CrossFitO wszystkimZawody & Eventy

MiłoszGate czyli show me my money!

dodany przezKamil Timoszuk 12 września 2018 0 Komentarzy

Polskie środowisko crossfitowe od dłuższego już czasu żyje pewnym schematem. Schemat ten zakłada to, że albo panuje generalny spokój i sielanka, albo dzieje się coś tylko i wyłącznie na grubo. Tak więc po dłuższej chwili ciszy, od wczoraj mamy stan podwyższonego ryzyka.

Wszystko zaczęło się od wpisu Miłosza Staworzyńskiego na jego koncie na Facebooku, traktującym o tym jak został potraktowany przez organizatorów LOGinLAB jeśli chodzi o wypłacenie wywalczonej tam nagrody. Jeśli ktoś jeszcze tego nie widział i nie wie o czym piszę to na starcie to zapraszam do lektury.

Jaka była moja pierwsza reakcja po przeczytaniu tego? Pomyślałem sobie, że jest już grubo, a będzie jeszcze bardziej. Każdy kolejny komentarz jaki zaczął pojawiać się pod tym postem tylko potwierdzał moje przypuszczenia. Co ciekawe i w sumie trochę przykre, ale niestety nie zdziwił mnie fakt, że cała sprawa dotyczy LOGinLAB. Dlaczego? Ponieważ od jakiegoś już czasu niemal każda impreza sygnowana tą nazwą, pomimo wielu plusów jakie za sobą niesie, zawiera też jakiś fakap. Fakap, który bardzo często wielu ludziom potrafi przesłonić te wszystkie plusy. Czasami chodzi o nieumiejętne sędziowanie, czasami jest to dziwna formuła rywalizacji, zdarzały się problemy w kontaktach z zawodnikami czy kibicami, a teraz wyszedł problem z kasą.

Dla wielu komentujących post Miłosza, sprawa jest stricte zero jedynkowa. Dawid zjebał, Miłosza oszukali, trzeba dojechać LOGinLAB. I w ogromnej mierze jest to najzwyczajniej w świecie prawda. Bo o ile od strony formalnej Dawid miał prawo zrobić tak jak pierwotnie zrobił, tak pod kątem moralnym wygląda to co najmniej słabo. Jest to idealny przykład, że my jako ludzie kompletnie nie czytamy tego co w dzisiejszych czasach podpisujemy. Jednak skoro wielu ludzi nie czyta swoich umów na kilkunastoletni lub nawet dłuższy kredyt mieszkaniowy, to nic dziwnego że nie czyta też papierów na „jakichś tam zawodach”. Tu jednak jest rolą organizatora aby taka osoba po takim evencie nie czuła się oszukana za sprawą różnych kruczków zawartych w umowie. Dlatego warto pytać, upewniać się, a w trakcie zawodów informować o tym najbardziej zainteresowanych. Trochę jak z dziećmi ale z drugiej strony można dzięki temu uniknąć paru problemów. No chyba, że ktoś ma w dupie opinię ludzi, to wtedy spoko – może pisać i robić co chce. Musi mieć jednak na uwadze, że takie akcje mają krótkie nogi i wrócą do nich bardzo szybko. O takie działanie z premedytacją organizatorów LOGinLAB bym jednak nie posądzał.

Przyczepiłbym się jednak do kilku innych kwestii. Pierwszą z nich jest na pewno to, że cała ta afera w moim odczuciu jest pokłosiem tego, że od jakiegoś czasu imprezy LOGinLAB robione są na ilość, a nie jakość. I to nawet w sytuacji, kiedy naprawdę przemawia do mnie idea jaką promuje sam Dawid Kujawski czyli budowanie społeczności, integracja ludzi czy uczenie się od siebie nawzajem. Jednak kiedy chce się robić coś dużego to warto się czasem na to przygotować. Mam jednak wrażenie, że tutaj tego brakuje. Brakuje rąk do pracy czy też brakuje osób do komunikacji z całym otoczeniem. Bo w dużej mierze w całej tej obecnej gównoburzy, chodzi w największym stopniu o komunikację. Komunikację reguł i zasad jakimi kierowały się te zawody, które jak się okazało dla wszystkich nie były jasne.

Zresztą sam Dawid to potwierdza w swoim trochę za długim filmie wyjaśniającym, który jest niejako odpowiedzią na post Miłosza. Obejrzyjcie go sobie.

Z pozytywów tego materiału na pewno warto zaliczyć fakt, że zawodnicy otrzymają brakujące części swoich pieniędzy o które walczyli w Krotoszynie, a później w niezrozumiały dla nich sposób zostały zabrane. Niesmak jednak pozostanie. A to że wyszło jak wyszło, leży jak najbardziej po stronie Dawida i jego ludzi. Bo o ile formalnie wszystko jest do wyjaśnienia i wytłumaczenia się, tak pod kątem czysto ludzkim i moralnym jak widać na załączonym obrazku nie. Wiele osób bowiem ma pewnie do dziś w domu czy w boxie pamiątkowe czeki z sumami jakie teoretycznie wygrali w Krotoszynie, a teraz dostali zweryfikowane sumy na konto. I jest to chyba też dobra nauczka i lekcja na przyszłość dla innych organizatorów takich imprez, aby zwracali uwagę na dosłownie każdy szczegół. Bo jak widać dobrze na tym przykładzie – to w nich tkwi diabeł.

Swoją drogą to abstrachując już od tej konkretnej sytuacji, to zjawisko to pokazuje pewien schemat według dzieje się to za każdym jednym razem. Pojawia się jakiś problem i zaczyna się jazda, tworzą się obozy, każdy ma swoje zdanie i każdy też chce to swoje zdanie wypowiedzieć. Nawet w przypadkach ludzi którzy nie powinni bo w takim Krotoszynie nigdy nawet nie byli, a Dawida czy w tym przypadku Miłosza znają z internetu. Ale cóż, zasada „nie znam się więc tym bardziej się wypowiem” wiecznie żywa. Tak samo jak ta, że polskie środowisko crossfitowe integruje się stosunkowo rzadko, a gdy już to robi, to najczęściej tylko po to aby komuś dopierdolić.

A na koniec zaś ciekawostka czyli coś co przyszło do mnie wczoraj na moją skrzynkę na fanpage.
Nie traktujcie tego w żaden inny sposób niż właśnie ciekawostka.