fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Pogoń

dodany przezKamil Timoszuk 7 maja 2019 0 Komentarzy

O tym jak nieprzewidywalna jest polska ligowa piłka można nie tyle książki, co wręcz encyklopedie pisać. Obecny kończący się sezon jest tego dobitnym przykładem, a w ten trend wpisuje się także idealnie Jagiellonia Białystok.

Od dłuższego czasu tematem i celem numer jeden białostockiego klubu był finał Pucharu Polski. Ten jak wiadomo nie zakończył się happy endem, pomimo tego, że Lechia Gdańsk jako ich przeciwnik wcale nie zaprezentował się w tym spotkaniu dużo korzystniej. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że na Stadionie Narodowym to Jadze było przez praktycznie 90 minut gry do sięgnięcia po trofeum. No ale co się stało to się już nie odstanie. Pozostał tylko spory niedosyt.

Jednak przegrany puchar nie oznacza końca emocji na polskim piłkarskim podwórku. Te tak naprawdę dopiero przed nami, i to w najbliższych dwóch tygodniach rozstrzygnie się wszystko. A to że może wydarzyć się wszystko, pokazał ubiegły weekend. Bo to w trakcie niego Piast Gliwice wygrywając w Warszawie z Legią pokazał, że realnie chce powalczyć o sprawienie nie tyle niespodzianki, co sensacji w postaci zdobycia Mistrzostwa Polski. Lechia Gdańsk, która znając ten wynik nie podołała presji i przegrała w Krakowie z Cracovią czym sobie niesamowicie skomplikowała sytuację w ostatnich trzech meczach. A co na to wszystko Jaga?

Ta w końcówce sezonu będzie prawdziwym papierkiem lakmusowym tegorocznej czołówki. Wszystko za sprawą 3 pozostałych meczów z drużynami walczącymi o tytuł. Sama Jagiellonia ma jednak też o co walczyć, bo 4 miejsce w tabeli w tym sezonie daje awans do europejskich pucharów i szansę. Szansę na to, żeby pojechać na wycieczkę do odległych europejskich krain, i przywieźć z nich nie tylko fajne wrażenia, ale też i nie kompromitujący wynik sportowy. A nie jest to zadanie tak proste jakby się mogło wydawać, co pokazały ostatnie sezony. Żeby jednak tak się stało, trzeba było wygrać z Pogonią Szczecin.

Przychodząc na stadion przy ulicy Słonecznej w Białymstoku w poniedziałkowe późne popołudnie, można było poczuć zawód. Zawód ostatnimi wydarzeniami i chyba przez to i trochę całym sezonem. Łagodnie mówiąc atmosfera na stadionie przed meczem była letnia. A biorąc pod uwagę ziąb panujący na podwórku – to nawet chłodna. Ja widząc i czując tę atmosferę, osobiście spodziewałem się typowego dla naszej Ekstraklasy „meczu walki”. Tymczasem Jaga zagrała jak… nie ona! Przynajmniej w ostatnim okresie. Można by zgryźliwie dodać „rychło w czas…”. Zanim mecz się na dobre rozpoczął, to w 8 minucie gospodarze prowadzili już 2 do 0 po dwóch bardzo przytomnych akcjach w polu karnym Pogoni. Ta jednak po dwóch szybkich ciosach nie położyła się, a szukała kontaktu z rywalem. Robiła to na tyle skutecznie, że najpierw strzeliła gola na 2:1, a do tego miała akcję w której piłka wylądowała na poprzeczce Mariana Kelemena. Postawa bramkarzy w tym meczu to mógłby być oddzielny temat, bo jeden i drugi ma swoje za uszami 🙂

W drugiej odsłonie gry scenariusz się niejako powtórzył, ponieważ Jaga dwukrotnie odskakiwała od rywala na dwie bramki różnicy, ale Pogoń tego dnia było stać tylko na drugiego gola. Obu zespołom jednak należą się brawa za postawę w poniedziałkowym meczu, który nie należy do ulubionych terminów nikogo. Tym bardziej dla Jagi, z której myślę, że nie tylko ja się spodziewałem, że zejdzie powietrze. Jednak nie tym razem. Chciałoby się od razu napisać, że to dobry prognostyk przed finiszem ligi, ale umówmy się – śledząc te rozgrywki, szybciej ktoś wywróży ci z ręki, aniżeli przewidzi wyniki pozostałych spotkań. Ekstraklasa pod tym względem wyrywa się wszelkim standardom i kanonom znanym na całym świecie. Może jednak właśnie dlatego sporą grupę ludzi ona tak właśnie kręci?

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z wczorajszego widowiska w Białymstoku.