fbpx
O wszystkimOdżywianie

Moje przepisy odc. 12

dodany przezKamil Timoszuk 23 czerwca 2014 0 Komentarzy

Grasz w zielona? Gram, gram, gram. Masz zielone? Mam, mam, mam. A czy jesz zielone? Na tak postawione pytanie jeszcze jakiś c zas temu odpowiedziałbym, że raczej rzadko. Jednak wraz ze zmianą nawyków żywieniowych, na moim stole coraz częściej pojawia się jakaś zielona rzecz, którą jem za smakiem, a nie z przymusu.

Jedną z takich potraw, jaką ostatnio robię dość często i jem namiętnie, jest fajne zielone urozmaicenie codziennych śniadań czy też kolacji. Jednak zanim o tym napiszę szerzej to muszę jeszcze napisać o czymś innym ale także związanym z jedzeniem, a bardziej chyba gotowaniem. Mianowicie odkąd udało mi się wprowadzić do mojego życia racjonalne jedzenie, zgodnie z pewnymi zasadami, to jak pewnie wiele osób wie, musiałem także nauczyć się gotować. Oczywiście słowo gotować, nadal w moim przypadku muszę używać bardzo ostrożnie, ponieważ uważam, że jeszcze wiele w tym temacie mam do nauczenia. Widzę to niemal za każdym razem, kiedy zdarza mi się obserwować w kuchennych klimatach moją mamę.

Zdaję sobie wtedy sprawę, że nauki przede mną co niemiara, bo ta kobieta naprawdę jest w stanie wyczarować coś z niczego. Ba! Co mi najbardziej w jej tworzeniu imponuje to umiejętność, która polega na tym, że gdy próbuje ona w jakimś miejscu jakiejś nowej potrawy, to po powrocie do domu stara się ją odtworzyć. I co w tym wszystkim jest najlepsze, to fakt, że praktycznie zawsze jej się udaje. Bez znajomości oryginalnego przepisu czy też receptury przygotowania. I to jest chyba właśnie ta rzecz, która oddziela kucharzy świetnych, od tych gotujących z książką kucharską przy nosie 😉

Co więcej, odkąd ja unormowałem swoje nawyki żywieniowe, to ona także stara się iść w tym kierunku i gotować zdrowiej. I takim oto sposobem dochodzimy do momentu w którym mogę wam dziś zaproponować zieloną roladę, której wykonania nauczyłem się od niej.

Zielona rolada

Zielona rolada

Składniki

Paczka mrożonego szpinaku

Czosnek i inne przyprawy

4 jajka

Serek do smarowania

Łosoś wędzony na zimno

Przygotowanie tego dania nie jest tak trudne jakby się mogło wydawać. Jeśli poświęci się temu odpowiednio dużo uwagi, to raczej nie ma szans na to, żeby rolada nie wyszła. Wszystko zaczynamy od przygotowania szpinaku na rozgrzanej patelni. Najlepsza opcją jest szpinak już wcześniej poszatkowany, pomimo tego, że później będziemy go jeszcze raz i tak blendować. Do zielonej paćki na patelni dodajemy czosnek w ilości uzależnionej od upodobań. Pomimo, że fanem tego smaku nie jestem, to muszę przyznać, że tutaj pasuje on idealnie. Kiedy szpinak i czosnek przejdą swoim aromatem całą masę przekładamy do jakiejś miski i dodajemy do tego 4 jajka.

Tak przygotowaną główną część mieszamy lub też tak jak wcześniej wspomniałem blendujemy, aby uzyskać jak najbardziej jednolitą konsystencję. W międzyczasie przygotowujemy sobie prostokątną (kształt jest bardzo ważny!) blaszkę i wykładamy ją papierem do pieczenia. Do tak przygotowanej formy wylewamy nasz szpinak z czosnkiem oraz jajkiem i rozsmarowujemy po całej powierzchni blaszki. Teraz kolejnym etapem jest zapieczenie tego aby podczas zawijania szpinak się nie rozpadał. Jako, że jajko ścina się dosyć szybko to wystarczy zaledwie kilkanaście minut aby najbardziej pracochłonna część była zakończona. Po wyjęciu z piekarnika oraz ostudzeniu, wyjmujemy ten nasz prostokątny placek z formy razem z papierem. Trzeba uważać aby przy wyjmowaniu nie opuścić „placka”, bo grozi to jego zniszczeniem. Wierzcie mi, wiem co mówię 😉

Jeśli i to uda wam się wykonać, to teraz jesteście już na prostej drodze do finalnego sukcesu. Aby go osiągnąć, trzeba jedynie cały ten szpinakowy prostokąt wysmarować serkiem. Takim zwykłym, białym, kanapkowym serkiem, który większość ludzi używa do kanapek. Może być on po prostu naturalny lub z dodatkiem ziół czy innych udziwnień, w zależności od tego co kto lubi. Na sam koniec, kładziemy na środek prostokąta wędzonego na zimno łososia. Ostatnią zaś czynnością będzie zawinięcie tej rolady w czym bardzo pomaga papier, w którym piekliśmy owy szpinak. Trochę przypomina to przygotowywanie sushi w jego końcowym etapie. I tak przygotowaną roladę odkłada się do lodówki na kilka godzin do ostatecznego przestygnięcia. Po wyjęciu z lodówki pozostaje już tylko kroić ostrym nożem owa roladę i jeść ze smakiem. Na przykład w formie kanapek na chlebie ryżowym.

Nie wiem też czy to zasługa tej rolady, czy może zmieniającego mi się smaku, ale dzięki niej przeprosiłem się z inną zieleniną, której już od dawna nie trawię czyli sałatą. W końcu w tej konfiguracji nie smakuje ona już jak zwykła kartka papieru 😉