O wszystkim

Mądre zmiany, dobre zmiany

dodany przezKamil Timoszuk 3 kwietnia 2018 0 Komentarzy

Szczęście, przypadek czy zaplanowane działanie? Co w największym stopniu rządzi naszym życiem i związanymi z tym wyborami? Ja z biegiem lat coraz bardziej wierzę w tę teorię, która mówi że wiele rzeczy, które nas spotyka – nie dzieje się tylko tak po prostu.

Kilka dobrych miesięcy temu, wraz ze swoim życiem i , co z nim robię, byłem w miejscu w którym szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że będę. Na pierwszy rzut oka w tamtym czasie nie było źle – pracowałem, trenowałem, spełniałem się i nie miałem teoretycznie wielkich powodów do narzekań. Z czasem jednak coraz bardziej zaczęło mi doskwierać uczucie, że coś jest nie tak. Coś nie idzie w tym kierunku w którym bym chciał, a nawet powinno iść. I to w dużej mierze zmusiło mnie do zrobienia małego rachunku sumienia, czy aby na pewno wszystko kontroluję w swoim życiu. Wnioski zdecydowanie nie były wesołe.

Ci, którzy są ze mną tutaj, czy też w realnym życiu od dobrych kilku już lat, ci doskonale wiedzą o mojej przeszłości. Przeszłości, którą w wielkim stopniu wypełniała walka z nadwagą. Bo nie ma się co oszukiwać, ale nie wiem ile musiałbym mieć wzrostu, aby moja maksymalna waga 215 kilogramów była tą odpowiednią 😉 Po zbiciu jej w ciągu kilku lat do poziomu poniżej 100kg, przyszedł okres najpierw stabilizacji, który przerodził się w stagnację. A jeśli komuś problem z wagą nie jest bliski, ten musi wiedzieć, że ten problem nie kończy się praktycznie nigdy. Bo tak jak alkoholik czy narkoman swoją używkę może odstawić i walczyć z tym aby do niej nie wrócić, tak osoba z nadwagą jedzenia odstawić nie może. Dlatego w tym przypadku każdy dzień to często po prostu walka.

A jak jest z taką walką? Można ją przegrać albo wygrać. Ja po zrobieniu szczerego rachunku sumienia przed samym sobą stwierdzam, że ostatnio przegrywałem. Choć obawiam się, że to i tak dość lekkie określenie na to, co się działo. Mówiąc wprost: ja rok 2017 nie tyle przewegetowałem czy zmarnowałem. Ja go po prostu zaprzepaściłem – nie ma co ukrywać. I to wiedząc doskonale, jak wielu ludzi mniej lub bardziej oficjalnie trzyma za mnie kciuki, co było jeszcze bardziej wymowne, a zarazem dotkliwe. Głównie dlatego, że nie lubię zawodzić ludzi. Szczególnie tych, którzy mi dobrze życzą.

Dlatego też pod koniec 2017 roku przyszło opamiętanie i ocknąłem się ze stanu, który w sumie ciężko mi nazwać. Na szczęście, w tym samym czasie nastąpiło kilka zmian, zarówno w moim życiu jak i otoczeniu, które uświadomiły mi, że dosyć tego! Trzeba się brać za robotę, bo wystarczy już tego dobrego. W wyniku takiego przestawienia myślenia nastąpiły zmiany, które były niespodziewane nawet dla mnie. Jedną z takich zmian były przemiany w boxie w którym trenuję, gdzie odzyskałem radość z ruchu. Było to o tyle dziwne, że zanim poprzestawiałem co nie co w swojej głowie, to trenowałem jakieś 5 dni w tygodniu. Jednak co innego jest ruszać się z przyzwyczajenia, a co innego trenować z ochotą. Poza tym skoro zrobiło się dobrze w temacie treningowym, to głupio by było marnować to „brudną michą”. I jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Dwoma podstawowymi zmianami jakie wprowadziłem to eliminacja niemal do zera dwóch składników – cukru i alkoholu. Dwóch jakże przyjemnych w działaniu, ale tragicznych w skutkach substancji, które są dużym problemem wielu z nas.

W wyniku też dodania kilku innych zabiegów, od stycznia na wagowym liczniku jest już -14 kilogramów. Możecie się jednak zapytać – jak to wszystko ma się do tego całego wstępu w tekście o tym, że naszym życiem nie do końca rządzi tylko przypadek? Otóż jak się okazuje, ma to dość spory związek. Wszystko dlatego, że jakiś czas temu jeden z kolegów z boxa, którego znałem tylko z widzenia i nie miałem zielonego pojęcia czym się zajmuje, pochwalił tego bloga. Ja jak to mam w zwyczaju podziękowałem i w sumie zapomniałem o tym fakcie. Za jakiś czas jednak otrzymałem maila z propozycją, która jak się okazała była wynikiem naszej rozmowy. W treści maila dostałem zaproszenie do białostockiego sklepu Zielnik na rozmowę. Rozmowę, z której jasno wynikał jeden prosty przekaz: Sklep Zielarsko-Medyczny Zielnik chętnie wspomoże mnie w moim powrocie do formy.

Zanim jednak doszło do konkretów, miałem trochę czasu aby rozejrzeć się po samym sklepie, którego wcześniej nie znałem. Pierwszym moim skojarzeniem jakie do tej pory miałem ze sklepem zielarsko-medycznym było takie, że gdzieś w ciemnej uliczce, na zapleczu, jacyś znachorzy kręcą różne mikstury z ziół, kurzych łapek i pajęczych sieci i przepisują je pacjentom 🙂 Tak wiem, klimat jak ze średniowiecznej Anglii 😉 Całe to wyobrażenie jednak mija, kiedy przekracza się próg lokalu na ulicy Kaczorowskiego w Białymstoku. Bardzo fajnie urządzone wnętrze, w którym wydaje się, że przestrzeń została wykorzystana maksymalnie. Po sklepie można swobodnie się przejść i zapoznać z bogatym asortymentem. Na szczęście jednak z pomocą przychodzi kompetentna, ale nie nadgorliwa (czego osobiście nie znoszę) obsługa. Miłe panie zdecydowanie mogą imponować swoją wiedzą, która nie jest przy okazji jakimś marketingowym bełkotem. Nie odczułem aby ktoś mi wpychał coś na siłę, a bardziej chciał doradzić w rozsądnym wyborze. W dzisiejszych czasach nastawionych w pierwszej kolejności na sprzedaż, to zdecydowanie się ceni.

Zielnik jak się okazuje to nie tylko sklep jak każdy inny ale miejsce, które stara się podejść do swojego klienta bardziej kompleksowo. W wyniku tego, przez cały luty i marzec, była tam prowadzona akcja mierzenia składu ciała dla wszystkich chętnych. Kompetentna w tym temacie osoba, badała każdego kto tylko się zgłosił i doradzała mu co warto zrobić, aby poprawić komfort swojego życia. Ja także przeszedłem takie badanie, które uświadomiło mi kilka różnych rzeczy. Najważniejszą z nich była ta, że to jest czas aby się ogarnąć kompleksowo. Bo chudnąć i doprowadzać się do teoretycznie dobrego stanu można na dwa sposoby – głupi i mądry. I chcąc zrobić to w ten drugi sposób, zdecydowałem się na naszą współpracę z Zielnikiem przez najbliższych kilka miesięcy. Współpracę, która będzie miała na celu pokazać lub udowodnić niedowiarkom, że przy mądrym zarządzaniu swoim organizmem i ewentualnym wsparciem jakimiś suplementami, można wiele zdziałać. I to nawet w przypadku kogoś takiego jak ja 😉

Przy okazji tej sytuacji powrócił też do mnie automatycznie temat, o który wielu z was często mnie pyta, a mianowicie – co z moją operacją wycięcia skóry? Otóż temat jest jak najbardziej aktualny. Jednak żeby on był realny, muszę doprowadzić swój organizm do stanu, w którym da radę podjąć to wyzwanie. Dlatego też chyba to dobry moment na to, aby napisać oficjalnie to, co zdecydowałem już sam ze sobą kilka miesięcy temu – rok 2018 będzie czasem mojej pracy nad najlepszą formą w moim dotychczasowym życiu. I nie mam tu na myśli tylko czystej wagi, ale także tego co mam w środku organizmu, bo tam także da się podkręcić wiele rzeczy. Na myśl o tym wyzwaniu tak samo się cieszę, jak i się boję. Ale w pozytywnym znaczeniu. Cieszę się, jednak że w tej mojej prywatnej walce będę miał takiego partnera jak Zielnik. Jak też doskonale widać na tej sytuacji, na początku wspomniane szczęście może iść w parze z zaplanowanym działaniem. Dzięki zaś temu mogą dziać się bardzo fajne rzeczy 🙂

O całym przebiegu tego procesu oraz jego wszystkimi szczegółami od podszewki dowiecie się niebawem. Postaram się na bieżąco pokazywać tę drogę aby każdy mógł wyciągnąć swoje wnioski, a być może i złapać trochę motywacji do własnych zmian. Tak więc już teraz zapraszam! 🙂