Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Pogoń

dodany przezKamil Timoszuk 20 października 2018 0 Komentarzy

Uff, udało się… – Taka reakcja mogla być jedną z najczęstszych wczorajszego wieczoru na dalekim Podlasiu. Wszystko dlatego, że tak reagowali ludzie wychodzący z meczu Jagiellonii Białystok z Pogonią Szczecin. Meczu, który dostarczył naprawdę wielu emocji.

Polska piłkarska Ekstraklasa to jedna wielka ruletka. I to nie jest żadna nowość. Im bliżej końca potrafi się też zamienić w typowy wyścig żółwi. W tym roku jednak nie opuszcza mnie wrażenie, że takowy wyścig rozpoczął się już od samego początku. Nie ma bowiem praktycznie ani jednej kolejki, w której można by wytypować murowanych faworytów. A nawet jeśli ktoś odważy się to zrobić, to za chwilę okazuje się, że był w wielkim błędzie.

Jagiellonia Białystok nie potrafi się w tym sezonie także wyrwać z tego schematu. Mecze dobre lub bardzo dobre przeplata słabymi lub nawet dramatycznymi. To co wydarzyło się w niedawnym meczu ze Śląskiem Wrocław na własnym boisku, jeszcze na długo pozostanie w pamięci kibiców. Kibiców którzy są w stanie wybaczyć porażkę, ale nigdy nie zaakceptują lekceważenia ich. A to tamtego wieczora właśnie miało miejsce. Później zaś nastąpił wyjazdowy i szczęśliwie zremisowany mecz z Koroną Kielce, oraz przyszedł czas na nie do końca chyba zasłużoną ale potrzebną przerwę.

Takie przerwy na polskie zespoły działają różnie. Jednym pomagają, a inni ten czas po prostu marnują, bo nie można tego inaczej nazwać widząc to co dany zespół wyczynia na boisku. Pogoń Szczecin przed przyjazdem do Białegostoku miała na swoim koncie serię 5 meczów bez porażki, z czego 3 ostatnie mecze to zwycięstwa Portowców. To na pewno nie uspokajało podopiecznych trenera Ireneusza Mamrota. Jednak na szczęście przygotował on zespół na tę batalię świetnie, czego można było w końcu zobaczyć rezultaty na boisku.

Pierwsza połowa pomimo że bezbramkowa, to dla obydwu zespołów przyniosła po kilka szans na objęcie prowadzenia. Jednak albo fatalnie pudłowali napastnicy, albo bramkarze stawali na wysokości zadania. Jedyną stratą jaką w pierwszych 45 minutach poniosła Jagiellonia, była strata Kuby Wójcickiego, który nabawił się kolejnej kontuzji. W jego miejsce podobno pojawił się Roman Bezjak, który tego dnia był na boisku obecny chyba jedynie ciałem. W drugiej połowie jak to w Białymstoku czasami bywa, widowisko rozkręciło się na dobre. Chwilę po rozpoczęciu drugiej części wynik otworzył Przemek Frankowski. Po tym jak Jagiellonia strzeliła bramkę numera dwa ale sędzia jej nie uznał z powodu nie do końca zrozumiałych względów, wydawało się, że to kwestia czasu kiedy Jaga dobije niknącą w oczach Pogoń. Portowcy jednak nie przez przypadek zdobywają ostatnio tyle punktów. Bramka na jeden do jednego zmotywowała Białostoczan do kolejnych ataków. Ku zadowoleniu wszystkich decydujący cios zadał Ivan Runje, który trafił do bramki po strzale głową. Dobić gości mógł jeszcze Patryk Klimala, ale zamiast tego wykonał on akcję w sytuacji sam na sam zasługującą na znalezienie się w zestawieniu „Piłkarskie Jaja”.

Za tydzień już takich jaj odstawić nie można, bo do Białegostoku przyjeżdża Legia Warszawa. Stołeczny klub, w którym problemów także nie brakuje. Nie oznacza to jednak, że będzie to mecz prosty. Jednak w tym spotkaniu o wszystkim może zadecydować jedno podanie, jeden strzał czy jedna chwila uwagi lub nieuwagi. Oby jednak takich chwil ze strony Jagiellonii było jak najmniej.

Tymczasem zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć mojego autorstwa z wczorajszego meczu.