fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Zagłębie

dodany przezKamil Timoszuk 15 grudnia 2018 0 Komentarzy

Dawno siadając do napisania tekstu o drugiej w nocy, nie miałem takiej pustki w głowie. A żeby nastąpiło takie spustoszenie wystarczyło niewiele ponad dwie godziny z polską piłkarską ekstraklasą w Białymstoku.

Tak na dobrą sprawę to w tym momencie powinienem to zostawić to wszystko w cholerę i iść po prostu spać. Ale kurde nie mogę. Nie po tym co ja i kilka tysięcy innych osób zobaczyliśmy na Stadionie Miejskim w stolicy Podlasia. Miało być widowisko na zakończenie piłkarskiego roku w Białymstoku, a był swoisty roast Jagiellonii Białystok. W rolę roastującego wcieliło się Zagłębie Lubin, które podobno jest w dołku pod kątem sportowym. No jakoś w Białymstoku tego nie było widać, kiedy to gracze z Dolnego Śląska punktowali raz za razem Białostoczan. I w tym momencie powstaje też pytanie – czy to Zagłębie w tej chwili jest takie silne czy może Jagiellonia jest myślami na świętach?

Swoją droga wracając do domu po meczu to nie mogłem wyrzucić ze swojej głowy pewnej tezy. Tezy mówiącej o tym, że graczom Jagi zdecydowanie święta wjechały już za bardzo do głowy. Szkoda tylko, że pomyliły im się okazje i zamiast sprawić urodzinowy trenerowi Mamrotowi, to zaczęli rozdawać upominki w postaci kolejnych goli dla Zagłębia. Zespół z Lubina potwierdził też to, że w tym sezonie drużyny z Dolnego Śląska po długiej wycieczce na Podlasie biorą 3 punkty jak swoje. W tym sezonie zrobiła to już Miedź Legnica wygrywając po ciekawym spotkaniu 2:3 oraz Śląsk Wrocław, który upokorzył wręcz Białostoczan przed własną publicznością demolując ich 0:4. Zagłębie wygrało w takim samym stosunku, ale nie wiem jak inni obserwujący, ale po tej klęsce odczucia są trochę inne niż te po Śląsku.

Jaki był według mnie najgorszy moment spotkania? O dziwo nie była to pierwsza połowa po której już było 0:3 z czego trzecia bramka jest lekko dyskusyjna. Bardziej dobijającym obrazkiem było to, gdy w drugiej połowie Zagłębie, które miało już praktycznie zapewnione 3 punkty, dalej atakowało. Dalej wytwarzało presję na Jadze, która momentami wyglądała jak dzieci we mgle. Praktycznie każdą z bramek można obciążyć konto poszczególnego zawodnika. Bo to nie były w żaden sposób przypadkowe gole, które jakimś cudem wpadły. Zagłębię przez większość meczu doskonale wiedziało co robi i z zimną krwią punktowało coraz bardziej rannego przeciwnika.

Jedyną rzeczą jaką można żałować po tym wieczorze na Słonecznej to fakt, że niestety to nie jest ostatni mecz w tym roku. Z racji tego, że jakiś geniusz zła wymyślał terminarz sezonu 2018/19, to jeszcze za tydzień, a dokładniej 21 grudnia Jaga musi pojechać do Gliwic i tam powalczyć o poprawę zarówno humorów jak i stanu konta punktowego. Szczególnie jeśli u kogokolwiek tli się jeszcze nadzieja na walkę o Mistrzostwo Polski. A później czeka nas wszystkich długa zima i czas wielu przemyśleń oraz być może idących za tym zmian. Bo to że takowe są potrzebne, to nie trzeba już chyba nikogo przekonywać.