowaniom, a w 2017 roku fajnie by było odwiedzić Carson w Kalifornii 😉 Nie można jednak zapominać też o tym, że zarówno przygotowania, jak i występy na takich imprezach to spore koszty, dlatego też cały czas szukam sponsora, który by pomógł mi w realizacji moich celów. Potrzebne jest mi to głównie dlatego, że mam pełną świadomość tego,  że poziom rośnie niesamowicie, każdy trenuje i każdy ma podobne plany. Poza tym w Polsce także rośnie konkurencja, ponieważ mamy coraz więcej dobrych zawodników i uważam, że za rok do Danii może pojechać nas większa liczba osób.

Paweł Kozak 9– A czy dużo brakuje nam do czołowych miejsc?

Do Jonne Koskiego na pewno 🙂 To co widziałem w jego wykonaniu, to jak się rozgrzewa czy później właśnie startuje, to po prostu WOW! Najbardziej poraża jego skupienie na wykonaniu zadania i osiągnięciu celu. Jednak osiągnięcie pierwszej piątki jest w zasięgu za jakiś czas. Aby to zrobić, trzeba jednak dobrze rozpisać i przepracować okres przygotowawczy. Poza tym uważam, że sam CrossFit idzie bardziej w stronę gimnastyczną i to pod tym kątem trzeba się szykować, a nie tylko ciężary. Dokładniej rzecz biorąc to gimnastyka i wytrzymałość. Ja też jestem zawodnikiem który podczas treningów praktycznie nie robi tych 3-4-5-minutowych workoutów. Nigdy nie miałem na to czasu bo zawsze chciałem zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Dlatego przychodząc do boxa i mając godzinę na trening, robiłem jedną siłówkę, WOD 20-30 minut i to wszystko. Teraz widzę, że to błąd, który trzeba będzie zmienić.

Paweł Kozak 12– Jak przy takim trybie życia wygląda twoja suplementacja, dieta i dlaczego podjadasz kolegom jajka z lodówki? 😉

Karol się śmiał z tego, ale muszę zaznaczyć, że te wiejskie jajka dostaję od teściowej i to są moje jajka! 🙂 Dlatego też Karol jest oficjalnie zjechany za oszustwo i oszczerstwa pod moim adresem 😉 Przyznaję się jednak, że czasem podjadam pierogi od jego babci, robione na zdrowej mące. I dzięki też temu, ma on wkład w moje przygotowania. Widziałem też, że Magda Górska pisała o tym, aby nie pytać o to ile jem, bo są to duże potworne koszty. I muszę otwarcie przyznać, że na chwilę obecną rzeczywiście zarabiam po to aby zjeść. Nie jestem ani materialistą, ani gadżeciarzem, o co w CrossFicie nie trudno. Jednak dzięki Reebok Polska nie brakuje mi niczego pod tym względem i dlatego na to konto wolę sobie kupić więcej lepszej jakości jedzenia. Nie powiem też, że można jeść wszystko, bo na pewne nawyki żywieniowe trzeba było sobie zapracować.

Paweł Kozak 8– A czy liczysz kalorie w swoich posiłkach?

Nie, nie liczę. Jako kulturysta liczyłem, ale zraziło mnie to wtedy na tyle, że odszedłem od tego. Nie mam już teraz takiej rzeźby jaką potrafiłem mieć, ale wiem, że gdyby była taka potrzeba, to mógłbym przygotować swoje ciało do startu w zawodach męskiej sylwetki. Głównie dzięki CrossFitowi, który tak rozbudował moje ciało, że jest to po prostu możliwe. Wolę jednak lepiej zjeść, a później zniszczyć się na treningu, niż liczyć niemal każdą łyżkę ryżu czy gram kurczaka. Jedzenie ma mnie cieszyć, a nie być katorgą i dlatego czasami pozwalam sobie nawet na zjedzenie na przykład tabliczki czekolady na noc. Wystarczy już, że jako kulturysta przez pół roku patrząc na paczkę chipsów walczyłem potwornie sam ze sobą.

Paweł Kozak 17– Szykowałeś się wtedy do jakichś zawodów?

Tak, szykowałem się wtedy do debiutów kulturystycznych, ale na szczęście w tym samym czasie poznałem też CrossFit i dlatego odszedłem od kulturystyki. Nie podoba mi się zresztą cała otoczka jaka się wiąże z kulturystyką. Swoją Klaudię przygotowywałem do rywalizacji bikini fitness takim treningiem pół crossfitowym, a pół kulturystycznym. Dzięki temu zajęła ona 3 miejsce na debiutach. Potrafiłem ją nawet przekonać do tej specyficznej diety, ale po tym co zobaczyłem na samych zawodach, cała ta otoczka i charaktery tych ludzi to zdecydowanie nie mój świat. Nie jest to na pewno community znane ze sceny CrossFit. Ludzie tam niestety skłonni byli do różnych rzeczy w stosunku do swoich kolegów, a to wszystko tylko po to aby wypaść lepiej na zawodach.

A wracając jeszcze do diety, to tak jak mówiłem nie liczę kalorii, ale staram się jeść jak najczyściej. Niestety jednak kosztuje to niewiarygodne sumy pieniędzy! Mogą to powiedzieć moi koledzy/współlokatorzy, którzy zanim mnie poznali, myśleli, że dużo jedzą. Teraz już tak nie myślą 🙂 Jednak żeby do tego wszystkiego dojść oraz do tego jak się powinno dobrze jeść, trzeba swoje przecierpieć, nauczyć się i później jest już łatwiej. To nie jest tak, że przez tydzień czy dwa potrzymam jakąś dietę oczyszczającą i będzie OK. Komórka mięśniowa zmienia się rok czasu. Jeśli przez taki okres wytrzymasz, to twój organizm ci się za to na pewno odwdzięczy. Jednak kiedy przez na przykład 20 lat nie robiło się nic w tym temacie, to już nie jest tak prosto. Ja sam na sobie przetestowałem z 10-12 różnych, tych najbardziej znanych diet typu oczyszczające, roślinne, wegetariańskie, Dukan, Paleo, Zone i wiem, że trzeba swoje wycierpieć aby się czegoś nauczyć.

Paweł Kozak 14– Mając więc takie doświadczenie jesteś w stanie stwierdzić lub wskazać jakiś jeden system odżywiania, który byłby dobry dla każdego?

Wydaje mi się, że nie i dlatego wszystkim swoim klientom radzę i rozpisuję dietę zbilansowaną. Staram się w niej zawierać jak najwięcej jak najczystszego jedzenia, ale wszystkiego po trochu. Zresztą im bardziej zagłębiam się w tematykę diety, tym bardziej widzę, że wszystko jest zależne od wszystkiego. Dlatego też uważam, że w diecie potrzebne jest wszystko – białko, tłuszcze i węglowodany. Tu też niestety nie popisuje się telewizja, która wmawia ludziom, że wystarczy zjeść przykładowo rano płatki kukurydziane czy też inną mleczna kanapkę, i to nam zapewni energię na cały dzień. No po prostu dramat. Inną rzeczą też jest to, że świadomość rodziców na temat żywienia swoich dzieci jest na zastraszającym poziomie.

– Do tego dochodzi też plaga zwolnień z lekcji wychowania fizycznego. Ja pomimo tego, że niemal całe życie miałem problemy z nadwagą, to nigdy by mi do głowy nie przyszło aby zwalniać się z tych lekcji.

Dokładnie tak! Z czego jak z czego, ale ja także zrywałem się z lekcji matematyki, fizyki, plastyki czy religii, ale z WF-u NIGDY! Mówię ci Kamil, miałem jakiś czas temu praktyki w szkole i powiem ci, że aż się czasem przykro na to wszystko patrzyło. Szczególnie nieświadomych rodziców, którzy nie zdają sobie sprawy z tego jaką krzywdę robią swoim dzieciakom. Już nie mówię nawet o sytuacjach, kiedy potrafią oni krzyczeć na nauczyciela wychowania fizycznego, który kazał ich dziecku biegać po podwórku przy temperaturze 20 stopni, „bo dziecko się przeziębi”. Dlatego uważam, że CrossFit ma tę zaletę, że hartuje nasze ciało i dlatego ja biegam ze swoimi zawodnikami zarówno w potworne upały, jak i też zimę.

Paweł Kozak 15– Jak wygląda twoja suplementacja?

Kiedyś byłem całkowicie oddany białku w diecie, dlatego też suplementowałem się tym po treningach. Jednak pół roku temu zrobiłem sobie kompleksowe badania krwi, gdzie zbadałem sobie 25 odczynników, ponieważ chciałem sobie sprawdzić jak to jest na prawdę z tym moim organizmem. Bo to że, z zewnątrz jest wszystko OK, to nie oznacza tego, że w środku także jest dobrze. I właśnie też dzięki temu, odszedłem już od myślenia, że białko robi i załatwia wszystko. Teraz natomiast biorę BCAA przed treningiem i odżywkę regenerującą po treningu, która zawiera wszelkie aminokwasy rozgałęzione i inne potrzebne substancje do przyspieszenia regeneracji po treningu. Odszedłem więc jednym słowem od suplementacji budującej, a poszedłem bardziej w stronę naprawczą i to od środka. Dlatego też zażywam probiotyki, L-Cysteinę, L-Etrulinę. L-Tyrozynę aby kontrolować się wewnątrz, bo za to co jest na zewnątrz odpowiada przede wszystkim jedzenie.

Paweł Kozak 13– A co z tematem tabu dla wielu ludzi czyli z niedozwolonymi środkami?

Ja osobiście uważam, że tak zwane koksy, w sporcie były, są i będą. Będąc trochę w sporcie kulturystycznym, zobaczyłem jakie tam jest podejście do tego i to jest coś niewiarygodnego. Ja pisząc swoją pracę magisterską chciałem tam także wspomnieć i o tym bo uważam, że od tego się nie ucieknie. O środowisku CrossFit w Polsce nie chciałbym rozmawiać, ponieważ nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat. Jednak otwarcie mówię, że te wszystkie teksty Camille Leblanc-Bazinet, czy też Dana Baileya w stylu „jestem czysty, ale jak chcecie mi zrobić badania to za nie zapłaćcie i ja wtedy zrobię je tak jak chcę” są po prostu śmieszne. Nasikać do kubeczka na takich warunkach może wtedy każdy. Poza tym u nich wchodzi w grę taki poziom „suplementacji”, której nie wykryje się poprzez badanie moczu. Wydaje mi się bowiem, że na tym najwyższym poziomie cała suplementacja idzie w kierunku hormonu wzrostu, który jest dozwolony w USA. Poza tym tutaj dochodzi też kwestia różnych standardów jeśli chodzi o odżywki z Europy i USA. Te produkowane na naszym kontynencie dla wielu Amerykanów są niemal bezwartościowe, bo nie mają w składzie praktycznie żadnych „wartości odżywczych” według ich standardów. Dlatego też uważam, że w najlepszych zawodnikach ze świata CrossFit coś siedzi. Trzeba mieć też jednak świadomość tego, że oni trochę dłużej w tym siedzą i mają przez to lepsze zaplecze w tym kierunku. Ostatnio też będąc na szkoleniu, pokazywano nam jak związki lekkoatletyczne zamawiały substancje, które były nie do odkrycia, a następnie po roku czasu zawodnicy, którzy to przyjmowali byli dyskwalifikowani. Tak więc podsumowując ten temat, nie wiem jak to wygląda w naszym kraju, ale patrząc na siebie widzę jak wiele jest w stanie zrobić człowiek i bez tego.

Paweł Kozak 16– Poza tym przecież, wiele osób o tym zapomina, nie mówi lub po prostu nie wie, ale koks sam w sobie nic przecież nie daje. Biorąc coś takiego trzeba taka samo, a nawet i bardziej zapierniczać.

No właśnie! To jest podobnie jak mówi mój promotor, że to jest najgorsze co może być w świadomości typowego Kowalskiego, że koks robi za ciebie wszystko. To jest straszne, bo ja teraz tak mówiąc, mogę tym samym obronić taką Camille czy Dana, o których przed chwilą mówiłem i wszyscy wiemy jak oni wyglądają i jaką maja wydolność. Jednak wspomagacze są tylko po to aby lepiej, szybciej i skuteczniej zregenerować organizm. To nie robi za ciebie cudów. Zresztą wiemy jak wyglądają typowe Heńki z siłowni, którzy walą tego towaru więcej, niż Pudzianowski za najlepszych lat. Jednak drugie dno jest takie, że każdy taki wspomagacz, ma za zadanie sprawić abyś mógł zrobić dwa razy dłuższy trening, drugi trening czy też zregenerować się w znacznie krótszym czasie. Do tego też musisz zmienić wiele swoich nawyków typu nie chodzenie na imprezy, bo każde tego typu wyjście zaprzepaszcza wszystko co daje ci ewentualny wspomagacz. To, że później możesz zarzucić sobie w cleanie 150 kilogramów i więcej, to głównie dzięki temu, że na każdym treningu jesteś w stanie zrobić kilkadziesiąt powtórzeń więcej. Poza tym jeszcze jedną funkcją tego typu specyfików jest to, że syntezują one wszystko co zjesz. Czyli każde jedzenie jakie wprowadzisz do organizmu, nakoksowany organizm przetworzy ci w mięsień, glikogen domięsny, a do tego spali ci tkankę tłuszczową w lipolizie. I to jest ta cała „magia” tych specyfików. Myślę, że gdyby CrossFit szedł w stronę siłową, to pierwszym specyfikiem jaki by zaczęto używać byłby to testosteron, hormon lub EPO. Poza tym to kosztuje takie pieniądze, że ja nie mam pytań. Wystarczy wejść na strony internetowe amerykańskich firm farmaceutycznych, gdzie jest to tam dozwolone i można się o tym samemu przekonać. Koszt takiej rocznej kuracji to mniej więcej koszt otworzenia boxa w naszym kraju, tak więc dziękuje bardzo.

Paweł Kozak 18– Jak więc powstał wasz box czyli CrossFit GCW?

Powstał on tak, że poznałem Sebastiana Krzeskiego w Warszawskim Centrum Atletyki, który w tamtym czasie trenował w CrossFit Mokotów. Jednak od słowa do słowa zgadaliśmy się, że Sebastian chce otworzyć najlepszego boxa w Polsce, z najlepszym miejscem i najlepszą kadrą trenerską. I zadał mi proste pytanie czy się na to piszę. Ja niemal od samego początku miałem to w planach, a najlepiej w 2017 roku, kiedy udałoby mi się awansować do Carson i przez to też wypromować swoje nazwisko. Wtedy też łatwiej by było o inwestora, który by wyłożył, niemałe bądź co bądź pieniądze. Otwarcie boxa wiąże się z kosztem około pół miliona złotych i fajnie by było, aby inwestor, który wykłada taką gotówkę, był tego świadomy, że to jest biznes długofalowy. Nam udało się znaleźć świetną miejscówkę po prawej stronie Wisły na Gocławiu z czego jestem bardzo zadowolony. Ja w tamtym czasie mieszkałem na Żoliborzu i dla mnie to był koniec świata i nie wiedziałem, że tu jacyś ludzie mieszkają 😉 Odkąd się tu jednak przeprowadziłem z powodu boxa, teraz już wiem, że jest tutaj bardzo fajna, czysta i spokojna dzielnica z dużą ilością młodych ludzi. Trenując też w innych warszawskich boxach, miałem już pewną swoją wizję jak chciałbym aby to wyglądało i funkcjonowało kiedy będę „u siebie”. Oczywiście podczas budowy wynikło kilka niespodziewanych problemów, jak na przykład to, że koszty poszły znacząco w górę, przez co na przykład nie udało nam się póki co zrobić antresoli na dachu szatni. Do tego jeszcze termin otwarcia przesunął się o dobre trzy miesiące. Jednak uważam, że miejscówka jest mega wypasiona i jestem bardzo wdzięczny Sebastianowi za to, że dał mi szansę pracować w takim miejscu i z tak fantastycznymi ludźmi. Oczywiście praca nie jest tak prosta jak się wydaje, czyli nie polega ona na tym, że krzyczy się na kilka osób przez 4 godziny. Jest to odpowiedzialne zajęcie, po wykonaniu którego czasami trudno jest mi wyjść na trening, a tym bardziej jeśli do tego dochodzi jeszcze zaliczanie na przykład szkoły. Jednak jeśli zaczynają się udawać kolejne rzeczy tego typu, to dochodzę do takiego wniosku i utwierdzam się w nim, że się po prostu da to zrobić.

Paweł Kozak 19– Doskonale to rozumiem, bo pamiętam jak przed decydującym treningiem Open 15.5 pisałem do Ciebie, a ty wtedy byłeś na lotnisku w drodze na szkolenie. To także pokazuje, że w tym roku eliminacje Open na pewno nie były twoim priorytetem.

To fakt, pamiętam to, że już na samym szkoleniu nie wiedziałem jak te ciężkie dni, kiedy stoi się po kilka godzin z kijkiem, wpłyną na mnie przed tym decydującym treningiem. Na szczęście jednak się udało, a w tym roku na głowie mam już tylko boxa, czyli pracę w nim i własne treningi .

– A czy wy jako box, chcecie się pod jakimś kątem profilować?

Powiem ci szczerze, że przez to, że wywodzę się z takiego jakby pedagogicznego podłoża, dlatego też uwielbiam zarażać ludzi swoją pasją do CrossFitu. Moim jednak cichym marzeniem jest to, aby stworzyć tutaj taki team zawodniczy do trenowania, a później startowania w zawodach. I widzę, trenując w boxie, że kilku chłopaków ma pewien potencjał. Nie chciałby jednak popełnić tego samego błędu co mój trener od pływania, któremu zawdzięczam bardzo wiele, ale gdzieś popełnił on błąd selekcji zawodników, którego ja nie chcę mieć na swoim koncie. A że mam tu kilku zawodników od sportów walki, które skłaniają się w fajny sposób w stronę CrossFitu, chciałbym wykorzystać ten potencjał. Poza tym zdaję sobie sprawę z tego, że zawodnikiem nie będę całe życie i fajnie było pójść na przykład w ślady takiego Mikko Salo, który po karierze zawodniczej został trenerem. Do tego też mając swojego boxa w przyszłości, to chętnie oddam go w ręce świetnych trenerów, którym będę ufał, a sam także zajmę się grupą zawodników. Wierzę w to, że jestem w stanie to zrobić w dobry i skuteczny sposób.

Paweł Kozak 7– Póki co jesteś jeszcze zawodnikiem, który na co dzień musi trenować. A jak wiadomo ważną częścią treningu jest dobry partner. Czy ty takowego masz w boxie? Bo przed samymi Regionalsami, zaczęliście trenować razem z Bartkami – Lipką i Więckowskim.

Tak, planowo mieliśmy to robić 3 razy w tygodniu, ale przez nawał obowiązków każdego z nas, wychodziło na to, że ograniczyliśmy nasze spotkania do jednego w tygodniu. Tak samo jak nie mam też czasu na wprowadzenie w życie innych pomysłów jak na przykład crossfitowa liga w Warszawie, o której gadałem z Barkiem Mackiem. Mając tyle boxów w jednym mieście, potencjał na tego typu wydarzenia jest naprawdę spory. I czy startowałyby w nim zespoły składające się z trenerów poszczególnych boxów, lub też samych klubowiczów, to jest mniej ważne niż pomysł sam w sobie. A co do rywalizacji w boxie, to póki co mam Patrycję Horodyńską, z którą się ścigam, ale to jest jednak kobieta i to nie jest to samo co z mężczyzną 🙂

– Naszą rozmowę zakończę innym dosyć gorącym tematem w środowisku crossfitowym, a mianowicie kursy Level 1 vs. studia. Jak jest twoja opinia na ten temat?

Ja osobiście w tej chwili mam kurs Level 2 i planuję już niebawem zrobić Level 3. Będąc ostatnio na kursie, w życiu bym nie powiedział tego, jaką wiedzę oni tam przekazują, głównie pod kątem prowadzenia zajęć. W życiu bym nie poprowadził klasy w taki sposób w jaki oni nas tam uczą, głównie dlatego, że bałbym się o kontuzje. Przed ciężkim dniem, gdzie w programie są na przykład rwania, praktycznie nie ma rozgrzewki. Łącznie by się może nazbierało ze 20 burpees, 20 air squats i parę ruchów samym kijkiem, bez żadnej progresji. Szczerze to nie wierzyłem w to, że oni tak klasy prowadzą. Podczas tego szkolenia ważne są jednak tipy, czyli szybkie podpowiedzi staffu prowadzącego szkolenie, które mają kandydata na przyszłego trenera naprowadzić na dobrą drogę. Jednak jak powszechnie wiadomo – trener trenerowi jest nierówny. Teraz ten wysyp osób z kursem Level 1 to jakaś masakra. Z tym papierkiem można boxa otworzyć, ale nadal nie jest się trenerem. Krzywdę ludziom można jednak zrobić. Zresztą Level 2 także ciężko było nie zdać, bo trzeba tam było klasę poprowadzić, ale wiem z kim brałem udział. I muszę też przyznać, że my jako Polacy, prezentowaliśmy tam naprawdę wysoki poziom wiedzy i świadomości trenerskiej. Stwierdzam jednak, że najważniejsze jest w tym wszystkim nie tyle skończenie studiów, co samokształcenie. Bo tak się też w naszym kraju stało, że nie mamy tutaj nawet żadnych studiów trenerskich, a jedynie to wychowanie fizyczne. Pomimo wszystko uważam, że szkole zawdzięczam bardzo wiele. Do tego też jestem po kursach i szkoleniach dietetycznych, dzięki którym wiem, że mogę podejść do swoich wszystkich klientów w kompleksowy sposób.

– Życzę ci więc aby było ich jak najwięcej i dzięki za rozmowę.

Dzięki!