CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Podwójna dawka rywalizacji

dodany przezKamil Timoszuk 8 lutego 2015 0 Komentarzy

Prastara legenda głosi, że raz na kilka miesięcy w krainie zwanej Podlasiem, w tajemnym miejscu zwanym boxem, zbierają się prawdziwi wojownicy I wojowniczki. Spotykają się po to, aby ustalić między sobą, komu z nich należy się szlacheckie wyróżnienie „najbardziej wysportowanego człowieka CrossFit Podlasie”. Legenda zaś ta, zdaje się nie mieć końca…

Już po raz czwarty podlaski crossfitowy box, miał okazję gościć w swoich murach swoich klubowiczów, aby w ramach zawodów o nazwie WYZWANIE IV, wyłonić najlepszych crossfiterów trenujących w tym boxie. Po trzech pierwszych edycjach, z których każda z nich okazywała się coraz to większym sukcesem, przyszedł czas na pewne zmiany. Podstawową różnicą w stosunku do poprzednich edycji było to, że tym razem zawodnicy nie ścigali się ze sobą indywidualnie, a w dwuosobowych zespołach, które samodzielnie sobie stworzyli. Wiele z tych osób na co dzień trenuje w takich właśnie zestawieniach, a więc była to dobra okazja, aby zobaczyć które pary ludzi, są w stanie popchnąć się nawzajem najbardziej do przodu, aby poprzekraczać swoje kolejne granice.

WYZWANIE IV 1

Ten kto kiedykolwiek miał okazję spróbować sił w tak zwanych Team WOD-ach, ten wie, że praca w takiej konfiguracji jest przeważnie jeszcze bardziej intensywna, niż praca w pojedynkę. Składa się głównie na to fakt, że pracując w zespole jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale także i za swojego partnera. Wtedy zaś okazuje się, że jesteś w stanie popchnąć się w swoich wysiłkach jeszcze dalej niż zwykle, lub też nawet dalej niż ci się może na początku wydawać. I to jest największe piękno tego typu rywalizacji. Dlatego też już od dłuższego czasu trwało parowanie się ludzi w boxie i szykowanie się do kolejnego WYZWANIA. Ten kto pary początkowo nie miał, ten wpisywał się na oddzielną listę, a ekipa z boxa zajmowała się później swataniem poszczególnych osób. Taka nowa dodatkowa funkcja boxa 😉 W taki też sposób i ja znalazłem partnera na te zawody w osobie Karola, z którym jak się okazało startowało mi się świetnie.

WYZWANIE IV 2

Jak to jednak przed każdymi crossfitowym zawodami, najwięcej emocji już przed samym startem u większości ludzi budziły treningi, jakie zostaną zaserwowane zawodnikom. Te natomiast ukazały się w wieczór poprzedzający całą zabawę i można by o nich wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że były one nudne 🙂

WYZWANIE IV WOD 1 & 2

Gdy zobaczyłem te WOD-y po raz pierwszy to od razu miałem w głowie kilka pytań. Były one jednak bez znaczenia, ponieważ już kilka godzin później, wszyscy dostali wszystkie odpowiedzi. Jak się też okazało, przy tego typu rywalizacji, bardzo ważna okazała się taktyka jaką obrał sobie każdy zespołów. To ona bardzo często decydowała o tym czy drużyna zaliczała dobry występ. A cale zmagania rozpoczęły tego dnia panie.

Później do boju zostali puszczeni panowie.

Niby ten pierwszy WOD nie był ciężki, ale to tylko pozory. Jeśli ktoś postanawiał docisnąć się maksymalnie, to była szansa na to aby konkretnie dać sobie w kość. Ja wybrałem sobie opcję, że zaczynam od drugiej części czyli od thrusterów i poprzez burpeesy oraz wiosła kończę tę zabawę. Jak się okazało wskakiwanie na dwa talerze po 20 kilo w ramach burpeesów zaraz po thrusterach, jest cięższe niż się wydaje. Jeśli ktoś nie uważał też przy tej czynności, to niestety musiał się liczyć z tym, że może go dopaść widmo kontuzji. Kontuzji po nabawieniu się której, jest się jeszcze w stanie na mocy adrenaliny skończyć cały trening. No ale cóż, małe wypadki zdarzają się wszędzie.

Drugi WOD eliminacyjny dla wszystkich tego dnia, był prawdziwą mieszanką wybuchową. W mojej ocenie składały się na niego takie czynności które niespecjalnie lubię, i to jeszcze w wersji utrudnionej, takie których niestety jeszcze nie umiem, oraz takie których na co dzień raczej się nie wykonuje podczas zwykłych treningów. Od tego są jednak właśnie zawody, aby poddawać się próbom w których jesteś postawiony przed faktem dokonanym i nie ma że boli! Tym bardziej jeśli wiesz, że nie możesz zawieść swojego zespołowego partnera, który tak samo się stara i liczy na ciebie. W praktyce u panów natomiast wyglądało to tak.

Jakie są moje wrażenia po tym WOD-zie? Zdecydowanie pozytywne! Był on tak samo pomysłowy jak i wymagający zarówno maksymalnego wysiłku, jak i też myślenia. Rzucanie niby „tylko” 6-kilogramową piłką, ale na wysokość około 4 metrów to dość nowe doznanie. Tym bardziej jeśli punkt w który trzeba było trafić, był lekko wysunięty z stosunku do dolnej części ściany. Innymi słowy no repy ścieliły się często i gęsto 😉 Tym bardziej jestem godny podziwu dla takich zawodników jak Michał Stalbowski aka Bamboś, który uparcie twierdzi, że wall balls nie lubi, ale nie przeszkodziło mu to machnąć pierwsze 50 sztuk unbroken 🙂 Skakanka to w przypadku mojego zespołu było zadanie Karola, który wywiązał się z tego świetnie. Mi natomiast najpierw przypadły kettle i machanie dwoma na raz w rosyjskim stylu, a następnie noszenie Karola na plecach. I to było chyba najbardziej zaskakujące zadanie podczas całych zawodów. Ja osobiście nigdy tego nie robiłem i potrzeba było kilku prób przed startem, aby ustalić w jaki sposób to trzeba będzie zrobić. Zadanie nie ułatwiał też fakt, że oprócz kolegi na plecach, każdy noszący musiał zabrać ze sobą także jednego kettla. Ale jak się później okazało, podczas samego startu noszenie było powiedziałbym chyba nawet, że przyjemne. Jeśli tylko wisząca osoba ułożyła się w dobry sposób, to szło to dość gładko. Poza tym też wpływ uzdrawiającej adrenaliny, także nie był bez znaczenia 😉

WYZWANIE IV 3

Po takich zabawach nastąpił odsiew par słabszych od osób, które awansowały do półfinałów. I wtedy też po raz kolejny nastąpił ten przyjemny moment ogłoszenia kolejnego workoutu. Ten natomiast był już niezłym konkretem.

WYZWANIE IV WOD 3

Po raz kolejny każdy zespół musiał ustalić, kto w czym czuje się lepiej, i na tej zasadzie podzielić się zadaniami. Jeśli ktoś zrobił to dobrze, ten dawał sobie sporą przewagę już na starcie. A w wykonaniu pań wyglądało to tak. Na szczególne wyróżnienia zasługuje Klara, która była tego dnia wyposażona w zawodowe getry 🙂

Panowie nie byli dłużni, i także dawali z siebie wszystko co mieli najlepszego. Już w bardziej standardowych strojach 😉

Cóż można by napisać po półfinałach? Może to, że gdybym miał taką możliwość, to po tych treningach przyznałbym dwie indywidualne nagrody. Pierwsza z nich to takie wyróżnienie z przymrużeniem oka dla Michała Głuszyńskiego, za najlepsze aktorstwo i teatralne padanie po wielu wykonanych cleanach na koniec. Marta z Na Wspólnej byłaby z ciebie dumna! 🙂 Drugą nagrodę, już jak najbardziej poważnie, przyznałbym dla Ani, która wraz z Anetą była chyba największą pozytywną niespodzianką całej sobotniej rywalizacji. Bo to właśnie nikt inny jak właśnie Ania, postawiona przed faktem zarzucania sobie raz po raz sztangi, na której był założony jej dotychczasowy PR, po prostu to zrobiła. Nie zraziła się ona też pierwszą nieudana próbą i już chwilę później, robiła to raz za razem w stylu touch and go! Moc adrenaliny po raz kolejny! Nic więc dziwnego, że dziewczyny przebojem wdarły się do morderczego finału.

WYZWANIE IV 4

Ten natomiast było wiadomo już od pewnego czasu, że nazywać się będzie „Triple Chance”. Co to oznaczało w praktyce?

WYZWANIE IV WOD 4

Każda z tych części była oddzielnie punktowana, a więc przed finałowa rozgrywką nic jeszcze nie było ostatecznie przesądzone. Poza tym zawodnicy musieli dobrze ocenić swoje możliwości, ponieważ w części C, którą był fajny complex, każdy sam ustalał jakim ciężarem będzie go robił. Wynikiem zaś była liczba kilogramów podniesionych przez obie osoby z każdego z teamu. Kiedy zawodnicy oszacowali swoje możliwości, a arena finałowej batalii została przygotowana, można było zacząć walkę tradycyjnie od Pań.

Let’s Get Ready To Rumble!!!

Wisienką na torcie natomiast byli tym razem panowie i pokaz ich aktualnych możliwości. Te natomiast są naprawdę imponujące!

I w taki oto znakomity sposób, zakończyło się już czwarte WYZWANIE w CF Podlasie. Cóż można by napisać słowem komentarza po takim finale? Może na przykład to, że patrząc na panie z boku widać było, że trochę siebie nie doceniają i stać je na jeszcze więcej. Aczkolwiek to co pokazały i tak jest godne podziwu. Jednak 5 czy nawet 10 dodatkowych kilogramów na każdej ze sztang podczas wykonywania complexów, według zgodnej opinii wielu obserwujących z boku ludzi, nikomu by nie zaszkodziło. U panów jak zwykle walka trwała do końca. Michał Głuszyński zrzucając z barków sztangę o wadze 100 kilogramów, sprawił, że jego zespół ostatecznie zajął trzecie, a nie drugie miejsce. Jednak jego partner z ekipy Łukasz Mnich, który ma dopiero 17 lat, na sztangę zarzucił najwięcej i poradził sobie z tym zadaniem kapitalnie. 101 kilogramów to też na pewno nie jest kres możliwości tego chłopaka. Chłopaka który jeśli będzie dalej pracował na swoją formę tak ciężko jak teraz, to jestem przekonany, że będzie o nim jeszcze bardzo głośno. Drugie miejsce to kolejne zaskoczenie w postaci czarnych, a właściwie to pomarańczowych koni, tej rywalizacji. Marcin i Daniel wbili się przebojem do finału, a Daniel pokazał wyjątkowy charakter robiąc swoich 6 pierwszych w życiu bar muscle upów. Najwyższe stopnie podium przypadły zaś ludziom, których udział przynajmniej w finale typowało wielu. Jednak co innego typować to, a co innego urzeczywistnić te przewidywania. Faworyci jednak sprostali tej kwestii i Joanna, Klara, Paweł oraz Piotrek zasłużenie mogą odbierać gratulacje!

WYZWANIE IV 5

I tak też dobiegł końca kolejny fantastyczny dzień w CrossFit Podlasie. Dzień pełen wrażeń, emocji, pracy, wysiłku, radości, śmiechu, czyli wszystkiego tego co jest niejako cechami składowymi zjawiska zwanego CrossFitem. Ekipa z Marczukowskiej 6 w Białymstoku, bardzo dokładnie pokazała po raz kolejny, jak fajną praktycznie rodziną jest. Czasami trochę patologiczną, ale jednak rodziną 😉

WYZWANIE IV 6

FOTORELACJA Z ZAWODÓW

DODATKOWE MATERIAŁY Z ZAWODÓW