Foto & VideoO wszystkim

Mój krok pierwszy

dodany przezKamil Timoszuk 6 grudnia 2018 0 Komentarzy

Każda historia ma gdzieś swój początek. Czasami jest on całkowicie przypadkowy, a zdarza się tak, że nawet jeśli się go mocno zaplanuje, to i tak wygląda on zupełnie inaczej. Mi życie nie raz udowodniło, że czasem po prostu warto próbować i na swój sposób ryzykować.

Tak daleko jak tylko potrafię sięgnąć swoją pamięcią wstecz, tak nie widzę w swojej odległej  przeszłości faktów, które świadczyłyby o mojej odwadze. A przynajmniej nie ma ich tak wiele, jak być może bym chciał. Na skutek zmian jakie od parunastu lat zachodzą w moim życiu, na szczęście zmienia się też moje podejście do życia, świata i ludzi jakich mam dookoła. Czy są to zmiany na lepsze? Ja uważam że tak.

Żyjemy w czasach w których jest wszechobecne hasło „możesz wszystko!”. I gdy się tak nad tym dobrze zastanowić, to jest to tak samo dużym kłamstwem jak i prawdą. Wszystko dlatego, że możliwości rozwoju, zdobywania wiedzy czy świata w naszych realiach, mamy nieograniczone. Ale nie zawsze głowa chce takie możliwości ogarniać. Bo się boi, obawia krytyki lub dezaprobaty naszych czynów, które w oczach innych mogą wydać się na przykład dziwne.

I tak też było z moim podejściem do zdjęć. Zdjęć, które wychodzą poza ramy jakby naturalnego dla mnie sportu, boiska, hali czy boxa crossfitowego. Miejsc w których jako osoba uwieczniająca poszczególne wydarzenia tego typu, czuję się bardzo dobrze. Gdy jednak konfrontowałem się ze swoim pomysłem na to, aby spróbować uwieczniać swoim aparatem ludzi, proponować im to jak ich widzę przez swoje obiektywy i finalnie tworzyć im coś czego nawet oni się nie spodziewają, napotykałem pewien opór. Blokadę w postaci pojawiających się w automatyczny sposób pytań typu – A czy ja to potrafię? Jak się za to zabrać? A czy komuś się to spodoba? Przecież jest już tylu lepszych ode mnie…

Teraz już wiem, że idealnym sposobem aby takowych pytań się pozbyć, jest zastosowanie bardzo prawdziwej rady człowieka, którego twórczość filmową CHOLERNIE sobie cenię. Tym kimś jest Krzysztof Gonciarz. Tą radą jest zaś Krok Pierwszy. Poświęćcie 3 minuty swego życia, aby zobaczyć poniższy film. Tego nie da się ująć lepiej.

I tak się też szczęśliwie złożyło, że na swojej fotograficznej drodze spotkałem Dianę. Koleżankę z boxa, którą mieliście już okazję poznać. Stało się to za sprawą tekstu tutaj na blogu, na napisanie którego udało mi się ją namówić jakiś czas temu. Pamiętam jednak ten dzień, kiedy postanowiłem, że ją po prostu zapytam czy nie zechce stanąć przed moim obiektywem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy to niemal w tej samej chwili, kiedy składałem jej swoją propozycję, ona się po prostu zgodziła. Bez żadnego namawiania, proszenia czy nalegania. To był dla mnie prawdziwy szok, serio 😉

Plusem było na pewno to, że dokładnie wiedziałem gdzie chcę to zrobić i mniej więcej co chcę zrobić. Piszę mniej więcej, bo z perspektywy czasu wiem, że nie wszystko się udało, a na kilka nieprzewidzianych rzeczy nie miałem wpływu. Jako ówczesny nowicjusz nie moglem tego wiedzieć. Wybór padł na tory kolejowe, które dosyć często mijam jeżdżąc rowerem, a tym razem specjalnie odwiedziłem z Dianą w tak zwaną fotograficzną złotą godzinę. Godzinę, którą w tym roku, tak jakby dla siebie i na własne potrzeby, odkryłem.

Pierwotnym moim założeniem na to fotograficzne spotkanie było to, aby zepsuć jak najmniej. No i przy odrobinie szczęścia i umiejętności sprawić, żeby Diana nie uznała czasu spędzonego ze mną za zmarnowany. Czy to się udało? Zobaczcie, oceńcie, dajcie znać…

Mi o swoich efektach trochę chyba nie wypada się wypowiadać. Dlatego to wam zostawiam do oceny.

Jednak niewątpliwie od samego początku, tak jak i pisałem już tydzień temu, zawsze zależało i zależeć mi będzie na tym, aby fotografowana osoba wyniosła z czasu spędzonego ze mną na zdjęciach jak najbardziej pozytywne odczucia. Czy to się udało? Niech głos zabierze w tym przypadku najbardziej zainteresowana.

Sesja z Kamilem, czy też sesja Kamila ze mną była wyjątkowa z wielu względów.

Po pierwsze, nie było to zwyczajne robienie zdjęć. To była kwestia rozmowy, wspólnych żartów, przypominania sobie różnych nastrojów, które Kamil uwieczniał w postaci ujęć.

Po drugie, nie było sztywno. Atmosfera, jaką stworzył Kamil, przy otwarciu się na klimat dobrej zabawy i nietypowego spędzenia czasu sprawiły, że była to forma zabawy.

Po trzecie, nie było pozowania, było za to chwytanie momentów. Kamila w roli fotografa odebrałam jako osobę mega kontaktową i w dobrym nastroju. Przede wszystkim jednak efekty zdjęć są takie, jakie są, bo czułam, że jest to osoba, która żyje pasją.

Wyszła nam taka sesja, po której po raz pierwszy w życiu, czułam się „prawdziwa” na zdjęciach.

Nie ma co ukrywać, że gdy pierwszy raz czytałem te słowa, to zrobiło mi się po prostu miło. Dostałem zwyczajnego kopa do tego, żeby to nie była jednorazowa przygoda czy zwykły wybryk. Podobnie też było tydzień temu, kiedy pokazałem wam moje fotki Janetty. Swoim odzewem i komentarzami, utwierdziliście mnie, że nie ma przeciwwskazań abym publikował tutaj swoje prace. Dlatego myślę, że wszyscy z was którzy są ciekawi tego co robiłem przez ostatnich wiele miesięcy, oraz to co zamierzam dalej robić, mogą liczyć na kolejne tego typu materiały jak ten dzisiejszy 🙂