O wszystkimOpinie

Moja przygoda z SPD

dodany przezKamil Timoszuk 26 kwietnia 2019 0 Komentarzy

Wiele rodzajów hobby jakie potrafią mieć ludzie mają dwie cechy – zabierają czas i często też pieniądze. Nie inaczej jest z tak zwanym „rowerowaniem”. Zajęciem stosunkowo tanim, ale tylko do pewnego momentu. Wtedy też powstaje często zasadne pytanie „Po co?”.

W przypadku czystego hobby odpowiedź na tak postawione pytanie, jest często taka sama i brzmi ona „Dla własnej satysfakcji”. Bo w głównym założeniu właśnie takich pozytywnych doznań ma nam dostarczać hobby. Schody jednak czasami zaczynają się w momencie, kiedy stoimy przed wyłożeniem stosunkowo sporej kwoty na swoje hobby, która w żaden sposób nigdy do nas nie wróci. Z moją tego typu wydawałoby się zachcianką wiązał się też taki problem, że mówiąc krótko, przez długi czas najzwyczajniej w świecie mnie ona przerażała. O czym mowa? Dziś chcę wam napisać o swoich spostrzeżeniach o użytkowaniu pedałów SPD w rowerze.

Na starcie jednak zaznaczam, że wszystko to co dziś napiszę to robię to z pozycji amatora, który ponad rok temu zdecydował się zainwestować trochę kasy i przejść ze zwykłych rowerowych pedałów i wpiąć się w pedały SPD. Zacznę może jednak od wytłumaczenia niektórym z was, co to są pedały SPD. Pomijając różne fachowe definicje jakich jest sporo w internecie, ja osobiście lubię kompletnemu laikowi tłumaczyć to tak, że są to po prostu takie „wiązania” jak na nartach czy snowboardzie, dzięki którym można wpiąć się w swoje pedały. Aby to zrobić musimy się zaopatrzyć w dostosowanego do tego pedały i pasujące do nich buty. Jaki jest koszt takiego zestawu? Ze swoich obserwacji w czasie poszukiwań kilkanaście miesięcy temu wydaje mi się, że można już takie sensowne zestawienie ogarnąć za około 400 złotych. Można pewnie też i za mniej jak się dobrze postarać, i na pewno można też za więcej, widząc czasami same tego typu buty z czterocyfrowe sumy. Jak to mówią „sky is the limit” 😉

No ale dobrze, tutaj u wielu z was pojawia się pewnie pytanie w stylu „a po co tak kombinować i komu to potrzebne?”. Ja też takie pytanie sobie zadawałem bardzo długo. Głównie dlatego, że wydawało mi się, że mi jako amatorskiemu rowerzyście robiącemu 6-7 tysięcy kilometrów rocznie, coś takiego się nie przyda. Na żadne zawody czy wyścigi się nie szykowałem, a więc tym bardziej jakoś tego realnie nie ogarniałem. Wtedy jednak nie wiedziałem jeszcze w jak dużym błędzie jestem 😉 Tak na dobre tknęło mnie w chwili, kiedy biorąc udział w jednej z mas krytycznych w Białymstoku, zobaczyłem, że parę dzieciaków biorących udział w tym wydarzeniu, jeździ właśnie w takich pedałach. No więc skoro one mogą, to dlaczego nie ja? 🙂

I tak mijały dni, tygodnie, miesiące… Mijały na myśleniu, zastanawianiu się i w dużej mierze przede wszystkim baniu się. Zapytacie czego? Otóż chyba większość osób, które rozważa temat SPD, ma przed oczami wizję siebie lecącego z roweru przyczepionego do pedałów. Wizję tego, że nie zdążycie, nie ogarniecie nie uda wam się wypiąć z pedałów na czas i zaliczycie filmową glebę przed kierowcami stojącymi na przykład na światłach w mieście. Przyznajcie się, że tak tak macie/mieliście 😉 Spokojnie, ja też to miałem. Nie pomagało mi też czytanie różnych opinii w internecie czy radzenie się osób, które w SPD już jeżdżą. Wydawało mi się, że to jakaś niemal czarna magia aby to ogarnąć. I tu z pomocą na pewno przyszedł Łukasz z serwisu Milsport w Białymstoku, w którym serwisuję swój rower od w sumie już kilku dobrych lat. To jednak ten człowiek miał do mnie cierpliwość i za każdym razem kiedy miałem do niego być może nawet te same pytania, to on zawsze na nie spokojnie odpowiadał. Ba, nawet ze dwa lata wcześniej wymieniłem same pedały (na tak zwane platformy”) w rowerze z nadzieją, że „niebawem” dokupię do nich brakujący element w postaci butów. Nic takiego jednak nie nastąpiło i jeździłem przez długi czas z pedałami platformami w normalnych butach. Ale pewnego w sumie jeszcze zimowego dnia, będąc u Łukasza w serwisie z zupełnie innym tematem, podrzucił mi on ofertę wyprzedaży butów SPD po rzeczywiście atrakcyjnych cenach. I tak idąc od słowa do słowa – zrobiłem to, zamówiłem.

Przesyłka butów już na starcie była z przygodami, ponieważ za pierwszym podejściem przyszły one sporo za małe. Przy zamianie na większe nie ukrywam, że przeszła mi przez głowę myśl, że może to znak i powinienem je jeszcze zwrócić póki mam na to szansę. Na szczęście została ona zduszona przeze mnie w zarodku. I takim oto sposobem zostałem posiadaczem butów SPD. Ale od posiadacza do użytkownika nie ma co ukrywać jest jeszcze kawałek 😉 W internecie naczytałem się o różnych sposobach nauki jazdy w takich butach. I do mnie najbardziej przemówił ten, kiedy nakłada się jednego buta na przeciwną nogę, niż ta na której zazwyczaj w pierwszej kolejności stajemy. Tak aby w razie czego móc spokojnie się zatrzymać. Drugą zaś nogą staramy się nauczyć tego ruchu, który wypina nasz but z pedała. Ja idąc też za poradami w samych pedałach ustawiłem je (tak, wszystko można wyregulować) tak, aby było to możliwie najłatwiejsze. I wiecie co? Było! Serio 😉 Aż sam byłem zdziwiony jakie to przede wszystkim naturalne, a przez to też banalnie proste. Może więc dlatego robiąc swoje pierwsze próby parę kilometrów od domu, postanowiłem, że do miejsca zamieszkania wrócę już w obu nowych butach. I ku zaskoczeniu wszystkich przeżyłem to i dotarłem 😉

Low section of mountain biker riding bicycle in forest

Później z każdym kolejnym tygodniem, odkrywałem kolejne blaski i cienie rozwiązania SPD. Jednym z największych plusów jest wygoda. Poza pierwszymi dniami, gdzie jeździłem lekko spięty mając z tyłu głowy to, że jestem ”przywiązany” do roweru, to na dłuższą metę jest to przyjemne. Stopa znajduje się zawsze w tym samym miejscu przez co wyrabia się pewne nawyki. Jednym z podstawowych jest nie tylko pchanie pedałów, ale także ich ciągnięcie. Na początku jest to dosyć dziwne i nienaturalne. Z czasem to jednak mija, a dodatkowo zaczyna się tego używać coraz bardziej świadomie. Szczególnie przy podjazdach, w przypadku których nie pamiętam już kiedy ostatni raz podnosiłem się z siodełka aby wjechać pod jakąś górkę. Do tego wpięcie się w pedały daje ten komfort, że kiedy złapie nas w drodze na przykład deszcz, to nie ma praktycznie szansy na to, aby noga ześlizgnęła się z pedału. A co może być następstwem niekontrolowanego ześlizgnięcia się z pedału, chyba tłumaczyć nie muszę. Do tego też prędkości z jakimi zacząłem się poruszać na pewno wzrosły. Może nie w jakiś kosmiczny, ale na pewno w odczuwalny nawet dla kogoś takiego jak ja sposób.

A co bym wypisał na konto minusów? Na pewno początkową fazę nauki, kiedy człowiek dowiaduje się, że ma w nodze jeszcze kilka dodatkowych mięśni. Mięśni które poprzez ciągnięcie pedałów zaczęły nagle pracować, a w następstwie tego też boleć 😉 Ale spokojnie, to z czasem przechodzi. Pewnie interesuje was też to jak często się człowiek w nich wywraca. Otóż nie często. Dokładniej rzecz biorąc, ja przez ten rok wyłożyłem się na rowerze będąc w SPD tylko raz. I to w sytuacji, kiedy jadąca przede mną kobieta ze słuchawkami w uszach zajechała mi drogę, a ja musiałem się ratować wjechaniem w piasek i upadkiem na betonowe płyty. Tutaj jednak wydaje mi się, że gdybym nie miał tych butów to zakończyło by się to tak samo. Jak to mówi jedno z niewyszukanych ale celnych powiedzeń „jak ktoś ma pecha to i palec w d… złamie” 😉 Dlatego zalecałbym po prostu rozwagę i nie bujanie w chmurach podczas jazdy. Czyli dokładnie to samo co dla każdego innego rowerzysty na drodze.

Poza tym same buty SPD do chodzenia się raczej nie nadają. Nie licząc wyjątków, to większość z nich ma bardzo twardą podeszwę, która podczas chodzenia wydaje charakterystyczny dźwięk niczym obcasy u kobiety 🙂 Dlatego na przykład jeżdżąc w nich do pracy, musicie sobie ogarnąć obuwie na zmianę. To stukanie szczególnie na początku może też waszych znajomych, rodzinę czy po prostu ludzi w waszym otoczeniu dziwić lub interesować. Ale z drugiej strony nie kupujecie i nie używacie takiego rozwiązania dla nich, tylko dla siebie. A więc czy aby na pewno jest to problem? Poza tym tych butów raczej prać nie można i trzeba je czyścić trochę inaczej. Metod w internecie znajdziecie co najmniej kilka, a jestem zwolennikiem moczenia ich od czasu do czasu w wodzie z tabletkami srebra.

Zbierając jednak wszystko do kupy i podsumowując to czy po roku używania SPD uważam tę przesiadkę ze zwykłych butów za mój dobrych ruch jako rowerzysty? Nie, uważam go za świetny! Serio, serio. Potwierdziło się przez ten czas jedno ze zdań jakie usłyszałem jakiś czas temu, a mianowicie to że „jeśli ktoś przesiada się ze zwykłych butów na SPD, to później już do normalnych nie wraca”. I taka jest prawda. Ja teraz, gdy muszę gdzieś pojechać, i muszę to zrobić w zwykłych butach, to czuję się co najmniej dziwnie. Jakby mi czegoś brakowało, a nogi nie raz same się „odklejają” od pedałów. Dlatego jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości co do tego czy warto zainwestować w SPD, to moja odpowiedź jest jasna – WARTO. Choćby dla zyskania nowego doświadczenia, które jestem przekonany, że bardzo szybko zamieni się w rutynę.