Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Legia

dodany przezKamil Timoszuk 27 października 2018 0 Komentarzy

Tak blisko i tak daleko była Jagiellonia Białystok od pokonania na własnym boisku Legii Warszawa. Starcie wicemistrza z mistrzem Polski obfitowało jednak i tak w wiele emocji. Nie zawsze sportowych.

Mecze Jagi z Legią to od wielu już lat klasyki tej ligi. Klasyki na wielu płaszczyznach podsycane nie zawsze zdrowymi emocjami. Ale czy nie o to w sporcie chodzi? O emocje, które sprawiają, że na myśl o jakimś wydarzeniu każdy kibic po prostu drży, śmieje się, ekscytuje i przeżywa masę innych, często sprzecznych ze sobą emocji. W starciach zespołów z Białegostoku i Warszawy ten pierwszy uchodził przez większość lat za typowego kopciuszka. Takiego który mógł tylko marzyć o tym aby doskoczyć na poziom na którym Legia jest już od lat. W ostatnich latach ten trend się jednak mocno zmienił. Zmienił się z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze w Białymstoku w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu zebrała się taka grupa ludzi, która wywindowała ten klub na niespotykany wcześniej na Podlasiu poziom. Wielu kibiców tego nie wie, a nawet i nie rozumie lub nie docenia, ale to w jakim miejscu jest Jaga to nigdy nie była codzienność.

Czasem jestem zadziwiony tym dlaczego ludziom w Białymstoku nie chce się przychodzić na stadion mając pod nosem czołowy zespół w kraju. Można oczywiście dyskutować o poziomie i i tym podobnych aspektach ale takie są fakty. Tak samo faktem jest to, że Legia sama na to pozwoliła. Klub z takim potencjałem finansowym powinien te rozgrywki wciągać nosem. Ja jestem jednak zdania, że Legia to jeden z gorzej zarządzanych klubów w tym kraju. Ostatnimi czasy się to chyba trochę zmienia, ale ogólnie jestem tego zdania, że gdyby zamienić budżety takiej Jagi i Legii to w Białymstoku zrobiono by z kasy większy pożytek i lepszy efekt. Legia zaś bardzo szybko mogla by opuścić szeregi najwyższych rozgrywek, bo nie wytrzymałaby przepalania takiej ilości kasy jaką uprawia w tej chwili.

Wracając jednak do wczorajszych wydarzeń to wiadomo było od dawna, że jednym z głównych tematów towarzyszących temu spotkaniu będą kibice z Warszawy i ich wejście na stadion. Od kilku lat bowiem było im to skutecznie uniemożliwiane. Czy słusznie? Tu zdania są podzielone. Ale jak to powiedział wczoraj jeden z obserwatorów meczu, to hołubione przez wielu hasło „piłka nożna dla kibiców” jest fajne, ale w tym przypadku ciężko mówić o kibicach, a już szybciej o złodziejach. Dumnych złodziejach, którzy wczoraj nie przyjechali po to aby wspierać swój zespół, a dumnie przechytrzyć ochronę by wnieść i spalić skradzione kilka lat temu flagi. Bohaterzy XXI wieku. Misję wykonali wzorowo. Czekamy na przyznanie odznaczeń od prezydenta.

Na samym boisku zaś działo się na tyle dużo, że „czarnuchy” (od koloru kurtek, a nie skóry) nie były tematem numer jeden. Wszystko bowiem rozpoczęło się od mocnego uderzenia Jagi w postaci gola Ivana Runje w 50 sekundzie spotkania. To było tak zaskakujące, że nawet sami piłkarze wyglądali na tych, którzy się tego nie spodziewali. Z każdą kolejną minutą jednak to Legia przejmowała stery w tym meczu i raz za razem robiła sobie wycieczki pod bramkę Mariana Kelemena. Co jakiś czas Jaga próbowała się odgryźć ale czasami brakowało szczęścia a czasami precyzji. Trzeba jednak przyznać, że Legia pod wodzą wymienionego stosunkowo niedawno trenera, nie przypomina już zespołu ze startu sezonu. Ekipy od patrzenia na którą oczy krwawią, a ręce składają się automatycznie do błagania o litość. Jednak gdyby swoją grę Legia potwierdziła czy to w pierwszej czy na początku drugiej połowy to byłoby w sumie naturalne. A bramka zdobyta przez nich w 89 minucie w dość niecodziennych okolicznościach pozostawia w Białymstoku trochę niedosytu. Niby remis jest dosyć sprawiedliwy, ale można było tu urwać komplet punktów.

Tak więc w lidze zmienia się stosunkowo niewiele i wyścig żółwi trwa w najlepsze. Czy tym razem jako pierwszy doczłapie się na pierwszym miejscu ktoś inny niż zespół z Warszawy to się okaże. Ale nic nie może przecież wiecznie trwać… 😉

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z meczu mojego autorstwa.