fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Zagłębie Sosnowiec

dodany przezKamil Timoszuk 9 kwietnia 2019 0 Komentarzy

Polska piłkarska Ekstraklasa to od wielu już lat coś więcej niż tylko liga. To jednocześnie stan umysłu i styl życia w jednym. Jest to tak samo duża zaleta jak i wda tej ligi, która niestety do najmocniejszych nie należy, ale jednego odmówić jej nie można – budzi emocje.

Czy polskiemu kibicowi potrzeba zawsze wielkiej piłki aby mógł interesować się lub nawet pasjonować rozgrywkami Ekstraklasy? Nie specjalnie. Ta liga budzi emocje z racji działania na starej jak świat zasadzie – „koszula bliższa ciału”. Bo oczywiście można oglądać i podziwiać kluby typu Barcelona, Manchester United czy inny AC Milan. Jednak czym innym jest pójść na stadion we własnym mieście, spotkać się ze znajomymi, pokrzyczeć sobie, a na koniec dostać nagrodę w postaci zwycięstwa swojego klubu. Tego często nie da się przełożyć w żaden sposób na logiczne argumenty. Piłkarze biegający po polskich boiskach często tym co na nich wyprawiają jednocześnie sprawiają, że miłość do polskiego futbolu bywa szorstka i brutalna. Ale czy tak nie jest też w życiu? 😉

Przykład właśnie takiego irracjonalnego splotu wydarzeń oglądamy ostatnimi czasy właśnie w tej lidze. W jednej kolejce Wisła Kraków potrafi zlać Legię Warszawa 4 do 0, by za chwilę pojechać do ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec i przegrać 3 do 4. Ta sama Legia potrafi odegrać się na Jadze i wygrać z nią gładko 3 do 0, by za chwilę Jagiellonia odegrała się i przerwała swoją złą passę w meczu z Zagłębiem wygrywając z nim 2 do 1. I to są tylko wydarzenia z ostatnich tygodni. Ludzie, którzy obstawiają tę ligę w zakładach bukmacherskich muszą chyba sporo swojej kasy inwestować w porady wróżek bo chyba tylko one wiedzą co wydarzy się w danej kolejce. A przed nami decydujące kolejki w których będzie trwał zapewne coroczny tak zwany „wyścig żółwi” czyli kluby z czoła tabeli zrobią wszystko aby doczłapać się do mistrza w dziwnych okolicznościach.

Wróćmy jednak do meczu Jagiellonii z Zagłębiem Sosnowiec. Meczu, który dla Jagi miał niezwykle duży ciężar gatunkowy. Ewentualna porażka sprawiała, że zespołowi z Podlasia bardzo realnie zajrzałoby w oczy widmo walki w niższej grupie w drugiej części sezonu. Byłby to scenariusz, którego jeszcze nie tak dawno praktycznie nikt nie zakładał. Co więcej, ten scenariusz stał się jeszcze bardziej realny w drugiej minucie meczu, kiedy to Zagłębie zdobyło gola ku wręcz zszokowaniu wszystkich. Nic więc dziwnego, że w takiej chwili w stronę zawodzących już od dłuższego czasu graczy poleciały niewybredne epitety. Na szczęście sytuację chwilowo ostudził VAR, który tej bramki nie uznał. Wszystkim spadł jakby kamień z serca.

Nie zmieniło to jednak faktu, że kopania po czołach obydwu zespołów trwał ciąg dalszy. Zagłębie jednak ewidentnie poczuło krew i chciało coś zdziałać w Białymstoku. Szczególnie wyrywny był Szymon Pawłowski, któremu można było odnieść wrażenie, że jest wszystko jedno czy kłóci się z rywalami, sędzią czy nawet kolegami ze swojej drużyny. Przemotywowanie przed meczem jak widać w naturze także czasem występuje. Na szczęście Jagiellonia dwoma bramkami ostudziła zapędy zespołu z Sosnowca. Nie był to jednak koniec emocji ponieważ w drugiej połowie w dość dziwnych czy wręcz kuriozalnych okolicznościach Zagłębie zdobyło bramkę z rzutu karnego. Rzutu, który był wykonywany aż trzykrotnie, z czego trzeci próba została „wywołana” w chwili, kiedy Marian Kelemen po obronieniu jedenastki przeniósł akcję an drugą stronę boiska.

Na szczęście dla Jagi nareszcie wszystko skończyło się dobrze i trzy punkty zostały w Białymstoku. Punkty, które mogą nie tylko utrzymać Jagę w wyższej ósemce, ale także dać nadzieję na walkę, nawet o najniższy stopień podium na koniec sezonu. Tak, ta liga jest na tyle pokręcona, że taka szansa też jeszcze istnieje. Żeby jednak była ona realna to bez dwóch zdań podopieczni trenera Mamrota muszą zacząć grać, a nie tylko wychodzić na boisko.

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć mojego autorstwa z tego spotkania.