fbpx
O wszystkimOpinie

Mocne uderzenie na początek roku

dodany przezKamil Timoszuk 15 stycznia 2019 0 Komentarzy

Ostatnimi czasy osoby chodzące do kina mają dla siebie fajny czas. W końcu do Polski dotarło kilka takich pozycji, na które po prostu się warto wybrać. Co więcej, jedna z dzisiejszych propozycji powstała nawet w kraju nad Wisłą.

Tak się szczęśliwie składa, że od dobrych kilku już lat, mam dostęp do tanich biletów do kina. Tanich czyli praktycznie trzykrotnie tańszych niż cena nominalna. Między innymi dlatego zaraziłem się kinem na tyle, że teraz gdy chwilowo mam odcięty dostęp do swoich tanich biletów, to i tak regularnie do kina chodzę. I o dziwo podczas wychodzenia z ostatnich seansów, nawet nic mnie nie uwierało w temacie przepłacenia za obejrzaną chwilę wcześniej produkcję. A to już moim zdaniem coś znaczy.

Dlatego dziś na pierwszy ogień idzie film typowy. Typowy ponieważ światowe kino widziało już sporo podobnych historii jak ta opowiedziana w „Teraz albo nigdy”. Filmie który opowiada o kobiecie pracującej w sklepie, która ma spore ambicje. Ambicje poparte wieloletnim doświadczeniem, które chce przekuć na awans. Jak się jednak okazuje, nie jest to takie proste, ponieważ zawsze znajduje się ktoś lepszy, bardziej wykształcony czy młodszy. To też sprawia, że przy pomocy pewnego kłamstwa i szczęśliwego zbiegu okoliczności, dostaje ona swoją szansę. Szansę zaistnienia w wielkiej korporacji kosmetycznej. Coś o czym z jednej strony marzyła od dawna, a z drugiej nie miała pojęcia jak to osiągnąć. Teraz natomiast musiała się tam „tylko” utrzymać.

W roli głównej występuje tu niezniszczalna i wiecznie młoda Jennifer Lopez. Kobieta z Hollywood, która tak samo jak Jennifer Aniston, z wiekiem praktycznie tylko młodnieje. Taki trochę Krzysztof Ibisz w spódnicy 😉 Czy dla samego filmu ma to jakieś większe znaczenie? W sumie to nie bardzo 🙂 Ta komedia nie jest jakimś wiekopomnym dziełem. Nie jest to coś po zobaczeniu rozwali wam mózg. Jest to po prostu lekka, przyjemna i czasem naiwna dawka kina, które każdy już gdzieś kiedyś widział. Takie powiedzmy solidne 6 na 10. Jeśli to cię nie przekonuje, to odpuść sobie albo poczekaj na to aż film pojawi się w internecie. Jeśli zaś masz wolny wieczór do zagospodarowania na głupoty, to może to być jedna z propozycji.

Filmy od superbohaterach wszelkiej maści już na stale wryły się w ogólny obraz popkultury naszych czasów. Przez ostatnie lata wychodzi przynajmniej po kilka takich produkcji rocznie. Z biegiem czasu stało się tak, że coraz ciężej jest zaskoczyć widza, który widział już może nie wszystko, ale na pewno bardzo wiele. A jednak na szczęście powstają jeszcze takie filmy, które pomimo tego, że poruszają po raz kolejny ten sam temat, to są w stanie widza przynajmniej zaciekawić. Takimi filmami w ostatnim czasie na pewno był „Spiderman Universum” oraz „Bumblebee”.

Pierwszy z nich to kolejna opowieść o człowieku pająku, którego zna lub przynajmniej raz w życiu widział praktycznie każdy. Filmy z tym superbohaterem bywały różne – raz lepsze raz gorsze. I po całkiem udanym Spiderman Homecoming, bardzo szybko pojawiła się kontynuacja. Może nawet nie tyle kontynuacja, co zupełnie inne ugryzienie tego tematu. Tą nową formą jest kreskówka. Kreskówka rodem z XXI wieku. Dla mnie wyznacznikiem takiej produkcji na dobrym poziomie jest na przykład fakt, że spokojnie może ją obejrzeć paru lub parunastoletni chłopak, a także jego ojciec. Mogą ją nie tyle obejrzeć razem ale i oboje czerpać swego rodzaju przyjemność – każdy na swój sposób. I taki właśnie jest nowy Spiderman. Tym razem daruję sobie opisywanie fabuły, bo moim zdaniem znacznie ważniejsze w tym przypadku jest wykonanie oraz opakowanie tego pomysłu. A to robi po prostu robotę. Dzięki użytym technikom ma się nieodparte wrażenie, że ogląda się po prostu komiks. I to taki komiks najwyższych lotów. Do tego akcja w tym filmie pędzi tak szybko, że nie sposób wręcz wyłapać wszystkiego co dzieje się na kinowym ekranie. Tym bardziej, że twórcy tej produkcji postanowili zbudować fabułę tak, że w filmie nie pojawia się tylko jeden Spiderman – ich jest tam znacznie więcej. Do tego jest też mnóstwo nawiązań do różnych pobocznych tematów jak subkultura, polityka i innych zajmujących dziś świat zagadnień. Można odnieść niemal wrażenie, że film został zrobiony w taki sposób, aby każdy kto chciał ogarnąć wszystko co autor miał na myśli, musiał iść do kina minimum dwa razy. Takiego piorunującego efektu nie udałoby się osiągnąć też, gdyby nie towarzyszyła temu wszystkiemu dobrze dobrana muzyka. Ta często trafia w punkt, potęgując jeszcze doznania.

Widząc po raz pierwszy zwiastun tej produkcji, jakoś przed świętami Bożego Narodzenia, miałem lekkie poczucie, że będzie to taki zapychacz kinowy. Jak się okazało widzowie dostali pełnowartościowy produkt. Produkt, który już wielu mniej lub bardziej znanych krytyków okrzyknęło najlepszym filmem z tym superbohaterem. Czy mają oni rację? Walczę jeszcze z myślami czy bardziej nie przypadł mi do gustu niedawny Homecoming. Jednak i tak oba te filmy to ścisłe TOP2 produkcji o człowieku pająku. Nie wierzycie? To sprawdźcie sami. I to w kinie, bo takie produkcje są tworzone pod wielki ekran.

Bumblebee to film zaskakujący. Zaskakujący z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to produkcja o Transformersach, której nie reżyserował Michael Bay. Człowiek, który jest specem od robienia wielkiej demolki na kinowym ekranie. Niestety w przypadku Michaela, często ta cała rozwałka jaka dzieje się w jego filmach, ostatnimi czasy zaczęła przyćmiewać inne, równie ważne, co może i nawet ważniejsze elementy z których składa się film. Czy wyreżyserowany przez Travisa Knighta film o najbardziej ludzkim ze wszystkich Transformersów czyli Bumblebee, coś wnosi? Moim zdaniem zdecydowanie tak.

Pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy na ten temat po wizycie w kinie to fakt, że nowy film udowadnia że nie potrzeba takiego kina opierać tylko i wyłącznie na scenach batalistycznych. Bumblebee opowiada o robocie, który w 1987 roku trafia na ziemię i znajduje spokojny azyl na jednym ze złomowisk. Tam jednak znajduje go Charlie czyli zbuntowana nastolatka. Dziewczyna, która zna się na samochodach jak mało który facet, jednak jej największe marzenie o posiadaniu własnego auta jest ciągle niespełnione. Do momentu kiedy znajduje na wysypisku tego żółtego garbusa. Wtedy jeszcze nie wiedząc w co się pakuje.

I to właśnie w tym filmie jest chyba najlepsze. Ta bardziej ludzka, niż pozaziemska strona. Te nawet czasami ckliwe ale jednak rozterki nastolatki. Chyba już zmęczyły mnie ciągłe wybuchy, i filmy gdzie fabuła jest tylko miernym dodatkiem do efektów specjalnych i walk, których przez natłok tego co tam się dzieje nie da się chwilami oglądać. Dlatego ten film to taki trochę oddech świeżości dla tej serii. Takie nawet trochę zatrzymanie się i skupienie na czymkolwiek, a nie pędzenie od jednej bitwy do drugiej. Aczkolwiek i w Bumblebee są też bardzo fajnie pokazane sceny walki głównego bohatera z Decepticonami. Ale w tym przypadku to jest dodatek, a nie sens istnienia tej produkcji. I ja to zdecydowanie szanuję. Robię to też na tyle mocno, żeby napisać o tym, że Bumblebee jest jedną z bardziej udanych kinowych odsłon o robotach. Polecam osobiście sprawdzić.

Ten film nie mógł się udać. Zbyt wiele znaków w trakcie jego kręcenia zapowiadało porażkę. Nie mógł wyjść tak, jak finalnie wyszedł. A jak wyszedł? Nadspodziewanie dobrze.

Produkcja „Underdog”, to pierwszy polski film traktujący o sztukach walki MMA. Film wyreżyserowany przez Macieja Kawulskiego, współzałożyciela organizacji KSW, był jego debiutem w tej roli. Odważnie, nie powiem. Sam Maciej jednak nie raz już udowodnił wszystkim, że ma pewną wizję budowania fajnych widowisk. Tu można by tylko przypomnieć galę KSW na Stadionie Narodowym, na którą przyszło ponad 56 tysięcy ludzi. Do tej pory jest to drugim wynikiem na świecie. Jednak organizować kolejną, nawet tak dużą, ale jednak cykliczną galę, to coś zupełnie innego niż stanąć za sterami powstawania filmu. Filmu, który ma przynajmniej nie odstraszać ludzi od tego sportu, a przy dobrych wiatrach może trochę i zachęcić.

Film opowiada o losach „Kosy”. Zawodnika granego przez Eryka Lubosa, który pomimo zdobycia mistrzowskiego pasa zostaje zdyskwalifikowany za doping. W drugim narożniku tego filmu stoi zaś Mamed Chahlidow, profesjonalny zawodnik, który gra w tym filmie niejako siebie. Po drodze trafia się jeszcze pani doktor w osobie Aleksandry Popławskiej oraz kilka innych drugoplanowych ról, które mówiąc ogólnie tworzą bardzo fajne tło tej całej historii. Perełką wartą zobaczenia jest na przykład Tomasz Włosok, grający niepełnosprawnego chłopaka poruszającego się na wózku. Historia ta też jest o tyle dobra, że wbrew temu co można było sądzić, nie zawsze chodzi w niej o naparzankę na macie. I całe szczęście, bo kolejnego filmu traktującego tylko i wyłącznie o laniu się po mordach bym nie zniósł. Tu są na szczęście postaci, którym o coś chodzi, które czegoś chcą i starają się to na różny sposób osiągnąć. Sposób grania aktorów sprawia, że tym postaciom się po prostu wierzy, a nawet i kibicuje. Oczywiście kilka wątków zostało tam wepchniętych na siłę. Jednak w tym przypadku zwaliłbym to na barki „błędów początkującego” reżysera. Tak samo jak niepotrzebnie kilkukrotnie została wepchnięty do tego filmu product placement na przykład firmy odzieżowej czy też samej gali KSW. To drugie mogę jednak zrozumieć z racji na to, kto ten film tworzył.

Ja jednak muszę/chcę pochwalić tę produkcję za dwie rzeczy. Pierwszą z nich są zdjęcia do tego filmu. Ich autorem jest Bartosz Cierlica, który wykonał kapitalną robotę. Cały film pod tym kątem jest na prawdę fajny, ale są też tam perełki, dla których moim zdaniem warto iść do kina. Mam tu na myśli na przykład sceny treningu w lesie, które bez dwóch zdań mogłyby trafić do filmów tego typu zza oceanu. Nikt by wtedy też nie powiedział o tym, że odbiegają one w jakiś specjalny sposób swoim poziomem. Drugą rzeczą wartą pochwalenia jest muzyka do tego filmu. Nie była ona specjalnie skomponowana na potrzeby tej produkcji, ale i tak kawałki użyte w Underdogu są świetne. Kilka z nich chętnie bym jeszcze raz posłuchał, ale z jakiegoś powodu nie mogę znaleźć w internecie spisu kawałków czy po prostu soundtracku do odsłuchania z tego filmu. Niby umiem korzystać z internetu, ale czy w tym przypadku mógłby mi ktoś pomóc?

Tak czy inaczej ten film to jak dla mnie wielkie zaskoczenie. Na tyle wielkie, że na przykład Underdoga oceniłbym wyżej niż na przykład niedawną drugą część Creeda. Jeśli kiedykolwiek miałby powstać jakiś kolejny filmowy projekt od tych samych ludzi, to tym co zrobili oni z Underdogiem zasłużyli oni na mój duży kredyt zaufania. Dajcie więc sobie szansę, na to abyście i wy zobaczyli kawałek całkiem dobrego polskiego kina.