fbpx
CrossFitLudzieO wszystkim

Normalni Nienormalni – Michał Zalewski

dodany przezKamil Timoszuk 11 listopada 2015 4 komentarze

Czy macie w swoim otoczeniu osoby o których możecie powiedzieć, że znacie je już przeszło 20 lat? Ja mam to szczęście, że w swoim 30-letnim życiu dorobiłem się takich osób i jedną z najważniejszych jest niewątpliwie bohater dzisiejszego materiału. Osoba, która nie przez przypadek ma przydomek „Złotousty”.

Przygotowując dzisiejszy materiał napotkałem przede wszystkim dwa problemy. Pierwszym z nich było przy gotowanie pytań. Pytań do Michała Zalewskiego z którym wychowaliśmy się na jednej ulicy na której do dnia dzisiejszego mieszkamy. Przez wiele lat nasze życiowe drogi tak samo często się spotykały, jak i rozchodziły, ale tak się szczęśliwie stało, że w chwili obecnej na swój sposób jest nam bardzo po drodze. Jak jednak to wszystko zawrzeć w pytaniach w których chciałem pokazać, że Michał jest nie tylko szefem CrossFit Białystok, head coachem, a także współtwórcą Amarok East Side Challenge, ale także, a może przede wszystkim znakomitym człowiekiem. Drugim zaś z moich dylematów odnośnie poniższego materiału było to, czy zaliczyć naszą rozmowę jako po prostu kolejną z nich, czy może zrobić z niego bohatera mojego autorskiego cyklu „Normalni Nienormalni”. Po spisaniu tej rozmowy wszystkie tego typu wątpliwości po prostu znikły, a was zapraszam do przeczytania rozmowy z tym nienormalnym człowiekiem 😉

Michał Zalewski 1

– Jak byś opisał i ocenił ostatnie 2-3 lata swojego życia?

Nieustające pasmo samych sukcesów 😀 A tak poważnie… To dobrze Kamil wiesz, że ciężko pracowaliśmy na to w jakim miejscu jesteśmy ale zdajemy sobie tez sprawę z tego jak wiele trzeba włożyć pracy w to, aby ten stan się jeszcze polepszał. Na chwile obecną tak naprawdę jeszcze nic nie osiągnęliśmy. Można póki co powiedzieć, że zaistnieliśmy ale nic poza tym. Ja sam zmieniłem branżę ale nadal jestem w sporcie. Po tej mojej przygodzie z koszykówką, która była całym moim życiem, zmieniłem ją na CrossFit i to on jest teraz moją miłością. Tak jak starałem się realizować w stu procentach w baskecie, tak teraz robię to z CrossFitem. Tu tak naprawdę zmieniła się tylko dyscyplina, bo tak jak wcześniej to tak i teraz wkładam całe swoje serce w to co robię.

Michał Zalewski 2– No dobrze w takim razie cofnijmy się o kilkanaście lat wstecz. Jak to się stało, że sport pojawił się w Twoim życiu i co sprawiło, że koszykówka stała się najważniejsza?

Sport i koszykówka pojawiła się w czasach podstawówki. Były to lata 90-te, kiedy praktycznie każdy w coś grał, bo była niemal to podstawa egzystencji młodego człowieka. Więc ja także gdzieś tam wychodziłem pobiegać po boisku, a jak wiesz u mnie to nie była tylko koszykówka, ale było to cokolwiek co wiązało się z jakąkolwiek piłką. A że padło na koszykówkę… NBA w tamtych czasach była bardzo silnym bodźcem, bo telewizja robiła swoją robotę. Nie było chyba osoby, która w tamtych latach nie spróbowałaby chociaż uprawiać ten sport. Później pojawił się pierwszy klub, ciągły rozwój, jedna liga, druga liga, a następnie przejście na zawodowstwo podczas którego udało się trochę pograć.

– Wymień może dla osób które tego nie wiedzą w jakich klubach grałeś w swoim życiu.

Trochę się tego przewinęło przez tyle lat 😉 Jak większość zawodników z Białegostoku zaczynałem w Instalu Białystok czyli w klubie który wiele lat temu coś znaczył na koszykarskiej mapie Polski. Sama dyscyplina też w tamtych czasach była znacznie silniejsza w porównaniu do takiej siatkówki, piłki ręcznej czy nawet piłki nożnej, a przynajmniej w Białymstoku. Później zaś było pasmo różnych epizodów z różnymi białostockimi tworami koszykarskimi po Instalu czyli Branicki Białystok, Żubry Białystok, Tur Bielsk Podlaski. Później nastąpił wjazd do Stanów Zjednoczonych gdzie próbowałem swoich sił w lidze akademickiej co nie do końca wyszło tak jakbym chciał. Aczkolwiek jestem dumny z siebie, że spróbowałem to zrobić, bo być może teraz bym siedział i zastanawiał się „a co by było gdyby…?”. Ja natomiast po prostu pojechałem, zobaczyłem jak to wygląda tam na miejscu, nauczyłem się wielu nowych rzeczy i przede wszystkim pokory do koszykówki. Myślę też, że dzięki temu wyjazdowi do USA grałem później zawodowo, bo zobaczyłem na czym to tak naprawdę polega. Wróciłem więc do Polski i podpisałem pierwszy kontrakt z klubem z Olsztyna, który mnie tak jakby przebudził. Do tego doszły jeszcze jakieś wyjazdy na testy w różnych krajach Europy, później zaś był Start Lublin. W międzyczasie jeszcze przewinęła się Legia i Polonia 2011 Warszawa gdzie próbowałem swoich sił i wszystko niestety zakończyło się kontuzją. Niestety w Polsce nie ma praktycznie żadnej opieki medycznej, a więc nie ma pełnego zawodowstwa. I się skończyło, ale bardzo się cieszę że tak się stało, bo dzięki temu jestem w takim miejscu w jakim jestem.

– Dlatego, że nie ma opieki medycznej to nie ma zawodowstwa w polskiej koszykówce?

Oczywiście zawodowstwo jest bo zawodnicy dostają normalne pensje, nie muszą nigdzie indziej pracować i po prostu żyją z tego. Tylko to nie jest w pełni profesjonalne kiedy zawodnik odnosi kontuzję i zostaje sam ze sobą. Zaczyna się wtedy szukanie na własną rękę klinik zarówno w Polsce jak i Europie, gdzie ktoś dla takiego zawodnika zechce pomóc, kluby nie mają pieniędzy na ubezpieczanie zawodników więc oni robią to sami i kółko się zamyka. I z tego powodu właśnie wielu zawodników nie jest w tym miejscu w jakim powinno być, no a najczęściej jest tak, że po kontuzji zostajesz zupełnie sam. Jeśli masz dużo samozaparcia, wielu przyjaciół dookoła to OK, wrócisz do grania i pójdziesz dalej. Wymaga to jednak naprawdę mega dużych poświęceń, bo jak leżysz w łóżku przez pół roku i nie wiesz co z Tobą będzie, i do tego nie masz żadnego wsparcia z klubu w postaci opieki medycznej, to ciężko jest się pozbierać i ponownie wejść w ligę.

Michał Zalewski 3– Co Ci jednak koszykówka dała przez te wszystkie lata? Może coś zabrała?

Ufff, stracić to chyba nic nie straciłem, bo koszykówka była praktycznie od początku mojego dorosłego życia. Nauczyła mnie pokory i tak naprawdę wszystkiego. Spotkałem na swojej drodze wielu ludzi, którzy uczyli mnie nowych rzeczy, odrzucałem to co było według mnie złe w danym momencie, a brałem to co wartościowe. Koszykówka wykształciła we mnie człowieka którym jestem w tej chwili.

– Czy z perspektywy czasu widzisz teraz jakieś błędy jakie popełniłeś w tamtych czasach?

No wiesz, gdybym znał CrossFit w tamtych czasach to bym pewnie grał w Eurolidze, bo bym był bardzo dobrze przygotowany fizycznie czego mi brakowało przez bardzo wiele lat 🙂 Ja swoją grę opierałem głównie na determinacji, na rzucie który uważam że był dobry w tamtych czasach i tak dalej, ale fizycznością raczej nie nadrabiałem 😉 Jak patrzyłem na zawodników, którzy przyjeżdżają ze Stanów Zjednoczonych albo musiałem bronić przeciwko nim to zastanawiałem się jak to możliwe. Ja także trenowałem ciężko dwa razy dziennie, a i tak nie nadążałem za nimi na nogach. Teraz natomiast wiem, że oni znali systemy treningowe jakich u nas wtedy nie było, a nasi trenerzy nie rozwijali się i nie mieli o nich pojęcia i dlatego było jak było. To nie był może błąd ale bardziej niewiedza, że można pracować nie tyle ciężej, bo wszyscy pracowaliśmy ciężko, ale po prostu inaczej. Są bowiem systemy, które sprawiają, że jesteś znacznie lepszym koszykarzem i po prostu sprawniejszym atletą. Teraz z perspektywy czasu i perspektywy CrossFitu widzę, że gdybym chciał wrócić do koszykówki to byłbym lepszy niż wtedy, kiedy trenowałem dwa razy dziennie.

Michał Zalewski 4– Tak więc jak się rozpoczęła Twoja przygoda i miłość do CrossFitu?

U mnie był to okres kiedy byłem jeszcze aktywnym koszykarzem ale przydarzyła mi się ta nieszczęsna kontuzja w Lublinie po której jeszcze wróciłem do ligi. W międzyczasie w każde lato miałem trenera personalnego z którym pracowałem na zwykłej siłowni w Białymstoku na małej salce. I to właśnie ten trener, kiedy ja sam zaraziłem się fitnessem, ale byłem na pewnym rozdrożu, wciągnął mnie w to na całego. Tak się też złożyło, że w tamtym czasie były zorganizowane warsztaty przez firmę Reebok w Warszawie, które prowadził Bartek Macek i to on tak naprawdę pokazał nam co to tak naprawdę jest CrossFit i zaszczepił go w nas. Zrobiliśmy też wtedy 10-minutowy trening po którym nie mogliśmy wstać z ziemi co było bardzo bolesne. Bo wyobraź sobie teraz człowieka, który trenuje dwa razy dziennie, nie pali, nie pije alkoholu, je zdrowo, wszystko niemal poświęca sportowi i po zaledwie 10 minutach jest rozwalony. To jest bardzo mocne zderzenie z czymś zupełnie innym. Później wracając do Białegostoku zacząłem się zastanawiać co jest grane i jak to jest możliwe. Wtedy informacje na temat CrossFitu w internecie były bardzo ograniczone, ale wymieniłem się z Bartkiem numerami telefonów i zacząłem go podpytywać o różne rzeczy czy to telefonicznie czy to mailowo. Aczkolwiek mam wrażenie, że w tamtym czasie to chyba wszyscy czerpali wiedzę od niego 🙂 No i cóż, próbowaliśmy coś tam wydłubać na siłowni ale było to karkołomne strasznie. I wtedy to się dokładnie zaczęło, step by step. Gdy natomiast postanowiłem zająć się fitnessem w pełni profesjonalnie to trzeba było pojechać za granicę i zobaczyć jak to tam wygląda. W miejscach i od ludzi gdzie CrossFit istnieje już znacznie dłużej zaczęliśmy się po prostu uczyć.

– Patrycja Horodyńska w rozmowie ze mną powiedziała, że dla niej przeskok z wioseł na CrossFit pod względem intensywności treningowej nie był wielkim szokiem. Czy ty jako były już koszykarz możesz powiedzieć tak samo?

Chyba każdy sportowiec, który w jakimś stopniu trenował zawodowo czy też osiągnął jakieś wielkie sukcesy w swojej dyscyplinie odczuje to samo, bo nie ma sukcesów bez ciężkiej pracy. Nie istnieje coś takiego. I dlatego każdy kto grał w lidze lub zdobywał medale Mistrzostw Polski albo imprez rangi światowej, tak jak to miało miejsce w przypadku Patrycji, każdy okupił to ciężką pracą. Tylko, że tutaj jest totalnie inaczej, bo zakres ruchów i zakres ćwiczeń się zwiększył i to jest dla nas bardzo ciekawe. Bo wiesz, przez 15 lat przychodziłeś na treningi i dawałeś z siebie maksimum, a tu przychodzisz i masz kilka dyscyplin w jednej, to jeśli jesteś tego świadomy to Cię po prostu jara. Ciężka praca natomiast jest częścią ciebie, bo to właśnie w tobie kształci sport, to jest w Tobie i jesteś do tego totalnie przyzwyczajony. Natomiast nowi ludzie, którzy przychodzą do boxa widzą morderczy trening dla komandosów, a taka ciężka praca jest w nas. U nas po wykonaniu takiego treningu pozostaje satysfakcja. Tak więc jakiegoś takiego totalnego zaskoczenia i reakcji w stylu „o matko jak ciężko” raczej nie było. My robiliśmy podobne rzeczy na co dzień, szczególnie podczas obozów przygotowawczych ale wtedy nikt nie był świadomy tego, że istnieje coś takiego jak CrossFit.

Michał Zalewski 5– Nie bałeś się tej opinii jaka ciągnie się za CrossFitem, że jest on kontuzjogenny?

Może zacznijmy tak – Jeśli traktować CrossFit jako dyscyplinę sportu, którą jeszcze nie jest ale ja ją uważam za takową, choć nie jest ona wpisana w różne rejestry i nie ma jej na Igrzyskach Olimpijskich, to KAŻDY sport zawodowy jest kontuzjogenny. Dlatego tez i CrossFit jeśli ktoś trenuje około 4 godzin dziennie, poświęca się tylko temu i przekracza swoje limity na każdym treningu, to nie ma takiej możliwości aby mu się jakaś kontuzja nie zdarzyła. Bo to jest wpisane w każdy zawodowy sport. Bo nie masz żadnego komputera i licznika w głowie, który każe ci zastopować, tylko dzięki swojemu charakterowi ciągle chcesz więcej i więcej. Natomiast jeśli chodzi o ten komercyjny CrossFit, który jest w tym naszym jak i też w każdym polskim boxie, to uważam, że jest to najbezpieczniejsze co może być. Po pierwsze dlatego, że trenujesz zawsze z trenerem. Po drugie dlatego, że wykonujesz tu ruchy funkcjonalne czyli ruchy zdrowe i takie, które po prostu rozwijają człowieka. Więc jeśli ktoś przyjdzie i da z siebie wszystko przez 6 minut treningu, a trener przypilnuje tego aby technika nie była bezwzględnie łamana, to nie ma nic zdrowszego dla tego człowieka. Wszystko dlatego, że wykonuje on ruchy funkcjonalne czyli wszystkie te które wykonuje na co dzień, de facto prostuje on swój kręgosłup, zmniejsza ryzyko urazu stawu kolanowego, angażuje wszystkie partie mięśni czyli robi coś czego do tej pory nie robił. Bo kto na co dzień angażuje w pełnym zakresie ruchu nadgarstek, obręcz barkową czy miednicę, skoro ktoś przez 8-10 godzin siedzi w samochodzie lub przy biurku. I to wszystko jest poskracane. Dlatego CrossFit sprawia, że taki człowiek ma szansę używać swojego ciała w pełnym zakresie ruchu, a przez to tak czy siak ten człowiek staje się po prostu zdrowszy. Ja uważam, że CrossFit uprawiany amatorsko czyli po prostu przychodząc do boxa na klasy to jest najlepsze co się może zdarzyć dla człowieka.

Mi też CrossFit uświadomił jak duże mam braki w zakresach ruchu, jak wielu rzeczy jeszcze nie umiem, jak bardzo koszykówka mnie poskracała. Zresztą każdy przychodząc z innej dyscypliny miał z czymś problem. Jeden potrafił jedną rzecz świetnie, a o drugiej mógł zapomnieć bo jego koronna dyscyplina spowodowała, że na przykład miednica straciła ruchomość. Dlatego ja zabierając się za CrossFit kompletnie nie widziałem jego kontuzjogenności, ale oczywiście odczuwałem skutki treningów, bo jak się czegoś nie potrafiło, to ta kontuzja mogła się po prostu przytrafić.

Michał Zalewski 7– Jak natomiast wygląda droga kogoś kto zaczyna trenować tym systemem treningowym, do momentu w którym chce otworzyć własny box?

No to jest trudne pytanie 🙂 CrossFit był dla mnie i chyba dla wszystkich w Polsce czymś kompletnie nowym co zrewolucjonizowało nasze życie. Na samym początku czyli na przełomie 2011 i 2012 roku ludzi, którzy się tym zajęli było może kilkanaście do kilkudziesięciu maksymalnie. Każdy z nas szukał informacji co to jest, jak to wygląda, z czym to się je, podróżowaliśmy po świecie i patrzyliśmy co z tym zrobić, bo tak naprawdę odkryliśmy swego rodzaju nowy świat. Coś co gdzieś tam już istniało w USA i na północy Europy, dla nas było to totalnie nowe i najzwyczajniej w świecie szło się w tym zakochać. I to jest naprawdę tak jak z miłością, bo dążysz do tego aby coś zrealizować i żeby iść do przodu. Dlatego też wszyscy zaczęliśmy trenować po siłowniach ale patrząc w internecie wszędzie widziałeś boxy, gdzie nie było problemu z tym aby znaleźć miejsce do podwieszenia kółek gimnastycznych, drążek na odpowiedniej wysokości, że nie będzie problemu z tym gdy zrzucisz sztangę po nieudanym ruchu. I widziało się takie miejsca gdzie to wszystko jest przygotowane. Tak więc siłą rzeczy jak coraz bardziej wkręcałeś się w CrossFit, zacząłeś trenować znacznie więcej, a przez to rozwijać się w masakrycznie szybkim tempie to chciałeś trenować w miejscu gdzie to będzie możliwe na sto procent. Więc tak naprawdę stąd się zrodził pomysł na otwarcie boxa.

– Tylko wtedy nie każdy przechodzi od samego pomysłu do realizacji…

No tak, ale wiesz, to jest tak jak z praktycznie każdą dziedziną życia. Jak na przykład komuś bardzo smakuje pizza to nie musi od razu otwierać swojej pizzerii, albo może i nawet chciałby ją otworzyć ale nie ma w sobie tyle samozaparcia żeby to zrobić. A u nas samozaparcie było od samego początku. Mi natomiast brakowało na początku takiego typowego popchnięcia. Jeździłem do Bartka do CrossFit Mokotów, widziałem jak to wygląda i miałem przez cały czas gdzieś z tyłu głowy taką myśl, że fajnie by było mieć takie miejsce gdzie wszyscy moglibyśmy się realizować i pokazywać czym jest CrossFit wielu innym ludziom. Wtedy przyszedł do mnie Damian Truchel z którym razem trenowaliśmy i pracowaliśmy, który powiedział otwórzmy boxa. No i po prostu go otworzyliśmy 🙂

Michał Zalewski 8– Tak po prostu 😉 W takim razie jakimi wartościami kierujesz się w swoim życiu – zawodowym i prywatnym?

Nie wiem czy to jest wartość, ale jest to taka wewnętrzna samorealizacja. No bo życie jest tak naprawdę strasznie krótkie, to jest taki frazes który wszyscy mówią ale tak jest i ja to czuję. Doskonale pamiętam jak miałem jeszcze niedawno 18 lat, byłem niezniszczalny i mogłem wszystko, a teraz mam 30 i te 12 minionych lat to jest zwykły pstryk palcami. Mam tego ogromną świadomość. Jeśli zaś chodzi o moje wartości, to ja chcę napisać swoją historię, która w jakiś sposób po mnie zostanie. Nie chcę przeżyć życia tak, że pójdę do pracy na te 8-9 godzin, kupię jedzenie, wrócę do domu, pójdę spać i tak w kółko. Nic nie chcę ludziom udowadniać bo robię to całkowicie dla siebie, ale chcę napisać kawałek fajnej historii dla ludzi, którzy będą ze mną jakoś związani.

– To co mówisz wpisuje się dość dobrze w to co Ci już nie raz mówiłem odnośnie Twego podejścia do życia, które według mnie jest takie bardzo „amerykańskie”. Mam tu na myśli postrzeganie świata w którym nie ma granic, że zawsze trzeba sięgać po więcej i realizować się za wszelką cenę. Jak się dochodzi lub wypracowuje taki poziom mentalny postrzegania świata, który w Polsce nie jest zbyt popularny?

Ja w pewnym stopniu zostałem nauczony tak żyć. Pewni ludzie przekazali mi pewne wartości, które ja w tamtym czasie uważałem za dobre, przez lata starałem się je pielęgnować w sobie i po prostu szedłem przez życie. Wiesz, Polska to jest specyficzny kraj i wie o tym każdy i chyba nie trzeba powtarzać tego, że wiele osób ma tutaj zaburzenia najróżniejszej wartości co niestety widać na niemal każdym kroku. Mi natomiast do myślenia bardzo dużo dało podróżowanie. Od młodego chłopaka, kiedy pierwszy raz wyjechałem za granicę mając 16 lat i dla mnie to był bardzo daleki wyjazd do Londynu. W tamtych czasach było to zderzenie z kompletnie inną rzeczywistością. Później zaś były Stany Zjednoczone, raz czy drugi, później różne kraje europejskie. Gdy było mnie już na to stać to zacząłem podróżować na własną rękę odwiedzając na przykład swoich znajomych w różnych krajach. Przy okazji takich wyjazdów widziałem jakimi wartościami kierują się ludzie i że na przykład w takich Stanach Zjednoczonych panuje totalny luz, ale sfera finansowa jest dla nich bardzo ważna. Widziałem też jakimi wartościami kierują się Niemcy czy Anglicy, gdzie panuje totalny misz masz stworzony przez różne rasy i to, że to może współgrać ze sobą. Widziałem też jak potrafią być szczęśliwi ludzie w Ameryce Południowej. Tak więc tak naprawdę to samo z siebie wynika, że jedziesz w jakieś inne miejsce na ziemi i widzisz jakimi zasadami i wartościami kierują się miejscowi, którzy mają inny klimat, inną sytuację ekonomiczną inną politykę czy wiele jeszcze innych rzeczy. Wtedy natomiast wyciągasz z tego wszystkie najlepsze rzeczy z tego środowiska jakie ty uważasz za najlepsze. Później natomiast wracasz do Polski i jesteś po części innym człowiekiem. Jak tak sobie trochę pojeździsz to naprawdę stajesz się takim trochę obywatelem świata, bo uzmysławiasz sobie wiele rzeczy. I stąd się wzięło to moje nastawienie, że chciałbym i próbuję jak każdy być dobrym człowiekiem. To jest też taka cecha, którą chciałbym pielęgnować aczkolwiek pewnie nie zawsze mi się udaje, nie mi to oceniać, ale chciałbym aby tak właśnie było.

Michał Zalewski 11– I właśnie z takiego podejścia powstało to miejsce w którym teraz siedzimy i gadamy czyli CrossFit Białystok. Miejsce z którego ja jako jego użytkownik, jak i też pewnie masę innych osób, jest po prostu cholernie dumnych. Jednak opowiedz trochę jak powstawało to miejsce?

Tak jak wspomniałem wcześniej, razem z Damianem trenowaliśmy w jednym z białostockich fitness clubów gdzie także pracowaliśmy. W tym też czasie powstał pomysł, a z samego pomysłu powstało mnóstwo rzeczy i spraw do przeskoczenia i załatwienia z czym sobie trzeba było poradzić. Stwierdziliśmy też, że potrzebujemy jeszcze jednej osoby do naszego zespołu, która nas wspomoże. Traf chciał, że w tamtym czasie miałem dużo klientów, a jedną z klientek była Monika Hendożko, którą prowadziłem już od ponad roku. Ja poza tym dzieliłem się ze swoimi klientami swoimi pomysłami i planami na przyszłość, kiedy mnie pytali co będę robił dalej. Tak się też stało, że właśnie z Moniką złapaliśmy najlepszy kontakt i razem z Damianem chcieliśmy, żeby to właśnie ona dołączyła do naszego zespołu. W taki też sposób powstał tercet w którym postanowiliśmy wykorzystać nasze najlepsze cechy aby stworzyć coś nowego i innego. To było też o tyle fajne, że każdy z nas jest trochę inny co na pewno większość naszych klubowiczów widzi, każdy z nas ma inne lepsze, gorsze cechy, z tego natomiast powstaje mieszanka z której rodzi się coś fajnego i niesamowitego wręcz. Wtedy też wiedzieliśmy, że nic nie jest w stanie nas powstrzymać, że idziemy cały czas do przodu i wiemy totalnie jak chcemy to zrobić. To było dla nas o tyle ważne, że nie było rzeczy, której nie wiedzieliśmy. Dla nas najważniejsze było to, żeby tą całą miłość crossfitową w której my byliśmy zadurzeni, przekazywać i przelewać na kolejne osoby. My tworzyliśmy to miejsce wtedy tylko dlatego, że chcieliśmy mieć miejsce gdzie będziemy mogli się rozwijać i chcieliśmy całkowicie dzielić się wiedzą i tą sprawą jaką jest CrossFit z innymi. Więc wiedzieliśmy, że będziemy musieli bardzo ciężko pracować aby to utrzymać, spłacić zadłużenia i tak dalej, ale wiedzieliśmy że idziemy w zajebiście dobrym kierunku. Tak więc stworzył się pomysł. Realizacyjnie natomiast to oprócz tego, że był duży problem ze znalezieniem odpowiedniej hali w której chcieliśmy aby wszystko było tak jak trzeba czyli była odpowiednia wysokość, miejsce do biegania na zewnątrz, żeby był to parter z dobrą posadzką i tak dalej, to to był największy problem. Na szczęście to się udało, bo znaleźliśmy Marczukowską 6 w której właśnie jesteśmy. Nie jest to duży klub ale jest nasz.

Michał Zalewski 10– Czy tworząc to miejsce to myśleliście, że tak to się wszystko rozwinie?

Oooo, totalnie nie 🙂 Jedyne o czym myśleliśmy w tamtym czasie to tylko to aby dawać z siebie maxa. Takiego iście crossfitowego, żeby dawać energię ludziom którzy tu przychodzą, żeby oni czuli się inaczej. Nas też bardzo pozytywnie zaskoczyła pojęcie społeczności dzięki czemu uwierzyliśmy w to, że da się stworzyć takie miejsce gdzie wszyscy jesteśmy równi. Niezależnie od tego czy ktoś będzie miał 16 czy 60 lat, czy będzie biznesmenem czy będzie pracował na budowie czy może będzie studentem to wszyscy będziemy równi. My od początku staraliśmy się przelać tę ideę na każdą nową osobę jaka przychodziła do nas do boxa, bez względu na to, że my jesteśmy trenerami a wy klubowiczami. Chcieliśmy osiągnąć to, że każdy będzie się tutaj po prostu szanował i wspierał i to się udało zrobić. Widać to znakomicie teraz, kiedy mamy wielką społeczność, po tych wszystkich wydarzeniach jakie razem stworzyliśmy, po tych wszystkich związkach jakie się stworzyły w boxie, po tym jak się ludzie poznali i nawiązali prawdziwe przyjaźnie i widać że ta społeczność żyje, a dla nas najważniejsze jest to, żeby ją pielęgnować. Dopóki się będziemy tego trzymać to wiem, że będzie dobrze.

– Jakie są więc trzy najbardziej pamiętne momenty z całej historii boxa? Zarówno te pozytywne jak i te negatywne.

Pierwsze z nich to na pewno same otwarcie boxa i to, że w ogóle coś takiego powstało na mapie Podlasia i że nasza pasja została przelana na rzeczywistość. Kurczę tych momentów było mnóstwo i ciężko wymienić kolejne, bo nie chciałbym jakiegoś pominąć. Na pewno wydarzeniem, które pozwoliło nam działać trochę bardziej globalnie był Amarok East Side Challenge czyli nasz event, który realizujemy tak naprawdę z pasji. Poza tym zawody AESC są stworzone w taki sposób, w jaki chcielibyśmy aby były tworzone wszystkie imprezy na które jeździmy lub na nich startujemy. Kurczę, a trzeci? W sumie sama działalność boxa każdego dnia jest dla mnie wydarzeniem, bo za każdym razem kiedy tu przychodzę to jest coś świetnego, że mogę tu być z tymi wszystkimi ludźmi od rana do wieczora. Jednak jeśli muszę coś wymienić to na pewno każdy wyjazd na zawody, bez względu na to czy to startowałem ja, Damian czy nasi klubowicze to było wielkie wydarzenie. Poza tym każdy event typu nasze wewnętrzne zawody, paintball, skoki ze spadochronem to było wielkie wydarzenie, bo ja przede wszystkim widziałem w tych wszystkich ludziach radość. To było świetne, że ludzie przyszli do boxa, kupili karnet, i mogą dzięki temu nie tylko cieszyć się tym że uprawiają CrossFit, ale także i wieloma innymi rzeczami. A coś negatywnego? Nie ma czegoś takiego. Ciężko by było szukać na siłę takiego zdarzenia, które bym mocno zapamiętał.

– Czyli te słynne community istnieje i nie jest to tylko otoczka marketingowa?

Michał Zalewski 12Community istnieje i to bezapelacyjnie w CrossFicie i w mniejszym bądź większym stopniu da się to zauważyć. Ci ludzie, którzy wcześniej zaczęli trenować i są już od jakiegoś czasu w boxach to doskonale wiedzą o tym, że coś takiego ma miejsce. To oczywiście może być zachwiane, bo w naszym kraju trudno jest o stworzenie takiej społeczności totalnej. Tak jak mówiłem wcześniej o tym szacunku, którego my wymagamy, tak rozumiemy, że ktoś może się z kimś nie lubić bo to jest normalne, ale szacunek do drugiego człowieka jest niezbędny. U nas w kraju trenując w różnych miastach, czasami ta społeczność się gdzieniegdzie zaciera. Jednak jeśli chodzi o społeczność taką stricte boxową to moim zdaniem ona jak najbardziej istnieje, a co najważniejsze to jest ona podstawą do dobrego funkcjonowania każdego boxa. My jesteśmy przeszczęśliwi, że jesteśmy częścią takiej właśnie społeczności.

– Oprócz tego, że w ciągu ostatnich dwóch lat stworzyłeś razem z Moniką i Damianem boxa, to sam także wystartowałeś na dwóch crossfitowych zawodach – The Baltics Throwdown w Rydze oraz Athens Throwdown w słonecznej Grecji. Jak byś to porównał do swoich wyczynów koszykarskich?

Michał Zalewski 17Pierwsza rzecz jest taka, że gdy zacząłem trenować CrossFit po tych wszystkich latach spędzonych w koszykówce, stwierdziłem że na pewno nie będę startował w żadnych zawodach. Ze względu głównie na to, że mam dość jakiejkolwiek presji, stresu przedmeczowego, który towarzyszył mi przez wiele lat. W tej kwestii wydawało mi się, że nie jestem w stanie zrobić cokolwiek więcej, aby uzyskać jakąś satysfakcję z tego powodu. Dlatego też stwierdziłem, że nie będę nigdzie startował tylko będę się realizował jako trener bo to już ten czas. Mijały jednak kolejne miesiące, trenowało się, dochodziło się do coraz to lepszej dyspozycji, osiągało się coraz to lepsze wyniki i tak naprawdę to Damian mnie namówił do tego aby startować w zawodach. Po jakimś czasie więc stwierdziłem, że no dobra, może rzeczywiście warto sprawdzić jakie to uczucie. Dlatego też pamiętam, że moimi pierwszymi eliminacjami były te do French Throwdown czyli do bardzo trudnych zawodów, gdzie ani ja ani Damian się nie dostaliśmy. W międzyczasie były jeszcze jakieś polskie zawody do których nie startowałem, a następnie były duże zawody w łotewskiej Rydze, gdzie dzięki namowom Damiana spróbowałem swoich sił i się dostałem. Wtedy tez stwierdziłem, że skoro udało mi się dostać na takie zawody to nie ma co – jedziemy! Tam na miejscu po pierwszym workoucie byłem w czubie co mnie jeszcze bardziej wzmocniło i stwierdziłem, że to jest fenomenalne uczucie ten cały stres. Poza tym CrossFit to jest sport niezwykle indywidualny, bo w koszykówce nawet gdy coś mi nie wychodziło, to wiedziałem, że na boisku mam jeszcze czterech kolegów obok siebie i komuś coś zawsze wyjdzie. Michał Zalewski 15A tutaj jest 3, 2, 1 i zostajesz tylko ty i tylko od ciebie zależy co zrobisz. To jest totalnie inne uczucie niż w sporcie drużynowym, totalnie inna satysfakcja po wynikach, totalnie inna radość i totalnie inne odczucia. Dla mnie to była kompletna zmiana jeśli chodzi o odczucia i rywalizację. Te zawody pokazały mi też, że można rywalizować, można się sprawdzać, że to jest tak naprawdę test twojej sprawności i tego co robisz codziennie na treningach, możesz się porównać na tle osób z innych krajów i to tak naprawdę dają mi zawody. A Ateny wyszły z tego, że ja generalnie mam taki pomysł aby raz w roku gdzieś sobie wystartować dla zabawy. Ja nie traktuję tego w taki sposób jak wielu innych ludzi, że „albo wygrywać albo w ogóle nie startować”. Ja takie podejście przerabiałem już w koszykówce kiedy wychodziłem na boisko i jedyne o czym myślałem to było zwycięstwo. Więc myślę, że każdy zawodnik lub sportowiec uprawiający jakiś sport to przerobił i niektórym takie podejście zostaje, a ja to traktuję teraz jako totalną zabawę. Dlatego raz w roku na pewno będę gdzieś startował dopóki czas i zdrowie mi na to pozwoli, żeby się sprawdzić, żeby zobaczyć w jakim miejscu jestem, żeby pojechać i poobcować z ludźmi, żeby sobie pogadać, żeby poczuć tę adrenalinę przed startem. Chciałbym też przede wszystkim startować w dużych zawodach, a więc co jakiś czas wybieram sobie jakiś event do którego się względnie przygotowuję, przechodzę eliminacje, jadę i bawię się.

– Które zawody jak na razie były fajniejsze – te w Rydze czy Atenach?

Michał Zalewski 19Ryga była fajniejsza! Przede wszystkim dlatego, że to były moje pierwsze zawody, nie wiedziałem kompletnie jeszcze wtedy jak to wygląda i pojechaliśmy tam wielką ekipą, o czym doskonale wiesz bo sam byłeś na miejscu, i to było prawdziwe wydarzenie w moim sportowym życiu. Naprawdę świetne zawody, fajna organizacja, super miasto i myślę, że każdy z zawodników, którzy tam byli ma podobne odczucia. Ateny natomiast były totalnie inne. Przede wszystkim pojechałem tam nieprzygotowany z różnych względów o których nie chce mi się mówić. Druga sprawa jest taka, że ja z tego wyjazdu bardziej wyniosłem aspekty i korzyści community niż sportowe. Nic tam sportowo nie udało mi się ugrać, bo pod tym względem była klapa co mnie jednak w ogóle nie martwi. Pokazało mi to tylko, że muszę inaczej pracować albo po prostu nie dać się wyprowadzić z dobrej formy przez różne zewnętrzne aspekty. Było jednak super ponieważ miałem okazję jeszcze bardziej zaprzyjaźnić się z Patrycją Horodyńską, Bartkiem Więckowskim, Michałem Dwornikiem czy też Łukaszem Dabbachim z którymi spędziliśmy super tydzień w Grecji. W miejscu gdzie świeciło cały czas słońce, gdzie mieliśmy okazję po każdym treningu sobie pogadać i zjeść wspólną kolację i to było naprawdę świetne.

– A czy w takim razie na chwilę obecną czujesz się bardziej trenerem, zawodnikiem czy może sprawcą zamieszania czyli organizatorem projektu o nazwie CrossFit Białystok?

Ja na dzień dzisiejszy czuję się przede wszystkim trenerem i dążę do tego aby być bardzo dobrym trenerem. Przez to też chciałbym pokazać jak największej ilości Białostoczan, że można być w dobrej formie niezależnie od wieku i sytuacji w jakiej się znajdujemy. A jeśli znajdą się ludzie, którzy stwierdzą, że chcą startować w zawodach, a my uznamy że mają ku temu predyspozycje, to ja przykładam się jeszcze lepiej aby taką osobę wesprzeć, zostać po treningu, dać mu ewentualne rady czy nawet potrenować z nim by był on jeszcze lepszym zawodnikiem. Bo wtedy właśnie taka osoba gdy pojedzie na jakiekolwiek zawody i będzie reprezentowała nasz box, to da mi znacznie większą satysfakcję niż jakikolwiek mój prywatny start na jakichkolwiek zawodach. Zresztą to jest geneza tego miejsca, ponieważ powstało ono głównie po to abyśmy my byli trenerami i mogli się w tym rozwijać, a nie żebyśmy byli lepszymi zawodnikami czy biznesmenami. Byliśmy trenerami, jesteśmy trenerami i dalej chcemy trenować ludzi tak długo jak mi tylko energii wystarczy.

Michał Zalewski 13– Miałeś to szczęście znaleźć się w tej grupie osób, która poznała CrossFit znacznie wcześniej niż wielu innych ludzi. Przez to też chcąc nie chcąc, stałeś się częścią całego tego środowiska w Polsce. Jak jednak oceniasz to w jakim kierunku się ono rozwija przez ostatnie lata?

Zaczynając od początku to było kilka osób które zapoczątkowywało CrossFit w Polsce szybciej niż ja. Ja chciałem to zrobić przede wszystkim tutaj na lokalnym gruncie, choć nas też było kilku, którzy w stronę tego sportu czy też systemu treningowego patrzyli. To, że ja miałem trochę więcej samozaparcia i trochę bardziej zacząłem popularyzować ten sport, to nie czyni ze mnie wielkiego pioniera. Aczkolwiek cieszę się bardzo, że tak się stało. Dalej natomiast idąc tym tropem, to tak podoba mi się to jak to się rozwija. Podoba mi się głównie to, że CrossFit zaczyna być zauważalny – w różnych miejscach, na różnych płaszczyznach czy też różnych konfiguracjach jak ludzie na to patrzą. Podoba mi się to, że coraz więcej osób trenuje CrossFit w Polsce i przede wszystkim coraz więcej osób zaczyna być świadomych czym to tak naprawdę jest. I nie mam tu na myśli tego, że na przykład media to zauważają czy inne postronne osoby, a bardziej tych ludzi, którzy autentycznie codziennie trenują w boxach. I jest właśnie dobre, że otwierają się kolejne boxy, że ludzie tam są trenowani raz lepiej raz gorzej, ale są trenowani czyli są ludzie, którzy działają na korzyść CrossFitu otwierając boxy w naszym kraju. Jak my zaczynaliśmy to świadomych osób tego co to tak naprawdę jest może było z 50-60 osób, co pokazały pierwsze zawody w Krakowie – Reebok CrossFit Fitness Championship. To właśnie na nie przyjechali przede wszystkim ci, którzy w ogóle wiedzieli co to jest. I jak wiem, że wtedy była nas prawdziwa garstka, a teraz jest nas dobrze ponad 10 tysięcy ludzi trenujących CrossFit to jest to świetna sprawa! Bo zobacz, że minęły jakieś 3 lata, a o procentowym wzroście to nawet nie ma co mówić. W całej Europie oraz w samej Polsce są świetne zawody, istnieje masa fantastycznych boxów, jest mnóstwo producentów sprzętu i tak można by wymienić jeszcze sporo.

Michał Zalewski 14– Czyli według Ciebie CrossFit to raczej nie jest moda, która gdzieś tam się pojawiła i zaraz przejdzie?

Całkowicie nie zgadzam się z czymś takim, że jest to moda ponieważ można to bardzo namacalnie sprawdzić. Jeśli bowiem w USA CrossFit w tej komercyjnej formie istnieje od końca lat 90-tych, kiedy to powstały pierwsze boxy i było to już znane, to od tamtego czasu minęło 15 lat. Pomijając już to, że CrossFit jako taki został zapoczątkowany przez Grega Glassmana na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, gdzie trenował kilku sąsiadów i lokalny departament policji. Jednak oficjalnie CrossFit HQ istnieje od 2000 roku, kiedy to firma została zalegalizowana pod tą właśnie nazwą, a więc od tego czasu minęło już 15 lat. Tak więc gdyby to była naprawdę tylko moda, to ona dawno by się już skończyła, a wszyscy by o niej dawno zapomnieli. A tak nie jest. CrossFit w Polsce istnieje od 4-5 lat i w dalszym ciągu także się rozwija, boxy póki co nie padają tylko się otwierają nowe, ludzi których przychodzi jest znacznie więcej niż tych których odchodzi. Wiele osób na przykład odchodzi bo ma jakieś problemy w życiu prywatnym lub zawodowym, ale gdy się z nimi uporają to za pół roku wracają bo to nie jest moda, a prawdziwy lifestyle. To jest coś co rozwija w tych trzech płaszczyznach o których mówi Reebok czyli zmiana społeczna, zmiana fizyczna oraz zmiana mentalna i to się po prostu dzieje, więc o żadnej modzie nie może być mowy.

– Przez te wszystkie lata istnieją ciągle też dwa tematy, które są dość żarliwie dyskutowane na różne sposoby w różnych miejscach. Mam tu na myśli afiliację boxa oraz kursy trenerskie zwane popularnie levelami. CrossFit Białystok na początku swego istnienia nosił nazwę CrossFit Podlasie i nie posiadał afiliacji. Teraz jednak przeszliście już na „drugą stronę” i czy patrząc na to z tej perspektywy afiliacja jest do czegokolwiek potrzebna?

Afiliacja jest zależna od tego, z jakiego punktu się na nią patrzysz. My na początku nie mieliśmy afiliacji ponieważ po pierwsze po prostu nie mieliśmy na nią pieniędzy i to nie był odpowiedni czas abyśmy mogli się tym zająć. Było dużo innych ważniejszych rzeczy którymi się musieliśmy zajmować, a robiliśmy wszystko sami. Bo to nie było tak, że mieliśmy jakiś wielki budżet którym mogliśmy dysponować na lewo i prawo. Więc zaczynaliśmy bez tego dokumentu i się rozwijaliśmy, ale wiedzieliśmy, że pewnego dnia się afiliujemy i pójdziemy o kolejny krok dalej. I tak jak Ci powiedziałem, są w tej chwili dwa punkty widzenia, bo skoro my uczymy CrossFitu, my większość rzeczy zaczerpnęliśmy z tego czym jest CrossFit i tak dalej to my po prostu chcemy być afiliowani. Chcemy być częścią crossfitowej rodziny w sposób całkowicie legalny, chcemy używać tej nazwy i przede wszystkim chcemy być afiliowani, bo chcemy robić wielkie rzeczy. Współpraca z różnymi firmami związanymi z firmą CrossFit wymaga od nas afiliacji, bo my chcemy być częścią CrossFitu nie tylko w Białymstoku czy Polsce ale także i Europie. Więc dla nas jest to tak samo przywilej jak i też atut że jesteśmy afiliowani. Wiesz, to jest strasznie ciężki temat, bo wyobraź sobie na przykład człowieka który ma oszczędności, zakochał się w tym systemie treningowym, jest trenerem personalnym, a więc ma na koncie już masę treningów personalnych i otwiera on mały klub na 100 metrów, ale nie stać go aby w danej chwili zapłacić 3 tysiące dolarów za afiliację. Nie można mu jednak odmówić tego, że to co on robi to robi to z pasji lub też miłości. To jest też rozgraniczenie bo teraz go nie stać lub po prostu woli te pieniądze zainwestować w sprzęt do swojego miejsca typu sztangi czy ergometr wioślarski. I OK, nie powinien on używać nazwy CrossFit jeśli chodzi o reklamę, bo jest to po prostu zastrzeżone, ale dalej może trenować ludzi, dalej może prowadzić treningi personalne bądź funkcjonalne skoro ma o tym pojęcie. I oczywiście to jest abstrakcja ale o takim człowieku nie można powiedzieć, że robi coś źle. Aczkolwiek jeśli ktoś chce robić prawdziwy CrossFit i oprzeć na tym wszystkim całą swoją działalność i swój biznes oraz oprzeć to o całą ideologię crossfitową, to jak najbardziej powinien taką afiliację mieć.

Michał Zalewski 16– A co jeśli chodzi o levele – wartościowe czy nie wartościowe? Potrzebne czy niepotrzebne?

Czy jest wartościowy? Jest to na pewno fajny, ciekawy i specyficzny kurs. Jest to też system, jakikolwiek ale jednak system szkolenia trenerów, z tym że w tym systemie są moim zdaniem pewne błędy. Bo ciężko jest wyszkolić trenera w jeden dzień w jakikolwiek sposób. Więc daje to na pewno pogląd na to czym jest CrossFit dla tych ludzi, ale nie zmienia to faktu, że po dwudniowym kursie nikt nie zostanie trenerem. Jest to po prostu niemożliwe i jest to dla mnie osobiście taki dobry początek na start. Zresztą biorąc pod uwagę to, że sam kurs jest drogi to w tej samej chwili wchodzi także hierarchia wartości – czy lepiej za 4 tysiące złotych zrobić kurs Level 1 czy na przykład kurs za podobne pieniądze na trenera podnoszenia ciężarów czy też gimnastyki sportowej, który trwa nawet rok czy dwa. Więc tutaj trzeba to także rozgraniczyć, a więc jeśli ktoś nie ma ograniczonego budżetu to proszę bardzo, niech jedzie i robi. Taka osoba zobaczy wtedy jak to wygląda od środka, a szczególnie te osoby, które wcześnie nie miały z tym żadnej styczności. I podobnie jak z afiliacją tak i tutaj zależy wszystko od punktu z jakiego się na to patrzy. Jest to też jednak ciekawe ze względu na to, że ma się możliwość poprzebywania z ludźmi którzy zjedli na tym zęby i mają przez to potężną wiedzę.

– Jakie cechy lub umiejętności musi mieć idealny trener w boxie?

Przede wszystkim musi mieć totalny background sportowy i to jest chyba taka podstawa na dzień dzisiejszy. Przede wszystkim fajnie by było jakby zjadł zęby na jakiejś dyscyplinie sportowej. Może to być były zawodnik lub moim zdaniem fajną rzeczą jest skończenie jakiegoś AWF-u, który daje fajny pogląd na wiele różnych dyscyplin sportu i metodykę nauczania czyli coś czego brakuje wielu osobom, które po prostu postanowiły zostać trenerem. Przez cale życie ktoś robił coś innego ale sobie wymyślił, że zostanie właśnie trenerem – i taka osoba także może być zajebistym trenerem. Z tym że nie wiąże się to z tym, że ja potrafię wykonywać super rwanie, czy ja potrafię zrobić znakomitego muscle upa, tylko trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy ja potrafię nauczyć kogoś rwać czy też potrafię nauczyć kogoś podciągać się na drążku. Każda osoba, która chce zostać trenerem powinna sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest ona w stanie rozłożyć na czynniki pierwsze, bardzo metodycznie podejść do tego aby kogoś czegoś nauczyć danego ćwiczenia. I to właśnie daje zarówno background sportowy lub też skończenie wyższych studiów w tym kierunku, po których znasz fizjonomię ludzkiego ciała. Więc najważniejsze w trenerze jest to czy ma on podstawy do tego aby uczyć ludzi danych rzeczy oraz to jaką ma osobowość. Czy jest na pewno cierpliwy, czy umie powtórzyć po 1000 razy jedną i tę samą rzecz i się przy tym nie wkurzyć, czy umie też zauważyć i wychwycić błędy u ćwiczących. Drugą sprawą jest to, że wiele z tych rzeczy bierze się dopiero z doświadczenia, bo możesz mieć masę dokumentów zgromadzonych przez ostatnie dwa lata, a i tak nigdy nie będziesz dobrym trenerem bo nie masz tego czegoś, po prostu.

– Czy otwierając boxa zakładałeś taką możliwość, że trenerami będą twoi wychowankowie?

Tak, bo to była podstawa tego jak bym chciał aby to wszystko wyglądało. Na samym początku kiedy prowadziliśmy dużo klas intro czyli takich zajęć na które składał się wykład oraz pierwszy trening, to zawsze podkreślałem to, że bardzo bym chciał aby za rok, za dwa czy trzy, abyście to wy zajęli nasze miejsca. Byłem pewny już wtedy, że znajdą się takie osoby , które będą chciały iść tym samym tropem co my, a my damy takim ludziom szansę. Teraz zaś potwierdzamy to, bo naszych 3 trenerów jest naszymi wychowankami. Są to osoby, które mają odpowiednie kwalifikacje, wiedzę i umiejętności aby być w takim właśnie miejscu.

Michał Zalewski 20– Jesteśmy niedługi czas po zakończeniu drugiej edycji Amarok East Side Challenge. Powiedz jak się tworzy największe święto crossfitowe w tym kraju?

Wszystko poparte jest ciężka pracą czyli po prostu siadasz i zaczynasz się zastanawiać jak by to mogło wyglądać, a także dyskutujesz o tym co by fajnie aby było, a co jest po prostu zbędne. To jest zawsze twój pogląd z którym zawsze ktoś się może nie zgodzić, komuś może czegoś brakować, a czegoś innego może być wręcz za dużo. My każdy projekt jaki stworzyliśmy z Damianem i Moniką zawsze zaczynamy od tego samego – od czystej kartki papieru. Wtedy po prostu siadamy i zaczynamy spisywać wszystkie swoje myśli i punkty, które muszą się zdarzyć żeby się udało i aby wypracować daną rzecz. No i tych punktów w przypadku małych projektów jest kilka, a przypadku dużych rzeczy jest ich kilkadziesiąt. Później po kilku dniach takiego spisywania zaczynamy ustalać priorytety co jest mniej, a co jest bardziej ważne i przechodzimy do realizacji rozdzielonych między siebie zadań. Co jakiś czas wykreślamy kolejne punkty lub dopisujemy także nowe. Kiedy natomiast przychodzi ten odpowiedni czas to spoglądasz na tę kartkę papieru i widzisz, że z tych kilkudziesięciu punktów zostają ci już zaledwie 2 czy 3, a wtedy jest już pewne, że wszystko się uda. My przy tworzeniu Amaroka chcieliśmy przede wszystkim angażować innych ludzi, bo nie chcieliśmy do końca tego, abyśmy później mówili, że „to jest nasz event i zobaczcie jacy my to jesteśmy świetni”. Znacznie bardziej zależało nam na tym, aby to było prawdziwe święto tej społeczności crossfitowej w Polsce. Wiesz, mamy też sporo firm którym proponujemy współpracę, mamy trochę przyjaciół w świecie crossfitowym, których ZAWSZE mile widzimy, bo chcemy tak z czystego serca aby byli częścią takich projektów razem z nami. I stąd się to wszystko bierze, że tak jak już wcześniej mówiłem – robimy dokładnie takie zawody w jakich chcemy sami startować i brać udział.

– Jakie więc w twojej opinii największe różnice pomiędzy edycjami z 2014 roku, a tą z 2015?

Amarok East Side Challenge grupaPrzede wszystkim w roku 2014 kiedy my sobie wymyśliliśmy, że zrobimy takie zawody to firma Amarok Nutrition dopiero powstawała. Pomimo tego mieliśmy bardzo dobry kontakt z szefem tej firmy czyli Filipem Syrylakiem i musieliśmy sobie po prostu obustronnie zaufać. Od początku wiedzieliśmy też, że chcemy zrobić duże zawody, a więc zaczęliśmy to dłubać bez jakiegokolwiek wsparcia z zewnątrz. Odbyliśmy naprawdę setki rozmów i wiele osób nam po prostu nie zaufało, bo uważało, że nie jesteśmy w stanie zrobić czegoś dobrego w Polsce. Inna też sprawa, że w tamtym czasie nie byliśmy jeszcze znani w Polsce, bo nigdzie specjalnie nie startowaliśmy, a przez to też nie byliśmy rozpoznawalni. Super sprawą było jednak to, że zaufali nam tacy ludzie jak Bartek Macek, jak Łukasz Wysocki i to było świetne że do tego grona dołączyły też takie firmy jak Training SHOWroom czy STEELSTORM. W tamtym roku było też tak, że wiele osób, które przyjeżdżało do Białegostoku kompletnie nie wiedziało co ich czeka, a wiele osób nam odmówiło wzięcia udziału w eliminacjach. Co jednak dla nas było ważniejszym pozytywnym kopniakiem to fakt, że zaufali nam zawodnicy z CrossFit Regionals i było to potwierdzenie tego, że idziemy w dobrym kierunku. Po samym evencie w 2014 roku, który był dobrymi zawodami, dobrze przemyślanymi i przede wszystkim trudnymi wszystko jednak się odkręciło. Dzięki też temu w tym roku było nam już o wiele łatwiej bo znacznie więcej osób nam zaufało. Większość osób z tego naszego środowiska już wiedziała, że robimy dobre zawody, a my musieliśmy to tylko potwierdzić dopracowując pewne szczegóły. Ja też powtarzam cały czas, że my w Białymstoku nie jesteśmy w stanie zrobić największych zawodów ze względu na brak dwóch podstawowych rzeczy przy takich wydarzeniach – lotniska oraz dużej hali sportowej, która da nam jeszcze większe możliwości. I nigdy nie będziemy rywalizować z takim French Throwdown czy innymi tego typu zawodami, bo nie mamy takiej bazy. Ale za to możemy zrobić najbardziej profesjonalne zawody w Europie i robimy wszystko aby tak właśnie było. I robimy to w taki sposób, żeby zawodnik, który dociera do Białegostoku na Amarok East Side Challenge, żeby wiedział że będzie traktowany jak zawodnik. Taki człowiek musi mieć zapewnioną swoją strefę, swojego masażystę, dobry pakiet startowy, posiłki, pokój w którym będzie cisza i spokój i tak dalej czyli po prostu wszystko będzie zrobione pod zawodnika. Musi być bardzo mocne rozgraniczenie, że zawodnik to jest zawodnik, a kibic to jest kibic. Bo w 95% zawodów jest tak, że zawodnik, który przyjeżdża na zawody dostaje butelkę wody i tshirt tak jak to mieliśmy na przykład w Atenach, gdzie nawet nie było szatni abyśmy się mogli przebrać. Super dwudniowe zawody, super zawodnicy ale odpoczywać musieliśmy leżąc na trybunach między krzesełkami. I to jest właśnie ta różnica, że niby są duże zawody w ogromnym europejskim mieście i jest super – ale czy jesteś traktowany do końca jako profesjonalny zawodnik? Z tym bym się chyba nie zgodził. My robimy wszystko tak aby zawodnik czuł się jak zawodnik, a kibic dostał prawdziwe Igrzyska. Ważne dla nas jest również to, żeby wszystko to co kibic widzi na arenie zmagań było jak najbardziej czytelne i przejrzyste. Musi być więc zachowana równowaga pomiędzy tym co odczuwa kibic i tym co odczuwa zawodnik, więc zawody nie są organizowane tylko i wyłącznie dla kibiców i tylko wyłącznie dla zawodników. To musi być po prostu prawdziwy spektakl z pełną interakcją, co było totalną podstawą tego co my chcemy osiągnąć. Ten profesjonalizm który chcemy osiągnąć w każdym calu. Oczywiście są rzeczy, które musimy poprawić ale jesteśmy tego świadomi w stu procentach i wiemy, że nad wieloma jeszcze musimy pracować. I jeśli zbierzemy się do tego aby zorganizować takie zawody w przyszłym roku, to zrobimy wszystko aby były one jeszcze lepsze i bardziej profesjonalne.

Amarok East Side Challenge 2015 19

– A czy gdy podejmowaliście decyzję o tym, aby AESC był pierwszą biletowaną crossfitową imprezą w Polsce to wiedzieliście że jest to dobra decyzja?

Taką decyzję podjęliśmy głównie dlatego, że wiedzieliśmy, że już rok wcześniej kiedy znacznie mniej osób nam zaufało, a i tak hala wypełniła się po brzegi. To w tym roku skoro już wszyscy wiedzieli co to jest, to było pewne, że po prostu hala pęknie. Dlatego bilety były najbardziej naturalnym sposobem na to aby ograniczyć napływ ludzi. Bo jak inaczej mieliśmy to zrobić? Było natomiast tak, że już po trzech dniach od informacji o sprzedaży biletów był totalny sold out i wtedy zaczęły się prawdziwe schody. Bo dopiero wtedy my przez jakieś 3 tygodnie dostaliśmy, nie chciałbym skłamać, ale dobrze ponad 400 maili w chwili gdy mieliśmy wszystkie bilety sprzedane. I w każdym z nich były prośby o 1, 2 czy 10 biletów. Do tego też odzywali się do nas nasi najbliżsi partnerzy z podobnymi prośbami ale im także musieliśmy odmawiać. Jednak cała pula była wyczerpana niemal już od początku co było dla nas nie małym zaskoczeniem. I dla nas też było strasznie przykro, że musimy tym wszystkim osobom odmawiać ale niestety hala ma swoją pojemność i tego przeskoczyć nie możemy. Co swoją droga też jest przykre, że Białystok nie ma póki co większego obiektu.

– Czy możesz już teraz potwierdzić to, że w 2016 roku Amarok East Side Challenge się odbędzie?

Pomysł jest, chęci są jak najbardziej ale to życie dopiero pokaże, bo nie wiemy co się wydarzy w najbliższym czasie. Są już firmy które są zainteresowane tym aby nas wesprzeć w tym projekcie, wszyscy na to czekają aby coś takiego się odbyło, tylko że to jest duży ogrom pracy czyli praktycznie dodatkowy etat. I tak w jednej chwili prowadzisz boxa, prowadzisz treningi, jesteś trenerem personalnym i do tego organizujesz jeszcze AESC. I w pewnym momencie nie masz życia prywatnego, nie śpisz i organizujesz po prostu dobre zawody i na tym się skupiasz, co jest po prostu ciężkie. Ja osobiście bym bardzo chciał aby w 2016 roku odbyły się jeszcze większe zawody niż w tym roku.

– Zanim jednak AESC 2016 to czeka was kolejne duże wyzwanie czyli nowy box. Tym samym już w najbliższą sobotę CrossFit Białystok dołączy do wąskiego grona boxów w Polsce, które będą posiadać dwie lokalizacje. Z czego jednak wynika powstanie drugiego miejsca?

Powstanie drugiego miejsca wynikło tylko i wyłącznie z tego, że na Marczukowskiej 6 nie ma już możliwości przyjęcia większej ilości klientów. To znaczy dokładnie to, że od jakichś 10 miesięcy borykamy się z tym, że w gorącym okresie zdarzają nam się klasy które liczą nawet po ponad 30 osób. Minimum raz w tygodniu taka klasa się zdarza i my z tego nie jesteśmy w żaden sposób dumni, bo nie uważamy, że tak to powinno wyglądać. Cieszy nas frekwencja, cieszy nas to że nasza społeczność jest tak ogromna, że mamy tylu klientów, bo to jest niesamowite uczucie wiedzieć że tylu ludzi nam ufa. Ale gdy stajesz o godzinie 19 i masz na klasie 30 osób i 20 sztang, to nie jest w żaden sposób wymarzona sytuacja. Nasz box ma chyba największą ilość klas w ciągu jednego dnia spośród wszystkich boxów w Polsce, czyli tak naprawdę nie ma już możliwości mieć więcej godzin. Nikt przecież nie będzie przychodził na godzinę 14, bo ludzie pracują i mają swoje inne obowiązki. Więc my pracujemy praktycznie non stop aby każdy znalazł w boxie swoje miejsce. I teraz komu masz z tych 30 osób odmówić? Pokazać palcem, że ty i ty nie wchodzicie? A przecież inne klasy też są pełne. Nam także pracuje się znacznie lepiej kiedy mamy na klasie 16 osób.

CrossFit Białystok box

– A czy nie myśleliście o zapisach na zajęcia?

Myśleliśmy i to bardzo poważnie, ale w naszej sytuacji to i tak by nic nie zmieniło, a stałoby się tak, że niektóre osoby nie trafiałyby na trening w ogóle. Poza tym zapisy są super sprawą dla nas bo wprowadzają względny porządek, ale są dość słabą sprawą dla klientów, bo muszą oni coś kliknąć lub też się odkliknąć. Taki też system nie może też działać bez jakiegoś systemu kar, bo może dochodzić do sytuacji, że ktoś się kliknie a na zajęcia nie dotrze. I jeśli to się powtórzy raz, drugi czy trzeci, to przez taką osobę inni trenujący będą tracić okazje do treningu. Dlatego jeśli będzie totalny harmider to będziemy myśleli nad zapisami ale teraz raczej takiego tematu nie będzie bo właśnie otwieramy tego drugiego boxa. Były tak naprawdę dwie opcje i jedna z nich były przenosiny do większego boxa i wzięcie od razu hali na 1000 metrów i zrobienie w takim miejscu dwóch klas o jednej godzinie. Jednak gdy patrzymy na takie miejsca to nam osobiście brakuje w takich miejscach prawdziwej duszy boxa. Teraz jesteśmy związani z Marczukowską strasznie, bo stworzyliśmy to miejsce własnymi rękoma. Siedzieliśmy tu długimi godzinami, wszystko zrobiliśmy własnymi rękoma i zostawiliśmy tu masę własnego serca, a więc nie chcieliśmy zostawiać tego miejsca. Dlatego poszukiwanie drugiego nowego miejsca trwało dobre 10 miesięcy i było okupione wieloma nerwami o rozmowami oraz rozpatrywaniem wszystkich za i przeciw takiego rozwiązania. Teraz jednak uważam, że był to znakomity krok.

– Czy te boxy będą się od siebie różnić, a co będą miały wspólnego i dlaczego warto zajrzeć do tego drugiego?

Wspólni będą przede wszystkim ludzie którzy już od dawna tworzą CrossFit Białystok – zarówno sami trenerzy jak i też klubowicze. Mając jeden karnet każdy będzie mógł sobie wejść do obydwu tych miejsc, co będzie sprawiać, że jeśli ktoś rano ma bliżej do jednego to niech idzie do niego, a jak pracę ma bliżej drugiego to niech zajrzy tam. My trenerzy, a już szczególnie ja z Damianem, będziemy bardzo obecni w obydwu miejscach i będziemy chcieli dawać jeszcze więcej energii na swoich klasach. Nie będzie więc tak, że w danym miejscu już na przykład danego trenera się nie zobaczy. Co będzie innego w nowym boxie? Przede wszystkim to, że będzie on stworzony w oparciu o doświadczenie jakie wynieśliśmy z tego miejsca czyli będzie on większy, będzie tam jeszcze więcej możliwości na robienie różnych rzeczy, ale jest też zrobiony na wzór tego pierwszego. Jednak najważniejszą rzeczą oczywiście będzie społeczność, a więc do którego miejsca by się nie zajrzało, to będzie nadal ten sam CrossFit Białystok.

– Miewasz jakieś chwile zwątpienia lub słabości? Jak sobie z nimi radzisz?

Wydaje mi się, że nie ma takich ludzi, którzy czasami nie musieliby zastanowić się nad czymś. I nawet nie chodzi tu o słabość ale o to, żeby się po prostu zatrzymać na chwilę i ja także mam takie momenty. Jak wiesz ja w tym roku zorganizowałem sobie taką karuzelę, że budowałem dom, w międzyczasie brałem ślub, organizowałem w jakimś stopniu wesele, Amarok East Side Challenge, prowadziłem boxa, a do tego planowałem urodziny boxa, które już niebawem będą wielkim wydarzeniem. I to wszystko zdarzyło się na przestrzeni zaledwie 6 miesięcy, a więc ciężko jest przejść obok tego wszystkiego tak totalnie na luzie organizując same duże rzeczy. Przychodzi więc w końcu taki dzień, że kompletnie nie wiesz za co się chwycić, bo za tydzień bierzesz ślub, tu ocieplają ci dom, kładą sufit w nowy boxie, rezerwujesz salę na urodziny boxa, a tu zbliża się AESC i trzeba przygotować karty sędziowskie lub pojechać na spotkanie z jakimś partnerem. Wtedy siadasz i mówisz sam do siebie, że kurde ale nie wiem za co się chwycić. Tylko to też jest kwestia porządku w twojej głowie i dobrego sposobu na odstresowywanie się co w moim przypadku sprowadza się do myślenia o pozytywnych rzeczach. Na szczęście też mam umiejętność włączenia głowy tylko na jeden projekt, a kiedy zmieniam projekt to wyłączam w głowie ten pierwszy czyli staram się nie myśleć o wszystkich rzeczach na raz, bo to właśnie najczęściej powoduje wszelkie chwile zwątpienia.

Michał Zalewski 21

– Jesteś szczęśliwy?

Jasne, stary! Szczęście to jest pojęcie nienamacalne i dla każdego z nas jest to coś innego. Dla mnie szczęście to jest samorealizacja i spokój. Wstaje rano i nic mnie nie przerażą, że coś będę musiał zrobić. Wstaję natomiast rano i uśmiecham się, że będę mógł to zrobić oraz kładę się spać z uśmiechem na ustach i śpię dobrze. Otaczam się w swoim życiu fantastycznymi ludźmi, nie ma problemów zdrowotnych, jestem szczęśliwy bo nic mi nie brakuje, a wiem, że jeśli czegokolwiek będzie mi brakowało to po to mam to zdrowie i dwie ręce, żeby sobie na to po prostu zapracować.

– I oby tak waśnie było. Dzięki bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję!

W tym oto momencie w poprzednich edycjach tego cyklu materiał dobiegał końca ale dziś będzie inaczej. Wszystko to dlatego, że podczas już samej rozmowy, a następnie podczas słuchania jej w domu, postanowiłem że fajnie będzie w przypadku Michała zrobić coś ekstra. Tak jak on robi to bardzo często wobec swoich kolegów, współpracowników czy też podopiecznych. Dlatego też zapytałem parę takich osób o to za jakiego trenera i człowieka uważają Michała. Bo czyż to nie ludzie nas otaczający świadczą o nas, a o trenerze nie świadczą przede wszystkim opinie jego podopiecznych? A więc sprawdźmy to jakim typem jest Michał! 😉

Monika Hedożko – Współwłaścicielka CrossFit Białystok, podopieczna, koleżanka

Michał jest osobą, która wie co chce osiągnąć w życiu. Jest bardzo ambitny i konsekwentnie dąży do celu. Jeżeli założy sobie jakiś cel (zarówno w życiu zawodowym jak i osobistym 😉 ) to realizuje go na najwyższym poziomie. A jako wspólnik? Nie mogłabym mieć lepszego! Takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednego!

Damian Truchel – Współwłaściciel oraz trener CrossFit Białystok, kolega

Nasz Złotousty… Mam szczęście, że trafiłem na „złotoustego” Michała na swej drodze. Nie rozpisując się Michał zawsze osiąga wyznaczony przez siebie cel. Dlaczego? To jest proste, bo jak to powiedział Steve Jobs: “Your work is going to fill a large part of your life and the only way to be truly satisfied is to do what you believe, it’s great work. And the only way to do great work is to love what you do.” Michał robi to co kocha i dlatego zawsze będzie sobą!

Aneta Sadowska – Podopieczna

Michał Zalewski jest osobą wymagającą, zarówno od nas jak i od siebie. Jeżeli chce coś osiągnąć to wytrwale dąży do celu. Pokazuje, że zawsze stać nas na więcej tylko musimy w siebie uwierzyć, mobilizuje do dalszej pracy i podnoszenia sobie poprzeczki, dzięki czemu stajemy się silniejsi fizycznie oraz mentalnie. Michał dla wielu zawodników jest inspiracją w pokonywaniu własnych słabości i rozwijaniu swoich umiejętności.

Michał „Misiek” Karczewski – Podopieczny

Michał jest człowiekiem oddanym swojej pasji i zaraża nią innych. Jeżeli za coś się zabiera czy podejmuje się czegoś to zrobi wszystko co w jego mocy żeby to wypaliło. Profesjonalista, pod każdym względem, człowiek niezwykle sympatyczny z którym od razu łapiesz kontakt. Na treningach skupiony, a po treningu poświęca czas każdemu kto tego potrzebuje, na pewno wiele osób spędziło długie godziny rozmawiając z nim przy recepcji. Ciężko jest pisać o nim, bo Michała trzeba po prostu poznać osobiście.

Klara Iwaszko – Podopieczna

Michał… jest osobą, która codziennie pokazuje, jak mało znaczą słowa “nie dam rady”. Jedna pochwała od niego motywuje bardziej, niż setki od innych, bo jego krytyczne oko zawsze wychwyci rzeczy do poprawki – „Dobrze, tylko dwa razy szybciej.” Jest niesamowitym w każdym tego słowa znaczeniu człowiekiem, trenerem, CrossFitterem, przyjacielem, motorem napędowym community CFB.

Filip Syrylak – Szef Amarok Nutrition

Moja znajomość z Michałem początkowo miała charakter czysto biznesowy, jednak wspólna idea (organizacja AESC) pozwoliła mi poznać go lepiej. I choć najczęściej rozmawiamy telefonicznie, a osobiście widzimy się raz, dwa razy w roku, to nie mam żadnego problemu ze stworzeniem „profilu psychologicznego” 😉 Zdecydowany, solidny, konsekwentny i lojalny. To facet który wie czego chce, a co jeszcze ważniejsze wie jak to osiągnąć i po prostu działa. Niesamowite jest też dla mnie to, że ma wokół siebie tak zgraną i oddaną grupę ludzi – to o czymś świadczy… Mam cichą nadzieję że zrealizuje wszystkie swoje plany, a nasza znajomość i partnerstwo będzie trwało dopóki obaj będziemy aktywni 😉

Czy muszę dodawać coś więcej? Cieszę się jednak z tego, że tacy ludzie są w pobliżu mnie. A jeśli ktoś jeszcze chciałby coś dodać na temat Michała to zapraszam do korzystania z komentarzy – czy to tutaj na blogu, czy to na moim fanpage!