CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Niegościnne Kangury

dodany przezKamil Timoszuk 5 listopada 2017 0 Komentarzy

Rok 2017 w crossfitowym świecie stoi pod znakiem atletów z końca świata, który jest „do góry nogami”. Australijscy crossfiterzy ma Gamesach w Madison pokazali, że są liczącą się siłą w światowej crossfitowej hierarchii. Zawody Reebok CrossFit Invitational miały to tylko potwierdzić.

Wszystko wskazywało na to, że to Australia będzie rządzić i dzielić w tym roku. Trudno się było jednak spodziewać innego przebiegu wydarzeń jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w składzie Aussie mieliśmy dwie najbardziej wysportowane kobiety świata. Skład Australii miał być jeszcze mocniejszy gdyby nie wpadka dopingowa Ricky’ego Gararda. Jego miejsce w drużynie tym samym musiał zająć dotychczasowy trener – James Newbury. Żeby tez tego wszystkiego było mało, to po raz pierwszy event Invitational zawitał do Melbourne, a ściany jak wiadomo z innych sportów, potrafią czasem bardzo mocno pomagać gospodarzom.

W przeciwieństwie do faworytów, z innych zespołów w minionym tygodniu docierały informacje o chorobach poszczególnych zawodników. I o ile można było chwilami powątpiewać w prawdziwość tych newsów, tak po takim zespole jak Europa w trakcie samej rywalizacji było doskonale widać, że coś jest nie tak. W studiu telewizyjnym po zakończonej imprezie Sara Sigmundsdottir wspomniała nawet o tym, że w pewnym momencie rywalizacji miała nawet ochotę zwymiotować 😉 Dlatego tegoroczna edycja Invitational to praktycznie walka pomiędzy Team Pacific, a Team Canada, w którą przez krótką chwilę wtrącił się Team USA.

Na wszystkie zespoły czekało do wykonania 5 eventów z czego żaden z nich nie był moim zdaniem przekombinowany. Były już we wcześniejszych edycjach przypadki wynaturzeń jak na przykład przerzucanie kamieni, ale tym razem oszczędzono wszystkim takich atrakcji. Można by dyskutować czy aby zaprezentowane sporych gabarytów opony nie były takim zastępnikiem, ale według mnie sprawdziły się one lepiej niż głazy. Tym razem skupiono się głównie na podstawowych ruchach na tym crossfitowym poziomie typu muscle upy, chodzenie na rękach, wiosła oraz AirBike, a także burpeesy. Nie mogło też zabraknąć chyba już stałego punktu każdej drużynowej rywalizacji czyli robaka.

Wszystko jednak zaczęło się od eventu, gdzie do zaliczenia była lina, wiosła z AirBikem oraz cleany wykonywane synchronicznie za pomocą robaka. Już na początku Australijczycy nie wykazali się gościnnością zostawiając w tyle drugą Kanadę, trzecią Europę i na końcu USA. Dla tych ostatnich był to dobitny znak na to, że trzeba wziąć się w garść. Udało im się zrobić na tyle dobrze, że w drugiej konkurencji nadrobili trochę strat. Ze świetnej strony pokazał się Noah Olsen, który tor przeszkód przeszedł jako jedyny unbroken. W jego ślady poszli też jego koledzy, którzy także wygrali swoje wyścigi z kolegami startującymi po bokach. Swoją drogą była to jedna z ciekawszych konkurencji całych zawodów. Konkurencja, która jeszcze kilka lat temu właściwie nie miała racji bytu w zawodach, ponieważ poziom zawodników nie dawał możliwości aby zrobić z tego ciekawe wyścigi.

Event numer 4 to połączenie synchronicznego wykonywania muscle upów oraz power snatchy. Konkurencja w której większą część czasu prowadziła Kanada, ale na ostatnich powtórzeniach dała się wyprzedzić gospodarzom. Zespołowi, który tego dnia wyróżniał się nie tylko przygotowaniem fizycznym, ale przede wszystkim komunikacją. W większości konkurencji ewidentnie było widać, że wszystko co robi Team Pacific to nie jest dzieło przypadku, a wykonywanie dobrze przygotowanego planu. Rob Forte ewidentnie pełnił rolę nieoficjalnego kapitana, który idealnie dobierał tempo wykonywanych ruchów tak, aby to zespół zyskiwał na tym najbardziej. Nic więc dziwnego, że przez długi czas na tle swoich rywali Australijczycy wyglądali tak jakby się bawili tymi zawodami.

Przedostatnim sprawdzianem tego dnia była wcześniej wspomniana opona. Tę zawodnicy musieli przerzucić jak największą liczbę razy w czasie dwóch minut, bez względu na to jaką przy okazji pokonają odległość. Robiono to w parach męskich albo żeńskich z czego panie na pewno nie były specjalnie zadowolone, ponieważ one przerzucały dokładnie te same opony co panowie. Z zadaniem najlepiej poradzili sobie Kanadyjczycy, których łączna liczba przerzutów wyniosła 40. W tej też konkurencji Team USA zajmując ostatnie miejsce, praktycznie pożegnał się z myślami o walce o najwyższe lokaty.

Końcowym sprawdzianem okazał się duet ćwiczeń, którego jak stwierdził komentujący te zawody Rory McErnan „żaden crossfiter nie chce słyszeć” czyli thrustery z burpeesami. Thrustery wykonane robakiem, a burpeesy nad robakiem. Było to też przypieczętowanie pierwszego w historii zwycięstwa Team Pacific w rywalizacji Invitational! Aussie tym samym udowodnili wszystkim po raz kolejny, że są ważnym punktem na crossfitowej mapie świata. Tuż za ich plecami w końcowej klasyfikacji uplasowały się zespoły Kanady, USA i Europy.

W takiej też chwili nie pozostało im nic innego jak tylko się napić… z buta 😉

koniec zawodów nie oznaczał też jeszcze końca emocji. Wszystko za sprawą „ogłoszeń parafialnych” wygłoszonych przez Dave Castro, które zdecydowanie zmienią to jak będzie wyglądał sezon CrossFit Games 2018. Dwiema największymi zmianami patrząc na to z polskiej perspektywy, są te na które z jednej strony wiele osób czekało, a drugiej się chyba nie spodziewało. Mianowicie od 2018 roku w Europie będą istnieć dwa regiony – północny i południowy. Z tego pierwszego na CrossFit Games w Madison będzie awansować po 5 zawodników, zawodniczek oraz zespołów. Z tego południowego, w skład którego wejdzie południe Europy, bliski wschód oraz Afryka po 4. Do tego też region Canada West połączy się z Kalifornią, a Ameryka Południowa otrzyma swój własny region. Z niego natomiast awans uzyska tylko jeden przedstawiciel każdej z kategorii. Tym samym emocje mamy praktycznie gwarantowane. Do tego też zespoły zostały okrojone z 6 do 4 zawodników, co jest na pewno ciekawym zabiegiem. Z polskiego punktu widzenia tym bardziej.

Tak czy siak Dave Castro i spółka sprawiła, że niedzielny listopadowy poranek był bardzo ciekawy i każdy kto wstał aby obejrzeć go na żywo, na pewno tego nie żałował.