Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Piast

dodany przezKamil Timoszuk 20 sierpnia 2018 0 Komentarzy

Powroty do rzeczywistości bywają brutalne. Tak jak brutalny mógł być powrót Jagiellonii Białystok do polskiej Ekstraklasy po czwartkowym spotkaniu w Belgii. Ta na szczęście stanęła na wysokości zadania i osłodziła go sobie samodzielnie w meczu z Piastem Gliwice.

Po przegranym meczu 1:3 z KAA Gent nikt w Białymstoku nie miał do piłkarzy pretensji. Nie oznacza to jednoznacznie, jak paru dziennikarzy próbowało w minionych dniach wmówić, że białostoccy kibice cieszyli się z honorowej porażki. Na Podlasiu po prostu nikt nie rżnął głupa, i nie starał się obwiniać za swoje braki sportowe, wszystkich innych tylko nie siebie. Na eksperta od takich zabiegów już od jakiegoś czasu lansuje się warszawski klub. W Jadze po prostu wszyscy wiedzą, że być może przy odrobinie szczęścia i na przykład bramce Romana Bezjaka, który był bliski dwukrotnie wyprowadzenia Jagi na prowadzenie, klub awansował by dalej. Dalej nie sprawiłoby to jednak, że do kolejnej rundy awansowałby zespół lepszy. I nie ma się co na to obrażać.

Zamiast tego podopieczni Ireneusza Mamrota postanowili zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Tym bardziej jest to słuszne podejście, ponieważ w tym roku nikt chyba nie ma już wątpliwości, że Jaga ma niemal oficjalny apetyt na Mistrzostwo Polski. To chyba pierwszy sezon w historii tego klubu, kiedy sami zawodnicy nie kryją tego o co toczy się walka. To zdecydowanie cieszy. Tak samo jak cieszy postawa zawodników, którzy się nie obrażają za siedzenie na ławce. A dożyliśmy czasów kiedy może się wydawać, że Jaga ma czasami aż za dużo graczy na niektórych pozycjach.

W meczu z Piastem Gliwice swoją szansę debiutu w Polsce otrzymał Mile Savkovic i szansę tę wykorzystał świetnie. Jego bramka otwierająca wynik meczu to tylko jedna ze stron jego występu. Jak stwierdził na konferencji prasowej trener Mamrot, jest on zadowolony także z ogólnej postawy i realizowania założeń taktycznych, pomimo krótkiego pobytu w klubie. Co ciekawe, Jagiellonia Białystok zainwestowała w gracza, który jest gotowy do gry „na już”. Nie musi się odbudowywać pół roku, a później czekać kolejnych kilka tygodni na przyjście formy. Mile widać zabrał ze sobą formę do Polski przy przeprowadzce i teraz ważne aby jej tylko nie zgubił. OK, to tylko dopiero pierwszy mecz. Życzyłbym jednak sobie aby większość zawodników jacy przychodzą do tej ligi, była „w gazie” już na starcie.

Inną historią tego spotkania jest kochany i nienawidzony przez wielu jednocześnie Arvydas Novikovas. Gracz który zarówno na tle swoich kolegów z zespołu jak i całej tej ligi zdecydowanie się wyróżnia. Szkoda tylko, że czasami mam osobiście wrażenie, że wyróżnia się tak samo dobrymi zagraniami jak i irytującymi do granic możliwości dryblingami kończonymi stratami. Wtedy jednak zdarza się taka ostatnia minuta, kiedy Arvi pojawia się w odpowiednim miejscu i czasie, a do tego sprzyja mu szczęście. Dzięki niemu po jego strzale piłka odbija się od obrońcy w taki sposób, że ląduje w siatce rywali. Typowy dla Jagi „Mamrot Time” i piękna nauczka dla wszystkich tych, którzy wyszli ze stadionu przed końcowym gwizdkiem. Mecz z Arką Gdynia w ubiegłym sezonie był chyba za małą nauczką, co? 😉

Tym samym Jagiellonia Białystok notuje świetny ligowy start. Martwić może ilość kontuzji jakie nawiedziły zespół w ostatnim czasie, ale stety/niestety Jaga już nie uczestniczy w europejskich rozgrywkach. Tak więc czasu na rekonwalescencję będzie teraz znacznie więcej. A za tydzień do Białegostoku przyjeżdża beniaminek – Miedź Legnica.

Tymczasem zapraszam do obejrzenia galerii moich zdjęć ze starcia z Piastem Gliwice.