Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Polska vs. Chorwacja

dodany przezKamil Timoszuk 21 września 2018 0 Komentarzy

Koszykarska Reprezentacja Polski to temat niełatwy. Mówiąc bardzo łagodnie. Jednak jest to też temat, który od czasu do czasu wraca i do mnie, i do większego grona ludzi jak typowy bumerang. Ostatnio wrócił w poniedziałek.

Gdyby nie koszykarska Reprezentacja Polski to dziś byłbym innym człowiekiem. Taka teza jest tak samo odważna co też… prawdziwa. Bo to właśnie od meczu naszej kadry widzianego na żywo ponad 20 lat temu w Białymstoku zaczęła się moja przygoda ze sportem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nasz kraj nie jest koszykarską potęgą. Wiedziałem za to, że w moim pierwszym widzianym meczu pokonaliśmy taką potęgę jak Litwa. Kraj który koszykówką interesuje się, żyje, a nawet i oddycha.

Później nastąpił okres boomu na basket w Polsce za sprawą dwóch czynników – NBA w telewizji publicznej oraz 7 miejsca na Mistrzostwach Europy naszej kadry. Miejsca, które było okraszone sporą dawką niedosytu po ćwierćfinałowym meczu z Grecją, który według wielu powinniśmy wygrać i grać dalej. Z drugiej jednak strony wydawało się, że czas i zmiany jakie zachodziły w Polsce sprawią, że będzie tylko lepiej. No niestety, z perspektywy czasu można śmiało napisać, że lepiej było właśnie wtedy, później zaś było tylko gorzej. Przy ówczesnym systemie kwalifikacji do imprez rangi mistrzowskiej Reprezentacja Polski mogła jedynie celować w awans na EuroBasket. O Mistrzostwach Świata czy Igrzyskach Olimpijskich nie było mowy. Zresztą nawet jeśli by była, to co prezentował nasz zespół nie uprawniał nas nawet do marzeń o występie na największych tego typu eventach.

Wszystko dlatego, że Reprezentacja Polski zawodziła swoich kibiców tak wiele razy, że nie sposób to wszystko wymienić. Mnie jako kibica i człowieka, który tej kadrze życzy (życzył?) jak najlepiej, najbardziej do dziś bolą dwie sytuacje. Pierwsza z nich to EuroBasket 2009 organizowany w naszym kraju. Miała to być trampolina do rozwoju koszykówki w Polsce, do sukcesu kadry i do paru innych dobrych rzeczy. Jak się to skończyło? Zawodem, okropnym zawodem. Tym bardziej, że to spotkanie oglądane kilka metrów od parkietu było to jedno z najlepszych widowisk sportowych na jakim byłem w życiu. Ta energia unosząca się w Hali Ludowej we Wrocławiu, ta wyrywająca momentami z siedzeń gra reprezentacji, to ogromne zwycięstwo które dla wielu ludzi było zwiastunem nadejścia czegoś wielkiego. Zresztą zobaczcie sami. Gdy zawodnicy Polski atakują na „prawy” kosz, to ten koleś który siedzi na jego wysokości, ale jako jeden z pierwszych wstaje niemal przy każdej akcji to tak, to ja 😉

Jak się okazało były to tylko miłe złego początki. Był to bowiem ostatni tak dobry mecz naszej kadry nie tylko w tych mistrzostwach, ale i na przestrzeni kolejnych lat. Do tego cała impreza w Polsce okazała się przede wszystkim zmarnowanym potencjałem nie tyle sportowym co promocyjnym. Zresztą czego żniwa zbieramy do dziś.

Drugim moim największym zawodem były mistrzostwa na Słowenii w 2013 roku. Mistrzostwa, które miały być wielkim turniejem naszej kadry. Dlaczego akurat te? Przede wszystkim dlatego, że do Słowenii pojechała teoretycznie najsilniejsza kadra od wielu wielu lat. Udało się wtedy teoretycznie pogodzić skłóconych niemal od zawsze zawodników „dla dobra reprezentacji”. Ja też tam pojechałem w roli dziennikarza za sprawą akredytacji jaką wtedy dostałem na niemal ostatnią chwilę, bo chyba na 3 czy 4 dni przed startem imprezy. Niestety, otrzymałem tym samym możliwość oglądania nie tyle porażek, co klęsk tej reprezentacji. Co mecz to gorszy, co mecz to kolejni obrażeni zawodnicy, którzy nie chcieli dyskutować z mediami. 4 porażki w 4 pierwszych meczach to był idealny przykład tego jak wyglądał z Polskiej perspektywy ten EuroBasket. Co zabawniejsze, w ostatnim meczu który dla nas nie znaczył nic pokonaliśmy ekipę gospodarzy, którzy do meczu z nami nie przegrali spotkania. No po prostu masakra. Mi właśnie wtedy na Słowenii chyba w największym stopniu przeszła ochota na polski basket.

I taki ten stan trwa też trochę do dziś. Jednak będąc w poniedziałek w Gdańsku z racji sesji zdjęciowej na jaką byłem tam umówiony, nie mogłem sobie odpuścić okazji powrotu na mecz kadry po tylu latach przerwy. Okazja była o tyle dobra, że w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata do Gdańska zawitała drużyna Chorwacji. Drużyna, która w europejskim i światowym baskecie znaczy znacznie więcej niż my. Jak się tego wieczora okazało, to nie ma większego znaczenia. Choć od wejścia do hali na godzinę przed meczem, odniosłem wrażenie, że zapełniona w dość skromnej liczbie Ergo Arena, czeka jedynie na szybki wpierdziel kadry, aby zdążyć jak najszybciej do domu. Ba, nawet rozmawiając jeszcze w połowie meczu kiedy wynik był jeszcze otwarty z Michałem Górnym piszącym na co dzień głównie o NBA, nie dawaliśmy naszej kadrze praktycznie szans. Nie wiem na czym opierał swoją opinię Michał, ale z mojego punktu widzenia, Chorwacja po prostu wyglądała o klasę lepiej pod względem sportowym. W drugiej połowie zdarzył się taki trochę mini cud i podopieczni Mike’a Taylora wygrali z Chorwacją. Co ciekawe, jak podają statystyki, ten triumf przed ekranami telewizorów tego wieczora widziało ponad 400 tysięcy osób. Jak na kadrę jest to liczba zacna. Ja jednak bym się specjalnie nie podniecał, że tak to kolokwialnie ujmę. Ta kadra ma tyle braków, tak chwilami jej gra jest po prostu słaba, że po prostu tego nie widzę. Zabijcie mnie, ale cholera nie widzę tego aby tu miał nastąpić jakiś happy end. I może wychodzę w tej chwili na malkontenta, któremu nic nie pasuje, ale z pozycji człowieka, który w temacie polskiego basketu widział już całkiem sporo, to tym razem przemawia za mną zwykły realizm. Mike Taylor miał już swoje szanse aby ustawić tę ekipę i pokazać na co ją stać. Ja patrząc na to z boku nie widzę szczególnego progresu. Choć możecie mi wierzyć lub nie, ale cholernie bym chciał za jakiś czas odszczekiwać te słowa. Zaraz po tym jak uzyskamy awans na ogólnoświatowy czempionat.

Fajnie jednak było wpaść do Gdańska, spotkać się i pogadać z paroma starymi znajomymi z „koszykarskich czasów” i przede wszystkim zrobić parę mam nadzieję ciekawych zdjęć. Czy są one fajne możecie ocenić po obejrzeniu poniższej galerii mojego autorstwa. Zapraszam!