Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Wisła Płock

dodany przezKamil Timoszuk 21 maja 2018 0 Komentarzy

„Meczem o wszystko”, „Walką o marzenia” i kilkoma jeszcze innymi określeniami nazywano w Białymstoku niedzielny mecz pomiędzy Jagiellonią Białystok, a Wisłą Płock. Mecz, który gospodarzom mógł zapewnić upragniony tytuł. Jednak nie wszystko zależało od nich…

Od największego sukcesu białostockiego klubu wywalczonego w 2017 roku, czyli pierwszego wicemistrzostwa kraju, minęło zaledwie 12 miesięcy. Wiele długich tygodni, które obfitowały w tak wiele różnych wydarzeń o różnym zabarwieniu emocjonalnym, że nie sposób to opisać w kilku słowach. Jednak wracając z wczorajszego spotkania i trochę żałując, że finisz Lotto Ekstraklasy zakończył się tak jak zakończył, dopadła mnie jedna myśl. Mianowicie taka, że jeszcze 12 miesięcy temu myślę, że większość kibiców w Białymstoku, taki stan rzeczy przyjęła by w ciemno z pocałowaniem ręki. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę ubytki kadrowe, kontuzje czy przede wszystkim wymianę trenera, który bez żadnego doświadczenia na tym poziomie został rzucony na głęboką.

Z drugiej jednak strony, można oczywiście przypominać ile razy w tym minionym już sezonie Jagiellonia potknęła się. Ile razy straciła punkty w meczach, w których zrobić tego nie powinna. Ile razy szczęście lub sędziowie byli po jej stronie, a ile po przeciwnej. Zresztą cała ta liga w tym roku przypominała długimi chwilami jakąś parodię poważnych i szanowanych rozgrywek. Każdy z pięciu czołowych zespołów miał w tym sezonie miał okresy dobrej, jak i fatalnej gry. Serie zwycięstw? Proszę bardzo! Serie przegranych? Ależ nie ma problemu! Nie ma drugiej takiej poważnej ligi w której mistrz prezentował by się tak słabo. I to chyba to jest największy zawód w tym sezonie – zarówno w Białymstoku, jak i Poznaniu. Bo zupełnie inna optyka tego finiszu byłaby w chwili, kiedy mistrz odjechał by na kilka kolejek przed końcem na wiele punktów i nikt nie miałby wątpliwości czy na tego mistrza realnie zasłużył.

A tak, ja jestem wielkim fanem zastosowania rozwiązania, o którym przeczytałem kilka tygodni temu. Chodzi o patent stosowany podczas konkursów Chopinowskich. W tych jest tak, że jeśli w danym roku startujący konkurenci nie prezentują odpowiedniego poziomu, to wtedy jury ma możliwość nie przyznania głównej nagrody. Ktoś zapyta w kontekście piłkarskim – a co z pucharami? Rzut monetą nie jest głupim wyjściem 😉

A tak poważnie to, wczorajszy mecz z białostockiego punktu widzenia, pomimo braku pełni szczęścia, trzeba docenić. Bo jak to stwierdziła jedna z osób, która wracała ze mną po meczu, za kilka lat obyśmy nie musieli wspominać tych dwóch wicemistrzostw z nostalgią. Bo to by oznaczało, że powtórki z rozrywki nie było.

Póki co zaś zostawiam ostatnią w tym sezonie galerię zdjęć z meczu oraz „imprezy okolicznościowej” tuż po nim 🙂