Foto & VideoO wszystkim

Moje kadry: Jagiellonia vs. Arka

dodany przezKamil Timoszuk 1 grudnia 2018 0 Komentarzy

Są takie sytuacje w życiu w których oddziela się chłopców od mężczyzn. W polskiej piłkarskiej Ekstraklasie oddziela się natomiast tych najbardziej zagorzałych oraz wiernych kibiców od tych mniej zaangażowanych. Dokładniej rzecz biorąc robi to pogoda.

W ostatnim dniu listopada w stolicy Podlasia zawiało już zimą. 9 stopni na minusie to jest pogoda w którą wychodzi z domu tylko wtedy, kiedy po prostu trzeba. Mało jest osób które robią to dla przyjemności. W Białymstoku znalazło się jednak kilka tysięcy takich, nie będę ukrywał masochistów, którzy postanowili zobaczyć na własne oczy starcie Jagiellonii Białystok z Arką Gdynia. I pomimo tej mało sprzyjającej aury, nikt chyba podjętej decyzji nie żałował.

Po ubiegłotygodniowej porażce z Lechią Gdańsk, Jagiellonia została niejako postawiona przed ścianą. 6 punktów straty do lidera, to nawet w tej trudnej do ogarnięcia w logiczny sposób lidze, całkiem dużo. Ten fakt mógł boleć tym bardziej, że taka przewaga urosła po meczu w którym Jaga wcale nie była gorsza, a w oczach sporego grona osób które śledziło to spotkanie, była zespołem lepszym. Jak to jednak w sporcie bywa – nie zawsze ten kto jest lepszy w finalnym rozrachunku wygrywa. Żeby było mało tego, to zanim rozpoczęło się spotkanie w Białymstoku, Lechia Gdańsk wygrała na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Tym samym Jaga była brutalnie dociśnięta do ściany, bo w przypadku porażki z Arką, do lidera byłoby już 9 punktów straty. A na to już pozwolić sobie podopieczni trenera Mamrota nie mogli.

Pierwsza połowa spotkania w Białymstoku nie była jednak wielkim widowiskiem. Ot takie badanie się dwóch drużyn i trochę pozorna walka o zdobycie terenu. Niby jeden i drugi zespół stworzył nawet jakieś sytuacje, ale z tym żeby powiedzieć o tym, że było to dobre 45 minut, to bym specjalnie nie szalał. Piłkarze jednego i drugiego zespołu na pewno nie sprawili zbytnio, że ludziom na trybunach zrobi się cieplej.

Co innego zaś w drugiej odsłonie meczu. W tej mianowicie się potwierdziło, że piłkarze Jagiellonii muszą dostać taki typowy „strzał”, aby się obudzić i zacząć grać na poważnie. Tak było choćby parę dni temu w Gdańsku, i tak samo było w piątkowy wieczór w Białymstoku. Tym najnowszym impulsem był oczywiście gol Arki Gdynia. Choć tego gola śmiało by można było zapisać dwóm zawodnikom z obrony Jagi. Co bowiem w wyniku kuriozalnego nieporozumienia, niemal oddali piłkę rywalowi, który miał otwartą drogę do bramki Mariana Kelemena. Na szczęście taki obrót sytuacji sprawił, że ewidentnie Jaga nie miała już nic do stracenia, i po prostu musiała ruszyć na Arkę. A jak już ruszyła…

To w bardzo krótkim odstępie czasu Karol Świderski potwierdził dwie tezy. Z jednej strony swoją dobrą dyspozycję w ostatnim czasie, a z drugiej natomiast pokazał, że ma chyba jakiś patent na strzelania goli zespołowi z Gdyni, ponieważ w pierwszym meczu także dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Poza tym jednego gola dołożył też Arvydas Novikovas, który potrafi być przebojowy nie tylko w wywiadach dla mediów, ale także na boisku. Jego bramka na 3:1 praktycznie zamknęła wynik tego spotkania. Niestety to byłoby za piękne aby mogło się tak zwyczajnie skończyć. W 93 minucie Roman Bezjak postanowił z tylko sobie znanego powodu wyładować się na rywalu i jego nodze w kompletnie niegroźnej sytuacji. Za ten czyn w pierwszej chwili otrzymał kartonik koloru żółtego, ale po sprawdzeniu przez sędziego powtórki na VAR-ze, otrzymał kartkę czerwoną. Może być też tak, że zapewnił on sobie tym samym urlop do świąt albo i dłużej, bo kara za takie zagranie od Komisji Ligi może być sroga. Biorąc też pod uwagę fakt jak napięty terminarz w najbliższym czasie ma Jaga, to nie był to tylko bandytyzm ale też przy okazji idiotyzm.

Zapraszam do obejrzenia mroźnej galerii zdjęć z tego spotkania.