Foto & VideoO wszystkim

Od lansu nie ma urlopu

dodany przezKamil Timoszuk 8 czerwca 2013 7 komentarzy

Tytułowe powiedzenie to już niemal kultowe hasło zasłyszałem jakieś 2 lata temu w Katowicach od paru osób. I tak jak zasłyszałem tak wziąłem sobie do serca i zacząłem wprowadzać w życie. Bo dlaczego by nie? 😉 A tak trochę bardziej poważnie to dziś o dwóch sprzecznych zjawiskach jakie ostatnio wystąpiły dookoła mnie.

To wszystko co robię ze swoim własnym życiem w ostatnim czasie od początku robiłem tylko i wyłącznie dla siebie. Głównie dlatego, że nauczyłem się już prostej zasady, że robienie czegoś pod kogoś lub coś konkretnego ma bardzo krótkie nogi. Wychodziłem i nadal wychodzę z założenia, że jeśli się komuś to podoba to fajnie i bardzo mi miło z tego powodu. I może ja nie jestem obiektywną osobą ale wydawało mi się, że te wszystkie zmiany dla ludzi patrzących z boku powinny być ciekawe, motywujące, a przynajmniej neutralne. Jak się jednak okazuje nie do końca tak jest.

W ostatnim czasie dostałem dosłownie 4 wiadomości generalnie o takiej treści i zabarwieniu, że to co robię to robię dla szeroko pojętego lansu. Jedna z osób się trochę bardziej rozpisała i nawet podała powody dlaczego tak uważa. Mianowicie drażnią tę osobę między innymi wrzucane przeze mnie zdjęcia czy to tu na bloga czy też na Facebooka czy Instagrama. Fotki czy to moich posiłków, czy to moich zajawek czy to jeszcze innych rzeczy jakie mnie otaczają każdego dnia. Co kto lubi. Poza tym według tej osoby dzięki temu co piszę chcę wyjść w oczach innych na lepszego niż jestem. Bzdura goni bzdurę i wiem, że nie mam najmniejszego obowiązku się z tego wszystkiego tłumaczyć. Jednak takie wiadomości czy też maile mnie po prostu zastanawiają. Zaczynając od tego, że żyjemy w wolnym kraju i każdy może w internecie na szczęście robić i oglądać co chce i jak chce. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Poza tym dla mnie ważniejsza kwestia to to, co chcą osiągnąć takimi wiadomościami te osoby? Czy to jest ich sposób na dowartościowanie się? Z tymi pytaniami i pozdrowieniami zostawiam przede wszystkim te osoby.

Jest jednak też druga strona tego medalu, która jest znacznie jaśniejsza i dla mnie przyjemniejsza. Mianowicie są to pozytywne reakcje ludzi na moją osobę, na to co robię i na to co małymi krokami udaje mi się osiągać. O kilku już takich przypadkach wspominałem w swoich tekstach ale nie jest to przeszkodą aby zrobić to raz jeszcze. Tym bardziej, że im dłużej piszę tego bloga tym więcej takich sytuacji mnie spotyka. I to czasem w niespotykanych okolicznościach. Jakich na przykład? A na przykład w osiedlowym sklepie podczas robienia zakupów 🙂 Mianowicie jedna z pań ekspedientek znanych mi od wielu już lat powiedziała, że córka czy też syn pokazała jej mojego bloga i dzięki temu podziwia moją determinację. W takich chwilach zdaje sobie człowiek sprawę w jak różne miejsca potrafią dotrzeć słowa umieszczone w internecie. Ale to jest tez ich siła. O mamie moich znajomych z osiedla także już wspominałem. Poza tym także wspomniani już wcześniej ludzi z siłowni i ich słowa otuchy/uznania sprawiają, że człowiek niewątpliwie rośnie w siłę. To zresztą oni widząc mnie prawie codziennie widzą częściej moje zmiany szybciej niż ja sam.

A wracając jeszcze na chwilę do tytułowego lansu to pewnie niektórym gul skoczy ale teraz będzie kolejna wersja tegoż procederu na moim blogu 🙂 Parę osób domagało się mojej bardziej aktualnej fotki więc oto i ona. Jeszcze świeża bo z dzisiejszego treningu.

workout

Obok mnie moja treningowa para – kettlebell oraz skakanka. Z panem „odważnikiem” poznaliśmy się już dawno temu i niewątpliwie polubiliśmy. Najpierw byli jego bracia po jakieś 8 kilo, a teraz pozostał już nestor rodu o wadze 24 kilogramy. Pani skakanka zaś jak na razie jest mocno złośliwa. Nie daje się okiełznać, bije mnie po nogach i głowie oraz jest kompletnie niesubordynowana. Ale do czasu. Nadejdzie i ten moment kiedy będzie musiała mi się poddać. Natomiast ja za jakiś czas patrząc na ten zlepek fotek będę się tylko uśmiechał na myśl jak trudne były początki.

Poza tym muszę napisać o swoistej satysfakcji. Satysfakcji z racji realnego zmotywowania i uaktywnienia kilku osób do ruchu i działania, a przede wszystkim zrobienia czegoś ze sobą. Najpierw była koleżanka, która zawędrowała na siłownię już jakiś czas temu dzięki moim namowom. Teraz wprawdzie jest kontuzjowana ale odgraża się, że jak się wyleczy to tam wraca. Poza tym dwóch znajomych czyli Robert i mój imiennik Kamil. O pierwszym z nich już czytaliście kiedy pisałem o chłopaku, który nie ma nogi ale nie jest to dla niego przeszkodą aby być aktywnym. Dla Kamila zaś kilku lekarzy już radziło położenie się na stół operacyjny z racji problemów z kręgosłupem. On jednak dał sobie szansę i oddał się w ręce fachowca. Jak na razie sobie chwali i dziś nawet bezczelnie mi dawał rady jak skakać na skakance 😉 Ale jeśli takie efekty ma dawać mój lans to ja proszę bardzo, mogę się lansować.

Na koniec zaś przeciwwaga do tego od czego zacząłem czyli wiadomości od was. Nie tylko negatywne do mnie docierają. Są też pozytywne takie jak na przykład ta:

Widywałam Cię w Białym jak jeszcze tam mieszkałam. Nie znamy się. Na Twojego bloga trafiłam przypadkiem. Też jestem zajarana treningiem . Mam nadzieję, że Twoje wpisy będą mnie motywować

Albo ta:

Dziękuję za każdy komentarz, wiele dzięki Tobie zrozumiałam. Przede wszystkim wierzę, że kiedyś będę jak piórko i będę latać, bo wiem że mogę wszystko i to osiągnę

Pozdrawiam ciepło i dziękuję za to, że jesteś moim autorytetem!

OK, a więc ego połechtane. Można iść dalej uprawiać swój lans 😉