O wszystkimOdżywianie

Marketing podszyty wyczuciem

dodany przezKamil Timoszuk 23 września 2016 0 Komentarzy

Godzina ranna, dla niektórych pewnie nawet nocna. Na podwórku wyczuwalna jest już jesień, którą można choćby rozpoznać po mgle. Mgle tak gęstej, że koniom łby ukręca. Ja jednak w takich okolicznościach przyrody po raz kolejny jadę sobie gdzieś w Polskę, a dokładnie rzecz biorą do Łodzi.

pkp-gniazdkoPodróże to bardzo dobry czas na nadrabianie wszelkich zaległości. Szczególnie jeśli ma się do dyspozycji prąd i internet. Ten pierwszy jakimś cudem zastałem w pociągu TLK. Tak, to nie ściema – w pociągach drugiej klasy są gniazdka z prądem, które działają. Szok i niedowierzanie. Ale chyba rzeczywiście już dawno pociągiem nie jechałem i się na autobusy przerzuciłem, głównie ze względu na komfort jazdy. Trzeba będzie chyba jednak zweryfikować swoje dane, bo jak widać nie tylko jesień ale i kawałek Europy do nas dotarł. Śmiało więc można napisać brawo PKP!

Wracając jednak do sedna, to mając kawałek tego prądu zacząłem porządkować po raz kolejny swoje fotki z ostatnich miesięcy. Między innymi te z Amarok East Side Challenge. Imprezy która mam wrażenie, że była już jakiś kawałek czasu temu, a do dopiero 2 tygodnie jutro miną. Efektem tego przeglądania było zaś to, że dzięki jednej fotce batonów coś mi się przypomniało.

Poprawcie mnie jeśli się mylę, mam nieodparte wrażenie, że wraz z wejściem do Polski CrossFitu, rynek związany z różnego rodzaju zdrowym jedzeniem także dostał kolejnego kopa. Z jednej strony firmy, które już wtedy istniały dostały nowy rynek zbytu. Z drugiej zaś wiele osób wyczuło fakt, że może warto by spróbować odciąć dla siebie kawałek tego tortu. Świetnym tego przykładem są chyba firmy produkujące batony, których jest kilka na polskim rynku. Mi osobiście jako pierwsze do głowy przychodzą takie nazwy jak Legal Cakes, Fuel Chapms, a od niedawna Workout Repost. Te pierwsze znam z tego, że są do kupienia w boxie w którym trenuję. Fuel Champs poznałem przy okazji wizyt w Warszawie i tamtejszym CrossFit ELEKTROMOC. Trzecie zaś znam właśnie z Amaroka. Ale spokojnie, nie będę was przekonywał, że jeden baton jest lepszy od drugiego. W przypadku takiego produktu, gdzie ze względu na wartości odżywcze wszystkie są niemal podobne, decyduje głównie smak – ten natomiast każdy ma swój. Moim faworytem jest niezmiennie Fuel Champs, gdzie smak masła orzechowego niszczy wszystko 😉 Jednak to z Workout Repost wiąże się moje ostatnie fajne wspomnienie.

workout-repost

Wszystkie crossfitowe imprezy, a już na pewno te dwudniowe z Amarok East Side Challenge na czele, dają w kość wszystkim – zawodnikom, organizatorom, wystawcom, kibicom. Wie to każdy kto kiedyś miał okazję spędzić na danym wydarzeniu bite dwa dni, od samego początku do końca. Jest nawet taki moment zawodów, kiedy z jednej strony ważą się losy tego kto wygra, a z drugiej ty jako osoba w jakimś stopniu w tym uczestnicząca, masz już tego wszystkiego serdecznie dosyć. I nie inaczej było na ostatnim AESC, kiedy w niedzielę, w dusznej hali białostockiego lodowiska, ja w pewnej chwili byłem już po prostu mocno zmęczony i do tego jeszcze głodny. Gorszego połączenia chyba nie ma. Jednak jak impreza to impreza i nie ma że boli 😉 W takim jednak momencie, gdzie łaziłem już na lekkim autopilocie i cykałem kolejne fotki, podeszła do mnie Paulina z Workout Repost. Wręczyła mi paczkę w zestaw której wchodziły trzy batony jej i jej koleżanki produkcji. I oczywiście, to nie był żaden przypadek, że tak się właśnie stało, bo gdybym był jakimś Ziutkiem Nołnejmem to by taka sytuacja się po prostu nie wydarzyła. Ona doskonale wiedziała do kogo idzie i z czym idzie. Muszę jednak przyznać, że trafiła ona na taki moment, że te batony zanim dotarły do mojego żołądka dwa dni później, to najpierw zadziałały na moją głowę i poprawę samopoczucia w tej właśnie chwili. A to wszystko dlatego, że to był TEN czas i TEN moment. To było tak normalnie, po ludzku, miłe.

pkp-prad

Oczywiście, nie mam tutaj żadnych wątpliwości, że sam fakt otrzymania przeze mnie podarunku był celowy i zamierzony. Jednak wyczucia tej chwili nie mógł przewidzieć nikt – ze mną i Pauliną tym bardziej na czele. Taki trochę szczęśliwy marketing to ja jednak szanuję. Bo nawet jeśli on w jakimś stopniu jest zamierzony, i dzięki temu wywołuje u mnie takie pozytywne wspomnienia, nawet po kilku tygodniach od wydarzenia, to nie widzę żadnych przeciwwskazań aby o tym nie napisać. I mówiąc szczerze, nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze będę jadł batony tej firmy, ale za to wiem, że będzie ona mi się przyjemnie kojarzyć. Dzięki właśnie TEJ chwili na Amaroku 🙂

Good Job Workout Repost! 😉

A jeśli ktoś myśli, że to jest tekst sponsorowany, to niech się puknie w czoło. Najlepiej ścianą. Z rozbiegu.