fbpx
O wszystkim

Papierowe Żubry z Podlasia

dodany przezKamil Timoszuk 13 kwietnia 2015 12 komentarzy

Wystarczyły zaledwie trzy dni, aby po raz kolejny bardzo dosadnie przekonać się w jakim miejscu jest podlaska koszykówka. Miejscu w którym większość sportów nie chciało by być, ale czasem tak się dzieje, że jednak są. W tej sytuacji jednak najbardziej przerażające jest to, że przyszłość nie rysuje się w specjalnie kolorowych barwach.

Aby przekonać się gdzie jest podlaski basket wystarczyło wybrać się do VI LO w Białymstoku, na spotkania turnieju półfinałowego o wejście do drugiej ligi mężczyzn. Gospodarze czyli ekipa Żubrów Białystok, nie uchodziła za specjalnego faworyta tych rozgrywek, jednak bardzo często przyjmuje się tezę, że „ściany pomagają gospodarzom”. Tylko ktoś tu chyba zapomniał, że owym ścianom także wypadałoby czasem pomóc. Najlepiej na tyle dobrą grą, aby rywale w kolejnych meczach nie mieli zbyt wielkiego pola manewru. Te natomiast było momentami wręcz ogromne za sprawą postawy na boisku Żubrów Białystok.

Żubry Białystok 2015
Fotka z oficjalnego fanpage Żubrów Białystok

Już pierwsze spotkanie, które jak się później okazało, było decydujące dla układu tabeli i tego kto awansował, sprawiło nie raz, że oglądający mógł się łapać za głowę. Przeciwnikiem gospodarzy była ekipa wcześniej nieznanego mi zespołu MKK Gniezno. Jednak zanim rozpoczęło się prawdziwe, to nie jeden kibic mógł się złapać za głowę widząc skład jaki wyszedł w tym meczu na parkiet. Głównie dlatego, że „Żubry Białystok ver. 2015” uchodzi za zespół przede wszystkim oparty na graczach młodych. W praktyce natomiast na parkiet wyszło 4 wiekowych zawodników, którzy swoje najlepsze lata mają już za sobą, a jeden z nich skończył oficjalnie jakiś czas temu karierę. Taki ruch ze strony trenera Jakuba Jakubca można tłumaczyć tylko chęcią osiągnięcia wyniku za wszelką cenę oraz po części obawą jak sobie poradzą młodzi gracze. Jednak kiedy wystartował mecz, to jeszcze w pierwszej kwarcie można było to oglądać momentami nawet z przyjemnością. O ile się przymykało oko na pewne niuanse czysto taktyczne. Wynik także świadczył o tym, że plan udaje się powoli realizować. Jednak to wszystko tylko do czasu, kiedy spraw w swoje ręce nie wzięli gracze z Gniezna, na czele z Piotrem Golasińskim oraz Dariuszem Dobrzyckim. To ci dwaj panowie niemal w pojedynkę wygrali to spotkanie pokazując tym samym jak się powinno prowadzić zespół. Z drugiej zaś strony parkietu biła wręcz po oczach wszechobecna bezradność. Słaba obrona w którą rywal wjeżdżał jak chciał, atak polegający na rzucaniu z dystansu bez ładu i składu, gubienie masy piłek zarówno przez żółtodziobów jak i weteranów, czy też kurczowe trzymanie się jednej piątki, to nie był zamysł na ten mecz jaki mógł przynieść sukces. Zresztą jeśli ktoś ma siłę i ochotę, to może zobaczyć to spotkanie poniżej.


A pod TYM linkiem są do obejrzenia wszystkie spotkania turnieju.

Nic więc dziwnego, że porażka 16 punktami to był w sumie niewielki wymiar kary za taką postawę. Był jednak na tyle bolesny, ponieważ to właśnie rozmiary tej porażki sprawiły, że to Żubry były tym zespołem, który nie awansuje dalej. Nie pomogły nawet zmienić tego faktu wygrane w dwóch kolejnych meczach z KK Oleśnica (po dogrywce) oraz KS Niwa Oświęcim. Końcowa tabela rozgrywek była dla Żubrów jednak bezlitosna.

tabela turnieju 2

Jednak będę uparcie trzymał się swojej myśli, że tak naprawdę białostocki klub na ten awans nie zasłużył. Zarówno sportowo jak i organizacyjnie. Dlaczego? Zanim się ktoś jeszcze mocniej oburzy czytając te słowa, to niech może doczyta ten tekst do końca. W przypadku tego klubu aspekt sportowy wraz z organizacyjnym wiąże się w bardzo mocny sposób. To przecież nie przypadek, że klub z jednej strony chciałby stawiać na młodych graczy, a jednak w decydujących momentach i tak kurczowo trzyma się graczy starej daty, którzy dla podlaskiego basketu przez ostatnich kilkanaście lat zrobili wystarczająco wiele. Oczywiście więc można było próbować sklecić piątkę z graczy mniej doświadczonych z racji wieku. I nikt nie ma wątpliwości, że niestety poziom mógłby siąść jeszcze bardziej niż to miało miejsce. Jednak skąd się to bierze? Co z tym szkoleniem, gdzie przez tyle lat z kilkunastu grup młodzieżowych, nie udało się wyszkolić choćby jednego gracza, który mógłby się wyróżniać na trzecioligowym, czyli de facto czwartoligowym?! Oczywiście tu pojawiają się argumenty o braku pieniędzy, trudnych warunkach, zabieraniu przez inne sporty utalentowanej młodzieży. Czy jednak to ma być wieczna wymówka tłumacząca praktycznie wszystko? W paru innych miastach jakoś udaje się to zorganizować i nie słychać tego typu tłumaczeń…

Na koniec jednak napiszę coś, żeby ktoś mnie źle nie zrozumiał. Ja nie cieszę się z porażki Żubrów Białystok. Zbyt wiele wspaniałych chwil zawdzięczam temu klubowi aby mu i osobami z nim związanymi źle życzyć. Dorosłem chyba już jednak do tego, aby móc całą tę sytuację oglądać z boku, ze zdecydowanie zimniejszą niż przed laty głową. A ta podsuwa mi kolejne pytania typu – udałby się awans i co dalej? Kolejna dotacja z miasta i robienie zaciągu zawodników z innych regionów Polski, aby tylko utrzymać się w lidze na przyzwoitym poziomie? Ten system był już przerabiany i tak na prawdę doprowadził on wszystkich do tego miejsca w którym jesteśmy teraz. Tak więc czy warto to znowu powtarzać?

Chętnie podyskutowałbym o tym w komentarzach pod spodem.