CrossFitLudzieO wszystkim

Normalni Nienormalni – Dawid Kujawski

dodany przezKamil Timoszuk 31 lipca 2016 0 Komentarzy

Dawid Kujawski, postać na polskiej scenie CrossFit, która jest od bardzo dawna ale przez wiele osób jest zupełnie niedostrzegana. Ostatnie zawody LOGinLAB w moi odczuciu trochę wyłoniły Dawida z cienia ale mam nadzieję, że dopiero moja rozmowa z nim pokaże wam jego prawdziwe oblicze.

Z Dawidem chciałem pogadać już na długo przed przyjazdem do Krotoszyna z przynajmniej kilku względów. Po pierwsze dlatego, że od jakiegoś czasu był on dla mnie swoistą zagadką z racji tego, że im więcej się o nim dowiadywałem, tym bardziej zaskakujące dla mnie było to jego „ukrycie”. Mało kto wymieniając ludzi, którzy tworzyli tą scenę w Polsce wymienia go obok Rommela Picona, Bartka Macka czy jeszcze kilku innych osób, a powinni.

Ja z Dawidem od jakiegoś czasu mijałem się na różnych zawodach w Polsce, gdzie się pojawiał w różnych rolach. Na zawodach jak to na zawodach – przeważnie każdy ma swoje obowiązki, zajęcia i nie ma na to specjalnie czasu. Trzydniowa impreza w Krotoszynie wydawała się być idealna do tego aby takowy czas znaleźć. Jednak to była teoria, a praktyka wyszła trochę inaczej. A dokładniej rzecz biorąc, po piątkowej, wieczornej nieudanej próbie, w sobotni wieczór, kiedy Dawid miał chwilę pozornego wolnego, zabrał mnie na moją prośbę do swojego boxa (który jak wszystko inne w Krotoszynie leży nieopodal rynku) i poświecił mi chwilę na rozmowę.

Do prawie 2 w nocy 🙂 Zapraszam do czytania!

Dawid Kujawski 12

W jaki sposób pojawił się CrossFit w Twoim życiu?

– CrossFit w moi życiu pojawił się w momencie, kiedy pojechałem na studia do Danii i tam dostałem stypendium międzynarodowe. Było to w szkole Gerlev Idrætshøjskole. I wygląda to tak, że jedziesz tam na 4 miesiące i realizujesz projekt „Sport for all education” czyli „Edukacja sportu dla każdego”, który ma nauczyć wiązać relacje społeczne poprzez sport. Nie ważne czy to będzie taniec, koszykówka, piłka nożna czy CrossFit – masz użyć tego przede wszystkim do budowania relacji społecznej. Ja przyjeżdżając do tej szkoły, zapisałem się na panel Fitness, a gdy to zrobiłem to przekształcono go w panel CrossFit. Wtedy tez przez 4 miesiące, dzień w dzień trenowałem CrossFit i uczono mnie jak używać go do budowania relacji społecznych.

Jak więc wyglądają takie zajęcia?

– To jest tak, że mieszkasz w campusie i dostajesz tam jeden klucz, który oprócz tego, że otwiera drzwi do twojego pokoju, to na dodatek otwiera wszystkie pomieszczenia typu basen, sala gimnastyczna, sala do gry w kosza czy box crossfitowy. Jedynym wymogiem korzystania z tego jest to abyś po wyjściu to po prostu za sobą zamknął. Samo życie w campusie wygląda tak, że żyjesz, spotykasz się i jesz z tymi samymi osobami przez 4 miesiące, trenujesz 2-3 razy dziennie CrossFit, a do tego masz zajęcia uzupełniające – psychologia sportu, leadership education, pływanie, bieganie i cokolwiek innego na co się tam zapisałeś. Jest to trochę bardziej skomplikowane do wytłumaczenia, ale tak to wygląda w ogólnym zarysie.

Dawid Kujawski 1No dobra, a jak wyglądają same zajęcia CrossFit? Czy to jest coś na wzór rozszerzonego kursu Level 1?

– Nie, to jest bardziej tak jakbyś przyszedł do jakiegoś boxu na 4 miesiące i poddał się tamtejszemu programowaniu. W zamian za to dostajesz mnóstwo treningów w parach i ogólnego zrozumienia techniki i poczucia świadomości własnego ciała. A całą tę wiedzę sprzedają ci w naprawdę świetny sposób.

A kto prowadzi te zajęcia? Czy to są jacyś byli sportowcy czy może ktoś inny?

– Teraz jest to dwóch chłopaków, którzy nazywają się Morten 🙂 Jeden z nich jest byłym już gimnastykiem, który startował w tamtejszej drużynie narodowej plus oczywiście Level 1. Drugi jest wyznawcą Ido Portal plus oczywiście Level 1. Był też wcześniej Sutton Atkins z Wielkiej Brytanii, który jest mistrzem świata w speed skating na łyżworolkach. On był moim pierwszym trenerem CrossFit i jest on prawdziwym zapaleńcem sportowym, bo w każdej kategorii wiekowej w jakiej startował w speed skating to wszystko wygrywał. I do tego prowadzi specjalne treningi core czyli tego czucia głębokiego, plus jest pasjonatem psychologii sportu. To jak on potrafi ci zryć banię i na przykład wytłumaczyć dlaczego się poddajesz, to ja nie mam pytań. Po czymś takim łapiesz motywację w tej samej chwili. I to właśnie ten skład zajmuje się programowaniem zajęć i łączeniem ją w fajną logiczną całość. Dzięki temu przez pierwsze dwa tygodnie masz samą gimnastykę, później łapiesz za sprzęt, ale najpierw czysta technika. Uczysz się różnego rodzaju systemów, tłumaczone są ci tabaty i tym podobne podstawy. To wszystko po to abyś zrozumiał podstawy czegokolwiek i potem zrozumiał wszystko to co jest przekazywane później.

OK, a więc skończyłeś tę szkołę i co dalej?

– Wróciłem do Polski i zacząłem kończyć swoje studia ponieważ równolegle kończyłem magisterkę w Polsce. Wziąłem sobie wtedy czynną dziekankę dzięki czemu mogłem uzupełnić przedmioty po powrocie do kraju. W tamtym czasie studiowałem też dwa kierunki na raz – wychowanie fizyczne i turystykę i rekreację. I w tym samym czasie kiedy miałem licencjat z wychowania fizycznego, to także broniłem się z turystyki i rekreacji. Nie kończyłem już jednak licencjatu z wychowania fizycznego, bo uznałem że ta wiedza jaką dostałem w Danii kompletnie się nie zazębia z tym co dostaję na AWF w Polsce. Niestety prawda jest taka, że AWF-y w Polsce są straszne.

Wtedy też nastał czas moich podróży po świecie za pracą i nie tylko. Pracowałem jako kelner na Wyspach Kanaryjskich, na obozach sportowych na Ukrainie i w paru jeszcze innych miejscach. Na koniec jednak postanowiłem, że napiszę do swojej szkoły w Danii czy przypadkiem nie potrzebują tam u siebie trenera. Tak się tez złożyło, że w Danii odbyły się zawody crossfitowe, które nie tyle wygrałem co zmiażdżyłem konkurencję 😉 No i po tym jak wszyscy mnie tam chwalili, to poleciałem do Egiptu popływać na kite surfingu, a po powrocie dostałem wiadomość ze szkoły, że jeśli mam ochotę to mogę wpadać na dwa miesiące. I po tym jak skończył mi się ten kontrakt, to dzień przed powrotem do kraju dostałem propozycję zostania na kolejne dwa miesiące z racji tego, że byli zadowoleni z mojej pracy. Po tym gdy skończył się ten okres w którym pracowałem już jako pełnoprawny trener/nauczyciel, wróciłem do Polski i załatwiłem sobie pracę tu na miejscu. Jednak oni chcąc podpisać ze mną kontrakt na kolejną zimę, zaprosili mnie do siebie aby przedstawić warunki tego kontraktu. A w tym kontrakcie zobaczyłem, że w ramach zajęć będę musiał polecieć sobie do Los Angeles, na Wyspy Kanaryjskie i do Norwegii aby uczyć tam CrossFitu oraz snowboardu, gdzie zapłacą mi za bilety i wszystkie wypracowane tam godziny 🙂 Tak więc mocno się podrapałem po głowie i po szybkiej chwili namysłu zostałem tam 😉 Wtedy polecieliśmy w pierwszej kolejności do Norwegii uczyć się tego snowboardu, gdzie jestem także instruktorem jazdy na desce. Później na Wysypy Kanaryjskie do takiego ośrodka La Santa, gdzie co roku odbywa się Iron Man w Lanzarote. Mieszkamy w wielkim hotelu, który jest też obiektem sportowym z basenami olimpijskimi, polami golfowymi, kortami do tenisa i wieloma innymi sportowymi udogodnieniami. Później zaś Los Angeles i trip po boxach dzięki któremu mam pewne kontakty w USA.

Dawid Kujawski 4Jak to się więc stało, że osiadłeś w Polsce?

– Ja przez ten cały okres pracy ja bywałem w naszym kraju co jakiś czas na tydzień dwa. I przy którymś takim pobycie zgadaliśmy się z kilkoma chłopakami z Krotoszyna, że fajnie by było ich trochę pozarażać CrossFitem. Ja natomiast oryginalnie jestem z Krotoszyna, gdzie się urodziłem i mieszkałem. Jednak po 18 roku życia z racji wszelkiego rodzaju wyjazdów i tym podobnych trochę mnie nie było. Wtedy też jak wróciłem spotkałem pierwszy raz Rommela Picona w boxie z którym stoczyłem pierwszy crossfitowy pojedynek, który wygrałem i będę mu to wypominać do końca życia 😀 Później gdzieś tam przewinęło się Open, do którego może gdybym się przyłożył, to by coś z tego było. A tak traktuję to po prostu jako dobrą zabawę i fajne spędzanie czasu. Poza tym, jak już zdecydowałem się, że zostanę w Polsce na dłużej to chciałem otworzyć boxa. Dostałem na to dofinansowanie z jakiegoś urzędu plus miałem odłożonej trochę swojej kasy z mojej pracy za granicą, a więc tak sobie powoli dłubałem. Zaczęli się pojawiać pierwsi klienci, ja starałem się bardziej tworzyć grupy żeńskie w boxie i bardziej w tę stronę to sprzedawać. Co udało mi się zaś odłożyć to inwestowałem w kolejny sprzęt. A że wyznaję zasadę że inwestuję w dobry sprzęt, to w tej chwili mam sporo Rogue, Conceptów, Assault Air Bike-ów i tym podobnych, bo po prostu nie akceptuję innych rozwiązań. Po jakimś czasie pomyślałem o otworzeniu drugiego boxa w Ostrowie Wielkopolskim (CrossFit Last Angels Beach) i o zaproszeniu do tego projektu mojego dobrego kumpla z Australii Sławka. Człowieka z którym też zacząłem tworzenie zawodów LOGinLAB w 2015 roku. Sławek jednak nie do końca się wdrożył się w polski system życia i pracy, który nie ma co ukrywać, że wykańcza bardzo i teraz Sławek wygrzewa się ponownie w Australii i korzysta z uroków życia 🙂

A skąd się wziął w tym wszystkim Sławek?

– Ja będąc nauczycielem w Danii, załatwiłem mu stypendium i przez chwilę byłem jego nauczycielem i tak się jakoś zgadaliśmy, że zaczęliśmy właśnie współpracować w Polsce.

Jak długo są otwarte Twoje boxy?

– Ten w którym jesteśmy teraz czyli LAB.krotoszyn ma 3 i pół roku. Bo tak mi zawsze wszyscy mówią kto się otworzył pierwszy, a ja się zastanawiam czy aby na pewno 😉  Ale faktem jest to, że nigdy nie mieliśmy tutaj afiliacji CrossFit, więc nie możemy się odhaczać jako kolejny box. To jest też niejako nawiązanie do mojej historii  z AWF-em w Poznaniu o której chciałem ci opowiedzieć. To działo się wtedy, kiedy kończyłem studiowanie na tej uczelni, a jednocześnie miałem kontrakt nauczycielski w Danii jako taki wyjazdowy nauczyciel, czyli to co realizuję teraz. W marcu i październiku lecę znowu na Wyspy Kanaryjskie, a w czerwcu znowu Polska tak jak w tym roku. Do USA nie będziemy już raczej latać, bo po pierwsze odległość, a po drugie podejście trenerów CrossFit w USA, które wbrew pozorom nie jest takie fajne.

OK, to brzmi ciekawie 🙂 Ale póki co wróćmy do tego AWF-u…

– Miałem pracować na AWF-ie i już miałem dogadywany kontrakt. Nawet jak już miałem firmę to chciałem aby to firma, a nie Dawid Kujawski, była podmiotem, który prowadzi zajęcia na AWF-ie. Miałem być osobą, która wprowadza na polskie uczelnie CrossFit jako przedmiot. Dostałem w tamtym czasie afiliację na swoje nazwisko jako CrossFit AWF Poznań. Po czym w naturalny sposób zamówiłem masę sprzętu za kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo chciałem ruszyć z zajęciami już na semestr wiosenny. Wtedy na dwa tygodnie przed startem projektu dostałem maila od władz AWF, że jednak nie. Działo się to w momencie gdzie ja dalej w planie zajęć gdzieś tam wisiałem, moje zajęcia teoretycznie były, ale umowy żadnej nie podpisałem, box się nie otworzył, a ja postanowiłem to wszystko przenieść tutaj. I tak naprawdę po napisaniu o tym wszystkim do CrossFit HQ, to w Krotoszynie był CrossFit AWF Poznań 😉 Ja później zdecydowałem, że afiliację będzie miał box tylko w Ostrowie Wielkopolskim. Koszt afiliacji to 3 tysiące dolarów rocznie. Może nas na to stać, może nie, ale zdecydowałem, że tak będzie lepiej.

Dawid Kujawski 6Gdy przyleciałeś do Polski i pojawił się pomysł otworzenia boxa, najpierw w Poznaniu, a później w Krotoszynie to czy robiłeś jakieś rozeznanie w temacie jaki jest na to rynek w tym kraju?

– Nie, bo to był 2010 rok, kiedy wróciłem po tych studiach do Polski. I CrossFit w tym kraju wyglądał wtedy tak, że jak poszedłem na fakultety z gimnastyki na AWF i ustawiłem sobie dwie ławki do robienia box jumpów oraz robiłem kipping na drążku, to ludzie się mnie pytali „Co ty najlepszego tu odpierdalasz?!”. Ja im tylko odpowiadałem „CrossFit, nie zrozumiecie” 😀 Zapraszałem ich jednak na treningi, na których później padali jak muchy i kompletnie nie rozumieli co się dzieje z ich ciałem. I już wtedy wiedziałem, że fajnie będzie otworzyć box, ale nie chciałem robić tego zbyt szybko, bo wtedy mógłbym zebrać tylko i wyłącznie złe doświadczenia. Teraz też wiem, że te dwa lata przed boxem, były dla mnie cenniejsze w doświadczenie, aniżeli otworzenie boxa i uczenie się wszystkiego na własnych błędach. Aczkolwiek myślę, że gdyby Sławek nie wyjechał do Australii to wydaje mi się, że moglibyśmy spokojnie prowadzić te dwa boxy w Krotoszynie i Ostrowie Wielkopolskim razem. Z drugiej strony jednak, jestem tą osobą, która uważa, że życie nie polega na tym aby ciągle zapieprzać, tylko trzeba mieć trochę radości z życia. A prowadzenie dwóch boxów to jest już zdecydowanie mniej radości z życia, a ogarniania tego aby one pracowały. Więc gdybym miał zarabiać 50 tysięcy miesięcznie mając dwa boxy, ale nie mając czasu na nic, a z drugiej mieć jeden box i zarabiać 3 tysiące, które zapewniają odpowiadający mi standard życia, to ja w to wchodzę. Nie bądźmy zachłanni na kasę. Aczkolwiek popieram też zdanie, że „jeśli robisz coś dobrze, to nigdy nie rób tego za darmo”, bo jeśli nie będziesz brał kasy za coś co robisz dobrze to na czym będziesz zarabiać?

Ile osób jest waszymi klientami w obu boxach?

– Oj to ciężko określić ponieważ u nas są tylko karnety miesięczne i dwumiesięczne. Oznacza to mniej więcej tyle, że jednego miesiąca w jednym boxie możemy mieć 150 klientów, a następnego 50. Ktoś powie, że to dość ryzykowne, ale nam to jak najbardziej pasuje.

Jak liczne macie więc klasy?

– Do 30 osób? 😉

Oj, tutaj myślę, że parę osób nie zgodzi się z Tobą, że w tak licznej grupie da się poprowadzić dobre zajęcia 🙂

– I w sumie będą mieli oni rację. Z tym, że gdy mamy takie sytuacje to według mnie trzeba przejść trochę na taki CrossFit jaki większość osób lubi czyli taki CrossFit w wersji fitness. Trzeba wtedy skupić się na technice i zrobić to co robię na przykład w Danii czyli budowanie relacji między ludźmi. Czyli przetransformujemy workout na Team WOD, podzielimy zadania, każdy jest za coś odpowiedzialny i jest to do ogarnięcia. Oczywiście te 30 osób to jest skrajność, ale zdarzają się takie wieczory, kiedy mamy takie grupy i nie zamierzamy w takich chwilach nikogo wyganiać 😀

Jaka jest więc droga od pomysłu stworzenia zawodów LOGinLAB do realizacji? Czy planując swój pierwszy event mieliście świadomość jaką macie konkurencję na tym polu w Polsce?

– W zasadzie nie wiedzieliśmy nic poza Amarok East Side Challenge i przez bardzo długi czas byłem święcie przekonany o tym, że jest to impreza na Ukrainie 🙂 Wszyscy dookoła mi mówili, że koniecznie musimy pojechać na AESC, a ja w głowie miałem tylko myśl, „kurwa, trzeba się będzie tłuc na tą Ukrainę”. Autentycznie 😀 Poza tym jeździliśmy gdzieś tutaj regionalnie i chyba pierwszymi zawodami na jakich byliśmy było to poznańskie Rodeo. My natomiast wpadliśmy na taki pomysł, że wiele osób weźmie udział w Open, część z tych osób dostanie się na Regionals. A jak jedziesz na Regionals to musisz już myśleć o Gamesach w Kalifornii, a skoro nie da się póki co dostać na te zawody to dlaczego by nie skopiować pomysłu i zrobić to samo, tylko że w Polsce? Poza tym my chcieliśmy aby nasze zawody nie były samymi zawodami i dlatego też LOGinLAB zaczyna się zawsze od początku tygodnia. Od poniedziałku poprzedzającego zawody, kiedy arena na krotoszyńskim rynku jest już rozstawiona, my zamykamy naszego boxa i prowadzimy wszystkie zajęcia właśnie tam. Czy pada czy nie pada, to trenujemy w tamtym miejscu, przychodzą nowe osoby, którym poprzez darmowe zajęcia pokazujemy, że to jest fajne. Miasto się do tego włącza poprzez promocję i sprowadzanie uczniów szkół średnich i to daje znakomite efekty, bo nie dość, że każdy jest zdrowszy to na pewno też szczęśliwszy. Poza tym ci ludzie, którzy wtedy przychodzą często z nami zostają, są wolontariuszami na zawodach i czerpią z tego po prostu korzyści. Poza tym doszliśmy do wniosku, że jeśli zasponsorujemy wyżywienie i noclegi wolontariuszom, zawodnicy także przyjadą i nie będą się musieli o nic martwić, to jest szansa zrobić świetną wakacyjną imprezę.

Dawid Kujawski 2A nie martwiło was nigdy to, że najpierw otwieracie boxa, a teraz organizujecie duże zawody w takim bądź co bądź niewielkim Krotoszynie?

– Nie, nigdy się chyba nad tym specjalnie nie zastanawialiśmy. Aczkolwiek wiele osób mówi nam, że gdybyśmy mieszkali w takiej Warszawie albo we Wrocławiu i robili taką robotę jak tutaj to byłaby masakra 🙂 Poza tym małe miasto odbieraliśmy właśnie jako plus, choć i tak wiemy, że wielu uważa nas za sektę 😀

To chyba taka przypadłość tego rodzaju aktywności w całej Polsce 😉

– Jest taka możliwość 🙂 Kiedy prowadziłem jeszcze zajęcia w Ostrowie Wielkopolskim, przyjechał do mnie Marcin Burkietowicz, który jest właścicielem tartaku. I to on nam powiedział, że to niesamowite że to co robimy do tej pory robimy z tak wielką pasją. Ja natomiast uważam, że on w swój tartak wkłada jeszcze więcej serca. I wspomniałem mu właśnie o pomyśle zrobienia zawodów. Po czym on stwierdził, że właśnie już od jakiegoś czasu myślał o tym aby zrobić coś dla swoich pracowników typu kino letnie, teatr lub coś takiego. Nie był jednak do tego do końca przekonany, a CrossFit chwycił u niego od razu. I tak od pomysłu przeszliśmy do realizacji. Wyszedł wtedy pomysł o tym jednym dniu w tartaku, o produkcji czegoś z drewna i wymyśleniu nazwy. Przerobiliśmy różne pomysły typu Natural Games i inne wynalazki, a później wpadliśmy na to, że log to po angielsku kłoda. Tak więc LOGinLAB czyli zaloguj się do LAB pasowało nam idealnie 🙂 Później wsparł nas finansowo Jacek czyli jeden z klubowiczy oraz miasto włączyło się do organizacji bo spodobał się im ten cały pomysł. Było to wszystko też o tyle ciężkie, że w jednym czasie zbiegło się to z tym, że otwieraliśmy jeden box, drugi box, ja praktycznie zamieniłem kupno mieszkania na box i jak teraz na to patrzę to myślę, że można lepsze decyzje podejmować w życiu 😉 Ale nie żałuję tego w żadnym wypadku. Jacek wtedy nam popożyczał samochody, dzięki którym mieliśmy zwiastuny jak jeździmy Rollce Roysami i wyszło to fajnie.

A czy uważasz, że pierwsze zawody były sukcesem?

– Moim zdaniem wyszły spoko. Pomimo tego, że pierwsze zawody są zawsze ciężkie pod tym kątem, że nie do końca wiesz kto się na takich zawodach zjawi. Nie wiesz jakie treningi zrobić żeby nie zajechać ludzi. Z drugiej jednak strony, przyjeżdża Mateusz Wasilewski czy Bronek Olenkowicz, gdzie jeden i drugi jest po prostu niesamowity. I teraz już wiem, że finałowy workout jaki zrobiliśmy rok temu dla tej dwójki, nie umniejszając nikomu, był po prostu śmieszny. Dla innych osób było to jednak czasami naprawdę spore wyzwanie. Za pierwszym razem nie do końca jeszcze wyczuliśmy klimat, ale stworzyliśmy zalążek czegoś naprawdę fajnego. Mieliśmy na przykład spotkanie integracyjne w trakcie zawodów tutaj właśnie w boxie, które wyszło bardzo spoko. Mieliśmy dzięki temu okazję po prostu choćby pogadać czy przybić piątkę, tak jak zrobiliśmy to także i w tym roku na rynku, czego na innych zawodach bardzo często brakuje. Na coś takiego właśnie bardzo duży nacisk jest kładziony w Danii w tej mojej szkole, gdzie się uczyłem, a teraz pracuję. I nie jest to do końca budowanie szeroko rozumianego community, a bardziej relacji, których ja jestem dużym zwolennikiem.

Twoim zdaniem w Polsce jest community?

– Jest ale też bardzo często to określenie jest nadużywane. Community to jest coś takiego, że gdy przychodzisz do boxa to wszyscy znają twoje imię, wszyscy przybijają ci piątkę, pytają o to co u ciebie słychać. Każdy wie, że jak trenujesz to robisz po prostu swoją robotę. A gdy spotykasz się z tymi samymi ludźmi na mieście to wszystko zostaje po staremu i nadal masz z tymi ludźmi o czym pogadać. Nie ma czegoś takiego, że po wyjściu z boxa zakładasz jakąś maskę i wszystko się zmienia. Natomiast gdzieś tam podczas naszych podróży pewne rzeczy się gdzieś tam powielały i u nas z tyłu głowy zapalała się lampka pod tytułem ”to chyba nie jest do końca to”. Natomiast wspólne trenowanie w boxie, pocenie się i tak dalej jest spoko, tylko niech to wychodzi trochę dalej i trochę bardziej. Niech rywalizacja nie będzie najważniejsza, tylko to żeby było fajnie.

Dawid Kujawski 10Czy po pierwszych zawodach na które przyjechało tylko 29 zawodników, nie mieliście chwili zwątpienia i nie zadaliście sobie pytania „czy aby na pewno warto to dalej robić”?

– Przed pierwszymi zawodami mieliśmy takie jedno główne założenie, że ile osób by nie przyjechało, to chcemy aby wyjechali oni jak najbardziej zadowoleni. Wiemy, że w tym środowisku poczta pantoflowa działa sprawnie, a więc wieść o fajnych zawodów pójdzie dalej w świat. Co więcej, chcieliśmy aby ta liczba startujących zawodników z pierwszych zawodów pozostała i niech ludzie walczą o te miejsca. Z drugiej jednak strony, skoro mieliśmy plany na zrobienie 3 razy większej areny to i zawodników potrzebowaliśmy więcej. Nie wiedzieliśmy jednak czy tym wszystkim się nie zachłyśniemy i czy nie bierzemy na siebie zbyt dużego projektu. Jednak gdyby coś poszło nie tak, to byłaby lekcja na przyszłość. Tu też zadziałała ta sama zasada jak przy otwieraniu boxa, o czym już wiele osób w Polsce wie, a mianowicie jak otwierasz takie miejsce albo organizujesz takie zawody to sam przestajesz trenować, a twoja forma leci w dół. Niestety ale siedzenie przy komputerze do 4-5 nad ranem, odręczne pisanie maili do każdego zawodników przez długie tygodnie to musi się na czymś odbić. W pierwszym roku robiłem to wszystko sam, teraz bardzo dużo pomogli mi właśnie wolontariusze. Zresztą to Artur z Karoliną przekonali mnie do tego, że warto je zrobić, bo drugi raz samodzielnie czegoś takiego bym się nie podjął. Oni pokazali mi, że mam kontakty, mam fajne pomysły i mam wszystko ku temu aby to zrobić w świetny sposób.

Ja z pierwszych zawodów pamiętam to, że ogłaszaliście wszem i wobec, że dla zawodników przewidujecie różnego rodzaju pakiety startowe za dość duże jak na polskie warunki kwoty liczone w kilkaset złotych i bez podania na początku informacji co by taki pakiet pokrywał. Trochę się wam za to nazwijmy to oberwało.

– Oj pamiętam ten spam na grupie CrossFit Polska 😀 Pamiętam też, że nawet Basia Fedorowicz z Poznania napisała nam, że „super że robicie zawody, ale przestańcie już spamować!” 😉 Ja pamiętam, że nagraliśmy wtedy film na ten temat, a moim głównym założeniem było ściągnięcie moich studentów z Danii i pokazanie im co my tutaj w Polsce robimy i głównie dlatego były takie ceny w euro. Poza tym później poszło to info jeszcze w parę innych miejsc aby ściągnąć zawodników z Europy, a później finalnie przyjechała tylko jedna zawodniczka z Niemiec. Całą resztę zawodników dobijaliśmy ludźmi z Polski. No i chyba też po części kolejnych startujących ściągnęła nagroda gdzie do wzięcia było wtedy 1000 euro, więc chyba nie było tak źle. Czy same pakiety drogie? Poszły pamiętam wtedy filmy, które wyjaśniały co one pokrywają, ale być może jest tak jak mówisz i gdzieś tam nastąpił zgrzyt w komunikacji. Poza tym wiem, że nasze informacje jakie wtedy wysyłaliśmy w świat były mocno niepoukładane, bo najpierw mówiliśmy o jednym i nie kończyliśmy tego, później zaczynaliśmy kolejny temat, a na koniec wracaliśmy dokończyć ten pierwszy. Jednym słowem lekki spontaniczny chaos 😉 Ci ludzie co jednak przyjechali, docenili to, że rzeczywiście było bardzo fajnie.

To ja ci muszę powiedzieć coś z mojej strony. Mianowicie kiedy poszła w internety ta informacja, że robicie pierwszy LOGinLAB, ja miałem gdzieś tam pomysł aby was odwiedzić. Jednak z biegiem czasu gdzieś ten zapał we mnie znikał i zaczęły się pojawiać myśli typu, a po co, a gdzie ten Krotoszyn jest, nie wiadomo kto to robi i jak ro obi, i generalnie jest spora szansa, że zostanie powielony schemat wielu „zaściankowych zawodów” które czasami się pojawiają. Kiedy jednak później zacząłem pytać zawodników którzy do was przyjechali jak było, to nie znalazł się nikt kto by powiedział coś złego na wasz temat, a wręcz odwrotnie. Teraz będąc po drugim dniu muszę stwierdzić, że to się sprawdza, oj sprawdza 🙂

Dawid Kujawski 7– Też mi się wydaje, że jest całkiem sympatycznie i wszystko się dobrze rozwinęło 😉 I skoro robimy te drugie zawody to albo grubo albo wcale.

Wróćmy jednak do szkoły, i to szkoły w Polsce, bo wiem, że na tym polu także coś działasz.

– Tak, na AWF-ie w Poznaniu to nie wypaliło, więc póki co uruchomiłem system stypendialny. Na chwilę obecną obsługują każdy AWF w Polsce. Mam do rozdysponowania 5-6 stypendiów rocznie na mojej uczelni w Gerlev. Z reguły jak na razie jedzie przeważnie ktoś z Krakowskiego AWF, bo działa tam w bardzo fajny sposób pani, która w znakomity sposób sprzedaje to studentom.

Kto jednak może się do tego programu zgłosić i w jaki sposób to może zrobić?

Każda pełnoletnia osoba, która przekona mnie osobiście że chce tam pojechać i mówi po angielsku.

Czyli potencjalny kandydat nie musi być studentem AWF?

– Kiedyś był taki wymóg, ale odkąd ja się zajmuję tym w Polsce to już nie ma takiego obowiązku.

No dobrze, a jeśli ktoś kto teraz czyta naszą rozmowę chciałby spróbować swoich sił i pojechać do Gerlev to co musi w takiej sytuacji zrobić?

– Wystarczy, że zgłosi się do mnie na Facebooku. Jeśli mam ochotę sprawdzić jego angielski to umówimy się któregoś dnia na Skype i pogadamy sobie chwilę. Jeśli jego angielski nie jest perfekcyjny ale tym bardziej stara się mi coś fajnie wytłumaczyć, to ta szkoła mu jeszcze bardziej pomoże. Ja też wtedy szybciej podejmę decyzję i będę pewny, że ktoś taki może tam jechać. Angielski komunikatywny jest zawsze lepszy niż angielski perfekcyjny, bo ta osoba szybciej zaczyna myśleć czego mu brakuje i przez to też zaczyna się szybciej uczyć. Ja też jak zaczynałem swoją przygodę tam, to nie miałem perfekcyjnego języka ale nawet do chwili obecnej ciągle się rozwijam i idzie to w dobrym kierunku. Na początku było tak, że to AWF-y zajmowały się wysyłaniem studentów, ponieważ teoretycznie fajnym było połączeniem pasji z nauką, a na takich uczelniach najłatwiej było znaleźć takich ludzi. Ale z takim AWF-em w Poznaniu czy Wrocławiu ta współpraca idzie strasznie powoli i opornie. Staramy się stworzyć z Wojtkiem Kosendiakiem jakieś stypendia czy coś więcej ale idzie to wolno. Do Gdańska nigdy nie mam czasu dojechać, bo dla mnie to jest naprawdę cała wyprawa. W Warszawie byłem ale tam jest nieogarnięcie tematu w najwyższym stopniu i w ogóle nie wiadomo o co chodzi. Więc spoko, pomyślałem i co roku wysyłam dodatkowo jeszcze po 3 osoby z Krotoszyna lub tyle ile mamy aktualnie miejsc.

Dawid Kujawski 9Czyli to, że cały ten projekt nie poszedł gdzieś szerzej to w największym stopniu jest winą samych AWF?

– Tak, w dużej mierze tak. Ja jestem taką osobą, która może teraz wysłać takie osoby do Danii ale na pewno nie musi. To nie jest moja praca, że ja KONIECZNIE muszę wysłać te 5 osób, bo mam od tego jakąś wypłatę czy coś w tym rodzaju. To nie jest miejsce do którego ja będę na siłę kogokolwiek przekonywał, ale to miejsce po prostu warto odwiedzić. Jeżeli ktoś nie zrozumie, że tam jest edukacja fizyczna na dużo wyższym poziomie niż u nas w Polsce i generalnie budowanie świadomości człowieka… Ehhh ciężko się o tym mówi komuś kto tam nie był, więc mogę tylko zapewnić, że ta szkoła uczy i daje bardzo dużo. W bardzo pozytywny sposób pierze mózg.

W takim razie jakie są trzy podstawowe różnice w starciu polskie AWF-y vs. Gerlev? Takie, którymi ewentualny chętny do wyjazdu dostanie tam na miejscu niemal w twarz.

– WOW, to jest super ciężkie ale fajne pytanie. Po pierwsze to chyba to, że dostajesz tam odpowiedzialność. Dostajesz ten swój klucz do pokoju, który jest też kluczem do każdego innego miejsca w całym campusie. Chcesz pograć w kosza o północy? Proszę bardzo, idziesz na salę, odpalasz cały obiekt, bierzesz piłkę Spaldinga i grasz tylko dlatego, że masz na to ochotę.

Dalej też uczysz rozwiązywania problemów w grupach, ponieważ na miejscu masz tam na miejscu przypisaną tobie rodzinę studentów, gdzie co tydzień w poniedziałek macie spotkania. Tam rozmawiacie o swoich problemach czy niedogodnościach, a następnie to wszystko wrzucacie to na forum szkoły.  I są to problemy typu „czy powinniśmy iść spać o 22?”. Problem może i gówniany ale rodzi się na forum dyskusja w której nagle bierze udział doświadczony sportowiec i wykładowca w jednym czyli Atkins, który pisze ci, że jak chcesz być profesjonalnym sportowcem, a nie będziesz się wysypiać to się w bardzo szybki sposób kontuzjujesz i sen jest bardzo potrzebny. Jak pójdziesz wcześniej spać to nie będziesz zawalać nocek, jak pójdziesz później to będziesz mieć problem. A jak do tego się jeszcze objesz przed snem to będzie jeszcze gorzej. I taka osoba rzuca ci bardzo rzeczowe i sensowne argumenty, które sprawiają, że rzeczywiście warto się tego posłuchać. Nikt nikomu tam niczego nie narzuca ale wszystko jest bardzo dokładnie tłumaczone. To jest też tak jak wcześniej gadaliśmy o boxie i o tym, że ktoś oszukuje przez co może zostać usunięty z boxu, a może rzeczywiście nie potrafi on liczyć. Musisz zawsze szukać drugiego dna i tam w tej szkole tego uczą.

Trzecią zaś rzeczą jest to, że student tam jest nagradzany za zaangażowanie, co obserwuję, że dzieje się powoli to także i w Polsce. Nawet jeśli ktoś nie umie ale się stara to jest dobrze, ale ci lepsi sportowcy są uczeni tego aby pomagać tym słabszym. Czyli jeśli ty jesteś lepszy i kończysz na przykład workout jako pierwszy to nie idziesz w kąt aby zapisać swój czas na tablicy, tylko idziesz i dopingujesz kolegów. Jednak robisz to w taki sposób aby ta słabsza osoba nie czuła się w żaden sposób gorsza tylko naprawdę zmotywowana aby dać z siebie jeszcze więcej.

Czyli na chwilę obecną zajmujesz się werbowaniem ludzi do w Danii…

– Tak, do Dani! Praca w rzeźni! 😀 Mój tata jest rzeźnikiem, a więc tygodniowe szkolenie w Polsce, a później wylot w luku bagażowym do pracy w Danii! 😀

Dawid Kujawski 13No dobrze wróćmy więc jednak do Polski, gdzie też masz w zanadrzu pewien projekt związany z nauczaniem.

– Tak, jest coś co najprawdopodobniej wystartuje we Wrocławiu. Nie wiem jak dużo mogę na ten temat jeszcze powiedzieć bo to się jeszcze teraz rodzi. Wszystko jednak na to wskazuje, że na jednej z prywatnych uczelni w stolicy Dolnego Śląska będę prowadził zajęcia z CrossFitu. Docelowo nawet jest pomysł aby stworzyć przy tej uczelni to co nie udało się w Poznaniu czyli box crossfitowy na uczelni. Jestem już nawet po słowie z CrossFit HQ w tym temacie. Aczkolwiek na uczelni prywatnej pojawiają się jakieś takie kwestie do dogadania jakich nie było w Poznaniu, typu dlaczego uczelnia prywatna, która ma na siebie zarabiać, ma dostawać licencję non profit i tym podobne. To też się pozmieniało trochę w CrossFit HQ i trzeba uaktualnić pewne informacje. Mi osobiście natomiast zależy na tym aby na tej uczelni przekazywać wiedzę z Danii niż na samym stricte CrossFicie. Chciałbym pokazać i uczyć ludzi tego jak mają korzystać ze sportu do budowania relacji społecznych i jak mają tłumaczyć sport innym ludziom. To jest bardzo ważne, bo ktoś mi ostatnio powiedział, że w naszym kraju nie brakuje potencjału crossfitowego na zawodników ale brakuje nam trenerów. Nie wiem czy to jest do końca prawda ale z drugiej strony coś w tym rzeczywiście jest. Bo mam wrażenie, że mamy tylu ludzi, których gdyby dobrze poprowadzić to ci ludzie będą „koniami” w najlepszym znaczeniu tego określenia. Brakuje tylko osób, które powiedzą takim ludziom, że „trenujcie 2-3 razy dziennie, w taki a nie inny sposób, a jesteście w stanie to znieść bo jesteście bardzo wytrzymali”, to mam wrażenie że w Polsce jest cała masa takich osób.

Jaki jest mniej więcej termin startu tego projektu we Wrocławiu?

– Plan jest taki, że możliwe że we wrześniu lub październiku wystartują te pierwsze moje zajęcia. Nie będzie to jeszcze jednak ten cały produkt. Testowanie pewnych rozwiązań jakie chcemy wprowadzić w docelowym produkcie, można zrobić robiąc coś raz czy dwa razy w tygodniu na pewnej stałej grupie odbiorców i tak jak z zawodami, w kolejnej edycji nanieść pewne poprawki czy usprawnienia od kolejnego semestru czy roku. Ja bardzo chętnie zrobiłbym to na uczelniach państwowych ale tam w dalszym ciągu jest bardzo hermetycznie.

Wspomniałeś też wcześniej, że trenerzy w Polsce jeszcze nie do końca potrafią do siebie przekonać niektórych ludzi.

– Trochę tak ale zdecydowanie bardziej chodzi mi o to, że zawodnik powinien trenować, a trener dawać treningi. U nas natomiast często jest tak, że mamy do czynienia z coach & athlete. Mam wrażenie, że taka osoba jest trenerem, ale jest także atletą bo startuje w zawodach czy ma jakiś tam kontrakt sponsorski. Mi natomiast wydaje się, że nie można być wszystkim na raz i powinna nastąpić pewna rozdzielność czyli albo trener albo atleta. Aczkolwiek wiem jak to wygląda, bo i ja staram się złapać sto srok za ogon i nie raz się już na tym przejechałem. Ja też chcę być fajnym trenerem, ja też chcę wygrywać zawody, prowadzić zajęcia na uczelni i jeszcze być dyrektorem LOGinLAB. I może to grube porównanie, ale nie sądzę aby Dave Castro był najlepszym trenerem. Rich Froning też może nie jest najlepszym trenerem, ale na pewno jest najlepszym atletą. Tak więc po prostu musimy chyba w Polsce iść w specjalizację. A co do trenerów to uważam, że mamy dobrych trenerów w Polsce. Żyjemy jednak w takim systemie, że każdy z nas musi po prostu zarobić na chleb i czasami godzić ze sobą różne sprawy.

I tu w płyny sposób możemy chyba przejść do wcześniej napomkniętych trenerów z USA, przy których nagle nasi rodzimi fachowcy wydają się być ekspertami 😉

– Tak zdecydowanie, tam wszystko jest zdecydowanie bardziej na luzie. I mówię to też w kontekście moich wyjazdów ze studentami do USA i tego co zastaliśmy w Polsce w tym roku podczas takiego samego tripu. W tym roku właśnie namówiłem swoich przełożonych z Danii aby to Los Angeles zamienić właśnie na Polskę. Dzięki temu byliśmy na przykład u Rommela Picona w CrossFit Mjollnir czy też Bartka Macka w CrossFit Mokotów. I po czymś takim moi studenci powiedzieli mi, że nie chcą już nigdy lecieć do USA na coś takiego tylko znacznie bardziej wolą wpadać do Polski. Mieliśmy zorganizowane wykłady z Kelly Starettem, mieliśmy zajęcia w boxach w Krotoszynie, Wrocławiu i Warszawie.

Dawid Kujawski 11W Polsce był Kelly Starett?

Kelly Starett będzie za rok w Krotoszynie. Zapraszam na wykład 😉 Póki co mam z nim, a właściwie jego żoną kontakt i dzięki temu udało się zorganizować wykład przez Skype dla studentów z Danii.

Wracając zaś do trenerów w USA to wygląda to tak, że jadąc na taki trip masz pewien plan do zrealizowania. Piszesz o tym do kolejnych boxów i dostajesz informację zwrotną, że spoko, wpadajcie zrobimy to. Po czym przyjeżdżasz i na przykład dzień wcześniej po przylocie się przypominasz, a po przyjściu do boxa tylko widzisz i słyszysz reakcje typu „ No cześć, siema, to wy, aaa…, dzisiaj…, wykład…, tak workout… mamy workout!” po czym jedziemy pierwszy lepszy WOD z tablicy. A to wszystko dzieje się jakby nie patrzeć na naszym obozie. Po czym jedziemy do kolejnego boxa, gdzie tak samo były przesłane wszelkie informacje na temat naszego przyjazdu i znowu to samo „No cześć, super, zaraz zrobimy workout, martwy ciąg dzisiaj, wczoraj mieliście? Uuu, o to szkoda…”. Wiesz, i przez takie sytuacje miałeś wrażenie, że o tobie kompletnie zapominano i cała ta wycieczka do USA była tylko fajna dlatego, bo po prostu leciałeś do USA. Dlatego też w tym roku wziąłem ich do Polski na coś podobnego i oni w dużej mierze myśleli, że w Polsce jest bardzo zimno. Po czym po przylocie do Polski codziennie sprawdzaliśmy pogodę i okazywało się, że u nas jest goręcej niż w Los Angeles 🙂 A do tego jeszcze jak zadawali mi pytania czy tu zawsze jest tak ciepło, to ja im odpowiadałem „Ciepło? Teraz to się dopiero ochłodziło” przy panujących wtedy 32 stopniach w Warszawie 😀 A co do samego tripu to  to co przekazałem chłopakom z tych wszystkich boxów i chciałem aby zostało zrobione to zostało zrealizowane kapitalnie. Dlatego też gdy oni wylatywali z Polski to zadawali mi pytania w stylu „tutaj NAPRAWDĘ tak jest?”. Prawie tak samo jak jesteśmy teraz w Krotoszynie i zadają mi ludzie pytanie czy tutaj naprawdę tak jest, to tak – zdecydowanie tak jest 😉

W jakich boxach dokładnie byłeś z tymi ludźmi?

CrossFit Mokotów, CrossFit Genius, CrossFit Ad Alta w Warszawie. Miało być jeszcze CrossFit R99 ale że było to przed Regionalsami Bartka Lipki, więc doskonale rozumieliśmy, że może mieć wiele na głowie w tym czasie. Do tego był jeszcze CrossFit Mjollnir i CrossFit Wrocław, a poza tym mieliśmy jeszcze zorganizowany trening z futbolistami Panthers Wrocław. No i na koniec był LAB.krotoszyn.

Jakie więc są Twoje dalsze plany po LOGinLAB 2016?

– Chcemy skupić się na rozwoju boxa. Ruszamy na przykład z takim programowaniem, które sprawi, że osoby które chcą jeździć na zawody będą mogły to robić. Chcemy jednak aby też ludzie jeździli na zawody cały grupami, dla zabawy, bo wiemy, że to wychodzi świetnie. Dalej jest wyjazd na Wyspy Kanaryjskie ze studentami w październiku, no i powoli będziemy już myśleć o kolejnej edycji LOGinLAB w 2017 roku. Do tego jeszcze wysyłanie kolejnych studentów do Danii i wiele innych tematów, które są na chwilę obecną dość płynne. Dołączymy też na pewno do rozwoju CrossFit w Ostrowie Wielkopolskim, który już się tam raczej zakorzenił. Tak naprawdę jest wiele szalonych pomysłów typu zawody teamowe, które na tegorocznej edycji są tylko na zaproszenia w niedzielę, a były plany zrobienia tego na stadionie żużlowym. Nie ukrywam, że na początku bardziej nam właśnie zależało na zespołach niż na przykład kategorii Masters. Ale najpierw ogłosiliśmy właśnie kategorię 35+, później wysypały się drużyny, więc tym bardziej się ucieszyliśmy z posiadania kategorii Masters. Zresztą, teraz przez jakieś dwa tygodnie będziemy wszystko podsumowywać i oceniać co wyszło, a co nie, i na podstawie tego będziemy wiedzieli w co iść w kolejnym roku.

Jesteś szczęśliwy?

– TAK!

Dawid Kujawski 8

A co to dla Ciebie oznacza?

– Na chwilę obecną jest to dla mnie na przykład to, że Artur czyli mój brat z Karoliną, jego dziewczyną, pomagają mi przy ogarnianiu zawodów LOGinLAB. Z drugim Arturem mogę potrenować w boxie, a do tego dość mocno realizuję siebie. I tak naprawdę każde wyzwanie jakie mam, to staram się po prostu z nim zmierzać. Szczęście daje mi też to, że mam kontakt z ludźmi, którzy widzą sens w tym samym co ja. Gdy odwiedzam różne boxy mam wrażenie, że rozumiem tych ludzi, choć oni pewnie uważają, że jestem zwariowany. Trzeba jednak pamiętać, że zwariowany to jest Arek Bujas, a nie ja 😉 Jednak definicję szczęścia każdy ma swoją, a jeśli jej nie potrafimy określić, to wystarczy się cofnąć w myślach do chwil, które nam je dają. W tym przypadku jest to trenowanie z moim bratem i ludźmi z boxa plus przebywanie z moją rodziną. Aczkolwiek pewnie znajdzie się też parę chwil, które przeczą temu co mówię ale i tak wychodzę z założenia, że trzeba robić to co się kocha, a nie dla samych pieniędzy, bo takie działania wymaga przetrawienia bardzo wielu, często niefajnych rzeczy.

Dlatego też oby takich chwil w Twoim życiu było jak najmniej. Dzięki wielkie za rozmowę!

– Dzięki!