CrossFitO wszystkimZawody & Eventy

Nowa przygoda z Open

dodany przezKamil Timoszuk 22 lutego 2018 0 Komentarzy

Historia lubi się powtarzać, a szczególnie ta crossfitowa. Dlatego już dzisiejszej nocy rozpocznie się 5-tygodniowy okres zadawania sobie jednego podstawowego pytania – Po cholerę ja to robię?! A to wszystko ponownie za sprawą CrossFit Games Open.

Open 2018 to ten czas, który w swoim pierwotnym założeniu ma jednoczyć ludzi na całym świecie i sprawić tyle samo radości i bólu jednocześnie. Brzmi zachęcająco, prawda? 😉 Wraz z rozwojem i rozprzestrzenianiem się CrossFitu na świecie, Open co roku mam wrażenie zyskuje zarówno całe rzesze kolejnych zwolenników, jak i też grona przeciwników. Ci drudzy skupiają się na tym, że wraz z Open trzeba wydać 20 dolców, zrobić jakieś pokręcone i wykańczające treningi, a następnie dowiedzieć się, że jest się na 137 219 miejscu światowej klasyfikacji. Ci zaś, którzy patrzą na to wszystko bardziej przyjaźnie, widzą w tym szaleństwie szansę na to, aby fajnie spędzić czas ze znajomymi, zrobić trening na jaki bardzo często sami by się nie zdecydowali, a na końcu sprawdzić czy cały rok pracy jaki włożyli w swoje treningi odbił się na tym, że są na którymś tam miejscu – w skali świata, kraju czy własnego boxa. To do której grupy zaliczy się każdy z nas to już jest nasz wybór.

Osobom, które nie wiedzą co to jest to całe Open, najłatwiej to chyba wytłumaczyć tak, że są to eliminacje do crossfitowych mistrzostw świata, w których może wziąć udział każdy. Bez względu na to gdzie trenuje, z jakiego kraju pochodzi i w jakiej jest formie. Każdy zdrowo myślący człowiek, oczywiście już na starcie zdaje sobie sprawę z tego, że w tej chwili podchodząc do tego wyzwania z marszu, znaleźć się w ścisłej czołówce najlepszych zawodników jest już nie sposób. Te miejsca już od dobrych kilku lat są zarezerwowane dla typowych zawodników. Osób które poświęcają wiele i ustawiają dużą część swojego życia pod to, aby być w takim a nie innym miejscu. I to jest też jakiś kolejny wymiar Open, w którym z jednej strony możemy się ścigać z ludźmi w swoim zasięgu, a z drugiej kibicować tym na samym topie. A tak się szczęśliwie składa, że coraz częściej ci ludzie, z tej w naszym wypadku tej europejskiej czołówki, są naszymi przyjaciółmi czy kolegami z boxa. To jeśli ktoś rozumie jak działa sport i jakie potrafi budzić w ludziach emocje, to także zdecydowanie podnosi atrakcyjność Open.

Jeśli chodzi o mnie, to ja Open lubię. Nie wariuję na jego punkcie, ale już na starcie wiem, że to będzie kilka fajnych tygodni. Z jednej, tej bardziej mnie dotyczącej strony, na pewno dzięki tym treningom uda mi się parę razy nienaturalnie mocno zmęczyć. I co ciekawe, nie zmieniło tego nawet to, że od jakiegoś czasu każdy z oficjalnych treningów ma wersję Rx oraz tę skalowaną. Zarówno jedną jak i drugą da się zajechać w trupa jeśli tylko ktoś ma na to ochotę. Z drugiej strony start Open, to także oznaka startu całego crossfitowego sezonu. Wraz ze startem tej rywalizacji, zaczną się niebawem kolejne crossfitowe imprezy, które są tak zaplanowane żeby nie kolidować właśnie z Open i później Regionalsami. To też znak do tego, że w najbliższych tygodniach czy nawet miesiącach, nie zabraknie tematów do dyskusji, kłótni czy innych wymian poglądów z ludźmi, których to także będzie interesować.

W roku ubiegłym przed Open przedstawiłem wam 7 różnych historii na które moim zdaniem warto było zwrócić uwagę. Jeśli ktoś jest ciekawy o czym pisałem wtedy to odsyłam go pod TEN link. Co ciekawe, po upływie 12 miesięcy, z tych 7 historii kilka z nich jest już nieaktualnych, kilka z nich ponownie powraca jak bumerang, a do tych zaś dochodzą jeszcze nowe. Dlatego w tym roku ponownie w telegraficznym skrócie postaram się wam streścić, na co ja będę zwracać uwagę śledząc rywalizację w Open.

Kilka tygodni temu Dave Castro zrobił coś, czego oczekiwało niejako crossfitowego środowisko w Europie już od jakiegoś czasu. Mianowicie sprawił to, że europejski kontynent otrzymał dwa dodatkowe regiony, przez co teoretycznie teraz więcej zawodników ma szansę awansować na Regionalsy. Teoretycznie. Praktycznie natomiast, każdy z tych trzech regionów ma teraz do rozdysponowania nie po 30, a po 20 miejsc premiowanych awansem dalej. Co to oznacza? Głównie to, że największymi wygranymi są kraje z zachodu Europy typu Francja, Włochy czy Hiszpania. Kraje, które będą walczyć o Regionalsy w Madrycie z Afryką, która do tej pory nigdy nie była potęgą oraz ze środkowym Wschodem. Polska została przyłączona do regionu razem z krajami skandynawskimi oraz Islandią na czele. Czyli tak jak było do tej pory ciężko, tak dalej będzie. patrząc na to z innej też strony od kilku lat, kiedy na Regionalsy dostawało się wielu Polaków, wielu z nich robiło to z końcowych miejsc premiowanych awansem. Dlatego w tym roku wydaje się niemal naturalnym to, że polscy zawodnicy muszą pójść do przodu z formą i umiejętnościami aby się załapać. Ilu zawodnikom się uda? Nie liczyłbym na powtórkę z lat ubiegłych jeśli chodzi o ilość. Myślę, że gdyby do zawodów w Berlinie awansowało trzech panów z Polski to byłby duży sukces.

Czy jest ktoś komu szczególnie kibicuję w tym roku? Tu nie zmienia się nic i dalej moim faworytem jest Bronisław Olenkowicz. I sądząc po moich rozmowach z różnymi ludźmi mam wrażenie, że jego awans do Regionalsów wzbudziłby najwięcej radości u osób, które mu szczerze kibicują. A tych z każdym kolejnym miesiącem niewątpliwie przybywa. Poza tym moje oczy na pewno będą skierowane w stronę Wrocławia. Tam warto moim zdaniem śledzić to, czy Szymon Urbański powtórzy wynik z roku ubiegłego, i jako młodzieżowiec ponownie dostanie się na imprezę w Madison. Do grona obserwowanych przeze mnie osób dorzuciłbym też Miłosza Staworzyńskiego, któremu rok temu zabrakło na prawdę niewiele, aby napisać fajną historię pod tytułem „Od poważnej kontuzji do Regionalsów w Hiszpanii”. Poza tym jak co roku zdarzają się też niespodzianki i typowe „króliki z kapelusza”. Może więc i tym razem coś takiego też nastąpi za sprawą któregoś z zawodników.

A co z naszymi paniami? Ostatnio Magdalena Górska napisała ciekawy tekst, zahaczający o subiektywną analizę tego „Dlaczego poziom zawodniczek Elite w Polsce jest niski?”. Chętnych do przeczytania go w całości odsyłam TUTAJ. Z większością tam zawartych tez się jak najbardziej zgadzam. Nawet dorzuciłbym parę, ale to nie czas i miejsce. W tym roku liczę na dobry występ w Open przede wszystkim dwóch pań – Gabi Migały i Marii Kurzawy. Obie panie są doskonale znane szerszej publiczności. Gabi to pierwsza Polka na Gamesach w Kalifornii i zdobywczyni brązowego medalu na tej imprezie. Maria Kurzawa to dziewczyna, która sprawia ostatnio wrażenie, jakby wyskoczyła ze swoim poziomem ponad resztę polskich dziewczyn. Obie panie nie miały już dawno okazji spotkać się na jednych zawodach, dlatego ciężko jest je jednoznacznie porównywać. Jednak jeśli nie one miałyby zrobić najlepsze wyniki w tegorocznym Open to nie wiem kto inny. Czy będą to wyniki na miarę pierwszej Polki na Regionalsach? Brzmi to trochę nierealistycznie, szczególnie w kontekście zmian regionalnych i walki z wieloma dottirami, ale kciuków nie zawadzi trzymać 😉

I między innymi właśnie dlatego te kilka najbliższych tygodni może być niezwykle ciekawe. Jeśli ktoś z was ma jeszcze jakieś swoje powody to niech śmiało o nich napisze w komentarzach. Ja natomiast szczególnie zachęcam wszystkich tych, dla których tegoroczne Open będą ich pierwszymi, aby spróbowali śledzić wszystko to to co się będzie działo. Bo jeśli uda wam się połknąć tego crossfitowego bakcyla, to zobaczycie że kilka najbliższych tygodni będzie fajniejsze niż się teraz tego spodziewacie 🙂

Ogłoszenie pierwszego treningu nastąpi już dziś, o 2 w nocy polskiego czasu i odbędzie się ono prosto z Brazylii. Jako pierwsze trening 18.1 zrobią Sam Briggs i Kristin Holte. Ogłoszenie workoutu będzie można obejrzeć na oficjalnym fanpage CrossFit Games. Oby tylko problemy techniczne nie popsuły planów Dave Castro, jak to już w poprzednich latach bywało 😉