Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Lechia

dodany przezKamil Timoszuk 24 lutego 2018 0 Komentarzy

Do trzech razy sztuka? Być może. Jednak to stwierdzenie nie sprawdziło się w przypadku Jagiellonii Białystok, na którą trzeci rywal w tym roku nie znalazł skutecznego sposobu. Lechię Gdańsk było stać tylko na jedno ukąszenie.

Takie wieczory jak wczorajszy na ulicy Słonecznej w stolicy Podlasia, dają podstawy do zadawania pytań czy warto rozgrywać mecze LOTTO Ekstraklasy w okresie zimowym w Polsce. Niby z jednej strony podobno idzie do nas ocieplenie klimatu, a z drugiej nie czuć tego specjalnie spoglądając na termometr i widząc tam minus 12 stopniu. A przy takiej właśnie temperaturze rozegrano wczoraj mecz pomiędzy Jagiellonią Białystok, a Lechią Gdańsk.

Oba zespoły są w kompletnie różnych miejscach tego sezonu, choć jeszcze kilka miesięcy temu oba miały na wyciągnięcie ręki Mistrzostwo Polski. Lechia pomimo ciekawego składu na papierze, jest świetnym przykładem tego jak można marnować potencjał ludzki. Poza tym dobiegające z Trójmiasta informacje dają też wszelkie podstawy do tego aby sądzić, że Lechia nie jest najlepiej zarządzanym klubem. W internecie można poczytać, że podobno ten klub „wychodzi na prostą”. Po wczorajszym wieczorze nie mam pewności czy ta prosta nie prowadzi wprost do 1 ligi.

Na zupełnie drugim biegunie jest Jagiellonia, która ku zaskoczeniu wielu osób ma równie dobry sezon co poprzedni. Jest to póki co pierwsza w historii tego typu sytuacja, ponieważ tak się wcześniej działo, że po zdobyciu czołowego miejsca klub zaliczał zjazd w dół. W tym roku to już raczej nie nastąpi, bo ekipa dowodzona przez Ireneusza Mamrota wygląda na naprawdę mocną. Czy najmocniejszą w całej prawie już 100-letniej historii klubu? Być może, ale z takimi określeniami bym jeszcze chwile poczekał.

Póki co stwierdzam, że gra tego zespołu jest w stanie rozgrzać białostockich kibiców nawet przy kilkunastostopniowym mrozie. W meczu z Lechią już na samym początku kibicom zaczęło się robić ciepło, bo Jaga w końcu nie przespała początku tylko ruszyła na rywala. W nagrodę za to dostała jednak typowego gonga w postaci gola dla Lechii autorstwa ich prześladowcy – Marco Paixao. I co w związku z tym? Najlepsze to że nic! Jaga nie zrażona takim obrotem sytuacji wzięła się za robotę czego efektem były dwie brami jeszcze w pierwszej połowie. Szczególnie ta premierowa Romana Bezjaka była pierwszej urody. Oj będzie z niego grajek…

Gdyby też sędzia był bardziej ogarnięty to Jaga powinna otrzymać szansę na trzeciego gola w pierwszej połowie za sprawą ręki w polu karnym Lechii. Ale zespół z Białegostoku widać, że jest na tyle pozytywnie naładowany, że nie potrzebuje teraz takiej pomocy. Druga połowa w ich wykonaniu i dwie kolejne bramki tylko to potwierdziły. Tym samym Jagiellonia została przynajmniej na jeden dzień liderem ligi, a we wtorek czeka ją mecz na Łazienkowskiej. Pomimo średnio atrakcyjnego terminu jest szansa na to, że samo widowisko sportowe może być mega interesujące.

Dlatego też liczę że będzie mi dane zobaczyć i uwiecznić je na zdjęciach, o ile otrzymam akredytację. Pozwolenie z którym osoby odpowiedzialne za nie w Legii, póki co niespecjalnie się spieszą 🙂

Tymczasem tak wyglądał wczorajszy mecz z Lechią Gdańsk.