O wszystkimOpinie

Netflixowe wrażenia

dodany przezKamil Timoszuk 15 marca 2017 0 Komentarzy

Tradycyjna telewizja się kończy! Teraz już tylko internet i wszelkie dobra jakie ze sobą niesie! Tak mniej więcej brzmią różne buńczuczne hasła w temacie współczesna telewizja vs. internet. I można by z tym polemizować, ale faktem jest to, że internet ma coraz więcej argumentów w tym sporze.

Dla młodego pokolenia takiego tematu jednak nie ma. W dobie internetu i podłączonych do niego smartfonów, tabletów czy komputerów, to drugie medium zdecydowanie bierze górę. Ja pomimo tego, że do młodego pokolenia nie zaliczam się już od jakiegoś czasu, to zdecydowanie bliżej mi do niego, niż do osób które uznają bardziej siedzenie przed telewizorem. A dzieje się to z jednego, ale z mojego punktu widzenia bardzo ważnego względu – Telewizja dzięki swojej strukturze, w swoisty sposób ubezwłasnowalnia. Bo żeby obejrzeć interesujący cię program lub film, musisz być w danym miejscu i danym czasie, aby fizycznie usiąść przed telewizorem. Internetowi na szczęście udało się złamać ten schemat i to on dostosowuje się do czasu i nawyków odbiorcy, a nie na odwrót. I być może właśnie dlatego tak bardzo polubiłem polską wersję Netflixa.

Jeśli jeszcze nie wiesz, lub nie słyszałeś co to jest Netflix, to musi wiedzieć, że jest to po prostu jedna z platform VOD. Co to oznacza? W polskim tłumaczeniu jest to po prostu wideo na życzenie. Jest to serwis gdzie po uiszczeniu wybranej opłaty, dostajemy dostęp do masy filmów, dokumentów i co najważniejsze seriali. Zanim w Polsce pojawiła się regionalna wersja Netflixa, to niemal każda z polskich telewizji miała już tego typu serwis. Ja jednak osobiście w życiu nie pomyślałem o tym aby płacić za oglądanie ich materiałów nawet zlotówki. W przypadku Netflixa było inaczej. Dlaczego? W mojej skali były trzy podstawowe argumenty.

Pierwszym z nich to cena i możliwość jej podzielenia. Oznacza to, że wykupując najwyższy pakiet, otrzymujesz też możliwość stworzenia tak jakby kilku subkont, do których możesz dać dostęp znajomym. Ci natomiast pomogą ci płacić miesięczny rachunek. W wyniku tego miesięcznie takie udogodnienie wynosi cię zaledwie kilkanaście złotych. Drugą sprawą działającą na korzyść Netflixa są dwa udogodnienia czysto techniczne. Jednym z nich jest to, że gdy kończysz oglądać jakiś film w połowie na tablecie, a chcesz go dokończyć na komputerze, to masz pewność że w tym drugim miejscu odpali ci się on dokładnie tam gdzie ostatnio skończyłeś. Drugą techniczną sztuczką wprowadzoną stosunkowo niedawno, jest możliwość legalnego pobrania danego filmu czy nawet całego sezonu jakiegoś serialu na dysk telefonu lub tableta. Dla takiego człowieka jak ja, który spędza w podróży masę czasu, jest to wręcz genialne rozwiązanie. Dzięki niemu omija się problem dostępu do internetu. Zaś trzecim i ostatnim argumentem przemawiającym za Netflixem jest bogata baza materiałów, czyli to co przeważnie stanowi i podstawowej siły danego serwisu VOD. Bo przecież płacimy za to aby mieć co oglądać, prawda?

Ja pierwotnie byłem nastawiony na to, aby na Netflixie oglądać głównie seriale. Z naciskiem na te, które wyszły ze stajni Marvela i wyprodukowanych przez nich kolejnych superbohaterów. Po kilku miesiącach okazuje się jednak, że ten ogromny zbiór materiałów ma znacznie więcej do zaoferowania. Oprócz tego zdarza mi się wyszukiwać tam kapitalne standupy i świetne dokumenty. O tych pierwszych napiszę może kiedy indziej, a dziś polecę wam dwa materiały dokumentalne, które moim zdaniem warto obejrzeć. Pierwszy z nich to zaledwie 6-odcinkowy serial „Last Chance U”.

Serial opowiadający o procesie budowy zespołu East Mississippi Community College. Ciężkim procesie pracy z nastolatkami, którzy nie dość, że są w trudnym wieku, to jeszcze dochodzi wiele innych spraw. Wszystko jednak zaczęło się od osoby trenera, Buddy’ego Stephensa, który gdzieś na końcu świata, w niewielkiej społeczności stworzyć mistrzowski zespół. Zespół można by powiedzieć eksperymentalny. Wszystko dlatego, że złożony z ludzi o tak samo wielkim talencie, jak i wielkim ego oraz bagażem wielu złych doświadczeń. I to głównie przez ich problemy pozaboiskowe, są oni niemal skazani na przenosiny do niewielkiej szkoły aby tam się odbić do dalszej kariery. Nie jest to jednak proste jak się na początku wszystkim wydaje. Tym bardziej, że oprócz samej gry w futbol amerykański, zawodnicy muszą się także uczyć. A tu zaczynają się schody… Serial świetnie oddaje realia takiego zespołu od środka oraz tego z jakich indywidualności potrafi być on złożony. Momentami mentalność zawodników East Mississippi Community College jest po prostu zadziwiająca. Zarówno dla nas europejczyków jak i po prostu ludzi. Pokazany jest tam też od kuchni proces, w którym sport staje się dla wielu czarnoskórych chłopaków sposobem na odbicie się od dna, wyjście z życiowego bagna i światełkiem w ich życiowym tunelu. Nie każdy z nich jednak potrafi zachować spokój i iść prosto do wyznaczonego celu.

Drugim dokumentem wartym obejrzenia na Netflixie jest na pewno „Trophy Kids”.

Jest takie powiedzenie, że „największą zakałą sportu młodzieżowego są rodzice dzieci”. I ten film jest najlepszym zobrazowaniem tej tezy, która jak się okazuje działa w różnych krajach i na różnych kontynentach. W przypadku tego materiału, teza jest podparta 5 przykładami w postaci związków rodzica z dzieckiem uprawiającym jakiś sport. Mamy więc tu przykład malutkiej kilkuletniej golfistki, dorastającego futbolisty, dwóch nastoletnich koszykarzy oraz dwóch braci grających w tenisa.

Niestety przy ich boku stoją ich rodzice, i słowo niestety w wielu momentach jest użyte jak najbardziej celowo. Ojcowie furiaci, którzy chcą za wszelką cenę doprowadzić swoje dzieci na szczyt, to nie zawsze dobre rozwiązanie. To bardzo często kłoda u nogi tych dzieci, które nie mają dzieciństwa, bo muszą spełniać ambicje rodziców. Z drugiej strony jest matka, która poświęca się dla swoich synów jednakowo mówiąc,

„Wszystko co się wydarzy w przyszłości zależy tylko i wyłącznie od woli Boga. To on na pewno ich natchnie w odpowiedniej chwili”

Na sceny kiedy dorosły facet ruga swoją kilkuletnią córeczkę za to, że nie udało jej się wbić piłki do dołka, lub inne tego typu, patrzy się ze szczerym politowaniem. Warto jednak obejrzeć ten prawie godzinny film w całości i zobaczyć inną stronę medalu. Bo czasami to właśnie taką drogę muszą przejść najlepsi sportowcy świata aby dojść na sam szczyt. Z drugiej strony jak pokazuje ten dokument, to właśnie ci którym pozornie zależy najbardziej czyli rodzice, są powodem tego, że dane dziecko odpuszcza sobie sport.

Tak więc jeśli jeszcze nie macie dostępu do Netflixa to szczerze polecam. Tak samo zresztą jak na pewno w przyszłości będę polecał inne produkcje z tej platformy.