O wszystkim

Pasjonaci dla pasjonatów

dodany przezKamil Timoszuk 9 października 2018 0 Komentarzy

Czy masz w swoim życiu jakieś hobby? Czy możesz je nazwać w jakimkolwiek stopniu pasją? Jak wiele możesz dla niej poświęcić? Co sprawia, że te pozornie banalne pytania mogą być twoim niemal drogowskazem w życiu?

Ludzie którzy mają w swoim życiu jedną lub więcej pasji żyją pełniej, ciekawiej, intensywniej. Tak uważam od wielu już lat i dlatego też staram się sam do grona takich osób należeć. Słowo pasja wielu ludziom kojarzy się jednak z czymś co zajmuje czas, wymaga zaangażowania jednej lub większej ilości osób, a także czemu się trzeba w jakimś mniejszym lub większym stopniu poświęcić. I po części jest to oczywiście prawda. Jednak pasjonat jakiejś dziedziny nie widzi tego w ten sam sposób. Bo właśnie te wszystkie przywary pasji dla każdego pasjonata są też w jednoznacznym stopniu zaletami tego co robią.

Bez wątpienia takim pasjonatem jest Ariel Sawczuk, który od 11 już lat wraz z pomagającymi mu ludźmi organizuje imprezę o nazwie Winter Is My Love. Jest to festiwal filmów snowboardowych, który przez 6 kolejnych tygodni zawita do 6 polskich miast. I jest to dobitny przykład na to, że jeden pasjonat jest w stanie wokół tego co go jara, jest w stanie zebrać w różnych zakątkach kraju takich samych świrów. Ludzi którzy często do najbliższych gór mają nawet po kilkaset kilometrów zarazić czymś co z górami ma niezwykle dużo wspólnego. Nie muszę zresztą przykładów takiego „zarażenia” szukać daleko, ponieważ mnie także ten „wirus” dopadł już dobrych kilka lat temu 😉 W wyniku tego z racji kolejnego niedojechania przez WIML do Białegostoku w tym roku, udałem się na dwudniową inaugurację WIML 2018 w Warszawie. Jeśli zadajesz w tej chwili pytanie czy było warto, to wiedz, że jest to pytanie czysto retoryczne 😉

fot. Bartek Kaliszuk

Przez dwa dni w warszawskiej Kinotece w Pałacu Kultury wyświetlono praktycznie 10 produkcji filmowych o tematyce snowboardowej. Filmy z różnych zakątków świata ukazują przede wszystkim jedną rzecz, a mianowicie to, że pasja do snowboardu (a czasami też nart) potrafi łączyć, a także popychać ludzi do robienia i tworzenia rzeczy niezwykłych. Kolejny rok z rzędu przekonałem się też, że nie zawsze film musi być napakowany po brzegi trickami wykonywanymi przez najlepszych światowych snowboardzistów aby był ciekawy. Z roku na rok łapię się na tym, że coraz bardziej podobają mi się filmy które zawierają dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest tak zwany backstage tego całego snowboardowego szaleństwa, który bardzo często jest nie mniej ciekawy aniżeli danie główne w postaci zjazdów z wysokich gór. Drugą zaś rzeczą jest przesłanie jakie bardzo często płynie z tych filmów. Przesłanie które nie zawsze musi do mnie trafiać, bo nie zawsze też jest kierowane do mnie. Jednak zdecydowanie doceniam te produkcje które chcą przekazać coś więcej aniżeli tylko ładny obrazek. Dlatego polecę wam dziś kilka filmów, które mi po ostatnim weekendzie zapadły bardzo mocno w pamięć, a które wy będziecie mogli pewnie zobaczyć przez 5 kolejnych tygodni w kilku miastach Polski. A więc lecimy!

Zabardast

Jak zaczynać to tylko z grubej rury, a takim otwarciem na pewno jest film pod tytułem „Zabardast”. Produkcja opowiadające o 5-tygodniowej wyprawie w drugie najwyższe pasmo wysokogórskie na świecie czyli Karakoram w Pakistanie. Wyprawa mająca na celu połączenie snowboardu, nart oraz wspinaczki. Taka mieszanka w tym przypadku dała efekt wręcz piorunujący! I to nie tylko zjazdy z niemal pionowych ścian na wysokości niemal 6 tysięcy metrów robią kolosalne wrażenie. Także droga w takie miejsce potrafi pokazać do czego zdolni są ludzi aby realizować swoje pasje. Pomimo przeciwności losu, sprzętu czy pogody. Walka ze sobą i swoimi słabościami w takich chwilach jest niemal nieodłącznym elementem tego całego „górskiego przedstawienia”. Spektaklu który na dużym kinowym ekranie momentami wygląda wręcz piorunująco. Jak dla mnie jest to prawdziwy hit i moje TOP3 filmów snowboardowych jakie widziałem w życiu.

Acid

Polska produkcja jest zawsze przeze mnie mile widziana w repertuarze WIML. Dlatego tegoroczna propozycja do Bigosnowboards pod nazwą „Acid” musiała się tu znaleźć. Głównie za bardzo dynamiczny rodzaj montażu tego filmu, który nie ma co ukrywać że przypadł mi do gustu. Poza tym to kolejny dowód na to, że nie zawsze potrzebne są wielkie góry, masa śniegu i wielometrowe loty, aby wyszło coś dobrego. Choć tych ostatnich w tym filmie także nie brakuje. Sprowadzenie twórcy tego filmu na imprezę w stolicy i danie możliwości zadania mu przez publiczność paru pytań, także działa na plus jeśli chodzi o odbiór jako całości. Sprawdźcie to!

Yugen

W swoich kilku zdaniach wstępu pisałem o tym, że bardzo lubię gdy film o snowboardzie niesie za sobą coś więcej. I tak jest w przypadku właśnie filmu „Yugen”, który był wyświetlany pierwszego dnia WIML w Warszawie. To on ukazuje w jakimś stopniu góry z pozycji różnych ludzi. Pokazuje fascynację, a nawet miłość do gór różnych osób, które mogą się od siebie bardzo różnić, ale jeśli chodzi o ten temat to są ze sobą bardzo zgodne.

Stay Tuned

Kolejna edycja WIML bez filmu od ekipy Absynth Film się po prostu nie liczy. Na szczęście w tym roku film o nazwie „Stay Tuned” według mnie trzyma poziom i zaspokaja ewentualny głód snowboardu, wysokich lotów czy kapitalnych górskich ujęć. Co ja zresztą się będę rozpisywał jak to po prostu trzeba zobaczyć 😉

Czy wymienienie tych 4 pozycji oznacza, że reszta jakoś specjalnie pod jakimś względem odstawała? Nie, nic bardziej mylnego. Jednak te powyższe chciałem w jakiś sposób wyróżnić w stosunku do reszty. Poza tym w repertuarze Winter Is My Love na ten rok znajdują się produkcje mówiące na przykład o tym, dlaczego w takim kraju jak Finlandia, który jest praktycznie płaski, jest tylu dobrych snowboardzistów. Jest też produkcja stworzona przez panie i skierowana w dużej mierze dla pań, ale nie tylko. Są też filmy które łączą w prosty sposób snowboard z imprezowym życiem jakie często nie jest obce ludziom jeżdżącym na deskach 😉 A więc do wyboru, do koloru 🙂

Jeśli do tego wszystkiego zaś doda się kupę fajnych i pozytywnie nastawionych ludzi, konkursy z nagrodami czy też pozytywną energię jaka po prostu krąży po tym festiwalu, to w połączeniu daje świetny efekt. Jeśli będziesz chciał być jego częścią, to nie widzę specjalnego powodu dla którego później miałbyś tego żałować. Bo filmy zawsze możesz sobie zobaczyć za jakiś czas, kiedy w wielu przypadkach dopiero będą miały swoje oficjalne premiery, w domu. Jednak taki kinowy klimat jaki tworzy Winter Is My Love już 11 rok z rzędu jest po prostu nie do podrobienia!

Dlatego wbijajcie jeszcze w tym roku w te miejsca w tych terminach:

POZNAŃ 13 października, Rialto
WROCŁAW 14 października, Helios
KRAKÓW 19 października, Ars
BIELSKO – BIAŁA 21 października, Helios
LUBLIN 9-10 listopada, Bajka