Foto & VideoO wszystkim

Majówkowo-rowerowy zawrót głowy

dodany przezKamil Timoszuk 3 maja 2015 0 Komentarzy

Majówka to niemal święty czas każdego Polaka, kiedy to większość udaje się na łono natury lub chociażby przed własną klatkę schodową. Wszystko po to aby zaznać mniej lub bardziej zasłużonego relaksu przy na przykład suto zakrapianym grillu. Są jednak tez inne sposoby na spędzenie tego wolnego dla większości ludzi czasu.

Ja w tym roku planów majowych specjalnych nie miałem. Jedyny konkretny plan jaki kołatał mi się w głowie spalił na panewce, z racji braku chętnych na kilkudniowy wypad do greckich Aten z okazji Athens Throwdown. W takiej sytuacji pozostawało więc liczyć na przychylność aury w Polsce, aby można było tutaj aktywnie spędzić te kilka dni. Czy się udało? Udało, zdecydowanie udało.

Rowerowe Podlasie 1

Jak nie od dziś wiadomo, już od 2 sezonów rower jest moim codziennym towarzyszem w podróżach po mieście i nie tylko. Po takim czasie człowiek zna swoje miasto niemal jak własną kieszeń. Ponad 11 tysięcy kilometrów zrobione w tym czasie, musi mieć jakieś odzwierciedlenie w wiedzy. Dlatego też coraz częściej i coraz odważniej zaczynam zapuszczać się w coraz to dalsze rejony Podlasia, tak aby nie dać się porwać monotonii. Od tego sezonu jest to o tyle bardziej możliwe, że zakupiony przed sezonem rower umożliwia mi znacznie bardziej komfortową jazdę nie tylko po asfalcie, ale i po gorszych nawierzchniach. A to właśnie tego typu ścieżek do spenetrowania na Podlasiu jest najwięcej.

Odkąd zacząłem też regularnie jeździć swoim jednośladem, miałem gdzieś w głowie plan/pomysł aby przekroczyć swoistą granicę, która jeszcze jakiś czas temu wydawała mi się jakimś kosmosem. Tą granicą była bariera 100 kilometrów przejechanych podczas mojej jednej wyprawy. Domyślam się, że wiele osób, które teraz to czytają i mają już za sobą znacznie większe dystanse, uśmiecha się tylko pod nosem. Dla mnie jednak ta „stówka” to nie tylko same kilometry. To także kolejne moje prywatne potwierdzenie tego, że zdecydowanie warto było powalczyć o swoje dobro i zrzucić z siebie ponad setkę ale nie kilometrów, a kilogramów. Setka setce nie zawsze jest równa 😉

Rowerowe Podlasie 3

I tak tez się stało, że to właśnie podczas tegorocznej majówki udało mi się to zrobić. Myślałem, że zrobię to już w piątek, czyli 1-go maja, ale jak to często bywa, pogoda pokrzyżowała mój plan rzęsistym deszczem, który skutecznie przeszkodził w osiągnięciu tego wyniku. W sumie można było próbować i pomimo deszczu, tylko po co? 2 maja stał już pod znakiem CrossFitu w różnych wydaniach – najpierw trening a później wspólna inauguracja sezonu grillowego. Tak więc nie trudno zrozumieć, że są rzeczy ważne i ważniejsze 😉 czasami trzeba wybierać, i taki też właśnie był mój wybór tego dnia. Jednak co się odwlecze…

Trasa 100km

3 maja 2015 roku to właśnie dzień kiedy pękła moja pierwsza setka. Setka, która o dziwo nie była przeze mnie mierzona, a jedynie na oko wybierając trasę oceniłem, że „chyba powinienem zahaczyć” o swój cel. W trakcie jednak postanowiłem bardziej niż na celu, skupiać się na drodze i na tym aby była ona jak najbardziej atrakcyjna pod każdym względem. Tak jak już wspomniałem, polne bądź też leśne drogi z moim rowerem nie są już mi tak straszne jak z tym starym. Dlatego też mogę kiedy mi się podoba podczas takiej przejażdżki skręcać gdzie chcę i kiedy chcę. Tylko nogi mogą mi w pewnej chwili odmówić posłuszeństwa, ale to na szczęście się jeszcze nie zdarzyło nigdy i mam nadzieję, że nie zdarzy. Mając jednak takie właśnie podejście, nie raz można się BARDZO zaskoczyć, zarówno tym jak fajne jest to Podlasie, a poza tym jak bardzo go jeszcze nie znam.

Rowerowe Podlasie 4

Czy robiąc taką wyprawę coś człowieka boli? Mnie osobiście nic przez większość czasu. Jednak około ostatnich 15 kilometrów to jest głównie walka z bolącymi czterema literami, drętwiejącymi od kierownicy palcami i puchnącymi przy trudniejszych odcinkach udami. To jednak raczej standard przy nawet mniejszych trasach, a więc tak naprawdę wszystko w normie 😉

Rowerowe Podlasie 6

Majowa setka była też bardzo fajną zaprawą, przed dwoma rajdami rowerowymi ,jakie odbędą się w następny weekend na Podlasiu. Robię już w tej chwili wszystko, aby nic nie pokrzyżowało moich planów uczestnictwa w obu tych imprezach. O tym jednak na pewno wspomnę w nadchodzącym tygodniu, który mam nadzieję, a wręcz jestem pewny tego, że będzie znacznie bardziej „płodny” jeśli chodzi o materiały pojawiające się tutaj na blogu. Tak czy inaczej, trzeba będzie w najbliższym czasie wyznaczyć sobie jakiś inny rowerowy cel 🙂