fbpx
Foto & VideoMoje kadryO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Górnik

dodany przezKamil Timoszuk 18 sierpnia 2019 0 Komentarzy

Pomimo, że mamy XXI wiek, to w dalszym ciągu wielu ludzie wierzy w różne zabobony, a w tym także klątwy. Ostatnio było to nawet dość popularne wierzenie w Białymstoku w stosunku do miejscowej Jagiellonii. Każdą klątwę można jednak na szczęście zdjąć.

Podopieczni trenera Ireneusza Mamrota, przystąpili do tego sezonu ze sporymi nadziejami. Nadziejami, które zostały jeszcze niejako wzmocnione i podbudowane pierwszym meczem z Arką Gdynia i gładkim zwycięstwem trzy do zera. Później jednak nie było już tak łatwo i przyjemnie. Klątwa beniaminków przyjeżdżających na Podlasie jak po swoje, wróciła wraz z meczem z Rakowem Częstochowa. Zresztą w ostatnim czasie nie tylko beniaminkowie wyjeżdżali z Białegostoku z dobrymi wspomnieniami. Mecz z Górnikiem Zabrze miał w końcu zmienić ten stan rzeczy.

Jaga od dłuższego czasu przejawia inklinacje do dobrej lub nawet bardzo dobrej gry. Czy to u siebie czy na wyjeździe, ekipa z Podlasia potrafi momentami zamknąć rywala na ich połowie, stworzyć sobie kilka sytuacji, z których czasami nawet coś wpadnie. Problemem zaś jest na przykład to, że tych momentów czasami bywa po prostu za mało. Poza tym te dobre momenty przeplatane są albo ogólnie słabszą grą, albo babolami popełnianymi przez obronę. Co więcej, w wielu meczach szwankuje skuteczność w ataku, bo gdy już te sytuacje są stwarzane, to nie ma kto ich skutecznie wykończyć. Może tym kimś okaże się w tym sezonie najdroższy w historii Jagi, ściągnięty przed sezonem Ognjen Mudrinski. Póki co ta strzelba jeszcze na dobre nie odpaliła.

Mecz z Górnikiem Zabrze mógł rozpocząć się od trzęsienia ziemi, ponieważ już w pierwszej minucie goście ze Śląska mogli, a nawet powinni, strzelić gola. Tu opatrzność czuwała nad białostocką obroną. Nie trzeba było też długo czekać na odpowiedź gospodarzy. Ci już w 5 minucie za sprawą główki Ivana Runje wyszli na szybkie prowadzenie. Później przez długi czas trwała walka cios za cios, która nie przynosiła żądnej z drużyn wymiernych rezultatów w postaci goli. Z jednej strony świetnymi interwencjami popisywał się Damian Węglarz, a z drugiej zabrzańscy obrońcy popełniali takie babole, że aż szkoda było z nich nie korzystać. Wie coś na ten temat Bartek Bida, który najpierw wykorzystał za słabe podanie obrońcy do bramkarza, i był o włos od zdobycia gola. Jednak w ostatnim fragmencie pierwszej połowy młody gniewny z Białegostoku znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie. Dobił do pustej bramki bezpańską piłkę z kończąccego pierwszą połowę stałego fragmentu gry. Było to premierowe trafienie wychowanka Jagi na własnym stadionie.

Druga połowa zaczęła się od nijakości z której jak to w Białymstoku bywa, stworzył się problem. Pomimo że Górnik nie miał żadnego konkretnego pomysłu na ugryzienie białostockiej obrony, to kontaktową bramkę jednak zdobył. Właściwszym chyba określeniem byłoby nawet, że ją dostał. Tak samo jak dostał w głowę wykopywaną przez obronę piłką Łukasz Wolsztyński, po czym wpadła ona do bramki. Na szczęście sytuację w Białymstoku uspokoił Patryk Klimala, który po wejściu na boisko zachował zimną krew w w jednej z podbramkowych sytuacji i znakomicie wyłożył piłkę Jesusowi Imazowi, który nie miał wyjścia i musiał dokończyć dzieła. Ta bramka też praktycznie zakończyła emocje w tym spotkaniu.

Czy tak skuteczny i wyrachowany mecz, to tylko wyjątek od reguły w Jagiellonii, czy może zapowiedź lepszych czasów? Na to pytanie powinien trochę odpowiedzieć mecz za tydzień z Wisłą Kraków, która rozbiła w tej kolejce ŁKS Łódź – 4 do zera.

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z tego spotkania.