Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Wisła

dodany przezKamil Timoszuk 30 kwietnia 2018 0 Komentarzy

Żółwie, ślimaki i inne głuptaki. Tych zwierząt używa się regularnie do tego aby opisać sytuację panującą od dawna w piłkarskiej ekstraklasie. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, kiedy widzi się co wyprawiają czołowe zespoły na finiszu sezonu.

Po tym jak dodatkową rundę w rozgrywkach ekipy Legii Warszawa, Lecha Poznań i Jagiellonii Białystok rozpoczęły od porażek, wydawało się, że drugi raz o powtórkę z takiej „rozrywki” będzie ciężko. Potwierdziła to niejako kolejka numer 32, w której dla odmiany trzy czołowe zespoły tego sezonu wygrały solidarnie swoje mecze. I tym sposobem dochodzimy do kolejki 33, w której to znowu działy się cuda. Najpierw swój mecz z Koroną Kielce niejako planowo wygrywa Legia. Lech Poznań chcący wrócić na fotel lidera, nie tyle potyka się, co w filmowym stylu wykłada się przed własną publicznością przegrywając z Górnikiem Zabrze 2:4. Tym samym szansę na fotel lidera otrzymuje w prezencie Jagiellonia Białystok. I co z nią robi?

Jako osoba pochodząca z Białegostoku chciałbym napisać, że koncertowo ją wykorzystuje. Niestety podopieczni Ireneusza Mamrota w meczu z Wisłą Kraków po raz kolejny dają popis nieskuteczności, który kończy się dla nich w tragiczny sposób. Tradycyjnie pierwsza połowa w wykonaniu białostoczan była nijaka. Niby próby ataku były podejmowane, niby coś się działo, ale gdy się pomyśli o meczach na początku tegorocznego grania, to ewidentnie było widać, że to nie jest ta sama forma. Co innego już drugie 45 minut. Tutaj ataki były zdecydowane i stanowiły realne zagrożenie. Wtedy też otworzyła się niemal autostrada do krakowskiej bramki za sprawą podyktowanego karnego dla gospodarzy. Jak to się jednak mówi – rzut karny to jeszcze nie gol. I jest to bolesna prawda, bo już tydzień temu takowy stały fragment gry zmarnował Arvydas Novikovas, a tym razem w jego ślady poszedł Roman Bezjak. Roman, którego strzał niby obronił bramkarz, ale patrząc na powtórki ewidentnie widać jak źle wykonany to był karny. To był jednak dopiero początek nieszczęść tego wieczora. Wszystko za sprawą tego, że chwilę później, zawodnicy Jagiellonii zaczęli się wykartkowywać przed arcy ważnym meczem z Legią za tydzień. Na deser zaś dzieła zniszczenia dopełniła już Wisła, która zdobyła swojego zwycięskiego gola. Cały ten wieczór idealnie dopełniła zaś aura, która kilka sekund po zdobyciu bramki przez gości uraczyła wszystkich ulewą.

W takiej sytuacji jedynym pocieszeniem dla zawodników Jagiellonii jest to, że nadal wszystko jest w ich nogach i rękach. Teraz jednak sytuacja się skomplikowała maksymalnie, bo trzeba koniecznie wygrać mecze z Legią i Lechem. Czy jest to do zrobienia? W tej lidze każdy wynik w każdym meczu jest możliwy.

Tymczasem zapraszam do obejrzenia zdjęć mojego autorstwa z pojedynku z Wisłą Kraków.