CrossFitFoto & VideoO wszystkimOpinie

Netflix + CrossFit

dodany przezKamil Timoszuk 24 września 2017 0 Komentarzy

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po założeniu konta na Netflixie, było sprawdzenie tego czy nie ma tam jakichś materiałów na temat CrossFitu. I jak się wtedy okazało – był, jeden. Ale od tamtej chwili minęło już trochę czasu i biblioteka o tej tematyce trochę się powiększyła.

O tym co to jest ten cały Netflix i dlaczego warto go wypróbować pisałem już TUTAJ. Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, to niech sobie zerknie, a następnie wróci tutaj. Od napisania tamtego tekstu nic się u mnie nie zmieniło i nadal uważam, że na polskim rynku platform VOD, w tym kraju nie ma lepszej opcji. I oczywiście można narzekać, że biblioteka tytułów dostępnych w Netflixie jest znacznie uboższa od tej oferowanej chociażby w USA, ale po co? Czy coś to zmieni? Raczej nie, więc szkoda czasu aby tym sobie teraz głowę zawracać.

Pomówmy jednak o tym co może znaleźć tutaj osoba, która lubi sobie obejrzeć coś ciekawego, a do tego zjawisko CrossFitu z jakiegoś powodu nie jest jej obce. Dla takich osób Netflix na chwilę obecną może zaproponować 4 tytuły. Trzy z nich ukazują od kuchni największe crossfitowe zawody na świecie czyli The CrossFit Games. Imprezę, która na przestrzeni lat zmieniła się diametralnie. Idealnie to widać gdy na samym początku obejrzymy film pod tytułem „Every Second Count”.

Produkcja ta powstała w 2009 roku i opowiada ona o jednej z pierwszych edycji CrossFit Games z 2008 roku. Narracja tego filmu jest oparta na 5 zawodnikach, którzy przygotowują się do tej wtedy nie ma co się oszukiwać, przaśnej imprezy. Ukazane jest w nich kompletnie różne podejście z jakim podchodzili do tych zawodów ówcześni crossfiterzy. To moim zdaniem jest jeden ze wspólnych mianowników jaki łączy te wszystkie dziś opisywane filmy. To, że oglądając te materiały dziś, i wiedząc co się wydarzyło po każdym z nich, to jak bardzo to się wszystko rozwinęło, jak zmieniło się ludzkie podejście czy też jak niesamowici ludzie biorą udział w CrossFit Games. Dla kogoś kto samym CrossFitem i tym co się z nim wiąże zaczął się interesować rok czy dwa lata temu, to obejrzenie tego filmu może być niemal filmem historycznym. Stara farma Dave’a Castro w Aroma w stanie Kalifornia już na zawsze zostanie miejscem kultowym dla większości ludzi, którzy mieli okazję tam być. Dlatego zaczynając się interesować tematem Gamesów, fajnie jest poznać ich początki, a ten film, oprócz surowych materiałów z zawodów na YouTube, jest chyba najlepszym środkiem do tego celu.

Dwoma kolejnymi materiałami jakie w ostatnich latach wypuścił sam CrossFit i udostępnił je na Netflixie jest to „Fittest On Earth 2015” oraz „Fittest On Earth: Decade Of Fitness”. Dwa dokumenty, które są niemal typowymi materiałami zza kulis finałów CrossFit Games z 2015 i 2016 roku. Dzięki nim można zobaczyć to, czego nie zobaczyło się podczas wszystkich transmisji z tych imprez. Można dowiedzieć się co czuli, jak reagowali i co przeżywali zawodnicy podczas tych kilku dni spędzonych w Carson i okolicach. W przypadku dokumentu mówiącego o zmaganiach w 2016 roku, możemy też świetnie zobaczyć i porównać to co działo się właśnie w tym roku, a tym 2008. Wszystko to za sprawą tego, że w 2016 roku zabrano zawodników na typowy powrót do przeszłości i urządzono im kilka konkurencji na kultowym ranczu, gdzie musieli oni się mierzyć z nowymi wersjami pierwszych workoutów. Oba te dokumenty są zrealizowane pod względem montażu i produkcji w iście amerykańskim stylu. Co mam na tutaj myśli? Przede wszystkim to, że Amerykanie są niedoścignionymi mistrzami w tworzeniu sportowych dokumentów. Jako ktoś kto przez lata obejrzał niezliczone ilości tego typu filmów o tematyce NBA czy NFL, to jestem w stanie rozpoznać ten charakterystyczny sznyt jaki mają właśnie te produkcje. Dynamiczny montaż, ciekawe ujęcia i świetnie dobrana muzyka budująca klimat, a nawet napięcie wydarzenie którego rozstrzygnięcie i tak jest znane, to zdecydowanie mocna strona tych filmów. Choćby dla nich warto poświęcić tych kilka godzin.

Czy jednak są to filmy bez wad? Na pewno nie. Aspektów o które można się przyczepić dla osoby szukającej dziury w całym jest całkiem sporo. Zacząłbym od tego, że filmy te trochę spłycają i mówią już o samych Gamesach, a zupełnie pomijany jest równie ważny i emocjonujący temat Open czy Regionals. Oczywiście chcąc zawrzeć to wszystko w jednym filmie, dostalibyśmy pewnie materiał o długości 3 godzin lub nawet więcej. Zawsze jednak można by trochę poświęcić samych Gamesów na rzecz właśnie wcześniejszych etapów. Drugim dużym mankamentem jest to, że uwaga realizatorów skupiona jest tylko na zaledwie kilku postaciach, głównie tych z USA, trochę Kanady i dwóch paniach Dottir. Nawet sami realizatorzy przyznają się w filmie, że byli zaskoczeni tym jak mało pokazują, a przez to jak mało wiedzą na przykład o takiej zawodniczce jak Tia-Clair Toomey. W dokumencie z Gamesów w 2017 roku już chyba tego błędu nie popełnią 😉 Poza tym na samych Gamesach walka nie toczy się tylko w dwóch kategoriach jak to pokazują te dokumenty. Są też jeszcze przecież młodzieżowcy, Mastersi czy też zespoły, wśród których także nie brakuje świetnych i wartych pokazania historii. Tu jednak wracamy od obszerności filmów i tego czy lepiej upychać wszystko w jeden film ale „po łebkach”, czy może jednak skupić się na najbardziej medialnej części, a resztę jak widać pomijać.

Czytając też komentarze pod tymi filmami gdzieś w sieci, widziałem kilka takich pełnych oburzenia o to, że te filmy nie pokazują całej prawdy o Gamesach. A pisząc „cała prawda” w domyśle ludzi domagali się poruszenia tematu dopingu/wspomagania u najlepszych. I oczywiście fajnie by było gdyby zawarto tam jakiś element tego zjawiska, ale raczej nie taki był cel tych dokumentów. Co więcej, uważam, że za jakiś czas ktoś podejmie ten temat i nawet postara się zrobić jakiś materiał na jego podstawie. Choć domyślam się, że CrossFit HQ będzie z tym mocno walczył. Jednak minimalnym plusem dla tej organizacji jest to, że już na początku najnowszej ich produkcji stawiają sprawę jasno – CrossFit Games to nie jest CrossFit! Natomiast dla chętnych dobrego filmu o dopingu polecam obejrzeć produkcję o nazwie „Ikar”, także na Netflixie.

Na koniec zaś został film, który był chyba najgłośniejszym, bo pierwszym robionym na tak dużą skalę projektem filmowym przez CrossFit HQ. Tym filmem był „Froning: The Fittest Man In History”. Bo o kim ma opowiadać tak duża produkcja, jak nie o żywej legendzie tego sportu? Rich Froning jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii CrossFit Games. W swoim debiucie zdobył on „zaledwie” drugie miejsce, a w czterech kolejnych latach już tego „błędu” nie popełnił stając za każdym razem na najwyższym stopniu podium. Podstawą tego filmu jest jego start w jego ostatnich indywidualnych Gamesach w 2014 roku. Jednak cała opowieść przeplatana jest materiałami z lat poprzednich, oraz wypowiedziami samego zainteresowanego lub osób w jakiś sposób z nim związanych. Dzięki temu można dowiedzieć się jak wygląda od kuchni jakaś część sukcesu najbardziej wysportowanego człowieka świata i z jaką pracą czy poświęceniami się wiąże. Bo na przykładzie Richa Froninga widać wręcz idealnie, że zwycięzcą jest się przede wszystkim w głowie. Bo nawet wracając na chwilę do tematu dopingu uzna się, że cała crossfitowa czołówka zawodników się wspomaga w jakiś sposób, to na samym końcu o wszystkim i tak decyduje głowa. Tę zaś Froning ma po prostu mistrzowską.

Biorąc pod uwagę to kiedy ten film został nakręcony, jaka jest ostatnia scena i co w niej mówi sam zainteresowany, to uważam, że nie dało się zrobić lepszego i mającego mocniejszy wydźwięk zakończenia. Dlatego nie chcąc spoilerować po prostu zachęcam was do obejrzenia – zarówno tego jak i trzech wcześniejszych. Tym bardziej, że pierwszy miesiąc Netflixa możecie mieć za darmo 🙂