fbpx
O wszystkimOpinie

Polskie specyficzne kino

dodany przezKamil Timoszuk 15 października 2013 0 Komentarzy

Polskie kino to od niemal zawsze temat trudny. Jedni lubią nasze rodzime produkcji, inni zaś wręcz przeciwnie tłumacząc to często rzekomo odstającym od zachodniego poziomem. Dlatego też od kilku już lat bardzo chętnie chadzam do kina na różnego rodzaju rodzime produkcje aby wiedzieć czy naprawdę jest więcej powodów do narzekań czy może jednak zachwytów.

W ostatnim czasie tak się jakoś złożyło, że na ekrany kin weszło sporo filmów rodem znad Wisły. Jedne były promowane bardziej, a inne zaś mniej jednak tym akurat najmniej bym się sugerował. Wszystko dlatego, że bardzo często dzieje się tak, że to właśnie te filmy wchodzące po cichu, jakby trochę tylnymi drzwiami, zasługują na znacznie większą uwagę. Nie tyczy się to tylko gatunku komedii, która w ostatnich latach niemal notorycznie sięga poziomu bruku. To jednak temat na inny tekst. Dziś skupię się na dwóch filmach na jakich ostatnio byłem.

KINÓWKI.pl

„Wałęsa. Człowiek z nadziei” to produkcja, która już przed wyjściem na ekrany miała pewien bagaż emocjonalny, który niosła na swoich barkach. Bagaż, który w moim odczuciu pociągnął ten film na dół i nie pozwolił aby był on tak dobry jak by na to co najmniej zasługiwał. Opowieść o jednym z najsłynniejszych Polaków w ostatnich kilku dziesięcioleciach, o którym w pewnym okresie mówił cały świat, w kraju gdzie przywiązanie do historii jest ponadprzeciętne, to nie jest prosta sprawa. Tym bardziej, że niemal od początku było pewne, że będzie to nasz polski kandydat do Oskara. Po obejrzeniu tego filmu śmiem twierdzić, że o tej zacnej nagrodzie możemy raczej na pewno zapomnieć. Dlaczego?

Głównie dlatego, że film został zrobiony w sposób zbyt powierzchowny. W stosunku do tego filmu mam nieodparte i nieodpuszczające mnie poczucie, że został zmarnowany genialny potencjał jaki niosła za sobą ta historia. Bo postać Pana Wałęsy, którego można lubić lub nie, to pomimo wszystko kawał dobrego materiału na film. Jeśli do tego dodamy fakt, że za reżyserię wziął się nasz inny towar eksportowy czyli Pan Andrzej Wajda to tym bardziej dziwi fakt, że wyszło to co wyszło. Grana główna postać przez Roberta Więckiewicza jest na pewno charakterystyczna. Oddanie jednak mimiki twarzy, zachowań czy gestów naszego byłego prezydenta nie było na pewno łatwe i za to należą się brawa. Co jednak z tego skoro akcja filmu jest po prostu nudna. Film w dużej mierze jest przegadany, wątki nie zawsze się kleją, a co dla mnie najdziwniejsze, akcja filmu kończy się przed najważniejszymi wydarzeniami z panem Wałęsą w roli głównej. Jeśli dodamy do tego fakt, że film jest posklejany w ten sposób, że jeśli ktoś nie zna dokładnie naszej historii, czyli na przykład wielu zagranicznych widzów, to zupełnie nie zrozumie wielu wątków, wtrąceń czy nawiązań jakie się tam znajdują. W kontekście walki o Oskara to trochę strzał w stopę. W takim oto wypadku ten film w moim prywatnym rankingu może tylko i wyłącznie wylądować w kategorii filmów „takich sobie” i nic ponad to. Szkoda.

Chce się żyć

Nie szkoda za to poświęcić czasu aby wybrać się do kina na film „Chce się żyć”. Jeśli jednak zdecydujecie się to zrobić to ostrzegam was – nie idźcie na tę produkcję ze znajomymi w piątek lub sobotę po to aby się rozerwać i wyluzować. To nie jest tego typu kino. Jednak jeśli przygotujecie się psychicznie na to, żeby zobaczyć na wielkim ekranie trochę cierpienia, trochę bezradności oraz odrobinę nadziei to tak, ten film moim zdaniem trzeba zobaczyć.

Prace przygotowujące do tego filmu trwały ponad rok, a samo nakręcenie go niecałe 8 miesięcy. To właśnie wtedy Dawid Ogrodnik grający dorosłego głównego bohatera uczył się wielu zachowań od chłopaka o życiu, którego opowiada ten film. Niesamowitą pracę jaką wykonał widać na tym filmie w niemal każdym koniuszku jego palca, dosłownie. Do dziś zresztą podobno Dawid ma jeszcze pewne tiki, które zostały mu po nagraniu tego filmu. A o czym ten film tak naprawdę jest? Jest to tak jakby dwuczęściowa opowieść o życiu chłopaka chorego na tak zwane czterokończynowe porażenie mózgowe. Objawia się to tym, że dana osoba nie może chodzić i mówić ale jak się okazuje rozumie to co się do niego mówi. I o to też w tym filmie chodzi.

Film dzieli się praktycznie na dwie części. Pierwsza to kiedy Mateusz czyli główny bohater jest jeszcze małym dzieckiem. Tę część roli gra Kamil Tkacz, który rzeczywiście jest chory na tę chorobę. Drugą część, już tę bardziej dorosłą gra wcześniej wspomniany i genialny zarazem Dawid Ogrodnik. Akcja filmu rozgrywa się praktycznie tylko w dwóch miejscach – domu i ośrodku pomocy społecznej. Widz jednak nie ma poczucia nudy pomimo tego. Szczególnie ta druga część robi wrażenie swoim przerażającym momentami naturalizmem. O dziwo nawet w takim filmie potrafiono wpleść nawet wątki komiczne, choć czasem można odnieść wrażenie, że to trochę taki śmiech przez łzy. Wracając jeszcze do kwestii aktorskich to niemal każda postać w tym filmie jest na swój sposób charakterystyczna. Czy to rodzice chłopaka (Dorota Kolak i Arkadiusz Jakubik), czy to jego brat (Mikołaj Roznerski), czy to jedna z opiekunek (Katarzyna Zawadzka), która się nim zajmuje w ośrodku. Gra aktorska w tym filmie to naprawdę dobra rzecz.

Takie filmy nie są łatwe. Takie filmy nie są też moim zdaniem dla ludzi o małej wrażliwości czy odporności psychicznej. I nie chodzi mi tu o to, żeby podbudować teraz swoje ego. Bardziej chodzi o to, że osoba mająca niewielkie wymagania może po prostu nie docenić tak dobrego produktu jakim ten film jest bez dwóch zdań. A szkoda by było aby tak się właśnie stało. Jeśli więc ktoś czuje się na siłach to niech to koniecznie zobaczy.