fbpx
O wszystkimOpinie

Moja pomarańczowa rewolucja

dodany przezKamil Timoszuk 7 października 2014 0 Komentarzy

Nowoczesna technika opanowała świat i nasze codzienne życie przy okazji. Zrobiła to dawno temu i już teraz doskonale wiadomo, że od tego procesu nie ma możliwości odwrotu. Można się z tym nie zgadzać, a nawet i walczyć. Wtedy jednak już na starcie jesteśmy skazani na swoistą porażkę. Ja więc ostatnio postanowiłem iść z prądem nowych nurtów, a nie stawać naprzeciwko nich.

Jednym z najważniejszych wynalazków „nowego świata” z którego korzystam często i gęsto jest oczywiście internet. Dostęp zaś do sieci, praktycznie od zawsze, zapewnia mi jedna firma i ta sama firma, opinie o której są bardzo podzielone. Mowa tu o Telekomunikacji Polskiej, znanej teraz pod nazwą Orange. Ja jednak jak dziś pamiętam swoje pierwsze kontakty z internetem za pomocą modemu, który w tamtych czasach był poważnym wynalazkiem, a dziś jest tylko ciekawostką historyczną. Tak samo zresztą jak moje opowieści o tym, jak się kiedyś siedziało po nocach, tylko dlatego, że właśnie w godzinach nocnych, w pierwszej wersji Neostrady, internet był bez limitów. Wtedy moim niemal marzeniem było to, aby internet był dostępny wszędzie i o każdej porze dnia i nocy. Minęło jednak kilka dobrych lat, i te marzenie urzeczywistniło się bardziej niż wtedy przypuszczałem.

W dzisiejszych czasach niemal każdy z nas internet odbiera zarówno w domu przy pomocy podłączenia do stałego łącza, a następnie rozesłania go po mieszkaniu za pomocą WiFi oraz w telefonie, który towarzyszy wielu z nas nawet w najbardziej intymnych chwilach. Ja jako, że mieszkam w domu na osiedlu domków jednorodzinnych, praktycznie od zawsze byłem skazany na jednego głównego dostawcę-monopolistę czyli Tepsę. Żadna kablówka, tak jak to bywa przede wszystkim na blokowiskach, nie wchodziła w grę. O dziwo jednak Neostrada, to jeden z tych produktów z których TPSA może być naprawdę dumna. Co więcej, to właśnie ta forma dostarczania internetu do mieszkańców sprawiła, że zaczął on być po prostu dostępny, a następnie powszechny. Wiem to z własnego przykładu i właśnie też dlatego co kilka lat przedłużam swoją umowę z tym operatorem. Tak też to miało miejsce ostatnio, kiedy zadzwoniła do mnie miła pani z Orange i z racji kończącej się jednej umowy, zaproponowała korzystne warunki nowej.

O tym co było dalej pisałem już jakiś czas temu, w jednym jak i też drugim tekście, który głównie skupiał się na moich perypetiach z firmą przewozową DPD, która miała mi dostarczyć przesyłkę z Orange. Po wielu perturbacjach udało mi się jednak otrzymać „zamówiony” sprzęt i dzięki temu mogłem przetestować nowe możliwości jakie dostałem od pomarańczowego operatora. To dzięki też temu, mogę dziś napisać kilka swoich przemyśleń po pewnym czasie użytkowania zarówno internetu, jak i też telewizji od Orange. Jest to wszystko możliwe ponieważ w paczce otrzymałem zestaw składający się z 3 rzeczy – FunBox, tuner TV oraz dysk zewnętrzny Toshiba o pojemności 500GB.

Orange zestaw

Dysk do tego zestawu dołączany jest przy opłaceniu 40 dodatkowych złotych. Jak na taką pojemność, są to śmieszne pieniądze, dlatego też nie wahałem się ani chwili przed jego nabyciem. Bardziej jednak ciekawiły mnie dwa pozostałe urządzenia, do których przyznaję się bez bicia, nawet przy zamawianiu nie byłem przekonany w 100 procentach i brałem je trochę na ślepo. W mojej historii związku z Neostradą, przerobiłem już dość dużo sprzętu jaki dostawałem od TPSA. W głównej mierze były to modemy umożliwiające mi połączenie się z internetowym światem. O paru z nich nie mam najlepszego zdania i dlatego też od jakiegoś już czasu, przesiadłem się na zupełnie niezależny modem, który sprawdzał się do tej pory świetnie. Jednak chcąc mieć telewizję, musiałem zaryzykować z FunBoxem. Jak pokazuje moje obecne doświadczenie, jestem mile zaskoczony tym urządzeniem.

Jego skonfigurowanie jest tak proste, że praktycznie każdy tuman powinien z nim sobie poradzić. Jeśli nie dawałby sobie rady z tak postawionym zadaniem, to w jego ręce oddanych jest kilka instrukcji oraz objaśnień, które w niemal podręcznikowy sposób tłumaczą, jak przejść krok po kroku przez proces instalacji urządzenia. Nie ma więc opcji, żeby coś się nie udało. Jeśli jednak tak się komuś stanie, to będzie chyba ewidentny znak, że z internetu korzystać nie powinien. Taka selekcja naturalna 😉 Tym którym uda się ta sztuka prawidłowego podpięcia, pozostaje już tylko użytkowanie internetu do woli – bez żadnych zerwań połączenia, czy innych historii.

Wtedy też można się zabrać za podłączenie telewizji. Telewizji, której ja osobiście nie oglądam, ale z racji, że nie mieszkam sam, to warto było ją mieć. Tym bardziej, że wchodziła ona w cenę nowej umowy. Jeśli do tego dodamy, że była to furtka i impuls do zerwania umowy z NC+ i tym samym obcięcia niepotrzebnych kosztów, to plusy wydają się być ewidentne. Swoją drogą, to zrywając umowę zawartą na czas nieokreślony z NC+, klient jest zobowiązany płacić im haracz jeszcze przez 3 miesiące. Na szczęście w tym przypadku czas szybko mija. Wracając jednak do sedna czyli tunera TV, to jego podłączenie jest także banalnie proste ale ma dwa haczyki. Pierwszy z nich to kabel jaki dostajemy do podłączenia tunera TV do FunBoxa jest tak krótki, że wystarczy on nam tylko wtedy, kiedy telewizor stoi zaraz obok FunBoxa czyli praktycznie komputera. Druga zaś rzecz to fakt, że przy nieodpowiednim podłączeniu i wetknięcia kabelków nie tam gdzie trzeba, można już na starcie uszkodzić tuner TV. Jednak gdy ktoś zajrzy tylko do instrukcji, to tam nie raz zostanie przed tym ostrzeżony i szczegółowo pouczony jak ma to zrobić w odpowiedni sposób. Jeśli ktoś tego nie ogarnie – patrz punkt wcześniejszy. Tych zaś, którzy przejdą przez ten proces, czeka nagroda w postaci telewizji w fajnym wydaniu.

Pierwsze co rzuca się w oczy po odpaleniu telewizora i tunera to, że wszystko jest zaprojektowane mocno intuicyjnie. Zaczynając od pilota, poprzez pierwsze menu instalacyjne jak i cały interfejs dekodera. Przed zamówieniem tej telewizji miałem obawy jak to będzie wyglądać, jeśli chodzi o podział łącza podczas używania zarówno internetu jak i też telewizji. Nie wiem na jakiej dokładnie zasadzie to funkcjonuje, ale na szczęście jedno z drugim nie ma nic wspólnego, i nawet jeśli łącze internetowe jest zajęte w prawie 100%, to telewizja nie ma żadnych lagów czy przestoi. Brawo!

Aha, zapomniałbym. Zaraz po otworzeniu kartonu z dekoderem i pierwszym „obmacaniu sprzętu” dostałem, dosłownie rzecz ujmując, zagadkę pod tytułem „Co to jest?”

Orange blaszka

Ta część, dosłownie wypadła ze środka tunera TV i nie mam pojęcia dlaczego, po co, co to dokładnie jest i do czego służy oraz czy to ma jakieś większe znaczenie. Jeśli ktoś ma ochotę mnie oświecić w tym temacie, to bardzo proszę. Podpowiem tylko, że i bez tej części tuner nie sprawia większych kłopotów i śmiga jak burza. Ba, powiem więcej, daje możliwości jakich wcześniej nie miałem. A jedną z takich możliwości było wypróbowanie na własnej skórze działania ich usługi VOD czyli wideo na życzenie. Opcja ta była tym bardziej atrakcyjna w moich oczach, że w katalogu filmów natrafiłem na pozycję, na którą nawinie czekałem w polskich kinach. Nic z tych rzeczy się jednak nie wydarzyło i „Million Dollar Arm” (recenzja filmu) obejrzałem jak nie ja – w domowym zaciszu. Parę kliknięć na pilocie, doliczona opłata w wysokości 10 złotych do kolejnego rachunku i… to wszystko. Po raz kolejny proces prosty jak but, a więc już wiem, że z tego wynalazku mogą korzystać nawet ludzie mniej zaznajomieni z techniką niż ja i raczej na pewno sobie także poradzą.

Tak więc jak widać na załączonym obrazku, cała platforma Orange jaką teraz dysponuję w domu, sprawdza się świetnie. Przed otrzymaniem i podłączeniem oraz sprawdzeniem tego wszystkiego, po cichu oczekiwałem sporej przeprawy. Przeprawy niemal chyba porównywalnej do moich kontaktów z DPD. Jednak myliłem się w tym temacie i bardzo cieszę się z tego powodu. No bo jak tu nie być zadowolonym, że za mniejsze pieniądze dostało się więcej? Tym samym Orange urosło w moich oczach do firmy, którą w temacie internetu spod znaku Neostrady oraz telewizji spod znaku Orange TV będę po prostu polecał, co niniejszym czynię. Każdy z was kto zdecyduje się na ten krok – nie będzie tego specjalnie żałował. Ja na pewno tego nie robię.