CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Poznań jest nasz!

dodany przezKamil Timoszuk 15 czerwca 2014 2 komentarze

Poznań od wielu lat nie budzi we mnie pozytywnych skojarzeń. Związane jest to z moimi osobistymi doświadczeniami i różnymi sytuacjami jakie mnie tam kiedyś spotkały. Jednak wczorajszy dzień spędzony w tym mieście sprawia, że stolica Wielkopolski odzyskuje powoli moje zaufanie. A to w dużej mierze wszystko przez zawody Reebok CrossFit Poznań Rodeo vol. 3!

Możliwość wypadu w te rejony i na tę imprezę powstała zaraz po tym, gdy okazało się, że jeden z head coachów CrossFit Podlasie – Damian Truchel, uzyskał do nich kwalifikację. Tym samym po ponad pół roku działania pierwszego na Podlasiu crossFitowego boxa, nastał czas debiutu w jakichś ogólnopolskich zawodach i zaprezentowanie się szerszej publiczności. Innymi słowy nastał czas wyjścia z cienia!

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 4

Występ Damiana w tych zawodach, stał się automatycznie szansą dla każdego chętnego, aby zobaczyć inne niż to białostockie, crossfitowe miejsce na mapie naszego kraju. Zbieranie chętnych na taki wyjazd nie trwało zbyt długo. Bo do spędzenia fajnego czasu, z fajnymi ludźmi dookoła i do tego na fajnej sportowej imprezie ludzi z CFP zachęcać zbyt długo nie trzeba. I takim oto sposobem, zwarci i gotowi, byliśmy w trasie od godziny 3 w nocy/nad ranem. Ja przed wyjazdem o takiej porze miałem spory dylemat czy kłaść się wcześniej spać i później funkcjonować w miarę normalnie przez cały dzień, czy może iść na żywioł i starać się spać w busie. Ta druga opcja z mojego punktu widzenia wydawała się bardziej karkołomna, biorąc pod uwagę fakt, że nie potrafię spać na siedząco w niemal żadnym środku lokomocji. Pomimo to, nie przestraszyło mnie to specjalnie, i mając za sobą nieprzespanych praktycznie kilkadziesiąt godzin, ruszyłem w podróż wesołym busem, zwanym też srebrną strzałą!

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 1

A tu już od niemal samego początku humory dopisywały wszystkim po kolei. Zaczynając od wyluzowanego kierowcy, który już w drodze powrotnej okazał się małym mistrzem tego wyjazdu, aż po każdego z kolei wycieczkowicza, w ten pochmurny poranek. Ja osobiście lubię takie wyjazdy, bo niemal zawsze mają one swój niepowtarzalny klimat, który jest często trudny do przekazania innym, którzy na nim nie byli. Wszystko to zasługa wielu sytuacji czy też żartów sytuacyjnych, które są zabawne tylko w danej chwili i w określonych warunkach klimatycznych 😉 Poza tym jest też pewna złota i niepisana zasada, która dokładnie mówi, że „wszystko to co dzieje się na wyjeździe, zostaje tylko na wyjeździe”. Tak więc nie liczcie na to, że w tym tekście przeczytacie o wszystkim co przeżyliśmy i czego doświadczyliśmy podczas tego kapitalnego czasu. Niech to dla was będzie zachętą aby wybrać się na następny, który wcześniej czy później ale na pewno nastąpi 🙂

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 5

Droga do Poznania z paru względów mijała sprawnie. Jednym z nich były umiejętności kierowcy oraz na prawdę dobra trasa jaką można tam teraz dotrzeć. Jako, że zajęło to nam jakieś 6 godzin ze wszystkimi przystankami, to w Reebok CrossFit Poznań stawiliśmy się jako pierwsza ekipa w ogóle. O boxie w Poznaniu w internecie można przeczytać wiele różnych opinii z naciskiem na te dobre, ale i przeplatane są one tymi powiedzmy, że średnimi. Ja jadąc do Poznania starałem się nie mieć uprzedzeń i po prostu samemu sprawdzić jak to z tym boxem naprawdę jest. I nie wiem czy to tylko moje wrażenie ale zaraz po wejściu przez garażowe drzwi boxa, niemal w twarz uderza cię przestrzeń.

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 2

Oczom ukazuje się ogromna hala, wypełniona po brzegi różnego rodzaju sprzętem do uprawiania naszej ukochanej dyscypliny sportu. Na ścianach z każdej strony są wielkie napisy, które nie pozwalają zapomnieć w żaden sposób, gdzie się człowiek aktualnie znajduje. I gdyby na tym się skończyło to uznałbym, że jest świetnie. Stety/niestety w jeszcze paru miejscach atakują nas banery z typową deltą Reeboka, Ryśkiem Froningiem czy tego typu klimatami. To sprawia, że można poczuć się aż trochę przytłoczonym na swój sposób. No ale cóż, nowe miejsce to nowe doznania 😉

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 3

Fajną rzeczą w tym boxie jest mały, ale dobrze zaopatrzony sklepik z ciuchami, butami i innymi akcesoriami ułatwiającymi lub uprzyjemniającymi trenowanie. Ja nie mogłem sobie odmówić, i do Białegostoku wróciła ze mną kolejna pamiątkowa koszulka. Na szczęście już dziś rano wprowadziłem swoją nową zasadę funkcjonowania która mówi, że jedna nowa koszulka w szafce, równa się pozbyciu z niej dwóch starych. Ale przecież taki byk zasługuje na więcej przestrzeni.

Rodeo koszulka slider

Z upływem kolejnych minut, zbliżał się coraz szybciej start zawodów. Niestety jednak od samego początku w moim, i nie tylko moim odczuciu, organizacja jakby trochę kulała. Wydawało mi się, że tak duża impreza jak poznańskie Rodeo, powinno mieć oprawę, godną rangi jakie zyskały w ostatnim czasie te zawody w naszym kraju. Niestety mały chaos był odczuwalny zarówno przez zawodników jak i kibiców. Osoby niejako prowadzącej oficjalnie ten event, swoistego wodzireja z mikrofonem, nie doczekaliśmy się przez cały dzień. Nawet tak najprostsze rzeczy, jak rozpisanie kolejnych WOD-ów dla wszystkich kategorii na wielkiej tablicy, dostępnej w boxie, czy też poinformowanie przez mikrofon zebranych widzów, co za chwilę będzie miało miejsce na arenie zmagań, nie nastąpiło. Rozdanie wydrukowanych kartek z WOD-ami dla zawodników, nie załatwia w moim odczuciu tego tematu. Ale to może ja i moi znajomi zostaliśmy „rozpieszczeni” organizacją różnych eventów przez nasz box gdzie praktycznie nigdy nie ma się do czego realnie przyczepić.

Jeśli też już zacząłem mały wątek narzekania, to powiem też, że nie tylko mi ale i paru innym ludziom z innych części Polski, także przeszkadzał fakt cichej muzyki podczas zmagań zawodników. Nie wiem jak trenuje się w wielu innych boxach, ale my w Białymstoku lubimy jak muza daje po uszach i motywuje do zwiększonego wysiłku, pomimo że już teoretycznie nie mamy sił. Patrząc jednak na to z innej strony, to my jako CF Podlasie bardzo dobrze to wykorzystaliśmy, o czym za chwilę jeszcze wspomnę.

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 6

Żeby nie wyjść na typowego malkontenta, to muszę jednak przyznać, że ogólne wrażenia jakie wywiozłem z Poznania są bardzo dobre. Bardzo ciekawie zostały wymyślone WOD-y, które typowymi WOD-ami tak na prawdę nie były. W eliminacjach każdej kategorii czyli Open, Women oraz Elite, zawodnicy musieli się zmierzyć z 4 oddzielnymi konkurencjami i to ich wynik uprawniał ich do wejścia lub nie do finału. Co więcej, całe zawody zostały zaprogramowane tak, że naprawdę sprawdzały zawodników pod kątem wielu sprawności, a nie z naciskiem tylko na jedną, gdzie w Polsce w większości przypadków są to ciężary. Za to należy się duży plus dla organizatorów poznańskiego Rodeo.

I takim oto sposobem swoje zmagania zaczęli panowie z Open, którzy musieli „ciągać martwego” po 5 razy i przechodzić po tym fakcie na kolejne szczeble „drabiny”, gdzie sztanga zwiększała swój ciężar.

Kobiety także nie miały lekko, ponieważ im dano do przepychania po „trawie” sleed z obciążeniem.

To wszystko było jednak tylko przygrywką do tego na co wszyscy czekaliśmy czyli startu kategorii Elite i naszego człowieka – Damiana Truchela. O dziwo, główny zainteresowany nie był specjalnie przejęty swoim debiutem i pierwszym reprezentowaniem na ogólnopolskiej arenie CrossFit Podlasie. Na ten dzień tę rolę przejęły inne osoby z narzeczoną na czele (skarb, nie narzeczona! 😉 ). Damiana zaś czekała w dwóch pierwszych konkurencjach walka z kilometrem wioseł, oraz po 2 minutach przerwy, walka o jak największą ilość dotknięć klatką do drążka bez przerwy. Startując w drugim heacie, Damian mógł mniej więcej zobaczyć ile potrzebuje powtórzeń aby uplasować się wysoko w stawce. My zaś stojąc z boku i wykorzystując fakt cichej muzyki, mogliśmy go wspierać ile tylko sił w płucach. Bo nie po to jechaliśmy tyle kilometrów z dzikiego wschodu, aby później stać cicho z boku! To po prostu nie leży w naszej naturze 😉

Wiosłowanie, czy to na ergonometrze, czy to na drążku, poszło dla Damiana tak dobrze, że mógł on się cieszyć z uplasowania się na pierwszym miejscu! Jak na debiut całkiem nieźle. Tym bardziej, że obok niego byli bardzo godni rywale. W takiej sytuacji pozostało tylko regenerować się i oczekiwać na kolejne dwie konkurencje. W międzyczasie Poznań uraczył nas prawdziwą pogodową huśtawką, podczas której to raz świeciło słońce, a raz padał ulewny deszcz. Całe szczęście, że box w Wielkopolsce jest na tyle dobrze wypoziomowany, że gdyby nie to, to woda mogła by się niemal wlewać do niego z podwórka przez otwarte drzwi garażowe 🙂

Kiedy przyszedł czas kolejnych zmagań w kategorii Elite, to nie było już specjalnie ważne. Ważne za to było to, żeby reprezentant CFP wypadł jak najlepiej. A tym razem czekało go chodzenie na rękach między dwoma liniami, oddalonymi od siebie o 8 metrów oraz przysiady ze sztangą z dowolnie wybranym obciążeniem przez 3 minuty. Ilość plate-ów na gryfie trzeba było wybrać rozsądnie, ponieważ to łączna ilość podniesionych kilogramów była decydującym wynikiem tej rywalizacji.

Te dwie rywalizacje to była prawdziwa walka. O każdy kolejny centymetr podłogi czy też każdy kolejne wstanie z pozycji siadu. Jak bardzo chcieliśmy pomóc Damianowi to chyba doskonale słychać na filmie 🙂 Tak jak i Damian, tak i my specjalnie się nie oszczędzaliśmy. Dziś pewnie wielu z nas czuje tego skutki podczas wypowiadanego każdego słowa, ale też nikt nie ma raczej wątpliwości, że było warto. W końcu jesteśmy jedną ekipą, jesteśmy CFP! Nasze krzyki i inne starania połączone z wielkim wysiłkiem Damiana, dały mu awans do wielkiego finału z trzeciego miejsca i już ten fakt był dużym sukcesem.

Reebok CrossFit Poznan Rodeo 7

A sam finał? Ten był prawdziwym niszczycielem ciała i umysłu. Składały się na to dwa tak zwane benchmarki czyli sztandarowe crossfitowe treningi o wdzięcznych nazwach Diane oraz Isabel, a także na dobicie bieg 1200 metrów. Istne szatańskie połączenie. Ale na słabych ludzi nie trafiło, a więc można było oczekiwać prawdziwej walki do samego końca. Jak się później okazało, w tym finale walczyli wszyscy. Dosłownie WSZYSCY 🙂

Damian skończył finał na ostatnim, piątym miejscu, a w całkowitej klasyfikacji był na miejscu numer 4. Do podium zabrakło mu 10 centymetrów, tych 10 centymetrów, których zabrakło mu podczas chodzenia na rękach i zaliczenia ostatniej długości. Czy to jednak można uznać za porażkę? W żadnym wypadku! Był to dopiero debiut tego zawodnika na ogólnopolskiej arenie i była tu walka na całego, było zostawienie wszystkich sił oraz serca do walki jakie niewątpliwie miał. Jak wiele go kosztowało dobiegnięcie do mety wiedzą na przykład ci, którzy z ekipy CFP wybiegli z boxa razem z nim i towarzyszyli mu w tej ostatniej, niemal krzyżowej drodze. Ja postanowiłem wtedy zostać i uwiecznić ten moment, aby inni mogli do niego wracać jeszcze długi czas. Zresztą trzeba tu też teraz oddać głos głównemu zainteresowanemu.

Damian Truchel podziękowania

Cała ekipa CrossFit Podlasie zaprezentowała się w Poznaniu jaka jedna wielka społeczność, która wspiera się zawsze, wszędzie i w każdy możliwy sposób. Na wagę złota były spojrzenia ludzi z innych części Polski w naszą stronę i obserwujący nasze szaleństwo 😉 Dzięki wam ludzie za to, bo jest to dla nas niewątpliwe uznanie. Aż szkoda, że zawody Rodeo ściągnęły do boxa tak znikomą ilość miejscowych widzów/kibiców, którzy mogli by zobaczyć jak wygląda prawdziwa walka.

Po dekoracji zwycięzców, podziękowaniu organizatorom i zrobieniu po raz ostatni w tym dniu hałasu swoim tradycyjnym okrzykiem, CF Podlasie pożegnało się z przytupem z crossfitowy Poznaniem. Czekała nas jeszcze bowiem wielogodzinna droga powrotna, która jak się później okazało, była kapitalnie spędzonym czasem, który minął nie wiadomo kiedy. Ale ciężko żeby czas szybko nie mijał, gdy w międzyczasie odbywają się konkursy na śpiewy, przesuwanie kamieni na postojach czy też szybkie WOD-y na placu zabaw w McDonaldzie 🙂 Miało też miejsce przejęcie kierownicy busa przez jedną z naszych koleżanek, która wprawdzie nie potrafiła zmienić biegów, ale została przez pana kierowcę obdarowana drogocennym prezentem 😉

I właśnie z takich to powodów od samego dziś rana, buzia mi się śmieje na samą myśl minionych godzin. To właśnie takie skutki wywołują dokładnie 23-godzinne wyprawy z CFP, gdzie każdy leci Rx-em pod każdym względem. Co jednak w tym wszystkim najlepsze, to jest dopiero początek. Bo wcale nie jest mi trudno wyobrazić sobie zawody gdzieś w Polsce, kiedy jedziemy tam dwu lub nawet trzykrotnie większą ekipą, z czego startuje 5-6 osób, a całe reszta także daje z siebie maksimum możliwości. Bo przecież jeśli już coś mamy w życiu robić, to róbmy to na 100%!