Foto & VideoO wszystkim

Mój „Projekt NBA” na YouTube

dodany przezKamil Timoszuk 22 sierpnia 2017 0 Komentarzy

Jestem szczęściarzem. Tak, zdecydowanie tak mogę o sobie powiedzieć biorąc pod uwagę to, w jakich czasach się urodziłem i wychowywałem. Bo w latach 90-tych to był czas zjawisk, które nigdy wcześniej, ani nigdy później nie miały już miejsca. Tak było z NBA.

„Hej, hej tu NBA!” to tekst, który w okresie moich młodzieńczych lat znał chyba każdy. Młodzi znali go, bo śledzili transmisje meczów NBA jakie pojawiły się w polskiej telewizji. Rodzice zaś siłą rzeczy gdzieś tam się z tym spotykali, bo koszykówka w tamtym czasie w Polsce była znacznie wyżej w hierarchii aniżeli piłka ręczna, siatkówka czy nawet piłka nożna. A do takiego stanu rzeczy przyczyniła się na początku transmisja, a właściwie tylko godzinny skrót jednego meczu w tygodniu oraz nieśmiertelny magazyn NBA Action jako wisienka na torcie. To wszystko było zaś okraszone komentarzem panów Łabędzia i Szaranowicza, którzy w oczach Polaków stali się takimi dostarczycielami NBA do polskich domów.

Do mojego domu także NBA dotarło. A właściwie to mieszkania moich dziadków którzy oprócz tego, że mieli podstawowe programy, to mieli jeszcze wtedy niedostępną dla wielu ludzi kablówkę. A dzięki niej pojawił się dostęp do niemieckiego kanału sportowego DSF, który także puszczał w tamtym okresie NBA. Dla kogoś kto połknął koszykarskiego bakcyla zza oceanu było to wtedy coś niesamowitego. Jednak z tymi transmisjami wiązały się też pewne niedogodności, że tak to łagodnie nazwę. Mianowicie niektóre z tych transmisji były na żywo czyli puszczane były późno w nocy. A niemiecka stacja chcąc pewnie sobie dorobić na czasie antenowym o takiej dziwacznej porze miała w zwyczaju puszczać w przerwach, a w NBA takowych jest sporo, reklamy z półnagimi paniami i ichniejszymi numerami 0-700… 😀 Wyobraźcie więc sobie minę mojego dziadka lub babci, kiedy wchodziła czasem do pokoju, gdzie ja mocno niepełnoletni kajtek teoretycznie oglądałem mecz, a tam na ekranie jakaś Niemka z gołym biustem głośno jęczała numer telefonu 😀 I weź tu w takiej sytuacji wytłumacz komuś, że oglądasz mecz 😉

Tak czy inaczej wiele osób w tamtym czasie chcąc sobie przedłużyć albo utrwalić emocje związane z NBA, zaczęło nagrywać puszczane na TVP2 mecze na kasety VHS. Ja także to robiłem, ale w przeciwieństwie do moich znajomych, nie odpuściłem tak łatwo po paru nagraniach tylko robiłem to przez wiele lat. Gdy do bardziej powszechnego użytku wszedł internet, to ułatwiło sprawę zdobywania lub wymieniania się spotkaniami. Tym bardziej, że człowiek chciał poznać historię koszykówki więc ciekawy był meczów z lat wcześniejszych. I tak zaczęło się moje kolekcjonowanie spotkań NBA – najpierw na kasetach VHS, a później na płytach DVD i twardych dyskach.

Z taką formą spędzania czasu przy takiej zajawce wiąże się wiele historii. Dzięki temu, że to robiłem miałem kontakt z ludźmi z dosłownie całego świata – z pastorem z Luizjany w USA, z budowlańcem z Sydney, którego pewnego roku zjadł aligator (prawdziwa historia) czy na przykład Grekiem, który chciał ode mnie odkupić moją kolekcję za 20 tysięcy euro. Po kilkunastu latach kolekcjonowania takich spotkań, realnie mam jedną z największych, lub jak twierdzą niektórzy, największą na świecie kolekcję takich spotkań. Ich liczba w chwili obecnej jest liczona nie w setkach, a tysiącach meczów. Najstarsze zarejestrowane mecze jakie mam w swojej kolekcji pochodzą z lat 60-tych, a najnowsze są z sezonu 2015/2016. Mecze zarówno sezonu regularnego, jak i Playoffs czy finały. Do tego większość All-Star Games czy też meczów USA na Igrzyskach Olimpijskich. Nie ukrywam też, że najbardziej jestem dumny z posiadania jakichś 97% wszystkich zarejestrowanych na jakimkolwiek nośniku meczów Jego Powietrznej Wysokości – Michaela Jordana. I to wszystkie w jakości DVD. Zresztą jeśli ktoś jest ciekawy pełnej listy spotkań to niech kliknie sobie TUTAJ i pobierze pełen spis.

A dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ jakiś czas temu zarówno doszedłem do tego sam,a także trochę mnie namówiono, abym podzielił się swoimi zbiorami na większą skalę. Mianowicie mój najnowszy plan zakłada wrzucenie wszystkich moich zbiorów NBA na mój kanał na YouTube. Około 30 terabajtów. Nawet mnie w chwili obecnej to trochę przeraża. Ale nie dlatego, że nie chcę się tym podzielić, tylko bardziej dlatego ile pracy mnie z tym czeka. Bo z jednej strony mając jak na razie łącze Neostrady o przepustowości 10MB, upload tego wszystkiego zajmie dobrych kilka miesięcy. Z drugiej natomiast, wrzucenie to jedno, a opisanie tego i przygotowanie do publikacji to drugie. Szukam na chwilę obecną grafika, który będzie mi w stanie pomóc z tworzeniem miniaturek do tych spotkań (nie za darmo, są tu jacyś zainteresowani?). Jednak na chwilę obecną jestem gotowy się tego podjąć samodzielnie. Po co? Bo jeśli mi się to uda to będę twórcą największego kanału z takim materiałem na YouTube. Bo szkoda by było, aby te mecze leżały i nikt z nich nie korzystał. Bo być może gdzieś w Polsce lub na świecie, jakiś dzieciak dotrze do tych zbiorów, i w podobny sposób do mojego zajara się koszykówką. A od tego już tylko krok do reszty fajnych zmian w jego życiu.

Tak więc jeśli jesteś zainteresowany tym tematem lub po prostu lubisz koszykówkę, to wpadaj na mój kanał YouTube i śmiało korzystaj ze zbiorów, które tam znajdziesz. Z każdym dniem będzie ich coraz więcej 🙂 A każda subskrypcja lub udostępnienie tego kanału dalej będzie mile widziane 😉