fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Opowieści z drugiej strony Bałtyku

dodany przezAgata Wyrwas 26 stycznia 2017 0 Komentarzy

W ostatnich dniach roku miałam zaplanowany krótki wypad do Szwecji. Jednym z najważniejszych punktów tego micro tripu była wizyta w CrossFit Nordic – czołowym miejscu crossfitowej mapie Europy.  Nie wyobrażałam sobie wizyty w Sztokholmie bez treningu w ich progach. Poznajcie moje powody.

Community

Szwedzi jako naród zazwyczaj postrzegani są jako osoby wycofane, raczej zdystansowane i jak przystało na północny klimat, dosyć oziębłe. Nic bardziej mylnego! Zostałam przywitana z uśmiechem już od progu, w szatni zaczepiły mnie dziewczyny z ogniem pytań. Uśmiech nie opuszczał żadnej z napotkanych twarzy. Na treningu zostałam ciepło przyjęta, z pomocną dłonią, pełnym tłumaczeniem z szwedzkiego oraz czujnym okiem zarówno trenera, jak i współuczestników. Wyglądałam u nich trochę egzotycznie – niby podobna do szwedek, a jednak inna. Na treningu jednak nie miałam poczucia wyobcowania. Kiedy nie miałam już siły, każda z twarzy której wzrok napotkałam z uśmiechem powtarzała keep going, don’t give up! W międzyczasie były też krótkie babskie rozmowy – ile bierzesz?, jak długo ćwiczysz? jaki kolor masz na paznokciach? 😀 No zwykłe baby, ot co.  Jedyną różnicę jaką odczułam było automatyczne przestawienie na język angielski. Sam trening, muszę przyznać początkowo nie wzbudził mojego stanu euforii, raczej wydawał się być dosyć prosty. Jak jednak wiadomo, im dalej w las, tym więcej drzew.

Jednak jedna z sytuacji, jaka wzbudziła moje największe rozczulenie i radość to przyjście na trening młodej mamy, wraz z niemowlęciem. Odlot! Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobną sytuacją. Dla stałych bywalców tej grupy obecność wózka, byłą naturalnym elementem zajęć. Dla mnie to właśnie przejaw otwartości społeczności boksu, akceptującej marudzenie niemowlęcia, przerywanie treningu przez matkę czy zwyczajna pomoc trenera kołyszącego wózek. Do dzisiaj, ilekroć przypomnę sobie ten obrazek, sama chcę w przyszłości być właśnie taką mamą. Kontrastem w tym wszystkim była obecność na treningu kobiety po 60. Barwność i uniwersalność tego sportu łączy pokolenia. Pod drugiej stronie Bałtyku zauważyłam to niezwykle wyraźnie.

Dostosowanie

Zajęcia prowadził Jakob Sandström, człowiek niezwykle miły, wymagający ale przy tym mega zabawny. Jego troska i zaangażowanie w dokładne objaśnienie mi ćwiczeń – bezcenna. Przez cały trening bacznie mnie obserwował, stopując moje zapędy zarżnięcia się, do czego nie ukrywam mam tendencje na zajęciach. Bezpieczeństwo i wytrwałość przede wszystkim.  Zostałam pochwalona za technikę, co zawsze buduje, myślę że każdego amatora. Początkowo mi niedowierzał przy doborze obciążenia w treningu, jednak pozostawił mi wolną rękę, wierząc w mój rozsądek.

Przez cały okres przebywania w Nordic, towarzyszyło mi niesamowite poczcie swobody, jakbym zwyczajnie była wśród dobrych znajomych. Może to właśnie dobre, naprawdę zgrane community? A może to właśnie aura wyjątkowo słonecznego Sztokholmu? Kto wie?  wiem jedno – jeśli będę miała kiedykolwiek okazję do nich wrócić – zrobię to na pewno.

CrossFit Games

To chyba jeden z najważniejszych powodów zobaczenia właśnie tej miejscówki w Sztokholmie. Właśnie z tych szwedzkich podziemiach znajduje się kopalnia drużynowych talentów. Już od progu można u nich poczuć wolę walki, zaś spotkanie w boxie jednego z zawodników, cieszy. Zobaczenie Stephanie oraz Petera, budujących siłę, tym bardziej zmotywowało do dalszej pracy. W gruncie rzeczy, dopiero zobaczenie „zawodowców” na żywo, przynajmniej we mnie daje poczucie realności zawodniczej magii. To motywuje do działania, prawda?

Po wizycie w Sztokholmie, dotarłam do punktu docelowego – Örebro, w którym miałam pozostać przez kilka dni u znajomych. Nie omieszkałam i tam zajrzeć na trening. CrossFit Örebro może nie tak spektakularne, jak w Nordic, jednak dające poczucie naprawdę zgranej, lokalnej bandy.

Miałam szczęście trafić na trening naprawdę wielonarodowy – po za stałymi bywalcami na zajęciach znalazła się również Kolumbijka oraz Francuz. Oczywistym były zatem rozmowy w języku angielskim 😀 Trening w CFÖ dał mi bardziej w kość niż dwa dni wcześniej, zrobiony w Sztokholmie. Nie ukrywam, rozpisany wod, był dla mnie stworzony, pomijając jego ostatnią część – 10 min w przysiadzie.

Wytrzymałam – jednak nogi miałam z waty już do końca dnia.  Jestem jednak dumna – to właśnie u nich podniosłam mój PR w PC, a jak wiadomo – maksy cieszą zawsze 😉

Podróże kształcą

Z kwestii zainteresowań, jak i mojej objazdowej pracy, byłam już w kilkunastu boxach w naszym kraju, jednak trip po boxach zagranicznych, korcił mnie niesamowicie. Każde z miejsc, w którym miałam okazję trenować, zostawia we mnie swój ślad, w postaci niesamowitych wspomnień, jak i otwartości na nowe. CrossFit to przecież nieustanne wychodzenie ze sfery komfortu, warto więc korzystać z możliwości jakie daje nam los oraz inni.

Zarówno w Sztokholmie jak i Örebro, miałam możliwość skorzystania z bezpłatnej jednorazowej wejściówki – po wcześniejszym uprzedzeniu o swoim przybyciu. Przyznam, gdybym musiała zapłacić za treningi zabolałoby to zdecydowanie polską kieszeń; Jednorazowy trening w CF Nordic to 250SEK, w bardzo luźnym przeliczeniu ok.  120 pln  , miesięczny karnet open  to 1570SEK (+/-720PLN). Örebro jako mniejsza aglomeracja cennik ma bardziej łaskawy, jak na Szwedzkie realia: jednorazowe wejście to 180 SEK, karnet open 650SEK. Niestety w naszych realiach ceny wydają się być naprawdę kosmicznymi, dla Szwedów, jest to raczej stawka optymalna, dostosowana do zamożności portfela. Nie mogłam się jednak oprzeć, będąc w Nordic aby nie kupić ich koszulki – jest cudna. Tak o to za jedyne 356 koron, stałam się jej szczęśliwą posiadaczką, przewalutowanie sprawdziłam dopiero po powrocie do Polski. Tak na wszelki wypadek.