CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Powiew świeżości z Ursusa

dodany przezKamil Timoszuk 5 kwietnia 2016 0 Komentarzy

Jak można spożytkować wiosenny i niezwykle podobno słoneczny weekend? Oczywiście siedząc długimi godzinami w starej pofabrycznej hali i patrząc jak się inni męczą,  z przerwami na samodzielne męczenie się. Nikt jednak nie twierdzi, że jestem normalny.

Każdy ma lub moim zdaniem powinien mieć w swoim życiu „fazy”, zwane też czasami pasjami, które sprawiają że życie staje się ciekawsze. Coś takiego co sprawia, że po prostu się uśmiechamy. Coś co potrafi też sprawić, że pomimo wielu innych obowiązków, nawału spraw „życia codziennego” czy po prostu zmęczenia, człowiek nadal ma ochotę coś zrobić, gdzieś pojechać czyli po prostu zadziałać. Ja na szczęście taką fazę mam, za co jestem wdzięczny losowi, że podrzucił mi ją na swojej drodze. Dzięki temu mogę spędzać takie weekendy jak ten ostatni w warszawskim CrossFit Ursus.

No Limit Duel League 2

To właśnie w tym boxie odbywała się impreza na którą miałem plan dotrzeć już bardzo dawno. Zawsze jednak nie było do końca po drodze, nie było czasu lub jeszcze jakieś inne wypadki losowe napotykałem na swojej drodze. Jest to niemal bliźniacza sytuacja jak z organizowanym w Bydgoszczy Battle of The Machines. Zawody na które jadę już jakiś czas i ciągle dotrzeć nie mogę. Ale spokojnie, informacja dla niecierpliwych i żądających deklaracji – dotrę! 😉

No Limit Duel League 3

No Limit Duel League 15

Wracając jednak do warszawskiej imprezy o nazwie No Limit Duel League, to chyba nie minę się z prawdą jeśli napiszę o niej, że jest ona ewenementem. Na pewno na skalę Polski, a może nawet i dalej. Bowiem gdy ktoś był już przynajmniej na dwóch czy trzech tego typu evenetach w Polsce, ten może odnosić wrażenie, że wszystkie one są generalnie do siebie bardzo podobne. Opiera się wszystko na zasadzie masy ludzi, którzy robią na początku te same 2-3 workouty, po czym następuje ich odsiew przed kolejnymi rundami i kolejnymi heatami. Z różnymi małymi modyfikacjami tak to przeważnie wygląda. Jednak nie w przypadku No Limit Duel League. Tutaj organizatorzy pomyśleli o tym aby wymyślić coś innego, co przyciągnie do zmagań nie tylko ich ich klubowiczy z CrossFit Ursus, ale też i innych boxów. Patrząc na to ilu przedstawicieli zarówno warszawskich boxów jak i też spoza stolicy zawitało na kolejne edycje imprezy, śmiało można sądzić, że pomysł zdecydowanie chwycił.

No Limit Duel League 9

No Limit Duel League 10

Z mojego subiektywnego punktu widzenia, nie tylko zawody były czymś dla mnie nowym ale już sam box. Paradoks jest na starcie taki, że aby dotrzeć do CrossFit Ursus korzystniej jest wybrać się Kolejami Mazowieckimi aniżeli komunikacją miejską. Podróż przez pola i łąki dodał też kolorytu całej wyprawie 🙂 Na szczęście wielki baner wywieszony na budynku od strony głównej ulicy sprawia, że nie sposób nie trafić do boxa. Można za to najeść się strachu podczas robienia mu zdjęcia i upuszczenia telefonu na betonowy chodnik. Nie polecam. Głupi ma jednak szczęście 😉 Natomiast zdecydowanie przemawiają do mnie takie crossfitowe miejscówki jak ta na Ursusie, które zdecydowanie są najbliżej „korzeni”.

No Limit Duel League 8

Zaraz jeszcze przed wejściem do boxa, pierwsze co zdecydowanie rzuciło mi się w oczy, to ściana na której wiszą plakaty informacyjne o szkoleniach. I tak zerkając na ich mnogość śmiało można chyba stwierdzić, że CrossFit Ursus szkoleniami stoi. Od stricte crosssfitowych, poprzez street workout czy kettle, a na takim na przykład strzelaniu (!) kończąc. Tym razem to jednak nie szkolenie sprowadziło mnie w to miejsce, a impreza, której odgłosy uderzały każdego kto tylko przekroczył próg boxa. Miejsca, które w pierwszej chwili wydaje się być po prostu ciemne. W drugiej zresztą też. To zwiastowało problemy w kontekście zdjęć jakie chciałem sobie przy okazji porobić. Kto by się jednak przejmował takimi problemami 😉

No Limit Duel League 23

Dwa dni rywalizacji podczas crossfitowych zawodów to spora szansa dla organizatorów aby przetestować uczestników pod wieloma kątami. Trzy kategorie zawodników czyli Elite oraz Open mężczyzn oraz kobiety dostały do wykonania na pierwszy ogień taki sam workout do wykonania tylko, że z wyskalowanym ciężarem na sztandze. Do ogarnięcia były brzuszki, wall balle oraz kilka ćwiczeń na sztandze przeplatanych ponownie wall ballami. Niby nic takiego, ale patrząc na wielu zawodników potrafiło to konkretnie ich dojechać. Wśród uczestników całej tej zabawy można było spotkać zawodników z wypracowanym już nazwiskiem na polskiej scenie CrossFit tak jak na przykład Paweł Leśnikowski, jak i popularnych blogerów celebrytów typu Dajesz Ojciec. Każdy starał się zaprezentować z jak najlepszej strony, ale nie każdy miał tyle szczęścia aby już pierwszy workout dokończyć. Niestety ale kontuzje zdarzają się każdemu i nigdy nie wiadomo kiedy się trafią. No ale „gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by nigdzie nie chodził”.

Drugi workout tego dnia był jednym z największych zaskoczeń podczas całych zawodów. Bo kto by się wcześniej spodziewał, że linę do wspinania się można powiesić w poprzek sali? Na szczęście organizatorzy się spodziewali i ten patent zastosowali, czym wzbudzili duże poruszenie wśród wszystkich startujących. Oni sami zaś byli zmuszeni do tego, aby w ciągu kilku chwil wymyślić sprawny sposób na to aby dostać się z jednego końca liny na drugi. Jedno czego na pewno nie można odmówić temu workoutowi to efektowność.

Niestety taka forma workoutu miała dwie ciemne strony. Pierwszą z nich był wypadek, który zdarzył się na sam koniec zmagań, kiedy to najmłodsza zawodniczka całych zawodów – 12-letnia Ola – spadła z drążka tak niefortunnie, że złamała sobie rękę. Nie przeszkodziło jej to jednak aby wpaść do boxa w niedzielę i dopingować swoich kolegów czy koleżanki. Drugim zaś minusem „linowego workoutu” była na pewno jego długość. Niestety w boxie udało się zawiesić tylko 3 takie liny, a przez to też heatów w jakich startowali kolejni zawodnicy było całe zatrzęsienie. O ile na początku emocje licznie zebranej widowni były na wysokim poziomie, tak z biegiem czasu entuzjazm ten opadał. Nic w tym jednak dziwnego skoro ostatni zawodnicy startowali dopiero w okolicach godziny 19, a całe zawody rozpoczęły się już o 10 rano. 9 godzin na dwa workouty bez większych przerw to pomimo wszystko trochę chyba zbyt wiele.

No Limit Duel League 6

Trzeba jednak przyznać, że na nudę samą w sobie nikt tego dnia narzekać jednak nie mógł. Jeśli bowiem ktoś chciał, to na podwórku przy udanej pogodzie mógł go spędzić na dwa sposoby. W pierwszej bardziej statycznej, ucztując w okolicach dwóch food tracków jakie obsługiwały przez cały weekend wszystkich wygłodniałych crossfiterów. Drugim sposobem zaś było wzięcie udziału w szczytnej akcji „Milion Swingów dla Autyzmu„. Polegała ona na tym, że każdy chętny mógł podejść w specjalnie przygotowane miejsce i poswingować sobie troche kettlem. Bez względu na to czy ktoś to wcześniej robił czy też nie, osoby do tego oddelegowane instruowały na biężąco każdego jak powinno się to robić tak aby nie zrobić sobie krzywdy. W efekcie tego bywały momenty, że dorwanie się do jakiegokolwiek kettla było problemem, co jednak pokazuje, że akcja cieszyła się niemałym powodzeniem. Finalnie udało się namachać ponad 67 tysięcy swingów, do czego przyłożyłem się też tak jak sobie założyłem w postaci jednego tysiąca 🙂

No Limit Duel League 1

Drugi dzień zmagań No Limit Duel League był tą częścią na jaką ja osobiście czekałem najbardziej. Chciałem zobaczyć czy to co wydaje się tak ciekawe w teorii, jest równie ciekawe w praktyce. Okazało się że nie jest, bo… Jest jeszcze ciekawsze! Naprawdę dawno nie bylem tak pozytywnie zaskoczony zawodami jak właśnie NLDL. Otóż wszystko w tym przypadku opiera się o system jaki założyli sobie organizatorzy. Powoduje on że 32 najlepszych panów oraz 16 najlepszych pań z pierwszego dnia rywalizacji, musi ze sobą stoczyć pojedynki na zasadzie playoffs czyli 1 z 32 (najlepszy z „najgorszym”), 2 z 31, 3 z 30 i tak dalej.

No Limit Duel League 11

Na podstawie tych pojedynków od których zależy dalsza bytność danego zawodnika w zawodach, wyłonionych zostaje 16 panów oraz 8 kobiet, które walczą ze sobą systemem podwójnej eliminacji. Wykres na jakim zaprezentowany jest dalszy przebieg zawodów, przypomina wzór chemiczny na nie do końca legalną substancję. W pierwszej też chwili można doznać lekkiego oczopląsu połączonego z typowym „majndfakiem” na wysokim poziomie. Dopiero po kilku mniej lub bardziej udanych próbach wytłumaczenia mi chyba zaczynam to ogarniać 😉

No Limit Duel League 21

Na szczęście same pojedynki są tak proste, że prościej się już na prawdę nie da. Mianowicie dwójka zawodników lub zawodniczek staje ze sobą twarzą w twarz i po szybkim losowaniu prostego minutowego workoutu musi udowodnić, że jest lepsza od swego przeciwnika. W późniejszym czasie dochodzi jeszcze do pewnej modyfikacji w postaci walki do dwóch wygranych tego typu pojedynków aby przejść dalej. Początkowa przegrana też nie sprawia, że zawodnik nie walczy już dalej, a jedynie to, że jego droga do ewentualnego finału znacznie bardziej się wydłuża i utrudnia. Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo! Całe to założenie ma jednak też kilka początkowo ukrytych ale i w późniejszym czasie dobrze widocznych wad. Pierwszą z nich jest fakt, że przy takich pojedynkach przez minutę czy dwie zawodnicy zdarza się, że czasami gubią gdzieś po drodze technikę wykonywania kolejnych ćwiczeń. Wszystko po to aby nie stracić kolejnych sekund, których i tak jest bardzo niewiele, kosztem kolejnych repów jakich finalnie może później zabraknąć. Repów za zaliczanie których odpowiadają sędziowie. I nie ma co ukrywać, że przy takiej formule zmagań oni także mają nie łatwe zadanie. Czy według mnie podołali? W ogólnym rozrachunku raczej tak, aczkolwiek wpadek też nie brakowało.

Jednym z moich pierwszych odczuć na temat tego całego systemu było też to, że zbyt wiele jest w nim przypadkowości i zwykłego farta jakiego muszą mieć zawodnicy. I po części jest to prawda, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że każdy kto trenuje CrossFit ma swoje bardziej mniej lubiane ćwiczenia. Jeśli więc takie ćwiczenia trafiają mu się w kolejnych workoutach raz za razem, to możemy tu mówić o ewidentnym pechu 😉 W końcowym rozrachunku jednak do decydujących starć dochodzi pomiędzy osobami, które w przekroju całych zawodów prezentowały się najlepiej. Jak jednak w każdych zawodach zdarzają się także i niespodzianki. Za taką zaś należy na pewno uznać brak w wielkim finale Pawła Leśnikowskiego z CrossFit Genius, który przez wielu był widziany tam na długo przed końcowymi rozstrzygnięciami. Jego miejsce zajął Michał Zajączkowski i odpoczywając mógł spokojnie obserwować jak trwa walka o wielki finał pomiędzy kolejnymi zawodnikami.

I takim oto sposobem impreza dotarła do wielkiego zakończenia jakim były dwa finały – kobiet i mężczyzn. Wśród kobiet naprzeciwko siebie stanęły Maja Strzałkowska-Kominak z CrossFit Ad Alta oraz Agnieszka Borucka z CrossFit Dopamine. Szczególnie udział w finale tej drugiej, filigranowej i wiecznie uśmiechniętej fajterki był sporym zaskoczeniem biorąc pod uwagę fakt, że dopiero wraca ona po kontuzji. Jeśli więc tak wyglądają powroty w jej wykonaniu, to strach się bać co będzie gdy wyzdrowieje już ona na dobre 😉 Sama rozgrywka finałowa nie była już jednak przypadkiem i była ona skrupulatnie przemyślana i przygotowana przez organizatorów. A na dziewczyny czekał zestaw w postaci pistolsów z kettlem, C2B oraz snatchy ze sztangą. Był ogień!

Silna reprezentacja CrossFit Dopamine miała tego dnia dużo pociechy ze swojej reprezentantki, która w pięknym stylu wygrała te zawody. Wygrała je jak najbardziej zasłużenie i należy chyba tylko już życzyć Agnieszce aby zdrowiała dalej w tym tempie i w takim samym stylu jak do tej pory 🙂

No Limit Duel League 13

U panów w decydującej rozgrywce doszło do niemal bratobójczego pojedynku pomiędzy dobrymi znajomymi – Kamilem Kaczmarczykiem oraz Mateuszem Zajączkowskim. Przyjaźnie lub inne przyjemności nie miały jednak znaczenia w chwili gdy wszyscy usłyszeli typowe odliczanie 3, 2, 1, START!

PLAYLISTA FILMÓW Z ZAWODÓW NLDL

Mateusz Zajączkowski bez żadnych skrupułów zgarnął całą pulę i tym samym podtrzymał passę wygranych kolejnych edycji NLDL przez reprezentanta CrossFit Genius. Miłosz Staworzyński na pewno był dumny ze swego wychowanka 😉

No Limit Duel League 20

Po wszystkim jak zwykle nastąpiło tradycyjne rozdanie nagród, które jednak tradycyjne nie było. Wszystko za sprawą ludzi z dobrym sercem, którzy wygrane nagrody przekazywali sobie niemal z rąk do rąk, chcąc sprawić przyjemność jak największej ilości osób. I takim oto sposobem jeden z zegarków firmy Fitbit po oddaniu go na licytację trafił do innego uczestnika zawodów, a pieniądze trafiły na konto walki z autyzmem. Ten zaś szczęśliwy posiadacz zegarka nie poprzestał na tym i przekazał go Oli, która dzień wcześniej doznała złamania ręki podczas zawodów. Po zdjęciu gipsu będzie jak znalazł 😉

No Limit Duel League 16

I takim oto sposobem intensywne, emocjonujące i pełne zwrotów akcji dwa dni dobiegły końca. Pozostały czas poszczególni zawodnicy wykorzystywali na rozmowy, wywiady czy inne lansowanie się w blasku innych gwiazd 🙂

No Limit Duel League 17

No Limit Duel League 18

No Limit Duel League 22

Mnie niespodziewanie zaś czekał rajd na lotnisko z którego startowałem w podróż powrotną do Białegostoku. Podróż, która gdyby nie dobrzy ludzie to może i doszła by do skutku, ale w zdecydowanie późniejszym czasie. Tak więc jedno jest pewne – Karma wraca! Tak samo zresztą jest to pewne jak to, że z Warszawy wywiozłem całą masę pozytywnych wrażeń na temat zawodów we wcześniej nie spotkanej przeze mnie formule. Podsumowując więc mój pierwszy kontakt z No Limit Duel League stwierdzam, że to jest znakomity kierunek w jakim poszli organizatorzy tego eventu. Tym bardziej, że sama liga z edycji na edycję ewoluuje i dzięki temu potrafi cały czas zaskakiwać. Dlatego też na kolejnej edycji na pewno się melduję – co i wam także radzę!

No Limit Duel League 19

GALERIA ZDJĘĆ Z ZAWODÓW NLDL