Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia – Wisła Kraków

dodany przezKamil Timoszuk 6 marca 2018 0 Komentarzy

Historia dzieje się na naszych oczach – to powiedzenie całkiem dobrze pasuje do tego co w ostatnich tygodniach dzieje się w Białymstoku. Dokładniej rzecz biorąc w Jagiellonii Białystok, która krok po kroku zmierza do wyznaczonego przez siebie celu.

Rok 2018 nie zapowiadał się tak dobrze jak na razie wygląda w wykonaniu piłkarzy Jagiellonii Białystok. Co najwyżej był sporą zagadką. Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy Jaga budowała swój skład na sezon 2017/2018, to wiele osób uważało, że powtórzenie sukcesu w postaci wicemistrzostwa Polski będzie praktycznie niewykonalne. No bo jak ot tak – wiodący prym piłkarze sprzedani, trener któremu chciano niemal budować pomniki odszedł, na jego miejsce sprowadzono żółtodzioba na tym poziomie, a do tego historia wahań formy zespołu na przestrzeni lat była zdecydowanie przeciwko białostoczanom. Z drugiej jednak strony, gdyby jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy białostocki klub błąkał się po peryferiach poważnej piłki, ktoś powiedział, że Jaga będzie miała takie problemy, to został by uznany za wariata. Tymczasem…

Od samego startu sezonu 2017/2018 Jaga udowadnia wszystkim, a chyba najbardziej sobie samej, że „po Probierzu też jest życie”. Pomimo tego, że zespół nie gra olśniewająco, to jednak odnosi kolejne zwycięstwa, które pozwalają mu utrzymać się w czubie Ekstraklasy. Często były to zwycięstwa wymęczone lub szczęśliwe, ale jednak były. Zdarzały się też wpadki jak na przykład pozwolenie na wywiezienie 3 punktów z Podlasia dla beniaminka w lidze – Sandecji Nowy Sącz. Na szczęście jednak polska liga to nie dobra liga zachodnia, gdzie potknięcie jednego często jest bezlitośnie wykorzystywane przez resztę stawki. W Polsce bardzo często odbywa się tak zwany „wyścig żółwi”. Wyścig, który w ostatnich latach startował pod koniec rozgrywek, a w tym sezonie jakby rozpoczął się znacznie wcześniej. Wyścig, którego patrząc na to z boku nikt nie chciał wygrać.

Okres między grudniem a lutym, miał dać odpowiedź na pytanie na ile Ireneusz Mamrot jest w stanie autorsko przygotować zespół do rozgrywek. W przygotowaniach pomógł też znacząco klub, który wzmocnił kadrę zespołu, a przede wszystkim stworzył środowisko w którym jest prawdziwa rywalizacja o miejsce w składzie. I to nie tylko tym wyjściowym na boisku ale także i tym na ławce. Pierwszych 5 spotkań pokazało jednak, że trener Ireneusz Mamrot, który żartobliwie kojarzony jest przez wielu z tanim winem, niebawem może stać się reklamą dobrej postawy trenerskiej. 5 meczów w tym roku i 5 zwycięstw – to jest bilans jaki po wczorajszym starciu z Wisłą Kraków może pochwalić się Jagiellonia Białystok w 2018 roku. Szczególnie mecz z Legią Warszawa otworzył oczy wielu ludziom na to, że gdzieś na wschodzie jest taka drużyna, która nie zamierza kłaść się przed Legią czy Lechem i oddać im za darmo trofeum mistrza Polski. W Białymstoku wszyscy wiedzieli to już od dawna. Jednak czytając w internecie wypowiedzi różnych osób, można było odnieść wrażenie, że sporo ludzi doznało swoistego olśnienia. Czy to dobrze? Jak mówią pewne mądre słowa „ciszej będziesz, dalej zajdziesz”.

Dlatego też fajnie jest widzieć postawę trenera Mamrota, który tuż po znakomitym meczu w Warszawie, już w szatni tonował nastroje. Mówi też o tym, żeby niepotrzebnie nie pompować balonika tylko robić swoje. I jak widać jego metoda się sprawdza, bo mecz z Wisłą Kraków może znakomity nie był, ale mam nieodparte wrażenie, że taki po prostu miał być. To znaczy w tym meczu trzeba było zgarnąć 3 punkty jak najmniejszym nakładem sił – i ta sztuka zdecydowanie się udała. Przy okazji został pobity też rekord klubu w ilości zwycięstw z rzędu. W najbliższą niedzielę będzie szansa podbić tę liczbę w Poznaniu, gdzie Jagę czeka kolejny trudny wyjazd. Jednak jeśli chce się dojść do wielkich rzeczy, to nigdy nie można się spodziewać łatwej drogi.

Galeria zdjęć mojego autorstwa z wczorajszego pojedynku