CrossFitO wszystkim

Po co to robię?

dodany przezKamil Timoszuk 4 listopada 2013 0 Komentarzy

Tytułowe pytanie zadajecie mi wy czyli czytelnicy tego bloga, moi znajomi czy przypadkowi ludzie spotykani w różnych miejscach oraz zdarza się, że zadaję je sobie sam. Często dzieje się to wtedy, kiedy jestem zmęczony, mam dość lub po prostu zdarza mi się gorszy dzień. Na szczęście jednak zawsze znajduję w sobie odpowiedź.

Tytułowe pytanie może odnosić się do wielu rzeczy związanych ze mną lub moim życiem. W ostatnim czasie, jak się chyba nie trudno domyślić, bardzo często związane jest to z moim sposobem na życie, trenowaniem, motywowaniem czy wszystkim tym co jest pochodną tych rzeczy. Zresztą odpowiedź na tak postawione pytanie może być różna w zależności od paru rzeczy. Dziś jednak chciałbym się skupić na pewnym aspekcie, który nasunął mi się na myśl parę dni temu, a dziś został jeszcze spotęgowany tekstem Szczepana Radzkiego. Dla lepszego zrozumienia dalszej części odsyłam was najpierw na jego bloga w celu przeczytania tego co ma do powiedzenia, a następnie zachęcam do powrotu do mnie.

Dla tych, którym się jednak nie chciało tego zrobić streszczę sytuacje w kilku słowach. Mianowicie Szczepan w swoim tekście przy mniej lub bardziej świadomej pomocy kolegi stawia dwie tezy/pytania związane z życiem wielu z nas. Pierwszym z nich jest fakt, czy spocony człowiek podczas treningu jest atrakcyjny dla płci przeciwnej. Nie wiem jak na tak postawione pytanie odpowiedziałyby moje koleżanki czy znajome, bo w odróżnieniu od Szczepana nie przeprowadziłem wnikliwych badań na ten temat 😉 Ale wszystkie chętne zachęcam do wypowiadania się na ten temat w komentarzach pod tym tekstem lub na moim Facebooku. Ze swojej jednak strony powiem, że spocona dziewczyna na siłowni, podczas swojej własnej walki o lepszą kondycję/figurę/samopoczucie/samoocenę jest znacznie bardziej atrakcyjna niż taka, która wprawdzie przyszła na siłownię ale chyba sama nie wie po co. Każdy kto stara się zrobić coś z własnym ciałem doskonale zna takie przypadki obejmujące obydwie płci, które plączą się po siłowni, gadają, często przeszkadzają, ale na pewno nie robią tego co powinny. W sumie to nie mój biznes i nie moja sprawa ale już podświadomie nie żywię do takich ludzi wielkiej sympatii. Tak już po prostu mam.

Mi samemu radochę sprawiają sytuacje kiedy mogę po treningu wykręcać koszulkę 🙂

Druga teza, która zaciekawiła mnie bardziej w tekście Szczepana to fakt, że według niego wszystko co robimy w kontekście polepszania swego wyglądu na siłowni, robimy wyłącznie dla płci przeciwnej. Zapewne jest jakaś część ludzi, która działa w ten sposób. Nie mówię, że nie. Jednak są tacy ludzie jak na przykład ja, którzy można wierzyć lub nie wszystko co robią ze swoim ciałem robią przede wszystkim dla siebie. Oczywiście słowa uznania, pochwały czy inne tego typu interakcje zawsze są miłe, budujące i motywujące. Generalnie jednak wychodzę z założenia, że na koniec dnia to przede wszystkim ja sam muszę być zadowolony z siebie samego. Jeśli ktoś oprócz mnie będzie widział moje dobre samopoczucie to bardzo mi miło, ale w tym przypadku jestem bo chcę być na swój sposób egoistą. Gusta bywają różne i nigdy wszystkim nie dogodzisz. A co jeśli rzeczona laska nagle zmieni zdanie i zmienią jej się upodobania? To ma oznaczać, że niepotrzebnie się starałeś? Nigdy w życiu!

Zresztą temat wyglądu i walki o niego jako priorytetu rozwinąłbym jeszcze bardziej. Wszystko z racji tego, że jakiś czas temu myślałem sobie na ten temat w trochę abstrakcyjny sposób. Mianowicie zastanawiałem się nad tym czy gdybym pewnego dnia dostał jakąś „cudowną szansę”, „prezent z nieba” lub jakkolwiek inaczej to nazwać w postaci wyboru – jeszcze lepiej zbudowane ciało niż teraz czy możliwość poprawienia swoich możliwości w postaci większej wydolności, szybkości, siły czy umiejętności ćwiczeń to co bym wybrał? Ja na chwilę obecną bez wahania brałbym drugą opcję. Bo co mi z lepszego wyglądu jak nie można by tego efektywnie przełożyć na lepsze wyniki i moje własne osiągnięcia sportowe? Tak sobie teraz też myślę, że taki wybór jest też niejako pochodną tego, że chyba nigdy kulturystyki nie uważałem za prawdziwy sport. Oczywiście doceniam ogromny wysiłek, poświęcenie, pasję i serce jakie wkładają to niektórzy, ale kurczę, to nie moja bajka.

Ja na szczęście w swoim życiu trafiłem na CrossFit i na odpowiednich ludzi, którzy mi pokazali i ciągle pokazują jak można połączyć walkę o lepszą kondycję i wygląd jednocześnie. A wszystko co uda mi się osiągnąć ma sprawiać, że to JA mam być zadowolony i JA mam być usatysfakcjonowany. A wszyscy obok mogą cieszyć się razem ze mną, jeśli tylko chcą 🙂