O wszystkimOpinie

Pozytywny podmuch kina

dodany przezKamil Timoszuk 25 stycznia 2018 0 Komentarzy

„Okołooscarowy okres” to taki czas w kinie, kiedy każdy kto czeka na jakieś dobre filmy może znaleźć coś dla siebie. Bo niby przyznawane są nagrody za cały rok, a jednak tak się zdarza że to właśnie wtedy ludzie chodzący do kina miewają typowy problem urodzaju.

Polscy dystrybutorzy także zdają się budzić ze snu i niemal co tydzień wrzucać do polskich kin jedną lub dwie nowości, na które warto się wybrać. Ja ostatnio byłem na właśnie dwóch takich, które może nie są wiekopomnymi dziełami, ale każdy z tych filmów na swój sposób przemyca dobry kawałek kina.

Pierwszym z polecanych wam filmów jest „Gra o wszystko”, która oparta jest na faktach. W dużym uproszczeniu można ten film streścić określeniem, że jest to „Wilk z Wall Street w spódnicy”. To jednak byłoby zdecydowanie za proste i zbyt ogólne. Historia opowiada bowiem o dziewczynie Molly Bloom, która na skutek nieszczęśliwego wypadku, a może bardziej zbiegu okoliczności, musi pożegnać się z marzeniami o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie. W tym samym momencie staje przed dylematem – co dalej? W wyniku różnych zbiegów okoliczności rozpoczyna się jej niemal 10-letnia przygoda z hazardem w postaci prowadzenia jednego z najbardziej ekskluzywnych nielegalnych kasyn w USA. Dzięki temu ma okazje poznać prawdziwe tuzy tego świata oraz ich sekrety. Bajka się jednak kończy, kiedy do drzwi puka FBI i oskarża ją oraz zabiera niemal wszystkie pieniądze. Wtedy swoją pomoc w dziwnych okolicznościach proponuje jej wzięty prawnik, który nie jest przekonany o jej niewinności. Pomimo tego, najpierw stara się samodzielnie dojść prawdy, a następnie uzyskane informacja wykorzystać tak, aby uratować główną bohaterkę.

Czy „Gra o wszystko” jest udanym filmem? W mojej subiektywnej opinii jak najbardziej. Reżyser Aaron Sorkin, który jest także odpowiedzialny za scenariusz, stanął całkowicie na wysokości zadania i wyprodukował porządny kawałek kina. Aktorzy także swoją pracę wykonując na tyle dobrze, że widz jest w stanie spokojnie skupić się na historii, a nie na wpadkach aktorskich. Tutaj dobrą robotę robi przede wszystkim Jessica Chastain oraz Idris Elba, którego wielkim fanem nie jestem ale w tej roli mnie po prostu przekonuje. Szczególnie też główna bohaterka ma do zagrania rolę trudną, bo osadzoną w dużej mierze w typowo męskim świecie. Jednak w moim odczuciu robi to świetnie. Co więcej, to właśnie dla niej można iść do kina na tę produkcję. Ci którzy tak zrobią powinni wyjść z kinowej sali kinowej co najmniej usatysfakcjonowani. Fajną drugoplanową i stosunkowo marginalną rolę gra córka adwokata, która przewija się tylko kilka razy ale zdecydowanie mi zapadła w pamięć.

Odkąd zobaczyłem zwiastun filmu „Cudowny chłopak” to wiedziałem, że jest to pozycja obowiązkowa do zobaczenia. Dlaczego? Ponieważ z jednej strony porusza ona niezwykle ważny temat tolerancji traktowanej z różnych perspektyw. Z innej też można będzie zobaczyć aktorów, którzy są obsadzeni w dość nietypowych dla siebie rolach.

Cała opowieść kręci się wokół Auggiego, granego przez znanego z kapitalnej produkcji „Pokój” Jacoba Trambleya. Chłopaka który od najmłodszych lat miał problemy ze zdrowiem, przez co przeszedł 27 operacji w wyniku których ma zdeformowaną twarz. Rodzice (grani przez Julie Roberts oraz Owena Wilsona), a w szczególności matka, chce chronić chłopaka od „świata zewnętrznego”. W wyniku tego Auggie uczony jest przez nią w domu. Nadchodzi jednak czas kiedy chłopaka trzeba wysłać do szkoły. A jak jest w szkole i jak potrafią reagować dzieci na każdą „inność” w swoim otoczeniu chyba nie muszę zbytnio tłumaczyć. Wszyscy wiemy, że te małe często słodkie stworzenia potrafią czasem przerodzić się w niemal krwiożercze i bezwzględne bestie 😉 I to głównie z tym musi się zmierzyć zarówno główny bohater, a także jego najbliższe otoczenie. Rodzice zaś muszą na to wszystko patrzeć z boku i próbować odnaleźć się w tej nowej i nie do końca komfortowej sytuacji.

Sam film zbudowany jest w ciekawy sposób, ponieważ różne sytuacje ukazywane są przez reżysera Stephena Chbosky’ego z perspektywy kilku osób. Gdy tak się dzieje film zyskuje na jeszcze większej głębi. Dzięki temu cała produkcja zyskuje też wymiar edukacyjny i łączy się z przesłaniem całej produkcji, która w dużej mierze ma zwrócić uwagę na problem braku tolerancji. Czy jest to dobry sposób aby robić to przez film, który chwilami wydaje się być z lekka przesłodzony? Do mnie to zdecydowanie trafia.

Ja jednak jestem w tej dość specyficznej sytuacji, że doskonale wiem co mógł czuć główny bohater przez dużą część tego filmu. Ja sam przez długi czas czas byłem „tym innym”. Tym kto potrafił budzić skrajne reakcje ludzi. Tym kto zawsze musiał być trochę silniejszy od reszty, ponieważ nie był „standardowy”. Z perspektywy czasu wiem, że przyniosło mi to też sporo korzyści. Doskonale jednak pamiętam, że w tych trudnych chwilach, kiedy masz wrażenie bycia tym najgorszym, nie myśli się tymi kategoriami. Czasami trzeba po prostu zacisnąć zęby i robić swoje. A wtedy potrafią dziać się rzeczy naprawdę świetne – jak na przykład to, że pojawiają się wokół ciebie fajni ludzie, którzy dobrze ci życzą. I właśnie dlatego mając takie doświadczenia doskonale wiem, że wydarzenia przedstawione w tym filmie nie są przesadzone i mogą, a nawet dzieją się w realnym życiu. I choćby właśnie dlatego polecam wam wybranie się na ten film.