fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Łódzkie krosfity w wersji XXL

dodany przezKamil Timoszuk 30 września 2015 0 Komentarzy

Łódź jaka jest, każdy wie. A jak nie wie to jest szansa, że się kiedyś jeszcze o tym przekona. Jest to jednak miasto do którego trafi raczej każdy, kto zapragnie jakichś większych emocji niż tylko zwykły trening w swoim mieście. Bo to właśnie w samym centrum Polski odbywają się największe crossfitowe zmagania w tym kraju czyli Łódź Garage Games.

Pisząc o tej właśnie imprezie, już na samym początku pokuszę się o stwierdzenie, a może nawet i tezę, że „jeśli nie byłeś na łódzkich gejmsach, to nie wiesz co to krosfitnes BIJACZ!”. Tak jednak bardziej poważnie, to coś w tej tezie musi być, bo rzeczywiście niewiele jest chyba w naszym kraju osób, które regularnie trenują, interesują się tym sportem/zjawiskiem i nigdy nie pojechały do Łodzi aby zobaczyć to wszystko na własne oczy. Bez względu na to czy pojechały tam one zajechać się w trupa jako zawodnik, czy też powspierać i pokibicować swoim kolegom z boxa. Dużym na pewno czynnikiem, który to wszystko sprawia jest to, że Łódź Garage Games niemal od samego swego początku były czołową impreza w tym kraju. Oczywiście, na początku nie miały zbyt dużej konkurencji, z czasem jednak ten fakt się zmienił, a łódzki event jak miał się dobrze, tak ma nadal. Co więcej, w tym miejscu można śmiało też użyć jednego z tekstów z polskich reklam, a mianowicie „TO rośnie!” 😉

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 1

Nie inaczej było też i tym razem, kiedy organizatorzy zaplanowali sobie, że podczas inaugurującą rundę ŁGG w sezonie 2015/16 w ciągu dwóch pełnych dni „przerobią” na swojej imprezie około 300 osób. 300 crossfreaków w dwa dni! To istne szaleństwo, ale nie o takich rzeczach już wcześniej słyszałem, lub też widziałem na własne oczy. Tym bardziej jednak chciałem osobiście pojechać tam i przekonać się jak to wszystko będzie wyglądać. Innym zaś bodźcem, który mnie niewątpliwie pchnął w kierunku Łodzi, był start trzech reprezentantów CrossFit Białystok w kategorii Elite w osobach Łukasza Głuszyńskiego, Pawła Oniśko oraz Piotrka Teliszewskiego. Tym samym wprowadzałem w życie jedno z haseł, które miał wypisane na swej koszulce Mateusz Musiał czyli reprezentant CrossFit 72D czyli, a mianowicie „Support Your Local Atheletes”. Poza tym, także byłem ciekaw paru jeszcze innych rzeczy, których nie mogłem sprawdzić w żaden inny sposób, jak tylko poprzez pojawienie się osobiście w Łodzi.

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 2

Na imprezę rozpoczynającą się w sobotę tuż przed południem, z Białegostoku wybraliśmy się już w piątek, tak aby uprzedzić ewentualne niespodzianki. Wie coś o tym na przykład ekipa z Trójmiasta, którą w trasie nie omijały problemy natury technicznej. My natomiast pokonując drogę z Białegostoku na dwa samochody, udowodniliśmy dobitnie, że prowadząc auta na dwa kompletnie różne sposoby, jest spora szansa, że na miejsce dotrze się praktycznie w tym samym czasie. I nic tu specjalnie nie zmieni wykorzystywanie nowych fajnych dróg i wykręcanie na nich trzycyfrowych prędkości, gdzie niekoniecznie to jedynka stoi z przodu. W samej Łodzi trafiliśmy zaś do miejsca, które z zewnątrz nigdy bym chyba nie pomyślał, że może być tak przyjemne. A mowa tu o hotelu/hostelu o nazwie KDKruk w którym już od wejścia można poczuć inność, będąc poproszonym przez gospodarzy o zdjęcie butów i zasuwania w kapciach 🙂 Dalej jest jednak już tylko lepiej bowiem za niewielkie pieniądze dostaje się czyste, małe ale bardzo przytulne pokoje gdzie każdy z nich ma dostęp do oddzielnej łazienki czy też kuchni, a do tego wszystkiego, jeśli ktoś potrzebuje, to śmiga bardzo szybki internet – zarówno po WiFi oraz po kablu, co jest niewątpliwą rzadkością. I nie piszę tego, bo ktoś mi za to zapłacił. Piszę to dlatego, że to miejsce na prawdę dało radę i wiem, że przy kolejnych wizytach w Łodzi na pewno tam skieruję swoje pierwsze poszukiwania noclegu. Co i wam w tym miejscu polecam.

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 3

Kładąc się w piątek spać, nie wiedziałem jeszcze wtedy, że właśnie ładuję akumulatory przed dwudniowym prawdziwym maratonem. W sobotę bowiem udaliśmy się do kompleksu Vera Sport w którym mieści się między innymi CPM czyli Centrum Przygotowania Motorycznego. Podczas moich poprzednich wypraw na łódzkie gejmsy moje kroki kierowałem do Fit Fabric, czyli miejsca położonego geograficznie nieopodal, ale pod wieloma innymi względami zupełnie innego. Głównie dlatego, że w Vera Sport już samo dojście do miejsca docelowego, gdzie rozgrywają się Łódź Garage Games jest pewnym wyzwaniem dla kogoś kto jest pierwszy raz. Kilka recepcji, kręte korytarze, wiele odcinków jakby w remoncie sprawia, że człowiek do samego końca nie ma pewności, że idzie w dobrą stronę. Kiedy jednak słyszy pierwsze dźwięki dochodzącej z daleka muzyki, oraz charakterystyczne uderzenia sztangi o podłogę, to właśnie one sprawiają, że człowiek się uspokaja i podąża wręcz za tymi dźwiękami. Po wejściu na arenę główną zawodów wybory są dwa – albo idziesz rejestrować się jako zawodnik w odpowiednim miejscu albo przechodzisz dalej i szukasz sobie dogodnego miejsca do stania przy barierkach i oglądania zawodów, lub też do posadzenia swoich czterech liter na wygodnej podłodze. W moim przypadku była jednak jeszcze opcja numer trzy w postaci zgłoszenia się do głównego szefa tego całego zamieszania czyli Krzysztofa Bajery. Człowieka, dzięki któremu po raz pierwszy na tej imprezie nie wyrzucano mnie sprzed barierek, co zdarzyło się wcześniej parę razy 😉 Za to wielkie oficjalne dzięki z mojej strony. Bez tego ten tekst, a przede wszystkim materiał fotograficzny, który można od kilku dni zobaczyć u mnie na Facebooku lub Instagramie, nie wyglądałby tak jak wygląda. Poza tym też każde zawody, to okazja do spotkania znajomych z Polski, lub też poznania nowych fajnych osób, których bez żadnych wątpliwości nie brakuje nigdzie.

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 4

Podobnie jak w życiu, tak samo i w Łodzi ważne są jednak priorytety. Tym razem w moim przypadku było to zobaczenie i uwiecznienie jak największej części Łódź Garage Games. Myśląc jednak w ten sposób, nie wiedziałem jeszcze na co się tak naprawdę piszę. Bo przyjechać na jeden dzień jako kibic to jedno, a co innego obejrzeć wszystkie heaty podczas dwóch dni zmagań to zupełnie coś innego. Sobota jest jednak o tyle ciekawa, że startują w jej trakcie dwie kategorie – Masters oraz Elite. Dwie kategorie, z których przynajmniej jedna z nich teoretycznie gwarantuje fajny poziom sportowy. Bowiem fajny poziom emocji w każdej z kategorii zawodów można było obstawiać niemal w ciemno. W inauguracyjnej rundzie w sezonie 2015/2016 pierwszeństwo startów otrzymali Mastersi i to oni musieli już na starcie wykonać lżejszą wersję benchmarka o nazwie DT, oraz dobijać się drążkami w połączeniu ze skakankami. Jak się też później okazało, osoby wymyślające te workouty na zawody postanowiły zobaczyć, która z kategorii podczas całych dwudniowych zmagań poradzi sobie z tym samym WOD-em najlepiej i dać go na start wszystkim. W kategorii Masters u panów, nazwisk znanych z poprzednich edycji tych zawodów nie brakowało. Starzy wyjadacze stawili się niemal w komplecie zarówno na samych zawodach, jak i też później na podium. Dwóch panów, którzy w tamtym roku walczyli do ostatniego niemal workoutu o to, kto z nich wygra klasyfikację generalną całego sezonu, w tym także prawdopodobnie będą nadawać ton tej rywalizacji. Aby wyłonić zwycięzcę pomiędzy Pawłem Sobierajem, a Pawłem Grębowcem, już podczas pierwszej rundy nowego sezonu łódzkich zmagań, potrzebna była dogrywka, którą wygrał ten sam człowiek, który triumfował ostatnio. Jeszcze więc chwila, a do Pawła Sobieraja przylgnie na stałe powiedzenie „wiecznie drugi” 😉

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 5

Organizatorzy Łódź Garage Games jako jedyni w Polsce dają też możliwość startu w kategorii Masters nie tylko panom ale także i paniom. Niestety póki co rywalizacja ta jest mocno ograniczona, ponieważ sprowadza się do zaledwie jednego workoutu, jaki muszą wykonać przedstawicielki płci pięknej. Jednak i chętnych do podjęcia takiego wyzwania jest póki co niewiele, ponieważ podczas inauguracji na start stanęło zaledwie 5 kobiet. W tym przypadku także zaserwowano paniom wyskalowany odpowiednio benchmark DT, w połączeniu z pompkami oraz skakankami. Oglądając jednak to wszystko z boku, niektórzy mogli odnieść wrażenie, że niektóre z pań i ich obecne umiejętności ten workout przerósł. Łamanie techniki i walka o to aby w jakikolwiek sposób zakończyć WOD, to nie jest chyba najlepsza reklama CrossFitu jako takiego. Tu także jednak warto sobie postawić pytanie – czy organizator maratonu, musi odpowiadać za to, że ktoś nie umie biegać? Każdy z nas jest dorosły i jadąc na takie zawody dobrze wie na co się decyduje. A że czasami życie go przerasta… Ostatecznie jednak podobnie jak u panów, tak również i u pań, nic się specjalnie nie zmieniło i zawody wygrała triumfatorka poprzedniego całego sezonu czyli Ingrid Napiórkowska.

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 6

Punktem kulminacyjnym całej sobotnich zmagań w ŁGG był start kategorii Elite. Kategorii w której miało startować kilku zawodników z bardziej znanymi i wyrobionymi już nazwiskami w tym środowisku. Jednak z różnych przyczyn zarówno panowie, jak i niektóre panie nie dotarły na miejsce i rywalizacja toczyła się w okrojonym składzie. Czy to jednak coś zmieniło w ogólnym odbiorze zawodów jako imprezy? Według mnie nie specjalnie. Aczkolwiek ja osobiście oglądałem zmagania łódzkiej kategorii Elite po raz pierwszy i moim ogólnym wrażeniem i obserwacją było to, że niektórzy zawodnicy ewidentnie przeszacowali swoje siły i możliwości startu. Jednak to jest urok takich zawodów gdzie nie ma eliminacji i do poszczególnych kategorii trafiają zawodnicy, którzy powinni być zarówno niżej jak i też wyżej. Tu jednak działa wszechobecna zasada, że każdy jest dorosły i wie na co się pisze. Trochę też dyskusji z tymi osobami z którymi miałem okazję rozmawiać wzbudził fakt, że w kategorii Elite u kobiet benchmark DT został wyskalowany. Z jednej strony to dobrze, że organizatorzy chcą dostosować treningi do startujących osób, ale z drugiej kategoria Elite powinna do czegoś zobowiązywać. Natomiast skalowanie wszystkiego jak leci od góry do dołu nie pomoże raczej w podnoszeniu ogólnego poziomu polskiego CrossFitu, który w przypadku pań nadal nie jest ciągle zbyt wysoki.

W przypadku panów od samego początku ton rywalizacji nadawali ci, którzy byli typowani przez wielu do walki o najwyższe stopnie podium. Wśród tego grona znaleźli się tacy zawodnicy jak Przemysław Strumian, Bronisław Olenkowicz, Marcin Szybaj czy Łukasz Głuszyński. Jednak w przypadku tego treningu potwierdziło się to, że bardziej predysponowani byli zawodnicy, których mocną stroną są podnoszone ciężary. O zajęciu czołowych miejsc w generalnej klasyfikacji zawodów decydowały zaś dosłownie sekundy. U pań różnice były większe, ale to główna sprawka Marii Kurzawy, która już na starcie zostawiła swoje koleżanki za sobą. W drugim treningu o nazwie „GarageGames Chipper” zdecydowanie większy nacisk położono na elementy gimnastyczne z wykorzystaniem drążka oraz własnej masy ciała. I o ile wykonywanie bar MU lub T2B u większości zawodników lub zawodniczek pod kątem technicznym wyglądało podobnie, tak ring dipsy czy też pompki z oderwaniem rąk od ziemi to momentami była już kompletna dowolność. Szczególnie momentami można było poczuć się jak w jakimś akwarium lub innym sklepie rybnym, bo gdzie się człowiek nie obejrzał, to widział węgorza 😉 W przypadku pań trening ten kończył się w momencie kiedy zawodniczce udało się skoczyć 45 double unders. I w większości przypadków nie byłoby to dla większości zawodniczek problemem, gdyby nie drobny fakt polegający na tym, że owe double unders trzeba było skoczyć unbroken. Po tym jak chwilę wcześniej trzy poprzednie ćwiczenia masakrowały ręce w każdej możliwej płaszczyźnie, to nie było specjalnie przyjemne. Dlatego też kilka zawodniczek wiele razy ocierało się o tę magiczną liczbę 45, ale nie dobijały do celu. Tą której udało się skończyć najwcześniej ten trening, była Natalia Świenc. U panów zaś swoją obecność po raz kolejny zaznaczył zwycięzca ostatniego Rodeo w Poznaniu czyli Marcin Szybaj.

Tym też sposobem została wyklarowana grupa zawodników, która miała walczyć o najwyższe miejsca. Aby je zdobyć trzeba było przebrnąć przez workout o nazwie „NoCardio” składający się z 50 burpee box jump, 50 pistolsów oraz 500 metrów biegu dookoła areny zmagań. Z takiego zestawu najbardziej wymagającym zadaniem okazały się pistolsy, które widać było, że nie każdy z zawodników robi regularnie. Dlatego też sędziowie nie wahali się specjalnie przed tym aby raz za razem używać magicznego stwierdzenia „No Rep!”. Czy we wszystkich przypadkach było one uzasadnione czy też nie, to jak zwykle kwestia mocno sporna i dyskusyjna.

Jednak w wyniku tego wszystkiego, zwycięzcami pierwszej rundy Łódź Garage Games w sezonie 2015/2016 okazali się Marcin Szybaj u panów oraz Maria Kurzawa u pań. Całą klasyfikację można zaś sprawdzić na stronie xfitleaderboard.com, która już chyba na stałe zadomowiła się w realiach polskich zawodów. Nic jednak dziwnego, skoro w końcu każdy może sobie sprawdzić w wygodny sposób aktualne wyniki danej rywalizacji. Kiedy też dla większości osób pierwszy dzień zmagań dobiegł już końca, dla mnie osobiście dopiero się zaczął. Wszystko bowiem dlatego, że założyłem sobie ogarnianie materiałów zebranych w Łodzi jak najbardziej na bieżąco. W efekcie tego moje sobotnie Gejmsy skończyły się w okolicach 3 nad ranem, kiedy udało mi się zakończyć przygotowywanie galerii fotek. Całe szczęście polega jednak na tym, że ja to uwielbiam robić i pomimo, że czasami swoiste zmęczenie daje się we znaki, to jednak późniejsza osiągnięta satysfakcja z rezultatu, lub też ewentualne pozytywne komentarze potrafią to całkowicie zrekompensować. Tak więc jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć galerię zdjęć z pierwszego dnia, to niech klika w poniższy link.

GALERIA ZDJĘĆ Z PIERWSZEGO DNIA ZAWODÓW

Niedziela podczas dwudniowych zmagań ŁGG to tradycyjnie już dzień, kiedy startuje najbardziej liczna, bo licząca sobie ponad 150 startujących kategoria Open. To właśnie w Łodzi wielu zawodników ma szansę poczuć różnicę zwykłego trenowania w boxie, a startu na zawodach. To właśnie wtedy wiele osób po raz pierwszy czuje taki zastrzyk adrenaliny, jaki nie jest się w stanie wytworzyć w normalnych warunkach. Od pewnego czasu też fajnie jest widzieć na zawodach całe ekipy z różnych boxów, najczęściej niedawno powstałych, które są żywo zafascynowane i zainteresowane wszystkim tym, co się dzieje podczas takich zawodów. Śmiało to można chyba porównać do takiej fascynacji jaką człowiek odczuwa podczas pierwszego zakochania 😉 Wprawdzie u każdego ten stan się kiedyś kończy, ale fajne wspomnienia u większości osób zawsze zostają. Ja z drugiego dnia zapamiętam jednak coś innego, a mianowicie to, że po raz pierwszy zobaczyłem na własne oczy wszystkie heaty rywalizacji Open. Dzięki temu nowemu doświadczeniu wiem już, że przyjmowanie w dużych ilościach zarówno CrossFitu, jak i tez krosfitnesu konkretnie ryje głowę pod koniec dnia. No ale cóż, robiłem to na własne ryzyko 🙂 Mogłem jednak dzięki temu być świadkiem ciekawego zjawiska polegającego na tym, że gdy podchodziłem do wielu osób z wycelowanym w niego obiektywem aparatu, to postawa danej osoby zmieniała się niemal diametralnie. Mam tu przede wszystkim na myśli fakt, że pomimo tego, że dany zawodnik lub zawodniczka widać było gołym okiem, że jest na wyczerpaniu sił fizycznych, to gdy tylko kątem oka zawodnik widział, że się do niego zbliżam, to jego technika zbliżała się swym poziomem w cudowny sposób do Richa Froniga, a kolejne repy wchodziły jak zaczarowane. A to podobno ja mam parcie na szkło 😉 Może to jest jednak pomysł, aby każdy z zawodników oprócz swojego sędziego dostawał także i swojego kamerzystę/fotografa, a wtedy problemy z łamaniem techniki na kolejnych ćwiczeniach stałyby się tylko wspomnieniem…

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 7

Organizatorów łódzkiej imprezy na pewno trzeba pochwalić za to, że nawet przy tak dużej liczbie osób jaką zaprosili oni tym razem, to wszystko odbywało się niemal z zegarkiem w ręku. Kolejne heaty startowały jeden po drugim i jeśli ktoś zagapił się choćby na chwilę, to była szansa, że mógł nawet przegapić swój czas startu. Ciężko mi sobie jednak wyobrazić to co by się stało, gdyby do takiego tłumu zawodników, dorzucić jeszcze niezgranie czasowe. Na szczęście tym razem nie miało to miejsca. Wszyscy ludzie którzy dopiero czekali na swoją kolej, lub też po prostu przyjechali do towarzystwa, mogli swój czas zagospodarować na różne sposoby. Czy to pójść do baru znajdującego się w tym całym kompleksie i tam oczekiwać na swoją kolej czy to na przykład zwiedzać kilka stoisk, które się pojawiły przy okazji ŁGG. Wiele osób wybrało opcję numer trzy i poszło podbierać coś co stało się nieoficjalnym hitem drugiego dnia czyli amarokowe krówki 🙂

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 8

Nie dość że zdrowsze niż normalne, to jeszcze zaklejały skutecznie buzię, co w przypadku gaduł było dodatkowym bonusem 🙂 Oprócz tego były także do spróbowania różne inne smakołyki, już tym razem nie ze stajni Amarok Nutrition, na przykład w postaci kulek z kaszy z dodatkiem białka i paru innych fajnych składników. Niebawem chyba spróbuję wykonać coś takiego w domu, bo o tym, że smakowały chyba wszystkim najlepiej niech świadczy fakt, że wystarczyło się tylko odwrócić na moment, a każda kolejna dostawa jaka pojawiała się na stoisku, znikała w oka mgnieniu.

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 9

Wracając jednak do aspektu czysto sportowego, to jak można było się śmiało spodziewać, poziom zawodników w tej kategorii zarówno u panów jak i też pań, był mocno zróżnicowany. Niektórzy widać było, że trenują już jakiś czas, inni natomiast jeszcze do końca nie ogarniali paru rzeczy. Aczkolwiek i samym organizatorom zdarzyła się jedna mała wpadka, kiedy to w drugim workoucie zawodnicy mieli do wykonania po 40 OHS-ów i wykroków z talerzem nad głową oraz 50 box jumpów oraz burpeesów ze wskokiem na talerz, to przy ostatnim z tych ćwiczeń wynikły pewne niejasności. Wynikały one głównie z tego, że od samego początku kategorycznie zabraniano zawodnikom wchodzenia na talerze, a nakazywano wskakiwanie na nie. Z upływem jednak kolejnych heatów zmieniało się to, a przez to też nie wszyscy zawodnicy startowali w takich samych standardach. Sam fakt czegoś takiego nie jest na pewno dobry, bo jak wiadomo „nie powinno się zmieniać zasad w trakcie gry”, ale czy to naprawdę wypaczyło końcowe wyniki? Poza tym nie każdy walczył o jak najlepszy wynik, ponieważ wiele osób chciało sprawdzić się samemu ze sobą. Nic więc dziwnego, że po skończonym workoucie pierwszą reakcją na ukończony trening były po prostu łzy szczęścia 😉

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 10

Faktem jest, że w finale walka o czołowe miejsca była bardzo zacięta, co możecie zobaczyć sami na poniższym filmie.

Inny nagrany heat znajdziecie na moim kanale YouTube. W wyniku tych zmagań, zwycięzcą w kategorii mężczyzn został Piotr Żurawik, który jest posiadaczem najbardziej oldschoolowej koszulki w polskim CrossFicie. Mam tu na myśli tshirt z pierwszych crossfitowych zawodów w tym kraju czyli Reebok CrossFit Fitness Championship w Krakowie, które odbyły się w 2012 roku (ZAZDROŚĆ! 😉 ). Tuż za nim uplasowali się natomiast Tomasz Marusik oraz Mateusz Musiał. W kategorii pań natomiast tydzień po zwycięstwie w Rodeo, po raz kolejny na najwyższym stopniu podium stanęła Gabrysia Migała z CrossFit 72D. Tym razem drugim miejscem musiała się zadowolić Aleksandra Wojciechowska, a trzecim Karolina Staszewska. Co ciekawe, o tym która z pań zajęła dwa niże stopnie podium decydowała dogrywka, którą zaledwie kilkoma sztukami double unders wygrała Aleksandra.

Łódź Garage Games 2015-2016 RI 11

I takim oto sposobem pierwsza runda Łódź Garage Games w sezonie 2015/2016 dobiegła szczęśliwego końca. Przez dwa dni kompleks sportowy Vera Sport gościł w swoich murach kilkaset osób z całej Polski, które chciały sprawdzić swoje obecne sportowe możliwości. Po raz kolejny tez potwierdziło się to, że do Łodzi nie każdy przyjeżdża z takim samym nastawieniem i takimi samymi celami. Między innymi do ŁGG chyba na stałe przylgnęła już łatka imprezy po prostu specyficznej. Nie każdemu to odpowiada i nie każdy chce tam przyjeżdżać, bo jak najbardziej ma do tego prawo. Jednak na pewno należą się spore słowa uznania dla organizatorów za to, że im się ciągle chce to robić i poprawiać wszelkie niedociągnięcia jakie się po drodze pojawiają. Co więcej już także wiadomo, że kolejna runda odbędzie się w listopadzie i planowo ma być jeszcze większa niż ta obecna. Jest to tym samym szansa dla każdego kto jeszcze w Łodzi nie był, aby po prostu tam pojechał i sprawdził na własnej skórze jak to naprawdę jest. Bo nigdy nikt nie wyrobi swojej opinii na podstawie tego co się zaledwie przeczyta lub zobaczy w internecie. Ja natomiast po tych dwóch dniach w Łodzi byłem po prostu zmęczony, czego nawet efektem jest tekst, który pojawia się dopiero kilka dni po powrocie do domu. Rzadko bowiem się zdarza, aby zebranie myśli i materiałów zajęło mi tyle czasu. Jestem jednak zadowolony z tego, że mogłem tam być i przeżyć to wszystko na swój sposób, czego i każdemu z was który to czyta w przyszłości życzę 😉

GALERIA ZDJĘĆ Z DRUGIEGO DNIA ZAWODÓW