fbpx
Foto & VideoMoje kadryO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. ŁKS

dodany przezKamil Timoszuk 3 listopada 2019 0 Komentarzy

O polskiej piłkarskiej ekstraklasie, na prawie już półmetku rozgrywek można powiedzieć jedno – „Wiem, że nic nie wiem”. A żeby potwierdzić te słowa wystarczy spojrzeć w ligową tabelę, gdzie pomiędzy pierwszymi 6-7 zespołami różnice punktowe są minimalne.

Taki stan rzeczy ma swoje dobre i złe strony. Z jednej z nich jest to dowód na to jak ta liga potrafi być dziwna czy kapryśna, lub też jak kto woli po prostu słaba. Z drugiej jednak strony taki stan rzeczy sprawia, że ten wyścig żółwi budzi emocje nie tylko w 1 czy 2 miastach, ale w wielu więcej. W wielu klubach mają też świadomość tego, że przy tak wyrównanej póki co stawce, wiele popełnionych błędów czy strat punktów, będzie miało mniejsze reperkusje. Jeśli liderem tej ligi jest zespół z zerowym bilansem goli strzelonych i straconych, to o czym my tu rozmawiamy?

Takich zaś błędów i idących za tym wpadek, zespół Jagiellonii Białystok zaliczył już w tym sezonie co najmniej kilka. Ostatnimi czasy wydaje się jednak, że w tym tunelu pojawiło się jakieś migoczące światło. Po wzięciu rewanżu w niezłym stylu za Puchar Polski na Cracovii, Jaga pojechała do Płocka na mecz z tamtejszą Wisłą. I pomimo porażki w tym meczu, to ogólna postawa zespołu nie była tak zła jak sam osiągnięty tam wynik. Dlatego przed meczem z ŁKS-em Łódź, zarówno zawodnicy jak i kibice białostockiej ekipy mogli być umiarkowanymi optymistami. Nawet pomimo tego, że starcia z ligowymi beniaminkami w Białymstoku, w ostatnich latach nie kończyły się przeważnie najlepiej.

Jeśli jednak jakakolwiek klątwa czy coś w tym stylu wisiało, to mecz z Łódzkim Klubem Sportowym był poważnym krokiem ku temu aby ten zabobon przegonić. Już od pierwszych minut podopieczni trenera Ireneusza Mamrota wyglądali inaczej niż zawsze. Nie byli ospali, nie ruszali się jak wozy z węglem, czy też skonstruowanie składnej akcji nie zajmowało im nie wiadomo ile czasu. Przynajmniej nie w większości przypadków. Jaga wyszła na ten mecz z przekonaniem o swojej sile i wyższości nad rywalem, a to wszystko przełożyła na swoją grę. Już w pierwszej połowie powinna prowadzić różnicą jednej czy nawet dwóch bramek. Niestety dla gospodarzy będący w gazie Patryk Klimala i jego koledzy nie potrafili umieścić piłki w bramce, pomimo paru dogodnych sytuacji. Żeby jednak być sprawiedliwym, to ŁKS także stworzył sobie tego popołudnia kilka groźnych sytuacji w których to albo Damian Węglarz albo słupek białostockiej bramki ratowali Jagę przed utratą gola. To wszystko jednak sprawiało, że mecz z w Białymstoku można było oglądać z całkiem dużym zainteresowaniem, a nawet i przyjemnością.

Dopiero w drugiej połowie worek z bramkami po uderzeniu głową rozwiązał Bartek Kwiecień czyli Zidane ze Starachowic. Chwilę później po kardynalnym błędzie obrońców ŁKS-u, Patryk Klimala potwierdził swoją świetną dyspozycję w ostatnim czasie i przypieczętował wygraną Jagi w tym meczu 2:0.

Oglądając takie sytuacje i generalnie takie mecze jak ten, aż prosi się niemal o to, aby młody zawodnik z Białegostoku wykorzystywał takich sytuacji więcej, bo takich w każdym meczu ma co najmniej kilka. Z drugiej strony nie ma chyba w Białymstoku powodu do narzekań, bo na regularnie strzelającego napastnika czekano w tym klubie bardzo długo.

Zapraszam do obejrzenia paru zdjęć z meczu.