Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Legia

dodany przezKamil Timoszuk 16 maja 2019 0 Komentarzy

Wszystko co dobre szybko się kończy. Podobno. Pytanie tylko czy to co się wydarzyło w minionym już prawie sezonie z udziałem Jagiellonii Białystok było dobre? Wiadomo, były wzloty i upadki. Ale dobrze było zakończyć je jakimś wzlotem.

A gdzie szukać pocieszenia jak nie w meczu z odwiecznym rywalem, który ma nóż na gardle? Nóż, którym już nie raz zespół z Warszawy się niemal samodzielnie pokaleczył, lub dał pokaleczyć swoim rywalom. Paradoksem tej ligi jest jednak to, że nawet tak pokiereszowany zespół, może walczyć o najwyższe miejsce do samego końca. Do tego jednak chyba już mogliśmy przywyknąć w ostatnich latach.

Jagiellonia miała ambitne plany na ten sezon. Plany o których do pewnego momentu nie bano się głośno mówić, co było swoistym zaskoczeniem. Takim samym też zaskoczeniem było to, że w pewnym momencie wiele rzeczy przestało wyglądać tak jakby sobie ludzie z Podlasia życzyli. Brzmi to dość dziwnie, gdy mówi się o zespole będącym w miejscu w którym parę innych klubów z Polski chciałoby być. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia. W środowy wieczór tego apetytu jednak nie było jednak specjalnie czuć. Na stadionie unosiła się przez długi czas atmosfera oczekiwania. Oczekiwania na koniec tego sezonu, w którym jest jeszcze do wygrania nagroda (?) pocieszenia – miejsce w europejskich pucharach. Na równi z tym była też satysfakcja z przeszkodzenia Legii osiągnięcia jej celu. Jak się okazało zespół z Warszawy samodzielnie wykonał sabotaż idealny.

Tym sabotażem był gol samobójczy Legionisty Wieteski w pierwszej połowie, który wykończył dośrodkowanie gracza Jagiellonii jak rasowy napastnik. A że do swojej bramki? Nikt z tego powodu specjalnie nie narzekał 😉 Jagiellonia, a dokładniej Patryk Klimala, miał jeszcze przynajmniej dwie szanse aby tego wieczoru ukłuć rywali. Raz jego sytuację sam na sam wybronił bramkarz. W drugiej połowie jego bardzo dobry strzał obił poprzeczkę, a następnie wyszedł w boisko zamiast ugrzęznąć w siatce.

Czy Legia tego wieczoru mogła zrobić więcej? Mogła. Szczególnie w drugiej połowie zamykała Jagę w jej polu karnym, ale z ich kilku milionów dośrodkowań w sumie niewiele wynikało. Tym samym Jagiellonia zapewniła sobie ostatnie 3 punkty w sezonie 2018/2019 na własnym stadionie i dalej jest w grze o puchary. Paradoksem, czy może ogromnym żartem tej ligi jest to, że Legia nawet po takim meczu nadal nie jest pozbawiona szans na Mistrzostwo Polski. Wystarczy tylko, że Piast Gliwice w ostatniej kolejce nie wygra swego meczu z Lechem Poznań, a warszawiacy zdobędą 3 punkty, i to oni przedłużą swoją serię mistrzostw. Takie rzeczy tylko w Lotto Ekstraklasie.