O wszystkim

Nie bądź faja – marsz na badania!

dodany przezKamil Timoszuk 6 maja 2015 4 komentarze

„Oczekuj nieoczekiwanego” – to hasło przewija się przez moja życie już od jakiegoś czasu. Za każdym razem kiedy je słyszę, ma ono jednak w głównej mierze jakiś związek z CrossFitem, w którym funkcjonuje ono niemal jak mantra. Jak się jednak okazuje, to hasło idealnie nadaje się też do zwykłych/niezwykłych sytuacji życiowych, które potrafią na nas spadać jak grom z jasnego nieba.

Do napisania dzisiejszego tekstu przymierzałem się już jakiś czas. Stało się to za sprawą wewnętrznych dylematów, przed przelaniem na „internetowy papier”, tego co mi tym razem w głowie siedzi. Wiem jednak doskonale, że ten stan bierze się głównie stąd, że poruszony dziś temat jest dla mnie tak samo bliski, jak i też po prostu trudny. Po jednak dokładnym przemyśleniu sprawy, uznałem, że skoro prowadzę już bloga na różne tematy dotyczące mnie samego, to dlaczego miałbym nie napisać o CZYMŚ TAKIM? Tym bardziej, że być może uda mi się też przy okazji, kogoś po prostu przekonać do tego, że warto zadbać o siebie…

Jak pewnie część z was wie lub pamięta, ponad dwa lata temu postanowiłem że zmienię kilka rzeczy w swoim życiu. Związało się to głównie ze zmianą trybu życia, podkręceniem treningów oraz ustawieniem racjonalnego żywienia każdego dnia. Początki tego procesu oczywiście najłatwiejsze nie były, ale krok po kroku, zmiana za zmianą, udawało mi się osiągać swoje małe sukcesy. Podstawowym pierwszym założeniem było to, aby pozbyć się tych wszystkich nadprogramowych kilogramów, jakie jestem w stanie samodzielnie zrzucić. W celu kontroli tego stanu, co jakiś czas, mniej więcej 4-5 tygodni, dzięki uprzejmości obecnego head coacha CrossFit Białystok czyli Michała Zalewskiego, robiłem sobie analizę ciała w jednym z białostockich fitness klubów. Niemal każde z tych naszych spotkań, dzięki otrzymywanym na wydruku wynikom, było potwierdzeniem tego, że wszystko zmierza w odpowiednią stronę.

Ja jednak w tamtym czasie chciałem też sprawdzić swój organizm jeszcze dokładniej. Wszystko po to aby mieć pełne rozeznanie na temat tego, w jakim miejscu autentycznie jestem. Dlatego też postanowiłem sobie zrobić badania krwi. Zwyczajną morfologię jaką powinien robić każdy z nas, ale z niewytłumaczalnych względów jej nie robi. Ja mając to „szczęście”, że sporą część życia spędziłem w lekarskich gabinetach, bądź szpitalnych salach, nie czułem specjalnej obawy przed tym badaniem. Ot zwykłe pobranie krwi i odbiór wyników kolejnego dnia. Wyniki owej morfologii, w jej podstawowym zakresie, każdy z nas może sprawdzić sam. Wszystko przez to, że na otrzymanym wydruku, oprócz naszych prywatnych wyników osiągniętych z naszej krwi, dostajemy też do dyspozycji „widełki”. Jeśli z naszym wynikiem się mieścimy w owych ramach, to mówiąc krótko, możemy spać spokojnie. Otrzymując też te wyniki obiecałem sobie, że będę je sobie powtarzał co mniej więcej pół roku – tak dla własnej pewności.

Kiedy kilka dobrych tygodni temu nadchodził czas kolejnego badania, jakoś nie spieszyło mi się na nie specjalnie. Typowe wymówki, typowego Polaka wjechały z impetem – „nie mam czasu”, „nie chce mi się” czy też „a po co mi to, skoro jest OK?”. Przez to też odkładałem tę czynność dość długi czas. Jednak pewnego dnia, kiedy byłem ewidentnie osłabiony, postanowiłem w końcu to zrobić i mieć to z głowy, dla własnego spokoju. Niestety tym razem już tak prosto nie było. Pierwszym punktem zapalnym, jaki zaświecił mi się w głowie były wskaźniki, które nie zawsze mieściły się we wcześniej wspomnianych widełkach. Dlatego też już w takiej sytuacji, znacznie szybciej udałem się na wizytę u lekarza, który miał rozwiać moje wątpliwości. Ten jednak jak na złość, zamiast mnie uspokoić, to nieświadomie wywołał u mnie efekt kompletnie odwrotny, ponieważ skierował mnie na kolejne badania. To nie wróżyło raczej niczego dobrego. Czułem to…

Rak choroba 3

Podczas drugiej wizyty, kiedy pojawiłem się u niego z nowymi wynikami, dowiedziałem się po raz pierwszy czego tak naprawdę szukamy, a czego ja mogę się poniekąd obawiać. Widziałem, że pan doktor robi wszystko aby nie wypowiedzieć tych 3 liter, których niemal boi się cały świat, a które potrafią zburzyć życie wielu osobom. Pewnie część z was już domyśla się, że w moim przypadku chodziło o te cholerne zwierzątko zwane RAKiem. Gdy dotarło do mnie to co usłyszałem, to przelała się przeze mnie taka fala ciepła, jaka nie zdarza się nawet po ciężkim treningu. Tym samym też w głowie pojawiło się tysiące myśli, które akurat w tej jednej chwili wydawały się być na swój sposób ważne. Cudem jest też to, że wracając rowerem do domu przez całe miasto, nie byłem przyczyną spowodowania żadnego wypadku, bo jechałem wtedy na kompletnym „autopilocie”.

Stan w jakim byłem przez kolejne dni nie był do pozazdroszczenia. Pomimo tego, że starałem się żyć normalnie czyli, pracować, trenować, pisać, a nawet czasami uśmiechać, to niemal w każdej chwili z tyłu głowy była ta jedna cholerna myśl. Zresztą to co się dzieje z naszą głową w takiej sytuacji, jest ciężkie do opisania. Nie życzę jednak nikomu, aby musiał to sprawdzać na własnym przykładzie. Na szczęście jednak trafiłem na dobrego lekarza, który oczywiście nie odpuścił i postanowił sprawdzić czy to aby na pewno to cholerstwo przyplątało się do mnie, czy może coś co da mi trochę inną perspektywę na najbliższą przyszłość. W efekcie tego, czekały mnie kolejne badania, kolejne zwiedzone lekarskie gabinety i kolejna kasa jaka znikała mi z konta. Tej ostatniej jednak nie żałuję w żadnym stopniu, bo pomimo tego, że nie mam jej wiele, to po raz kolejny przekonałem się że nie ma bardziej wartościowej rzeczy niż zdrowie. W efekcie całego tego procesu okazało się, że to na szczęście nie rak zadomowił się w moim organizmie, a inne bardzo groźne (szczególnie nieleczone, bądź też późno znalezione) cholerstwo. Cholerstwo, które na szczęście wykryłem stosunkowo na tyle wcześnie, że walka z nim była prostsza, niż to, jeśli bym to odkrył dzięki objawom jakie ona daje. Teraz gdy piszę te słowa jestem już na ostatniej prostej walki z nią. Przyjmuję ostatnie dawki leków, po których będę sprawdzał badaniami czy aby na wszystko poszło tak jak zamierzałem.

Rak choroba 2

Ciekawostką jest też to, że lekarz który mnie prowadzi, już na pierwszym spotkaniu kiedy się zobaczyliśmy, po mojej opasce na ręku jaką noszę, wydedukował, że coś trenuję. I jego jednym z głównych zaleceń jakie mi dał już na samym początku było to, że w ramach moich możliwości i pomimo osłabienia spowodowanego lekami, dobrze by było abym nie przerywał trenowania. Głównie dlatego, że „napędzony i funkcjonujący na dobrych obrotach organizm, znacznie lepiej walczy z każdą chorobą, niż taki który nie robi nic”. Mając bardzo różne doświadczenia z lekarzami, było to dla mnie ciekawe, jak i też w sumie budujące stwierdzenie.

Jaki jest jednak morał z mojej dzisiejszej historii? Jest on prosty jak budowa cepa, a mianowicie…

IDŹ SIĘ ZBADAĆ CZŁOWIEKU!!!

Zarówno ty dziewczyno, jak i ty chłopaku! Zwykła morfologia krwi, którą możesz zrobić albo na NFZ, albo za niewielkie pieniądze prywatnie, może uratować ci życie! Słyszeliście kiedyś takie powiedzenie, że „lepiej jest zapobiegać niż leczyć”? Ja co do jego prawdziwości nie mam żadnych wątpliwości. Boicie się ukłucia igłą podczas pobrania krwi? Kiedy dowiecie się o swojej ewentualnej chorobie (czego nie życzę!), to w takiej chwili nie będziecie mieli już wyjścia, i wtedy nie będzie to już raczej jednorazowa sytuacja. A więc po co na to czekać? Nie róbcie więc głupot i poświęćcie tę stosunkową chwilę na zadbanie o siebie. Jeśli zaś ja nie przekonuję was ze swoimi doświadczeniami, to odsyłam was do TEGO tekstu autorstwa Judyty Kokoszkiewicz. Dziewczyny, która chyba czyta mi w myślach i dosłownie wczoraj opublikowała podobny tekst, ale na szczęście nie oparty na własnym przykładzie. Jeśli uda nam się wspólnie sprawić, że choć jeden, bądź jedna z was ustrzeże się od kłopotów zdrowotnych, to uważam że będzie to wielki sukces!