CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Poznaniu, nie idź tą drogą!

dodany przezKamil Timoszuk 6 grudnia 2016 7 komentarzy

Ktoś kilka lat temu wpadł na pewien karkołomny pomysł. Pomimo, że Poznań nie leży w żadnym Texasie, to ktoś wymyślił sobie, że urządzi tam Rodeo. Cykliczną imprezę, która będzie regularnie sprawiać to, że do Wielkopolski będą zjeżdżać wielbiciele nie bydła, a krosfitów. Niestety po kilku dobrych edycjach w ostatnim czasie, coś poszło nie tak…

Budowanie wizerunku to trudna sztuka, która wymaga tak samo wiele pracy, zachodu i poświęceń, jak i przede wszystkim czasu. Aby zbudować coś takiego jak dobrą markę potrzeba wielu tygodni czy nawet miesięcy, aby zaistniała ona w świadomości osób tak samo żywo zainteresowanych danym tematem, jak i też tych czasem postronnych. I taką też pracę wykonywali ludzie odpowiedzialni za organizację Reebok CrossFit Poznań Rodeo czyli jednego z pierwszych tego typu eventów w Polsce. To, że praca jaką wykonywali odpowiedzialni ludzie z tamtejszego boxa czyli Reebok CrossFit Poznań była wykonywana dobrze potwierdziły poprzednie edycje Rodeo. Imprezy na których miałem okazję być osobiście i praktycznie za każdym razem wywozić przynajmniej garść pozytywnych odczuć. Dowodem na to mogą być te popełnione przeze mnie w ubiegłych latach teksty.

Rodeo vol. 3 | Rodeo vol. 4 | Rodeo vol. 5

rodeo-vol-6-1-edit

Czasy się jednak zmieniają, osoby organizujące Rodeo także, a wraz z tymi ludźmi przychodzą nowe pomysły. Pomysły na to jak sprawić aby kolejna edycja ciekawego wydarzenia była jeszcze lepsza. Problemy zaczynają się jednak wtedy, kiedy jedyną motywacją jaką zaczyna przyświecać w organizacji crossfitowych zawodów w Polsce jest wszechmocna kasa. Coś co lubi niemal każdy, ale co człowiek to istnieje różny sposób na jej zdobywanie. Nie tak dawno temu pisałem niejakie porównanie Łódź Garage Games i właśnie poznańskiego Rodeo. Wynikało z niego niemal jasno, że obie te imprezy kompletnie zamieniły się swoimi rolami i będą starały się zmienić swój „imidż”. Dla łódzkich gejmsów dzięki pójściu w większą jakość, a nie ilość ta sztuka się praktycznie udała. Po minionym długim weekendzie w Poznaniu można śmiało stwierdzić, że dla Rodeo także to się udało – imidż na pewno się zmienił. Jednak chyba nie o takie zmiany tam chodziło.

rodeo-vol-6-2-edit

O tym że tegoroczna, już szósta edycja Rodeo, będzie inna niż wszystkie poprzednie było jasne dla każdego. Zadbali o to w dużej mierze sami organizatorzy, którzy poprzez Facebooka i kilka tamtejszych profili oraz wydarzenie, dawkowali różnego rodzaju informacje, które miały podsycić zainteresowanie. Już sam fakt zorganizowania dwóch różnych imprez czyli „Rod To Rodeo” dla osób początkujących oraz samego głównego „Rodeo” wydawał się ciekawym zabiegiem. O tyle ciekawym, że pierwsze majowe zawody zebrały raczej pozytywne opinie i nic nie zapowiadało tego co wydarzy się w grudniu.

rodeo-vol-6-3-edit

A już w listopadzie internety z Facebookiem na czele były wręcz gorące od różnego rodzaju alarmów jakie były wywoływane w dużej przez samych organizatorów. Co gorsze, ci zamiast gasić je w sprawny sposób, nie raz dolewali jeszcze oliwy do ognia. Ja czytając kolejne pomysły jakie miały być wdrożone w Poznaniu w dużej mierze byłem ciekawy czy to ma szansę sprawdzić się w praktyce. Dałem tej imprezie swój prywatny kredyt zaufania, choćby za poprzednie edycje. Jednak gdy widziałem to co się dzieje, to byłem niemal pewny, że pewne rzeczy nie mogą się wydarzyć bezboleśnie. W dużej mierze dlatego, że jedna z głównych sportowych zasad mówi o tym, że „nie zmieniamy zasad w trakcie gry”. Te natomiast zostały zmienione w Poznaniu zbyt wiele razy.

PAYLISTA FILMÓW Z RODEO NA YOUTUBE

Dochodziło już więc do takich absurdów, że na przykład w ciągu dwóch dni czysto teoretycznie w Rodeo miało wziąć udział ponad 300 zawodników. Do tego organizatorzy postanowili rozdać dzikie karty dla czołowych polskich zawodników o których nikt wcześniej nie wspominał. Nic więc dziwnego, że napięcie na linii organizatorzy, a uczestnicy rosło. Bo jak się miał poczuć ktoś kto zrobił standardowo pełne eliminacje i udział sobie wywalczył, po czym dowiedział się, że będzie startował z końmi, z którymi szans wygrać raczej nie ma. Oczywiście, niektórzy by się cieszyli z faktu, że mogą rywalizować z najlepszymi, ale fajnie gdyby to było ogłoszone wcześniej. Kolejną sporną sytuacją było zwiększenie puli miejsc w zawodach w niemal każdej kategorii. Zwiększenie ich do takich rozmiarów, które z jednej strony sprawiały, że same zawody stawały się praktycznie nie do przeprowadzenia, a z drugiej w tym samym momencie powstawało pytanie – po co te eliminacje? Otóż odpowiedź jest prosta – „for money!”. O tym, że sami organizatorzy chcą zrobić skok na kasę uczestników stało się jasne w chwili gdy wybuchła kolejna bomba z ceną za pakiet startowy. Pierwotne 129zł urosło nagle do 179zł. Dlaczego? Odpowiedź macie powyżej 😉 Oczywiście były podjęte jeszcze próby załagodzenia sytuacji poprzez mamienie ludzi zawartością pakietów i tym podobnym. Każda jednak z takich prób kończyła się fiaskiem, bo była torpedowana w komentarzach. Komentarzach, których było na tyle dużo i były one na tyle silne, że powrócono z „bólem serca” ale jednak do początkowych 129zł. Niesmak jednak pozostał.

rodeo-vol-6-4-edit

Przez te wszystkie zdarzenia było niemal pewne, że do Poznania nie przyjadą wszyscy startujący. Pytaniem było tylko to, jak dużego bojkotu można się spodziewać i jak wiele osób poczuło się na tyle niefajnie potraktowana, aby darować sobie wypad do Wielkopolski. Ja wraz z ekipą z Białegostoku nie zlękliśmy się niczego i stawiliśmy się w Pyrlandii już w piątek. Dzięki temu mieliśmy okazję pomieszkać w stosunkowo najlepszym mieszkaniu jakie do tej pory udało mi się dorwać na AirBnB za w sumie śmieszne pieniądze. I to na pewno będzie jedno z przyjemniejszych wspomnień z tego wypadu do Poznania. Stawiając się w poznańskim boxie z samego rana w okolicach godziny 9, nie byłem świadomy tego, że spędzę w tym miejscu ponad 15 bitych godzin. Tego jeszcze nie przerobiłem nigdzie indziej, a więc za plus można uznać to, że mam nowe, dość bolesne, ale jednak doświadczenie 🙂 Gorzej jeśli tyle samo czasu musieli spędzić tam także zawodnicy, którzy w wielu przypadkach przyjechali z całej Polski i mieli zaplanowany powrót komunikacją publiczną wieczorem. Tak się też ułożyło, że pierwszego dnia szlaki zawodów przecierali reprezentanci kategorii Masters oraz Open, czyli tej najbardziej licznej. Workouty jakie na nich czekały były teoretycznie znane już kilka dni wcześniej, ale jak się okazało tylko teoretycznie. Wszystko dlatego, że już na samych zawodach zawodnicy poznali pełne treningi oraz zostali zaskoczeni dodatkową modyfikacją. Wtedy też można było usłyszeć pierwsze głosy niezadowolenia jeśli chodzi o zaprogramowanie zawodów. Oba workouty wyglądały następująco (przykład z kategorii Elite kobiet):

WOD I

15 – Power clean 50 kg
12 – Burpee box walk over with plate 15 kg
9 – Kettlebell snatch 24 kg

WOD II, III, IV

500m ROW
3 Cluster TnG
500m ROW

Dla innych kategorii, czy to u pań, czy to u mężczyzn, nie zmieniało się nic poza standardowo ciężarem, wysokością boxa do przechodzenia oraz zamiast clusterów niektóre kategorie miały do wykonania thrustery. No i jeszcze pewne zmiany nastąpiły późną nocą w finałach, ale o tym za chwilę. Moim zdaniem takie rozwiązanie było słabe z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że zabijało to już na starcie zawody jako widowisko samo w sobie. 15 godzin oglądania ciągle tego samego może zmęczyć, a wręcz nawet zniechęcić każdego. Po drugie ja osobiście nie jestem fanem rozwiązania, które polega na tym aby w jednych zawodach wszyscy zawodnicy kolejnych kategorii robili to samo. CrossFit jako sport jest zbyt rozległy aby tak bardzo się ograniczać. Czasami takie rozwiązanie jest wymuszone przez możliwości przerobowe lub miejsce w jakim odbywa się impreza. Rodeo jednak organizuje prawdopodobnie największy pod względem powierzchni box w Polsce. Wyposażony jest on tak bardzo jak chyba każdy by tylko marzył. Na dwóch salach, z czego jedna jest poświęcona niemal w całości podnoszeniu ciężarów z kilkunastoma pomostami, da się wykombinować znacznie więcej. A tu ktoś poszedł na łatwiznę i poleciał z tematem dość pobieżnie. A z rozmów na zawodach wiele osób rzucało pomysłem, że chętnie by zobaczyli rywalizację w obu tych miejscach. Może jednak kiedy indziej. Wracając jednak jeszcze do workoutów to wiosła i to kto jak je wykonuje miały bardzo duży wpływ na to, kto awansuje do finału. Za duży. A różnice pomiędzy zawodnikami liczone w częściach sekundy nie były najlepszym wyznacznikiem tego czy ktoś jest lepszy. Pomijając już fakt, że wiosła wystąpiły dwukrotnie i były liczone jako oddzielnie punktowane workouty. Pomiędzy nimi zaś wystąpiły thrustery lub clustery z sędziowaniem których były dość spore problemy. Dobrusia Kucharzak i Rafał Zomkowski pełniący rolę głównych sędziów obserwujących to co się dzieje z boku, bardzo często musieli interweniować u sędziego aby dane podejście zaliczył lub nie. Jednak i tak nie obyło się bez błędów, bo wyżej wspomniana dwójka nie mogła być w jednej chwili wszędzie. Na sytuacje w których jeden z sędziów liczył no repy niemal w myślach, nie informując o tym jednego z czołowych zawodników kategorii Open czy też sędzinę, która po zakończonym wiosłowaniu pytała widzów o to czy ma spisać czas z zegara czy ergometra, siły raczej nie było.

rodeo-vol-6-5

Organizatorzy tegorocznego Rodeo musieli sobie też zdawać sprawę z tego, że po tym jak wyglądał czas przed zawodami i ile emocji było z nim związanych, każdy zawodnik jaki przyjedzie będzie patrzył im na ręce. Dlatego też wydawało się logicznym to, że powinno być się gotowym na wszystko. No nie tym razem. Do roli absurdu zawodów urósł pakiet startowy i zawarty w nim posiłek w postaci „kanapek” złożonych dwóch kromek tostowego chleba z serem oraz dołączoną do tego owsianką. Po takim regeneracyjnym posiłku zawodnicy musieli czuć się wyśmienicie i być gotowym na każde wyzwanie jakie zostanie rzucone im na zawodach 🙂 Nic więc dziwnego, że większość atletów jacy nie mieli swojego żarcia, było zmuszonych żywić się na stoiskach z dodatkowym żarciem typu burgery czy sushi. Bardzo dobre swoja drogą, ale jednak dodatkowo płatne. W samym pakiecie oprócz tego znajdował się jeden baton (całkiem dobry), koszulka (bardzo fajna wizualnie według mnie). Jednak jak na 129zł wpisowego to szału nie było. Do tego też fajnym pomysłem było zatrudnienie masażystów, którzy mieli wspomagać zawodników swoimi umiejętnościami oraz ekipę z firmy Compex, która stała się niemal już stałym punktem wielu polskich zawodów. Szkoda tylko że rehabilitant był jeden na całe zawody i miał tylko dwie ręce, a ekipa z Compexa zwinęła się według większości zawodników zdecydowanie za szybko.

rodeo-vol-6-6-edit

Niestety sama sportowa rywalizacja z godziny na godzinę miała coraz większą obsuwę, i pierwotnie podany harmonogram nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Zawodnicy irytowali się, że pomiędzy kolejnymi startami mają po nawet 4-5 godzin przerwy, a do tego wielu z nich ma porezerwowane powroty do domów na konkretne wydawało by się rozsądne godziny. Wydawałoby się, bo w pewnym momencie rywalizacji było już pewne, że te dwudniowe zawody zamienią się niemal w kilkudziesięciogodzinny maraton. Głównie dlatego po boxie w Poznaniu krążył też śmieszno-straszny żart, że wszyscy obecni na zawodach dziękują tym zawodnikom którzy nie przyjechali, bo dzięki temu zawody nie zakończą się nad ranem. Jednak gdyby tak sobie policzyć czysto matematycznie i do tych 80 zawodników w kategorii Open doliczyć jeszcze 50 których zabrakło, to możliwość siedzenia do rana byłaby niemal pewna. W tym maratonie w kategorii Open najlepszy okazał się Amadeusz Kempiak, który w pierwszych dwóch (czterech) workoutach wypracował sobie taką przewagę nad resztą stawki, że finał nie był już potrzebny aby potwierdzać wyższość nad rywalami tego dnia. Na drugim stopniu podium kosztem Maxa Ziarkowskiego, rzutem na taśmę znalazł się Mateusz Musiał, dla którego był to prawdopodobnie ostatni start w kategorii Open. Podobnym rzutem na taśmę zdążył on na swój ostatni pociąg do Krakowa przez co zabrakło go na dekoracji 🙂 Wśród pań najlepsza okazała się po raz kolejny Paulina Maciboch, która potwierdziła swoja postawą, że wygrana w majowych Road To Open nie była przypadkiem. Tuż za nią na podium stanęły Ania Kriks oraz Anna Kaszuba, która ma prawo przeklinać wiosła z racji wygrania dwóch pozostałych WOD-ów eliminacyjnych poza właśnie wiosłami. W kategorii Masters mieliśmy do czynienia z jedną z największych niespodzianek zawodów. Typowany przez wielu do wygranej Łukasz Dabbachi pomimo dobrej postawy i równej walki z czołowymi zawodnikami, przegrał w dużej mierze z własną ambicją.

rodeo-vol-6-7-edit

Sprawa rozegrała się na clusterach, gdzie żaden z zawodników oprócz Marka Wojtysiaka z poznańskiego Hell’s Rage CrossFit nie założył na sztangę trzycyfrowej liczby kilogramów. Łukasz chcąc koniecznie wygrać ten workout założył na patyk o dwa kilogramy więcej, co dawało sumę 107 kilogramów. Na nieszczęście zawodnika pierwsze podejście okazało się nieudane i wtedy zaczęła się gonitwa myśli co dalej. Nastąpiło zmniejszenie kilogramów u Łukasza ale to na nic, bo ponownie sztanga nie znalazła się trzykrotnie nad głową. Ostatnią deską ratunku wydawało się więc być trzecie i ostatnie zmniejszenie ciężaru, ale w tym wypadku zawiodła najbardziej głowa. Trzy nieudane podejścia sprawiły, że marzenia o zwycięstwie prysły jak mydlana bańka. Tym samym zawodnik podjął też decyzję, że nie bierze udziału w finale i wyjechał z zawodów przed ich zakończeniem. Trochę szkoda takiej decyzji zawodnika, bo finał z jego udziałem byłby ciekawszy. A tak oglądaliśmy rywalizację, a właściwie w dużej mierze One Man Show Marcina Reusa, który do decydującego starcia przystępował z drugiej pozycji. Po jego ostatnim zwycięstwie w German Throwdown gdzie stawka była bardzo wyrównana, stres nie był pewnie u niego już tak wielki jak u rywali. Tym razem musiał on gonić Sebastiana Szubskiego, którego finalnie zatrzymali nie tyle rywale, co własne niedobory w technice chodzenia na rękach pojawiającego się w decydującej rywalizacji. Trzecią pozycję na podium obronił zaś Alessandro D’Arco z Olsztyna. To co się jednak nie udało mężowi, to z przytupem osiągnęła w kategorii Masters pań żona czyli Karolina Nowotka-Szubska. Zawodniczka wygrała wszystkie workouty nie dając szans rywalkom. Zresztą z finałem pań wiązała się też kolejna „niedogodność”, która sprawiła, że organizatorzy na wniosek większości pań musieli zmieniać ćwiczenia w finale, bo ich niewielka ilość chodzi na rękach. W wyniku tego tuż za Karoliną na podium stanęły Magdalena Andrzejewska oraz Teresa Milewicz. Tym też sposobem rywalizacja która rozpoczęła się o poranku, a zakończyła tuż przed 24 dobrnęła szczęśliwie do końca. W tym momencie wszyscy już chyba mieli dość wszystkiego i wszystkich.

rodeo-vol-6-8-edit

Tak się jednak złożyło, że w niedzielny poranek miało miejsce najciekawsze i najfajniejsze wydarzenie całego Rodeo. Mam tu na myśli rywalizację kategorii Adaptive czyli osób poruszających się na wózkach. Zawodnicy i zawodniczki startujący w tej kategorii stawili się w Poznaniu w licznej grupie dzięki czemu rywalizacja jeszcze bardziej nabrała kolorytu. O to żeby było ciekawie zadbali panowie Mateusz Kwiatkowski z Poznania oraz Michał Słomiński z Bydgoszczy, którzy odpowiadali za programowanie trzech przygotowanych workoutów. W nich zaś znalazło się wszystko od gimnastyki z podciąganiem na drążku włącznie, poprzez cardio w postaci wioseł, a na ciężarach z kettlami kończąc. Ze względu nie niemożliwość wykonania przez jakiegoś zawodnika danego ćwiczenia, było ono skalowane na miarę jego aktualnych możliwości, tak aby mógł on razem ze wszystkimi ścigać się po zwycięstwo. Silną ekipą do Poznania przyjechali reprezentanci CrossFit Wilanów pod okiem swojego trenera Ksawerego Rajperta. Widać było ten szlif trenerski w poczynaniach jego podopiecznych 😉 Wśród panów wygrał właśnie jego podopieczny Przemek Omelianowicz, a na trzecim miejscu uplasował się Marek Dobrowolski. Ich dwóch na podium przedzielił Leszek Niewiarowski. U pań natomiast wygrała Katarzyna Roszyk, która była na podium tuż przed koleżankami – Sylwią Drozdowską oraz Darią Suską. Jak wielkim przeżyciem było to dla wielu z nich świadczyły łzy radości po zakończonych zawodach. Dla wszystkich jednak należą się wielkie brawa i słowa uznania, bo to właśnie tacy sportowcy swoją postawą pokazują, że nie ma granic. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć ich w akcji ponownie, to w najbliższą sobotę w CrossFit Wilanów odbędzie się druga edycja imprezy Wheel Throwdown. Zawodów inne niż wszystkie ale przez to też iście wyjątkowych!

rodeo-vol-6-9-edit

Nauczeni sobotnimi doświadczeniami organizatorzy starali się pilnować tego, aby w niedzielę cała rywalizacja przebiegała zgodnie z planem. Nie wyszło to do końca tak jak powinno, ale na pewno było lepiej niż dzień wcześniej. Pytanie też czy mogło być gorzej? Tak czy inaczej z ponownie lekką obsuwą wystartowali najmłodsi crossfitowi adepci czyli kategoria Teens. Kategoria, której towarzyszyły spore emocje, dzięki dwóm dogrywkom jakie były potrzebne do wyłonienia kolejności na podium. Zarówno chłopacy którzy musieli w dogrywce wisieć z brodą nad drążkiem, jak i dziewczyny, którym tego oszczędzono, dali z siebie tego dnia dosłownie wszystko. Fajnie jednak, że co kolejne zawody to ilość startujących zawodników rośnie. Tak więc może nie za rok czy dwa ale może za jakiś czas dzięki temu polska scena CrossFit dostanie zastrzyk świeżej krwi i nowych nazwisk do obserwowania. W Poznaniu wśród dziewczyn zwyciężyła Lila Małkowska, tuż przed Wiktorią Wiśniewską oraz Kingą Troszyńską. U chłopaków najlepsi okazali się Damian Tazbir, Dariusz Skwara i Mateusz Kadula. Jeśli ktoś śledzi trochę uważniej rywalizację tych młodych zawodników ten może już zauważyć, że niektóre nazwiska na podium przewijają się częściej niż inne. Przypadek? 😉

rodeo-vol-6-10-edit

I taki sposobem wszyscy dotarli do wisienki na torcie tegorocznego Rodeo czyli kategorii Elite. Jednak im bliżej było zawodów, tym częściej dobiegały głosy, że owa wisienka lekko chyba gnije, bo kolejni czołowi zawodnicy nie mają zamiaru w nich wystartować. Jak pokazało życie, do Reebok CrossFit Poznań z różnych względów i powodów nie przyjechali Karol Zdunek, Paweł Kozak, Marcin Szybaj czy Mateusz Homski, który był tylko w roli kibica. Zaś panie stawiły się tylko w liczbie 5. Trochę mało jak na „elitarne” zawody. Ci którzy zdecydowali się dotrzeć zrobili wszystko co w swojej mocy aby widowisko było ciekawe. Szkoda tylko, że organizatorzy po raz nie wiem już który nie zareagowali na to co się autentycznie dzieje. Mam tu na przykład na myśli sytuację w której trzymano się sztywno rozpisanych wcześniej heatów, pomimo tego, że praktycznie połowa startujących w nim zawodników była nieobecna. Sprawiało to, że najpierw byli wyczytywani zawodnicy widmo, a ci którzy dotarli byli rozstawieni na placu boju daleko od siebie i walczyli niemal korespondencyjnie. A co daje swoista bliskość rywali pokazał ponownie workout z kompleksami, gdzie rywalizujący ze sobą Bronisław Olenkowicz i Mateusz Wasilewski badali się wzrokiem i czekali na to co zrobi rywal. W tym przypadku to Bronek nie wytrzymał ciśnienia i spalił swoja największą próbę. Finalnie jednak dopiął swego i wygrał całe zawody tuż przed Mateuszem. Na trzecim miejscu dzięki dobrej postawie w finale wskoczył Paweł Leśnikowski z CrossFit Genius. Wśród pań bezkonkurencyjna i wiecznie uśmiechnięta była Maria Kurzawa, której ewidentnie Wrocław służy 🙂 Wygrała ona wszystkie workouty eliminacyjne i przed finałem była już pewna zwycięstwa w tak wąskiej stawce. Patrycja Horodyńska dzięki dobrej postawie w finale i sprawnemu chodzeniu na rękach wywalczyła drugi stopień podium, a stawkę zamknęła Aleksandra Ignaczak.

rodeo-vol-6-11-edit

Tym też sposobem dotarliśmy do szczęśliwego ale jakże wymęczonego końca imprezy. Imprezy o której będzie się mówić i wspominać ją jeszcze bardzo długo. Nie podejrzewam jednak aby o taki rozgłos chodziło organizatorom. Ilością błędów jakie zostały popełnione w trakcie tegorocznego Rodeo można by obdzielić kilka imprez. I jeszcze by kilka zostało. Ewidentnie tym razem coś poszło nie tak i to chyba już na samym starcie, kiedy powstawały założenia. A te patrząc na to z boku, zakładały w największym stopniu zbicie dużej kasy. Samo w sobie założenie złe nie jest, bo nikt nie lubi pracować tylko charytatywnie. Jednak tutaj organizatorzy poszli o krok dalej i momentami wiele rzeczy robionych było na bezczela z nadzieją, że ciemny lud to kupi. No i nie kupił, bo polskie środowisko corssfitowe jest już na tyle dojrzałe, że nie da sobie wciskać byle czego co ma tylko przypiętą łatkę CrossFit. A już tym bardziej jeśli chodzi o kwestie finansowe. Tak więc jak widać nadal sprawdza się zasada, że jednak jakość, a nie ilość. Czy po tym co wydarzyło się w weekend Rodeo jako fajne zawody, którymi kiedyś było, się podniesie? Nie mam zielonego pojęcia, ale osobiście bardzo bym tego chciał. Szkoda by było aby z jednej strony lata doświadczeń i wynikającej z niech fajnej historii, a z drugiej potężny potencjał jaki daje box Reebok CrossFit Poznań poszedł na marne. Żeby jednak coś takiego się wydarzyło potrzeba zmian, dużych gruntownych zmian – szczególnie w podejściu od którego wiele się zaczyna. Bo ludzie pomimo, że być może przyjadą na kolejne Rodeo, to nie chcą być znnowu traktowani jak bydło.