CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Pieska sprawa

dodany przezKamil Timoszuk 18 października 2018 0 Komentarzy

Ludzie to podobno najlepsi przyjaciele psów. Jednak gdy spojrzy się na to jak wiele czworonogów czeka na dobrych ludzi w przepełnionych schroniskach, lub też jak wiele zwierzaków potrzebuje jakiejkolwiek pomocy, to można się zastanowić czy aby tak jest na pewno. Na szczęście są też i tacy ludzie, którzy nie tylko mówią o pomocy ale i pomagają.

Fundacja KarmimyPsiaki.pl na co dzień zajmuje się w największym stopniu zaspokajaniem podstawowej potrzeby psiaków i kotów czyli dostarczaniem im jedzenia. Szczególnie tym, które nie miały szczęścia w swoim życiu i nie trafiły na swojej drodze na odpowiedzialnego człowieka, który by się takim czworonogiem zaopiekował. Oprócz jedzenia oczywiście fundacja stara się zapewnić swoim podopiecznym także inne sprawy niezbędne im do normalnego funkcjonowania. Zresztą sprawdźcie sami w internecie jak wiele robi ta fundacja na rzecz zwierzaków.

Fundacja chcąc dotrzeć do jak największej liczby osób, którym los piesków oraz kotków nie jest obcy, zwróciła się w stronę CrossFitu już dwa lata temu. Zrobiła to za sprawą zorganizowania pierwszej edycji imprezy o nazwie Zostań Crossfitowym Psubratem. Imprezy, która miała na celu pomoc w zebraniu jak największej sumy pieniędzy, którą później przeznaczono na pomoc bezdomnym podopiecznym w schroniskach. Event jaki odbył się wtedy w warszawskim boxie CrossFit Wilanów, śmiało można było zaliczyć do tych bardzo udanych. Zresztą jeśli ktoś chce wrócić do tamtych chwil, to zapraszam w TO miejsce, aby móc przeczytać kilka słów na ten temat.

Dwa lata były potrzebne do tego aby reaktywować pomysł pomocy zwierzakom poprzez CrossFit, i zorganizować kolejną edycję zmagań o charakterze charytatywnym. Jednak jak to w życiu bywa, przez tyle czasu wiele rzeczy może się zmienić. I w przypadku tegorocznej edycji zawodów Zostań Crossfitowym Psubratem te zmiany były widoczne gołym okiem. Stało się tak dlatego, że impreza została przeniesiona z Warszawy do Krakowa, a dokładniej rzecz biorąc do boxa CrossFit Lea. Ciekawego dwupoziomowego lokalu w starej fabryce, który od wejścia robi wrażenie boxa w starym, takim siermiężnym niemal stylu. Przebywając cały dzień w tym miejscu, nawet z raz czy dwa przeszła mi przez głowę myśl o tym, że żałuję tego, że nie miałem okazji zrobić tam treningu, a jedynie mogę patrzeć jak męczą się inni.

PEŁNA GALERIA Z ZOSTAŃ CROSSFITOWYM PSUBRATEM vol. II

Są też rzeczy, które pomimo upływu czasu na całe szczęście nie zmieniły się. Jedną z podstawowych jest chęć udziału w takich akcjach czołowych polskich zawodników CrossFit. Dla wielu z nich nie było problemem to, żeby wsiąść w samochód i przyjechać z drugiego końca Polski, czy też wziąć w pracy urlop na żądanie w imię wyższych celów. I takim też sposobem podczas rywalizacji sportowej w CrossFit Lea można było zobaczyć w akcji takich ludzi jak Gabriela Migała, Maria Kurzawa, Anna Kos, Daria Twardowska, Natalia Kaczmarska, Bronisław Olenkowicz, Bartek Lipka czy też Bartek Karczewski. Co ciekawe, wielu z nich można było też zobaczyć na arenie zmagań także dwa lata temu. To zaś potwierdzałoby fakt, że ich chęć pomagania czworonożnym przyjaciołom pozostała bez zmian.

Formuła tegorocznej imprezy wydawała się o tyle ciekawa, że dawała możliwość zmierzenia się ludziom z mniejszymi crossfitowymi umiejętnościami z polską czołówką na jasnych zasadach. Te zaś z różnych przyczyn w trakcie imprezy uległy zmianie, ale była to tego typu zmiana, na którą raczej nikt nie narzekał. Wszystko rozpoczęło się od losowania podczas którego czołowi zawodnicy wylosowywali sobie drużyny z którymi później rywalizowali na placu boju. Haczyk tej rywalizacji polegał jednak na tym, że każdy workout dany zawodnik miał wykonać samodzielnie, a jego przeciwnicy występowali w parach. Dawało to złudzenie szczególnie tym mniej doświadczonym na placu boju zawodnikom, że są w stanie powalczyć z topowymi przedstawicielami tej dyscypliny w tym kraju. Jednak już sama możliwość zrobienia treningu razem z takim chociażby Bronkiem Olenkowiczem czy Gabi Migałą już jest nagroda samą w sobie. A jeśli do tego dorzuci się pomoc zwierzakom, to mamy wtedy pełen serwis. Bo też nie oszukujmy się – wygrać z takimi dzikami jak oni byłoby nie sposób. Szczególnie kiedy widzi się Bronisława Olenkowicza siedzącego w przysiadzie z ponad 100-kilogramową sztangą, a następnie wypychającego go to samo nad głowę w pozycji przysiadu. Wtedy też bardzo szybko wraca się do swego miejsca w szeregu 🙂

Nie ma też co ukrywać, ale parę osób tę rywalizację potraktowało trochę mniej rozrywkowo i chwała też im za to. Taki podtekst prawdziwej rywalizacji sportowej nawet na zawodach charytatywnych, też dodaje pewnego rodzaju smaczku. Szczególnie gdy w pierwszej rundzie masz do wykonania stosunkowo proste rzeczy, a mianowicie przeplatankę burpeesów, trzymając za każdym razem twarz skierowaną ku sztandze i drabinę clean and jerk. Drabinę która umówmy się ale – dla zawodników tego pokroju nie sprawiała jakiegoś wielkiego problemu. Tak samo jak problemem nie były tego dnia pieseły, które biegały po całym boxie i korzystały z tego, że w jednym miejscu sprowadzono im kumpli do zabawy. I muszę przyznać, że długimi chwilami fajniej było posiedzieć na dole boxa, aby poobserwować bawiące się zwierzaki. Zresztą te ich zabawy udało mi się uwiecznić na fotkach w oficjalnej galerii, do obejrzenia której serdecznie zapraszam.

Drugim workoutem tych trzeba uczciwie przyznać, że bardzo dobrze prowadzonych zawodów, było połączenie biegania (na bieżni), skakania na skrzynię, a także wykonywanie martwych ciągów. W tej też chwili dając się ponieść luźnej atmosferze imprezy, czołowi zawodnicy postanowili połączyć siły i także wystartować w teamach kilkuosobowych. Jak się okazało, dało to kapitalny efekt szczególnie dla licznej widowni, która zebrała się w krakowskim boxie. Stalo się tak, że owi zawodnicy i zawodniczki po prostu bawili się tym workoutem. W wielu zespołach oprócz samych zawodników, potrafili biegać też sędziowie. Głównie po to, aby odciążyć w tym jakże ciężkim zadaniu swoich kolegów i po prostu – dla czystej zabawy 🙂 Wtedy było już wiadome na sto procent, że wyniki tego dnia nie mają praktycznie większego znaczenia.

Jednak czym byłaby rywalizacja crossfitowa bez porządnego finału? Dlatego też organizatorzy postanowili iść na rękę wszystkim i wszystkich zaprosili do takowego. A w nim na wszystkich czekały kettle w ilości 100 sztuk zrobionych w jak najszybszym czasie. Żeby jednak to zadanie nie było łatwe to co 2 minuty trzeba było wykonać 5 burpeesów. I od jakiegoś czasu, ewidentnie kiedy widzi się coś takiego to myśl jaka przebija się przez głowę, to ta mówiąca o tym, „że to jest trening ewidentnie pod Bronka” 😉 No i był, bez dwóch zdań. Kiedy jednak człowiek rozejrzał się po całym pomieszczeniu, to widać było, że nikomu ten fakt niespecjalnie przeszkadza.

Do pomocy pasiakom tego dnia włączyły się też firmy na co dzień przygotowują zdrowe jedzenie. Te zaś można było kupić na miejscu i wesprzeć puszkę dla KarmimyPsiaki.pl. Ja mając możliwość kupienia dwóch takich przysmaków, stwierdzam jednoznacznie, że to było bardzo dobrze zainwestowane 10 złotych 😉 Ludzie chcący pomóc psom przynosili też do boxa karmę, koce lub też po prostu pieniądze. W efekcie tego zbiórka pozwoliła tego dnia zebrać ponad 4,5 tysiąca złotych, praktycznie 100 kilogramów karmy dobrej jakości i jeszcze parę innych upominków od ludzi dobrej woli. Jednym słowem niedzielę w CrossFit Lea można było uznać za owocną!

Ja zaś na koniec dziękuję dla Grześka Piekarczyka z bloga Żyj Mocno za zaproszenie do Krakowa na tę imprezę. Jeśli tylko odbędzie się trzecia edycja tego eventu, to na pewno w miarę swoich możliwości dotrę na niego raz jeszcze i pomogę jak tylko będę potrafił. Bo pomimo tego, że aktualnie nie posiadam żadnego czworonoga, to los tych zwierzaków po prostu nie jest mi obojętny 🙂