fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Nadmorskie wszystko albo nic

dodany przezKamil Timoszuk 26 czerwca 2015 0 Komentarzy

Futbol amerykański na tle innych sportów zespołowych, które przywędrowały do Polski zza wielkiej wody, wyróżnia się kilkoma rzeczami. Jedną z nich jest system rozgrywek, którego kulminacyjnym momentem nie są rozgrywki playoffs w systemie gdzie gra się do czterech zwycięstw. W futbolu o wszystkim decyduje zaledwie jeden mecz!

Podobne też rozwiązanie co w futbolu amerykańskim, stosuje się także na przykład w akademickiej lidze koszykówki, gdzie co roku jest rozgrywany turniej o nazwie March Madness. Turniej w którym biorą udział aż 64 najlepsze drużyny, a z nich wyłaniany jest mistrz kraju. System w którym rozgrywa się zaledwie jedno spotkanie pomiędzy dwoma zespołami, ma swoje plusy i minusy. Plusem na pewno jest to, że jest to chyba najbardziej emocjonująca forma rozgrywek. To właśnie w tej jednej chwili trzeba stanąć na wysokości zadania i sprawić, że praca i wysiłek włożony w cały miniony sezon, nie poszedł na marne. Taka forma rozgrywek sprawia też, że nawet potencjalny faworyt, nie może czuć się zawsze pewnie, bo teoretycznie nawet słabszy zespół, może trafić na swój „dzień konia”, kiedy wychodzi mu więcej niż zwykle. A wtedy zaczyna się zabawa!

Warsaw Eagles Lowlanders

I takim też właśnie starciem pomiędzy faworytem a pretendentem, będzie niedzielny mecz w Gdyni. To waśnie tam na Narodowym Stadionie Rugby, w ramach półfinału Topligi zmierzą się zespoły miejscowych Seahawks Gdynia, a Primacol Lowlanders Białystok. Będzie to mecz, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się zwykła mrzonką, a dziś jest już najprawdziwszą prawdą. Kiedy startowały rozgrywki w sezonie 2015, wszyscy po chichu mówili, że zespół z Białegostoku może być czarnym koniem tegorocznych zmagań. Wskazywały na to poczynione przed rozgrywkami transfery i ogólna atmosfera, jaka się wytworzyła wokół ekipy z Podlasia w ostatnim czasie. Bardzo szybko przyszła jednak chwila zwątpienia, kiedy to Panthers Wrocław w inauguracyjnym starciu rozgromili Lowlanders na ich własnym boisku 0:49. Taki zimny prysznic mógł podziałać na Białostoczan na dwa sposoby. Albo mógł sprawić, że zaczną oni bardzo szybko i skutecznie wątpić w swoje możliwości, bądź też mogło to ich zmobilizować do jeszcze cięższej pracy niż do tej pory. Pracy, która jak się okazało, daje zaskakująco dobre rezultaty.

Lowlanders Sharks 19

Wygrane w prestiżowym meczu z Husarią Szczecin 36:29 oraz Zagłębiem Steelers 33:12 pokazały wszystkim, że Topliga nie jest wcale taka straszna. Wszyscy też chyba uwierzyli w to, że bieżący sezon w wykonaniu Primacol Lowlanders Białystok nie musi być pasmem spuszczonych głów i pogardliwych spojrzeń ze strony rywali. Potencjał jaki miała ekipa z nizin, był coraz bardziej widoczny. Takiej perspektywy nie zmienił też przegrany dziwny mecz w Warszawie z tamtejszymi Eagles 14:28. Najwyższe zwycięstwo w historii białostockiej drużyny z Zagłębiem Steelers w rozmiarach 46:0, było tylko przygrywką do tego co nastąpiło dwa tygodnie później. To właśnie wtedy do Białegostoku przyjechał aktualny Mistrz Polski z Gdyni i był współtwórcą najbardziej emocjonującego meczu w tym sezonie PLFA! W starciu beniaminka z mistrzem było wszystko to, czego może oczekiwać kibic od dobrego sportowego widowiska – ciekawe akcje po obu stronach boiska, walka do upadłego obydwu ekip, niespodziewane zwroty akcji, czyste sportowe emocje czy też także błędy sędziów.

Lowlanders Seahawks 19

Niestety jeden z nich, w ostatnich sekundach spotkania sprawił, że to Seahawks Gdynia wracali nad polskie morze ze zwycięstwem 35:32, a w Białymstoku pozostał jeden wielki niedosyt. Niedosyt, który może być całkiem skutecznym motorem napędowym w czekającym nas spotkaniu półfinałowym. Do tego meczu by jednak nie doszło, gdyby nie seria czterech kolejnych zwycięstw Lowlanders Białystok z kolejno Husarią 34:3, Sharks 46:33, Kozłami 46:26 oraz raz jeszcze Sharks 47:8. Końcowy bilans zwycięstw wynoszący 7-3, to coś co przed startem rozgrywek myślę, że 99% zawodników lub kibiców z Podlasia brałaby w ciemno. Teraz natomiast, wiedząc jak to wszystko wyglądało, widać doskonale, że „nie taki ten ligowy wilk straszny”.

Lowlanders Seahawks 17

Czego więc można spodziewać się po niedzielnym starciu dwóch żółto-czarnych drużyn? Wydaje mi się, że przede wszystkim walki. Niby to oczywiste na tym etapie rozgrywek, ale wbrew pozorom, to właśnie ten aspekt może być decydujący w końcowym rozrachunku. Każdy pojedynczy błąd w postaci niezłapanego podania, odpuszczenia przeciwnika w obronie, bądź też zwykłego zagapienia się, może kosztować stratę punktów oraz marzeń o wielkim finale we Wrocławiu już 11 lipca. Ważną rolę odegrać może też psychika. Z jednej strony mistrzowi Polski pewności siebie raczej nie brakuje, ale czy nie przerodzi się to w nawet niewielkie, ale jednak zlekceważenie rywala? Czy beniaminek z Białegostoku będzie na tyle zmotywowany aby raz jeszcze wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i mówiąc kolokwialnie nie pęknie, nawet jeśli pierwsze zagrania z ich strony nie będą udane? Oczywiście, przed starciem przedstawiciele obu ekip mówią w wywiadach przedmeczowych, że postarają się zagrać jak najlepiej, zrobić wszystko aby pokonać rywala i tak dalej, i tak dalej. Wszystko jednak zweryfikuje i tak boisko – w niedzielę, w samo południe, w Gdyni.

Lowlanders Sharks 27

Dla mnie osobiście zaś największym zaskoczeniem, zarówno całego sezonu jak i samego półfinału jest to, że obejrzę ten mecz na żywo z okolic boiska. Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy byłem na konferencji prasowej inaugurującej rozgrywki, nie sądziłem że za jakiś czas, będę na własne życzenie siedział w autokarze pełnego futbolistów, który zmierza nad polskie morze 😉 Jednak taka oto sytuacja idealnie wpisuje się w jedno z moich powiedzeń, które staram się realizować zawsze kiedy tylko mogę, a mianowicie: „Trzeba kolekcjonować fajne wspomnienia, bo tylko one nam pozostaną”. I właśnie z nadzieją na przywiezienie paru z nich z nad morza, czekam na niedzielne spotkanie… Let’s Go Black & Yellow Army!