CrossFitO wszystkim

Namawiał, namawiał i namówił…

dodany przezKamil Timoszuk 23 listopada 2017 0 Komentarzy

…a mnie długo namawiać na wiele rzeczy nie trzeba. Szczególnie na różne dziwne pomysły, które czasami mi, a czasami moim znajomym, przychodzą do głowy. Wystarczy słowo w odpowiednim momencie i dalej toczy się już samo.

Bo taka historia zawsze zaczyna się bardzo podobnie. Jest sobie człowiek lub grupa ludzi, gdzie u jednego z nich w głowie pojawia się taka iskierka. Iskierka pomysłu, który staje się zarzewiem czegoś większego. I bardzo często ma to formę kuli śniegowej, która z nikomu nie znanych na początku przyczyn zaczyna rosnąć i żyć własnym życiem 🙂 Ja na swoim koncie zrealizowanych takich akcji/pomysłów mam przynajmniej kilka. Te pierwsze które przychodzą mi teraz na myśl to na przykład akcja zrobienia 350 burpeesów za kawałek czekolady (którego i tak finalnie nie zjadłem) czy też przepłynięcie na ergometrze maratonu. Oba serdecznie polecam 😉

W ostatnich dniach dałem się jednak wciągnąć w coś na co jeszcze jakiś czas temu sam popukałbym się w głowę. Ale… Od jakiegoś czasu mój kolega z boxa sam realizuje oraz mniej lub bardziej świadomie rzuca sportowe wyzwania swoim znajomym. Przez ostatnie tygodnie było to między innymi wykonanie 10 tysięcy pompek oraz 10 tysięcy przysiadów w ciągu 100 dni. Oba z tych wyzwań udało mu się zakończyć sukcesem. Jego „porażką” przy obu tych wyzwaniach było jednak to, że nie udało mu się wciągnąć do tego więcej osób, w tym także i mnie 🙂 Marcin trafił jednak w moim przypadku na słaby okres, kiedy to dochodziłem do siebie po skręconej nodze i generalnej niechęci do trenowania w tamtym okresie. To na szczęście jest już przeszłością i od paru dni wystartował on z nowym pomysłem na wykonanie 10 tysięcy burpeesów w ciągu ponownie 100 dni. A wraz z nim ja.

Ktoś może w tej chwili zadać pytanie – A po co mi to? Do czego mi to jest potrzebne? I z czysto racjonalnego punktu widzenia mogę powiedzieć, że może i do niczego. Jest jednak pewno znaczące dla mnie ALE. Polega ono na tym, że każdy kto uważa, że cały taki pomysł jest bez sensu ocenia całą sytuację z własnego punktu widzenia. Bardzo subiektywnego punktu, który w większości przypadków obejmuje na przykład ten fakt, że sam nie lubi wykonywać burpeesów. I spoko, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Mną natomiast kieruje w dużej mierze ciekawość. Ciekawość tego co za sobą niesie wykonanie czegoś takiego i czy w jakikolwiek sposób będzie to miało na coś wpływ.

Bo wykonanie 10 tysięcy burpeesów w ciągu maksymalnie 100 dni daje też spore możliwości. Jedną z takich możliwości jest sprawdzenie na przykład siebie i tego czy jesteś w stanie coś takiego zrobić. Bo mam wrażenie, że w pewnym momencie tego wyzwania będą takie momenty, kiedy te burpeesy nie będą ciężkie do wykonania pod względem fizycznym, a bardziej psychicznym. To też na pewno da kopa do lepszej organizacji dnia i wymuszenia wręcz pewnej systematyczności. Poza tym doskonale wiem, że za chwilę kiedy tylko zima ze śniegiem na czele dotrze do Białegostoku, a ja będę zmuszony odstawić rower, to zacznie mi brakować jakichś bodźców fizycznych. A burpeesy wykonywane niemal codziennie przez całą zimę, są z mojej perspektywy całkiem ciekawą zamianą. Zresztą też osobiście chcę zobaczyć czy systematyczne wykonywanie burpeesów w takiej ilości, w dłuższym odstępie czasu da mi coś pod względem fizycznym. Taka dość pokaźna ich liczba daje wręcz nieskończone możliwości aby burpeesy wpleść w cały dzień czy cykl treningowy w różnych formach czy postaciach. Przecież nie zawsze trzeba klepać burpeesy ot tak, niemal do porzygu. Są przecież jeszcze takie formy jak EMOM, tabata, „death by” czy kilka innych. Każda z nich zostanie przeze mnie i przez moich znajomych na bank sprawdzona 🙂

 

Fajną opcją jest zapisywanie wszystkich postępów tego projektu za pomocą strony o nazwie CoolDare.pl, która daje spore możliwości. Można tam wpisywać każdego dnia swoje liczby jakie udało się zrobić z poszczególnych wyzwań. Można też podpatrywać kolegów lub koleżanki, którzy robią to samo i ewentualnie ich gonić lub przed nimi uciekać 🙂 Co jednak lepsza taka akcja jest dobrym powodem aby pouprawiać lub podszlifować wspólny „trash talking”, który potrafi być bardzo dobrym motywatorem 😉 Jak na razie z tym wyzwaniem w CrossFit Białystok w ostatnich dniach ruszyło już kilka osób. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby dołączyć jeszcze w praktycznie każdej chwili. Bo i tak finalnie każdy się ściga tylko z samym sobą, swoim wewnętrznym leniem oraz czasem – czyli bardzo twardymi zawodnikami.

Zresztą cała akcja moim zdaniem w wielu jej aspektach przypomina trochę słynny fotograficzny Projekt 365. Ja ze swoich postępów w tej walce co jakiś czas na pewno będę zdawał jakąś relację 🙂