CrossFitLudzieO wszystkim

Normalni Nienormalni – Robert Jędrych

dodany przezKamil Timoszuk 8 grudnia 2017 0 Komentarzy

CrossFit jako narzędzie do przemycania pewnych idei i wdrażania pomysłów? Czemu by nie! Jeśli coś działa to czemu by z tego nie korzystać? Dlatego dziś przed wami człowiek, który dokładnie tak myśli.

Zaniedbałem w ostatnim czasie cykl tekstów w tym miejscu, o którym wielu z was pewnie nie wie. Jednak ja uważam, że jest to jedna z bardziej cennych rzeczy jaką możecie tu znaleźć. Dlaczego bo jej sednem są ludzie i wszystko to co się z nimi wiąże. Mówię tym samym o cyklu moich rozmów pod pseudonimem „Normalni Nienormalni”, gdzie staram się zapraszać do niego osoby, które mają coś do powiedzenia i przekazania. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji poznać tego cyklu to po prostu kliknijcie TUTAJ.

Dziś natomiast zapraszam do przeczytania mojej rozmowy z człowiekiem z Wrocławia. Kimś kto ma za sobą nie łatwą historię, którą w tej chwili chce przekuć na coś dobrego. Coś co w przyszłości z jednej strony da mu samemu motywację energię do działania, a z drugiej może też pomoże innym. Dlatego zapraszam was do przeczytania rozmowy z autorem projektu „From Cancer to CrossFit.

Na początek napisz kilka słów o sobie – jak się nazywasz, skąd jesteś i czym się zajmujesz na co dzień?

– Nazywam się Robert Jędrych, jestem z Wrocławia i mam 33 lata. Jestem ratownikiem medycznym, a na co dzień prowadzę też firmę szkoleniową. Zajmujemy się szkoleniami z zakresu szeroko pojętego ratownictwa medycznego – dla służb i instytucji.

Jak dowiedziałeś się o swojej chorobie i co to za choroba?

– Choroba została wykryta przez przypadek. Dokładniej po powrocie z zawodów karate, po których zrobił mi się krwiak na lewej łopatce. Długo się nie goił, a więc zrobiono mi punkcję oraz kontrolną morfologię krwi i wyszło że mam 212,5 tyś leukocytów czyli 21 x ponad normę 🙂 Okazało się ze mam przewlekła białaczkę szpikową.

Co sobie pomyślałeś w pierwszej chwili kiedy usłyszałeś diagnozę i jak to zmieniła ona Twoje życie?

– W pierwszej chwili byłem bardzo załamany. Jednak moim teoretycznie największym zmartwieniem było to, że nie pojadę na kolejne zawody, które miały być za 3 tygodnie. Nie interesowało mnie co mi jest, a jedynie to że nie pojawię się na zawodach. Miały to być Mistrzostwa Polski w karate shotokan do których się przygotowywałem.

Jak wygląda przebieg takiej choroby? Jak wspominasz ten na pewno nie łatwy dla Ciebie czas?

– Najpierw pełna diagnostyka, pobranie szpiku do badania i czekanie na wynik. Potem rozpoczęcie leczenia – w moim przypadku była to kuracja interferonem, która miała za zadanie powstrzymać rozwój choroby. Przez pół roku wziąłem ponad 200zastrzyków, co bardzo eksploatowało mój organizm. W międzyczasie zostałem zaklasyfikowany do przeszczepu szpiku. Rozpoczęły się poszukiwania dawcy – najpierw wśród najbliższych. Tutaj miałem szczęście, bo dawcą mógł być mój młodszy brat Artur. Następnie rozpoczęły się przygotowania mnie do przeszczepu, a w międzyczasie musiała się też odbyć rozprawa w sądzie rodzinnym, ponieważ Artur był niepełnoletni. Przed samym przeszczepem dostałem tak zwaną „mega chemię”, która miała za zadanie zniszczyć stary chory szpik… To był bardzo ciężki okres dla mnie. Wszystko mnie bolało i czułem się totalnie bez siły. Nie mogłem jeść i byłem na żywieniu dożylnym, a do tego jeszcze dostawałem porcje 130 tabletek – na dobę. W końcu doszło do przeszczepu i chciałem jak najszybciej wyjść stamtąd i wrócić do domu…. Skleiłem sobie kroplówki plastrem i zacząłem robić „bicka”. Wiedziałem że muszę być silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy wokół ciebie w tych trudnych dla Ciebie chwilach było dużo osób?

– Nie jest ważna ilość lecz jakość tych ludzi. W tym czasie była przy mnie przede wszystkim najbliższa rodzina. Rodzice którym jestem bardzo wdzięczny za to, że pokazali mi jak trzeba się wspierać w ciężkich chwilach i że trzeba walczyć do końca. Do dzisiaj, kiedy mam gorszy dzień to wiem, że nie mogę się poddać, bo nie chciałbym ich zawieść, tak jak oni nie zawiedli wtedy mnie. W międzyczasie dzwonili też koledzy czy koleżanki, ale niestety w tym okresie byłem odizolowany od życia „towarzyskiego”. Miałem też zaraz po przeszczepie nauczanie indywidualne, które polegało na tym, że nauczyciele przychodzili do mnie do domu .

Jak długo się leczyłeś/leczysz tę przypadłość?

– W sumie od wykrycia choroby do samego przeszczepu minęło 6 miesięcy. Był to jednak dopiero początek drogi. Powrót do normalnego życia po przeszczepie był trudny i trwa ponad rok.

Jak taka „przygoda” związana z chorobą zmienia człowieka? Czy to prawda co mówi wiele osób, które ma za sobą tego typu przeżycia, że ich życie, system wartości i ogólny światopogląd ulega zmianie?

– Myślę że na każdego działa inaczej, bo każdy z nas ma swój system wartości, swój charakter i to bardzo indywidualne przeżycie. Ja mogę powiedzieć jak zadziałało na mnie. Ci co mnie znają wiedzą, że na co dzień jestem zawsze uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony. Po tym wszystkim stwierdziłem, że trzeba korzystać z życia i wycisnąć z niego ile się da. Byłem na Kilimandżaro, skakałem na spadochronie, robię wszystko co można 🙂 Choroba chyba dodała mi mocy, skoro nie pokonał mnie rak, to co innego może mnie zatrzymać? Myślę że powinniśmy zrozumieć, że życie jest ulotne i warto starać się być szczęśliwym człowiekiem w każdej chwili, niezależnie od tego co się dzieje wokół nas.

Skąd w Twoim życiu pojawił się CrossFit? Czy trenowałeś coś wcześniej?

– CrossFit pojawił się w sumie przypadkowo. Przetrenowałem się trochę kettlami metodą Strong First i stwierdziłem, że chciałbym spróbować czegoś nowego i bardziej zróżnicowanego. Tak też właśnie trafiłem do CrossFit Wrocław. Trafiłem tam ponieważ zależało mi na renomie klubu oraz trenerze, który podejmie się takiego trudnego wyzwania. Wcześniej trenowałem między innymi karate shotokan, kickboxing czy chodziłem na siłownię. Plus właśnie ostatnio przewinęły się wcześniej wspomniane kettle.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia ze styczności z tą aktywnością?

– Ogromna lekcja pokory 🙂 Po 33 latach swojego życia dowiedziałem się, że nie umiem robić przysiadu 😀 Z każdymi zajęciami wychodziło też coraz więcej innych mankamentów. Czułem się niemal jak jakiś niepełnosprawny po zajęciach intro. Ale co najważniejsze to to, że stwierdziłem że to mi się to podoba!

Współpracujesz na co dzień z Pawłem Czaplickim, który prowadzi cię od strony treningowej. Dlaczego właśnie on?

– Tak dokładnie sprawdziłem sobie, gdzie warto we Wrocławiu ćwiczyć. Poza tym, mieliśmy z Pawłem sporo znajomych. Obejrzałem też sobie między innymi zawody Amarok East Side Challenge, gdzie zniszczył konkurencję. Wiedziałem też że przygotowuje Szymona Urbańskiego do CrossFit Games. Stwierdziłem więc, że jeśli mam się wziąć za CrossFit na poważnie, to chciałbym żeby to Paweł mnie przygotował do tej walki.

Czy zakładasz sobie jakieś cele w najbliższej przyszłości? Jeśli tak to jakie?

– Tak – wystartowaliśmy z projektem „From cancer to CrossFit – Robert Jędrych”. Prawdopodobnie jako pierwszy na świecie spróbuję wystartować w crossfitowych zawodach po przebytej białaczce i przeszczepie szpiku kostnego. To chyba najbardziej chory pomysł jaki pojawił się w mojej głowie Tym co robię chciałbym jednak pokazać wielu osobom, które teraz walczą że da się wygrać z chorobą! A po tym wszystkim walczyć jeszcze mocniej w tak wyczerpującej dyscyplinie jaką jest CrossFit. Możecie śmiało trzymać za mnie kciuki! 😉

Jak w tej chwili trenujesz? Na jakim etapie przygotowań założonego przez siebie celu teraz jesteś?

– Trenuję 5-6 x w tygodniu. Jesteśmy na etapie budowania bazy tlenowej i wzmacniania podstawowych pozycji. Do tego dochodzą treningi techniczne i praca nad mobilnością. Na tą chwilę po 3 miesiącach treningu na planie „Czapli” moja waga zjechała o 6 kg, wydolność zdecydowanie wzrosła, a do etapu budowania siły będziemy się powoli zbliżać. Jeśli chodzi o sam proces przygotowania to myślę, że Paweł tutaj ma do powiedzenia najwięcej. Ja ze swojej strony dodam tylko, że trenuję naprawdę najciężej w życiu.

Masz już upatrzone jakieś konkretne zawody w przyszłym roku w które celujecie razem ze swoim trenerem, czy może jeszcze żadna decyzja w tym temacie nie została podjęta?

– Na tą chwilę jeszcze nie, bo wszystko zależy od tego jak będzie wyglądała moja forma. Na pewno na przetarcie będą jakieś starty, żebym mógł się oswoić z samą atmosferą zawodów. Tutaj decyzję podejmie głównie Paweł. Musi paść hasło „Jesteś gotowy!” 😉

Twoi najbliżsi wiedzą o twoim projekcie? Jak na niego reagują Twoi znajomi oraz głównie rodzice, którzy jak sam mówisz bardzo się o Ciebie bali. Nie mają teraz żadnych obaw czy obiekcji?

– Tak, wszyscy wiedzą o tym co robię. Na początku sam miałem trochę wątpliwości apropo tego projektu, ale dzięki znajomym i żonie podjąłem decyzję że spróbuję to zrobić. To chyba największe wyzwanie w moim życiu. Jeśli chodzi o rodzinę to oni są już trochę chyba przyzwyczajeni do moich szalonych pomysłów 🙂 Wiedzą że jak już klamka zapadnie to nie ma drogi odwrotu. Pozostaje jedynie kibicować i trzymać kciuki 🙂 Jeśli chodzi o sam odbiór projektu to jest on naprawdę bardzo fajny – szczerze mówiąc nie spodziewałem się aż tak dobrego. Napisało między innymi kilku znajomych na Facebooku, którzy teraz walczą z chorobą (o czym nawet nie wiedziałem), że trzymają za mnie kciuki i że muszę dać radę!

Czy masz już jakiś pomysł na dalsze działania/pomysły/projekty w ramach „From cancer to CrossFit” czy może skupiasz się na teraźniejszości i nie wybiegasz dalej w przyszłość?

– Oczywiście, że tak. Cały projekt jest dosyć rozbudowany, a moje przygotowania i sam start w zawodach to dopiero początek. Chciałbym wzmocnić kwestie aktywizacji ludzi po nowotworach i ciężkich wypadkach – otworzyć specjalny klub, gdzie tacy ludzie mogli by przyjść i zacząć od początku. Ja dokładnie pamiętam jak ciężko było wrócić po chorobie do treningów – nigdy nie potrzebowałem taryfy ulgowej. Tym samym na kickboxing rok po przeszczepie nie dawałem rady wytrzymać więcej niż 10 min rozgrzewki. W tym czasie często słyszałem komentarze i docinki w stylu „jak nie dajesz rady to idź do domu”. Nie każdy sobie może z tym poradzić i może to zniechęcić w powrocie to zdrowia. Na dzień dzisiejszy takiej aktywizacji u nas nie ma, a człowiek po ciężkim leczeniu jest teoretycznie zdrowy. Ale do pełni sprawności jest jeszcze długa droga.  Kolejnym elementem jest zachęcenie środowiska sportowego do rejestracji się jako potencjalnych dawców szpiku. Dlatego właśnie w tej chwili jesteśmy na etapie rozmów z różnymi fundacjami jak dokładnie można by to zrobić.

Czy jest coś, co byś może chciał powiedzieć/przekazać tym ludziom, którzy w tym momencie z czymś walczą w swoim życiu (niekoniecznie chorobą), a Twoje słowa mogłyby im jakoś pomóc?

– Chciałbym im powiedzieć że zwycięstwo bardzo często jest w naszej głowie. Czasami mimo ciężkich chwil – warto iść dalej. Może właśnie dlatego też moim ulubionym cytatem jest rozmowa z synem z filmu Rocky Balboa: „Nie ważne jak mocno bijesz, ale ile jesteś w stanie przyjąć i iść dalej”.

Czym dla Ciebie jest definicja szczęścia i czy Ty w tym momencie czujesz się szczęśliwy?

– Ja jestem bardzo szczęśliwy. Zawodowo robię to co jest moją pasją, a przy tym realizuję się i rozwijam. Prywatnie jestem szczęśliwym mężem Moniki, która dzielnie toleruje wszystkie moje szalone pomysły i bierze w nich udział 🙂 Przyszedł jednak w moim życiu taki moment, gdzie chciałbym zrobić jeszcze coś dobrego dla innych i życzyłbym sobie aby tym był mój projekt!